string(15) ""
» Blog » Bo nie chce mi się odpowiadać Salantorowi na fejsbuku
11-06-2013 09:13

Bo nie chce mi się odpowiadać Salantorowi na fejsbuku

Odsłony: 404

Dwa wpisy niżej Salantor się żali na żalących się na rynek każuali. Nawet nie czuję, kiedy rymuję.
Pal sześć częstochowską twórczość. Odpowiadam.
Salantorze, cytując klasyka, mylisz niebo z gwiazdami odbitymi w stawie - w tym przypadku tym stawem jest twoje wyobrażenie na temat argumentów, które próbujesz zbić.
Bo tak naprawdę polemizujesz sam ze sobą, zupełnie nie dotykając istoty problemu, który chcesz zrajdować.
Komercjalizacja i każualizacja pewnych gałęzi rozrywki, które zwykliśmy uważać za nasze, nerdowskie (erpegi, planszówki, gry komputerowe, film fantastyczny otd), elytarne (tak to się wymawia w Stolycy, nie?) i wymagające jakiegoś poziomu wtajemniczenia niesie dużo zagrożeń.
Jako że wspomniałeś o równaniu do najniższego wspólnego mianownika, co jest moim kluczowym argumentem antykażualowym, ustosunkuję się do tego najpierw.
Zrobię to, podając ci prosty przykład filmu fantastycznego.
Oto chciałem sobie ja, elitarysta, pójść do kina na Iron Mana 3 ostatnio. Patrzę po repertuarach, wszędzie dubbing. Co jest kurde? Czyżby polski widz kinasuperbohaterskiego zdebilał do tego stopnia, że nie umie przeczytać napisów/nie rozumie po angielsku? Nie, patrzę, PG dla przedszkolaków praktycznie.
No tak, każualyzacja.
Przecież Hasbro podpisalo grubomilionowe kontrakty z Marvelem i wytwórnią na sprzedaż zabawek i gadżetów z filmu. Najlepsze są zabawki - hełm ajronmena, akszynfigur ajronmena (zbierz wszystkie kombinezony z finalowej walki ironmana!!!!!). Podpisało, i trudno wymagać, by mama gówniarzowi czytała w kinie. Trzeba zrobić dubing, by ośmiolatek posikał się z osomnesu i męczył całą żyjącą ancestrię o zabawki z ajronmena.
Do tego zero scen seksu, zero brzydkich wyrazów i praktycznie zero chlapiącej naokoło juchy - wszystko ładne, cukierkowe i miłe.
No i wychodzi nam tu to równanie do najniższego wspólnego mianownika - umiejętności czytania ośmiolatka i bezstresowe wychowywanie. Bo przecież jakieś dziecko w Ameryce mogłoby znowu wejść do klasy i powybijać rówieśników ze sztucera taty.
Dzięki temu właśnie równaniu do najniższego, poszerzaniu targetów i każualizacji fajny film zamienia się w bajkę dla dzieci.
Dlatego pewnie będę zawsze wspominał fruwające flaki z Aliens, "yuppikaiei maddafakka" ze Szklanej Pułapki czy gołe baby gwałcone w Mad Maksie 2. Tam się nikt nie pieścił z ośmioletnim widzem, nie równał do najniższego itd. Sceny były mocne, zapadały w pamięć i przez to były ważne. Dziś jest miałka papka, która ma zostać w głowie do następnej premiery blockbustera, gdy dzieciarnia znajdzie sobie kolejnego superbohatera. Na chwilę, w końcu dzieci szybko tracą koncentrację.

Obejrzałem IM3. Ale bez dubbingu. Niestety kino nie zarobiło na mnie. Nie szkodzi, zarobiło na 50 nastolatkach w moje miejsce, które mają problemy z czytaniem i/lub z angielskim.
I to właśnie tacy ludzie dziś tworzą rynek i są brani pod uwagę przy strategiach marketingowych.

