» Recenzje » Brisingr - Christopher Paolini

Brisingr - Christopher Paolini


wersja do druku

Ogień? Raczej nie

Autor: Redakcja: Michał 'M.S.' Smętek

Brisingr - Christopher Paolini
Chyba nie przesadzę, jeśli napiszę, że na Brisingra czekały miliony. Kilka lat temu świat oszalał na punkcie Eragona, przede wszystkim ze względu na wiek autora. Sam jakoś szczególnie nie oczekiwałem trzeciej części Dziedzictwa – dwóm poprzednim nie udało się mnie porwać (właściwie Najstarszego przeczytałem tylko dlatego, że zawsze staram się doczytywać cykle do końca), więc i po tej nie spodziewałem się niczego dobrego.

Po wszystkich smoczo-rodzinno-polityczno-wojennych rewelacjach w życiu Eragona czas na stabilizację – fajerwerków już nie będzie, pora na trochę spokojnej wojaczki. Tak więc nasz bohater chwyta za gałąź (nie pytajcie…), którą potem wymienia na bułat, i walczy sobie z siłami złego Galbatorixa. Jednak dużo częściej jego pozycja zmusza go do brania aktywnego udziału w polityce Vardenów, czyli partyzanckiej organizacji, będącej jedyną nadzieją na wolność dla wszystkich żyjących na świecie ras.

Wydaje mi się, że największym problemem fabuły Brisingra jest słabe rozplanowanie jej poszczególnych części – z powodu idiotycznych rozterek Eragona (o których później) prolog przybiera rozmiary sporej kobyły. Zdarzyło mi się już czytać krótsze teksty wydawane jako powieści. Potem następuje lekkie ożywienie fabuły, po którym wpadamy w potoki nudy; i znowu po nieprzyjemnym spowolnieniu akcja niespodziewanie przyspiesza, aby znaleźć swe zwieńczenie w epilogu. Zdecydowanie zbyt krótkim, zresztą.

Pewną odtrutką na straszącą czasami nudę jest wątek Rorana. Postać ta rozwija się zdecydowanie najlepiej i – w końcu – nabiera pozorów życia. Chociaż i tak przeżyłem kolejne załamania, kiedy czytałem o zabitych przez niego stu dziewięćdziesięciu wrogach czy też jedynie trzydziestu, ale za to w dzień po pięćdziesięciu batach.

Wspomniałem o rozterkach Eragona – te są chyba najnudniejszymi fragmentami całej powieści. Człowiek, któremu wszyscy non stop wmawiają, że jest jedyną nadzieją, co chwila wpada w depresję – nie wie, czy jest gotowy dalej mordować. Wszystko to straszy infantylnością i jakoś nie pasuje do Jeźdźca, który podobno stanowi jedność ze swoim smokiem, zamiatającym w bitwie tuziny wrogów jednym ruchem ogona. Niemniej trzeba przyznać, że Paolini próbuje rozwijać swego głównego bohatera – im dalej, tym mniej owych dziecinnych monologów, a więcej podjętych na trzeźwo decyzji.

Dosyć interesująco przedstawiają się też postacie poboczne. Wspomniany już Roran dzięki miłości rozwija się w bardzo ciekawym kierunku – jest on, jak wspomniałem, jedyną "żywą" postacią (przynajmniej pod względem psychologicznym). Chętnie zobaczyłbym też w kolejnej części więcej krasnoludów, bo ci, choć do bólu schematyczni, potrafią w czytelniku wzbudzić większe emocje.

Pisanie czegokolwiek o klimacie chyba jest pozbawione sensu – każdy, nawet nie czytający Dziedzictwa, miał już chyba okazję słyszeć o Smoczym Jeźdźcu walczącym razem z elfami i krasnoludami przeciwko siłom zła. Tak, tak, to dokładnie to samo co w 2k10 innych powieściach fantasy i – co boli dużo bardziej – nie wyróżnia się niczym.

Kontakt ze stylem Paoliniego wciąż trochę boli: przede wszystkim ze względu na całkowite wypranie go z elementów odautorskich. Na tekst składa się sterta podręcznikowych opisów, dialogów, monologów i metafor. Wszystko już połknięte i przetrawione przez czytelników, nawet tych minimalnie wyrobionych. Nie wiem też, ile w tym wszystkim winy tłumacza, bo tekst wygląda jakby był "robiony" na szybko – pełno w powieści powtórzeń i niezgrabnych stylistycznie zdań.

Pod względem wydania nie ma się właściwie do czego przyczepić (poza topornym tłumaczeniem, naturalnie): książka jest dobrze sklejona, powinna wytrzymać wielokrotne czytanie; podobnie problemów z czcionką, a papier nie kaleczy dłoni. Z pantałyku zbiła mnie trochę "hityna", która pojawiła się gdzieś na początku tekstu, ale po sześciuset kolejnych stronach prawie zapomniałem.

