» Recenzje » Bo to jest wojna, rzeź i rąbanka - Romuald Pawlak

Bo to jest wojna, rzeź i rąbanka - Romuald Pawlak

Bo to jest wojna, rzeź i rąbanka - Romuald Pawlak
Do najnowszego zbioru opowiadań Romualda Pawlaka podszedłem "na świeżo", gdyż do tej pory zetknąłem się z zaledwie jednym jego tekstem, Jak liście z drzew, pochodzącym z drugiego tomu antologii Tempus fugit. I chociaż nie zaskarbił on autorowi mojej sympatii, w niepamięć puściłem dawne smutki i postanowiłem dać pisarzowi jeszcze jedną szansę.
Czy było warto? Raczej tak.

Bo to jest wojna, rzeź i rąbanka nie jest arcydziełem literatury fantastycznej, ale też chyba nigdy do tego miana nie aspirowała. Jest to aż dwanaście opowiadań, stanowiących istny kalejdoskop twórczości Pawlaka. Wspólnym mianownikiem dla tych wszystkich tekstów jest jedynie osoba autora, i chyba to stanowi największy zarzut, jaki można wystosować względem tejże antologii. Bo i owszem, różnorodność jest cechą pożądaną (nużącym byłoby czytanie kilkunastu opowiadań pisanych "na jedno kopyto"), ale tylko wtedy, gdy zawarte w zbiorze teksty się ze sobą nie gryzą. Wymieszanie w jednym tyglu tak odbiegających od siebie tekstów - nie tylko tematycznie (to akurat nie byłoby nic złego), ale przede wszystkim klimatycznie - sprawia, że czytelnik skacze od jednej konwencji do drugiej.

Co można dodać na obronę autora? Chyba tylko fakt, iż sam pomysł skompletowania antologii skupiającej w sobie dużo różnorodnych dzieł nie jest zły. Daje to możliwość szerokiego zapoznania się z twórczością pisarza tym czytelnikom, którzy – podobnie jak ja – wcześniej z jego opowiadaniami mieli nie wiele do czynienia. Sprawdziło się to w przypadku Ostatniego zjazdu przed Litwą Roberta J. Szmidta, ale w Bo to jest wojna, rzeź i rąbanka zawiódł dobór tekstów.

Zbiór otwierają Błędne lemingtony, najsłabsze z czterech opowiadań traktujących o losach rycerza i maga samouka, Fillegana z Wake. Dużo bardziej do gustu przypadł mi Łuk triumfalny (chociaż Most demonów niewiele mu ustępował). Największym atutem tych historii jest sam główny bohater, ale też fakt, iż jego przygody opisywane są bez przesadnego absurdu. Owszem, Fillegan co rusz wplątuje się w jakieś dziwaczne kłopoty, ale autor nie posuwa się do stosowania "radykalnych rozwiązań". Pawlak uniknął popadania w skrajność, czyli cechy, która nieodmiennie odpycha mnie od podobnych klimatycznie pilipiukowskich opowiadań o Jakubie Wędrowyczu., Tymczasem dzieła Pawlaka są nieco bardziej stonowane, co zaliczam mu na plus.

Kolejny tekst, Wniebowstąpienie Menela był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Pomijam już fakt, iż pochodzi on z 1991 roku (sic!), ale szczerze mówiąc, pasuje do poprzedzających je opowiadań jak but w rzyć. Owszem, sam w sobie jest bardzo przyjemny w odbiorze, ale to właśnie tutaj najbardziej daje o sobie znać owe "skakanie konwencji", o którym wspominałem wcześniej. Co z tego, że tekst numer pięć jest naprawdę dobry, kiedy czytelnikowi trudno nagle (po przeczytaniu czterech zbliżonych opowiadań) przestawić się na zupełnie inny klimat. Psuło mi nieco to wrażenia z lektury, bo czytając Wniebowstąpienie… cały czas w głowie miałem Fillegana z Wake.