To samo masz w RPG. Prosty przykład. Kiedyś był Zew Cthluhlu. Można było w tej grze robić wszystko - walczyć z przedwiecznymi, polować na wampiry, badać zakazane kulty, rozwiązywać zagadki detektywistyczne - grałem w to dużo i długo swego czasu, czasem będąc wiktoriańskim artystą, czasem gangsterem czasów prohibicji, czasem lekarzem polowym na plażach Normandii, czasem oficerem bezpieki penetrującym bunkry nazistów na Mazurach, a czasem agentem Moulderem. Jedna gra, tyle możliwości. Wystarczyło trochę wysilić szare komórki, pogrzebać w encyklopedii i już był pomysł. Były crossovery z Deadlands, z CP2020, jeśli naprawdę już ktoś musiał.
Dziś mamy dziesiątki, jeśli nie setki mutacji ZC. Delta Green. Cthluhlutech, Achtung Cthluhlu. Itd. Każda oferuje nieco inne spojrzenie na Mity - tutaj komandosi nawalający do mitów, tam ludzie w wielkich robotach z mackami, jeszcze obok - IIWW + Mity.
Bo przecież nie można dziś wymagać od odbiorcy erpegowego, najpewnie zarekrutowanego z WoWa albo Baldursa, żeby sam takie rzeczy wymyślał. Nie, on chce mieć wszystko podane, przyszykowane i gotowe. Najlepiej w małej objętości, bo kto ma dziś czas na czytanie? Nie po to ma internet, żeby używał wikipedii.
Taki właśnie mamy dziś rynek rpg. Jak chcesz kombo macki + komandosi + kosmici + wampiry + steampunk to kupujesz A, a jak chcesz macki + kosmici + wilkołaki + steampunk + kosmos, to kupujesz B.
Najlepiej na 3, 4 sesje, bo potem i tak ci się znudzi. Nawet powinno, bo przecież trzeba zaraz wydać kolejną grę C, tym razem o mackach + kosmitach + gołych babach.
Kiedyś wystarczył Zew.
Jasne, dzięki takim rozwiązaniom teoretycznie do hobby napływa więcej ludzi. Niekoniecznie kreatywnych, niekoniecznie zdolnych w tym kierunku - no tak, każuale, im trzeba wybaczyć wszystko. Ma być egalitarnie, każdy ma mieć swoją niszę i co najważniejsze - każdy, ale to każdy MUSI się dobrze bawić. MG musi zabawiać gracza debila, który jak ten ośmiolatek - czytać nie lubi, angielskiego nie zna, ale zabawkę z ajronmena chce. Gracz musi znosić fochy debila MG, którego wyobraźnia ogranicza się do przywoływania z pamięci lejbmotivów z Baldursa i prowadzenia scenariuszy z internetu, których nawet do końca nie przeczytał, o zrozumieniu już nie wspominając.
Dzisiaj nie masz "wczuwać się w postać", bo to dla idioty za trudne, a równamy wszak do najniższego wspólnego mianownika. Dziś masz przestawiać pionki na siatce taktycznej i maksować statsy - bo skoro tylu ludzi przeszło na rpg po baldursach i wowie, to trzeba sprawić, by poczuli się jak w domu.
Nikt dziś nie zwraca uwagi na dramaty takich młodych ludzi, którzy po paru sesjach są wykopywani z drużyny, bo mają własną, jedyną słuszną wizję RPG. Nie zwraca, bo to by oznaczało, że ten egalitaryzm to może jednak budzić problemy. A przecież tego nie chcemy, prawda? Bad for biznes.
Poza tym jest przecież internet, tutaj można się pożalić na świat i "gupich współgraczy", na pewno znajdzie się ktoś kto poklepie po pleckach i powie: "nie martw się, oni faktycznie som gupi".
Kiedyś taki delikwent wykopany z drużyny nie miał wyjścia, nie miał wianuszka na fejsbuku który by go wspierał w jego (zaniżonych) aspiracjach. Znikał z firmamentu lokalnego światka RPG i robił coś innego.
Działała wtedy swoista selekcja naturalna. Nie pasowałeś do drużyny - won, i niewielka szansa że znajdziesz inną w okolicy. Dziś tej selekcji nie ma, bo każdy ma prawo do zabawy, nawet leń niegramotny. No i mamy to co mamy.