Brisingr to typowy zapychacz czasu – jeśli chcecie spędzić kilka godzin na niezbyt wymagającej rozrywce, a bardzo brakuje Wam fantasy w starym stylu, powinniście być zadowoleni. Nie oczekujcie jednak cudu – trzeci tom Dziedzictwa pozostaje literaturą dla młodszych, próżno tu szukać jakiejś głębszej treści; powieść zapewne wyleci z głowy po trzech dniach, ale zawsze przysporzy odrobinę zabawy.
5.0
Ocena recenzenta
7.04
Ocena użytkowników
Średnia z 54 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Brisingr (Brisingr)
Cykl: Dziedzictwo
Tom: 3
Autor: Christopher Paolini
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawca: Wydawnictwo MAG
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 14 listopada 2008
Liczba stron: 624
Oprawa: miękka/twarda
Format: 135 × 205 mm
ISBN-13: 978-83-7480-110-2/-113-3
Cena: 39,99/55,00 zł



Czytaj również

Dziedzictwo t.1
Przez wyłom
Dziedzictwo
Masterton w branży meblarskiej, czyli siedzenie z piekła rodem
- recenzja
Dziedzictwo. Tom 2 - Christopher Paolini
Zakończenie bez polotu
- recenzja
Dziedzictwo. Tom 1 - Christopher Paolini
Ta gorsza (oby) połowa
- recenzja
Dziedzictwo
Zwycięska praca w kokursie na przygodę do Zewu Cthulhu

Komentarze


Kaj
   
Ocena:
0
Spodobała mi się ta książka. Jakaś wspaniała nie jest, ale da się przeczytać. Uważam, że każdy, kto uważa się za fana fantastyki, powinien przeczytać.
17-01-2009 13:26
M.S.
    @Kaj
Ocena:
0
Uważam, że każdy, kto uważa się za fana fantastyki, powinien przeczytać.

Dlaczego tak uważasz? Dlatego że "da się ją przeczytać"? Przykro mi, ale znam wiele książek fantasy, które nie tylko da się przeczytać, ale i przeczyta się z dużą przyjemnością i nawet spośród nich nie wszystkie uważam za lektury obowiązkowe. Co więc Brisingr ma takiego, że tak go polecasz?
17-01-2009 14:10
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dlaczego, jeżeli nie przeczytam tej książki, nie będę mógł się uważać za fana fantastyki?
17-01-2009 14:34
Neverwhere
   
Ocena:
+2
Kolega się trochę zagalopował ;) Dajce mu spokój.
Recenzja całkowicie oddaje to co myślę o tej książcę: jest wtórna i jako czytadło może być.
Ale osobiście polecam sięgnąc po coś z wyższej półki.
18-01-2009 09:42
Nyx Ro
   
Ocena:
+1
Uf...! Kamienie spadły mi z nerek!
Po takiej recenzji zdecydowanie odkładam sobie lekturę 'Brisingr'a' na inny czas, czas w którym cena stanieje do faktycznej wartości tej książki.
19-01-2009 21:13
Senthe
   
Ocena:
0
Warto przy tym chyba zaznaczyć, że, pomimo upartego nazywania Dziedzictwa trylogią, nagle okazało się, że powstanie również czwarty tom. (Autor musi się z czegoś utrzymywać, wiadomo.) Dla mnie to był niezły szok, jakieś 70 stron przed końcem zaczęłam się zastanawiać, czemu się to jakoś tak nie kończy, gdzie Galbatorix i w ogóle. Także nawet jeżeli jesteście, jak moja siostra, przeraźliwie ciekawi zakończenia cyklu, nie ma co się spieszyć z kupowaniem i lekturą.

Sama książka była mniej więcej poprawna i 'da się', a to już jakiś sukces. Miły czasoznikacz.
21-01-2009 08:20
Freya2711
   
Ocena:
+1
No cóż, jak widzę nie ma co się spieszyć z kupowaniem książki... Istnieją przecież tańsze czasoumilacze ;]
22-01-2009 18:02
~dudi

Użytkownik niezarejestrowany
    a mi nawet przypadła do gustu
Ocena:
0
Szkoda tylko, że nie jest do od początku do końca ,,Trylogia,,. I przyznam, że irytowały mnie te błędy w tłumaczeniu na PL. Czasem nie dało się zorientować co i jak ale po za tym może być. Daje 6.5/10
06-06-2009 20:09
~Luin Tinuviel

Użytkownik niezarejestrowany
    Lepsza od poprzednich części
Ocena:
0
Jeśli Eragon mnie irytował naiwnością i dziecinnością dialogów, Najstarszy irytował oklepanymi motywami i na siłę wprowadzaną epickością, to Brisingr nie powoduje niechęci. Chociaż rzuca się strasznie w oczy, że niektóre motywy są nawiązaniem do fabuły Gwiezdnych Wojen, to czyta się całkiem przyjemnie. Powiem więcej... nawet mnie momentami zaciekawiła ta powieść i końcówkę czytało się jednym tchem... Tyle, ze drastycznie ucięta końcówka razi. W każdymś razie autor dorasta, tak jak i jego bohaterowie, więc ostatnia część może być dobra, o ile się tendencja utrzyma.
25-04-2010 17:32
~Rafael

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Paolini bardzo mi imponuje chociażby tym, że pomimo tak młodego wieku udało mu sie napisać tak wspaniałą książkę jak Eragon. Kolejne części są coraz lepsze, ciekawsze. Jestem wielkim fanem książek fantastycznych do tej pory moją ulubioną książką był Władca Pierścieni ale Dziedzictwo bije go na łeb. Wszystkie trzy książki (Eragon, Najstarszy, Brisingr) oceniam 10/10. Gorąco polecam wszystkim tę książkę.
25-05-2010 19:05

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.