Artie Libshit, kreator cielesny to może i nie najlepszy tekst zbioru, ale zdecydowanie najciekawszy. Z wierzchu stwarza pozory zwyczajnej makabry, mającej zszokować czytelnika, ale sądzę, że ma też i drugie dno. I chociaż nigdy nie lubiłem rozważań z cyklu: "co autor miał na myśli?", to w tym wypadku pokuszę się o pewną tezę. Odbieram Artiego… jako przesyconą ironią alegorię popkultury. Tytułowy bohater to artysta. Artysta niecodzienny, ponieważ jego występy to nic innego jak publiczne okaleczanie się. Staje on do korespondencyjnego wyścigu o sławę ze swoim bardziej znanym konkurentem, i dla mnie jest to wyśmienita metafora żądzy sukcesu, jaka obecnie opanowała media. Pawlak, pod przykrywką czarnego humoru, stara się nam pokazać, że człowiek potrafi posunąć się poza granice zdrowego rozsądku, jeśli tylko stawką jest sława.

Kolejne dwa teksty, Zamówienie i W dziurze po sęku są słabe. Pierwsze z nich to historia dziennikarza, który podejmuje się napisania pewnego specjalnego artykułu. Niestety, zadanie to okazuje się być trudniejszym, niż na pozór mogłoby się wydawać i ściąga na bohatera nie lada kłopoty. Historyjka nawet ciekawa, lekka w czytaniu, ale niestety wyparowuje z głowy w chwilę po zakończeniu. Drugie opowiadanie opisuje losy niezwykłej rodzinny, a także przestrzega nas, że czasami nadmierna ciekawość może drogo kosztować. Utrzymany w klimacie czarnego humoru, tekst nie jest jakoś szczególnie godny uwagi, ale na pewno nie nudzi. Czyta się go przyjemnie, a poświęconego mu czasu nie można uznać za zmarnowany.

Tekst tytułowy, Bo to jest wojna, rzeź i rąbanka! wcale nie jest ani najlepszy, ani też jakoś szczególnie reprezentatywny dla twórczości Pawlaka. Opisana jest w nim historia pewnego mieszkańca jednego z większych polskich miast, którego odwiedza krasnolud Turgil Olgansson. Krasnolud ów ma dwa metry wzrostu, mięśnie jak Pudzianowski, a uzbrojony jest jak arabski terrorysta. Siłą zajmuje on mieszkanie głównego bohatera, zamieniając je w stanowisko ogniowe, z którego ma zamiar ostrzelać wrogie oddziały elfów. I chociaż to z tego opowiadania pochodzi mój ulubiony cytat: legolasy pierdolone, to ogólnie nie stanowi ono jakiejś wyjątkowo urodziwej perełki.

Zbiór zamykają trzy teksty, których bohaterami są mag Rosselin i jego smok Filippon. Szczerze mówiąc, niezbyt przypadły mi one do gustu, chociaż - jeżeli miałbym wskazać najciekawsze z nich - postawiłbym na Komu się nie odmawia?. Dużo bardziej podobały mi się losy Fillegana, i chociaż pojawia się on w Myszą i pałką, to nie podnosi to poziomu opowiadania.

Bo to jest wojna, rzeź i rąbanka to zbiór w większości przeciętnych tekstów, które w największej mierze ratuje gawędziarski styl Pawlaka. Ta książka to rasowe czytadło, świetnie nadające się jako mały przerywnik między poważniejszymi lekturami. I chociaż nie tarzałem się ze śmiechu podczas czytania przyznaję, że pozostały mi wyłącznie pozytywne odczucia.
Polecam tym, którzy chcą się trochę odprężyć i zagłębić się w coś pisanego z przymrużeniem oka.
6.0
Ocena recenzenta
3.33
Ocena użytkowników
Średnia z 6 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 4
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Bo to jest wojna, rzeź i rąbanka
Autor: Romuald Pawlak
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 24 sierpnia 2007
Liczba stron: 312
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Seria wydawnicza: Bestsellery polskiej fantastyki
ISBN-13: 978-83-60505-47-2
Cena: 28,99 zł



Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.