Gry komputerowe podobnie jak filmy, nie ma co powtarzać argumentów.

Literatura? Coraz więcej syfu w stylu Zmierzchu i jego klonów, sterowanych strategiami sprzedażowymi empiku i jego klonów. Coraz więcej "fantastyki młodzieżowej" - no tak, dla nastolatka Lem czy Sapkowski może być za trudny. Ale tu chyba ogólnie jest dobrze, jak już się człowiek przedrze przez ocean kolorowych okładek kopii przygód Harrego P.

Planszówki? O, to jest miejsce dla każuali. Tutaj jak najbardziej eksperyment się udał.

Bitewniaki? Granie śmietnikiem wśród rolek papieru toaletowego i pudełek po butach to tylko w Polsce - ale ogólnie tutaj jest niski poziom każuali.

Ogólnie rzecz biorąc - od kilku dobrych lat mam wrażenie, że moje hobby karleje i debileje, sterowane mocami internetu i targetów sprzedażowych. By każdy znalazł w nim coś dla siebie trzeba zejść do wspólnego najniższego mianownika. Innymi słowy - stać się każualem, tak jak Oni.

Elitaryzm forever! :)

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Z Enterprise
   
Ocena:
0
Siman -zdziwiłbyś się.
Dobra, w sumie możemy zakończyć ten temat, bo komentowanie moich stwierdzeń losowymi i pozbawionymi sensu czy jakiejkolwiek podpory merytorycznej stwierdzeniami jakoś nie jest najlepszym sposobem na przekonanie mnie, że powinienem mieć inną opinię niż mam.

Irytują mnie ludzie którzy nie dają nic od siebie, nie angażują się w sesję i wymagają wszystkiego podanego na tacy - i to się nie zmieni. Obejrzenie jednego czy drugiego filmu, przeczytanie jednej czy drugiej książki nie powinno byc jakimś wielkim problemem dla kogoś kto uważa się za erpegowca, fana fanastyki itd. Pomogłoby to wszystkim naokoło, najbardziej zaś osobie, która w ten sposób poszerza sobie horyzonty. Najwyraźniej za dużo wymagam. I na tym zakończmy.
11-06-2013 20:49
Wiron
   
Ocena:
0
Powtórzę pytanie: w jaki sposób cokolwiek co napisałeś o filmach odnosi się do gier komputerowych? Brakuje ci w nich seksu, flaków, przekleństw? A może irytuje przymusowy dubbing?
11-06-2013 20:58
Tyldodymomen
   
Ocena:
+2
Tytuł jest kłamliwy, wszak zigzak nie ma fejsbuka więc domniemana alternatywa jest tak realna jak wydanie Novej.
11-06-2013 21:01
morał
   
Ocena:
+3
Chciałbym tylko zauważyć, że po pierwsze - w przeciwieństwie do Ciebie, nikt nie próbował przekonać Cię do zmiany zdania, a jedynie zwrócić uwagę na to, iż problem leży w dużej części po Twojej stronie, ba - nawet otrzymałeś rady jak rozwiązać swoje problemy, a po drugie - brak podpory merytorycznej i sensu ze znacznie lepszym skutkiem można zarzucić Twoim postom. Cudze "chwalicie", swego nie znacie. Chociaż widząc Twoją pokrętną logikę chętnie próbował byś pewnie na siłę wmówić, że chodzi raczej o "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie".

A obejrzenie filmu czy książki nie jest problemem. Co więcej, wyobraź sobie, że gracze to robią. Tylko, że oglądają książki i filmy o których Ty być może nawet nie słyszałeś. I uwierz, że są na podstawie tego co przeczytali i obejrzeli sprawnie grać w każdej konwencji.

To czego wymagasz, to nie posiadanie pojęcia o gatunku, a znanie i lubienie tego, co Ty sam uważasz za słuszne. Takie coś nie pomogło by wszystkim na około, a jedynie osobie, która nie jest otwarta na poszerzenie własnych horyzontów, ograniczonej do ustalonego przez siebie przed laty kanonu. Wymagasz zdecydowanie zbyt wiele. I na tym zakończmy.
11-06-2013 21:04
42017

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+7
Kurde ZE. Znasz coś takiego jak prawa rynku, popyt, podaż?
Jest popyt na mniej wysublimowane gry, to takie się wydaje. Aczkolwiek jak dobrze pogrzebiesz, to znajdziesz perełki. Jeśli i one nie są Ciebie godne, to pozostań przy starych, sprawdzonych rpgach i kumplach, z którymi gra Ci pasuje. No nie wierzę, że takich nie masz zią.

A tak w ogóle to jojczysz jak stara baba, więc WON DO KUCHNI piec ciasteczka albo weź się ogarnij -.-
11-06-2013 21:12
jakkubus
   
Ocena:
+3
@zigzak

Irytują mnie ludzie którzy nie dają nic od siebie, nie angażują się w sesję i wymagają wszystkiego podanego na tacy - i to się nie zmieni.

Jak ktoś mądry kiedyś powiedział, najbardziej irytują nas własne wady dostrzegane u innych. Żądasz nie wiadomo czego, a samemu nie stać Cię na odrobinę kreatywności i wysiłku pobieżnego choćby opisu. Źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz.
11-06-2013 21:50
nerv0
   
Ocena:
+11
Ok. zet, choć kompletnie niezgadzam się z wieloma rzeczami, które tu napisałeś i mam wciąż nadzieję, że tak jak pisze T-man stawiasz tutaj jakiegoś kozackiego gambita i jest to zwykła prowokacja, to jednak masz ode mnie tą plecankę.

Nie za TWA. Nie za to, że polecił Aes. Nawet nie za to, że dzięki tobie Senthe napisała, że lubi moje teatralne wstawki (ciągle mam po tym banana na twarzy. :)). Dam ci ją bo żeś wreszcie trochę ten grajdół rozruszał i dałeś człowiekowi odrobinę radości w ten smutny deszczowy dzień.

Dziękuję. :)
11-06-2013 22:15
Salantor
   
Ocena:
+5
Oto nerv0, chodzący optymizm :]
11-06-2013 22:54
Alkioneus
   
Ocena:
+2
Zastanawiałem się nad długim wpisem, ale wszystko, co mógłbym Ci powiedzieć odnośnie tego, to zawiera się na samym Kickstarterze, z którego dotowane są gamerskie bomby - Hex, Torment, ten Shadowrunowy turowy.

Old school lives.
12-06-2013 06:09
dreamwalker
   
Ocena:
+2
Co do znajomości kontekstu i madmaksów - ponieważ zdarzyło mi się kiedyś grać u Zigzaka w jego sajfaja, to się wypowiem.

Kontekst jest ważny :)
Będąc osobą, która klimaty sajfaj kojarzyła tylko z firefly'a i gwiezdnych wojen zwyczajnie nie dawałem sobie rady i co chwile trzeba było coś wyjaśniać. Wyjaśnienia spowalniały sesję, w końcu ją kompletnie rozbiły.

Przykład z sesji (czyli z życia):
MG: Kupiliście sobie statek, wybierzcie co na nim chcecie mieć
Gracze (chórkiem): que?

Całe szczęście, dostaliśmy listę tego, co możemy chcieć ( z grubsza).
I tak zapomnieliśmy o systemie podtrzymywania życia (bodajże).

BTW - Zigzaku, baldursgate'owi erpegowcy to już nie tylko znudzone dzieciaki. Np ja zacząłem swoją przygodę z erpegami właśnie dzięki serii Baldur's Gate. A było to już całe 10 lat temu :)
12-06-2013 07:43
Z Enterprise
   
Ocena:
+1
Dreamwalkerze - jasne, sam znam paru takich, co zaczynali od BG i grają, prowadzą, rozwijają się erpegowo.
Granie z wami było fajne, opisy rzeczywiście momentami zbyt rozwlekały sesję, ale przecież z sesji na sesję było lepiej - część z was odrabiała "zadania domowe" by zmniejszyć przepaść kontekstową, kolejne opisy powoli budowały w was wizję świata, akceptowaliście uwagi posesyjne itd.
Z tego co rozumiem to było dla większości drużyny pierwsze zetknięcie z RPG sajfaj, co doskonale rozumiem. Problemem mógł być też tryb sanboxowy, gdzie trudno było wam wybierać opcje nie mając rozeznania czy pomysłu jakie opcje przed wami stoją otworem.
- ale jak przesiedliśmy się na prawie-współczesny ZC to zupełnie znikła bariera kontekstowa.

Edit:
co do reszty:
Wiron - Duke Nukem 3D - przekleństwa, cycki, flaki. Wolfenstein 3D - flaki, symbole nazistowskie
stare Mortal Combaty - wyrywanie kręgosłupa i takie tam.

Dzisiejsze hity - battlefield czy CoC - zero flaków, zero krwi. Przekleństwa to najwyżej od kolegów. Symboli nazistowskich nie wolno pokazywać. W grach o kopaniu się nie wyrywa się już kręgosłupów. Chlapanie krwią jest zakazane w grach szerokokomercyjnych (albo jest czarna, lub cholera niebieska) bo to podnosi rating PG.
Firmy motoryzacyjne wymuszają na producentach gier wyścigowych, by ich samochody nie "psuły" się w trakcie rozgrywki.
Komercjalizacja, poprawność polityczna, PG - to wszystko wpływa na to, jak dzisiaj wyglądają gry komputerowe. To są te same zasady co i w kinie (plus wersje spolszczone), bo też i rynek ma podobne prawa.
IMHO.

morał - aha, czyli teraz troszkę zmieniamy śpiewkę? Teraz już robimy tak, że to ja, ten zły przymuszam ludzi do mojej wizji opartej na ustalonych arbitralnie przeze mnie klasykach, za nic mając ich własne doświadczenia? To nie tak. Ja swoje horyzonty w aspektach związanych z tym co lubię w RPG ciągle poszerzam. Ale w sytuacjach jak ta opisana na początku zaczynam od rzeczy podstawowych - widziałeś Star Wars? Widziałeś Firefly? To są pozycje, które uznaję za powszechnie znane, przynajmniej wśród ludzi z którymi miałem styczność (nie tylko z drużyną) przez te dwie dekady aktywnego interesowania się fantastyką. Ale to nie znaczy, że ograniczam się (np w SF) tylko do tych dwóch, resztę uznając za niewarte wzmianki, bo "mój kanon" jest najważniejszy i wszyscy MUSZĄ go znać. Zakładam jednak, że powinni, bo to są głośne i popularne tytuły, więc poprzez takie nawiązania będzie się najłatwiej porozumieć - zwłaszcza, gdy spotyka się nowych ludzi.
W sumie to samo ludzie robią na randkach, albo w trakcie jakiegokolwiek innego zapoznawania się towarzyskiego - jakie filmy lubisz? Może mamy jakichś wspólnych znajomych? Jakkie książki czytasz? Jakie masz hobby? Jakie jest twoje ulubione danie? Itd.
Znajdując wspólny język właśnie przez takie próbkowanie, ludzie się dogadują (albo nie).
A to jest właśnie nic innego jak budowanie wspólnego kontekstu, szukanie płaszczyzn porozumienia.
I jasne, można pójść na randkę z dziewczyną zainteresowaną wyłącznie dyskotekami i modą, a potem opowiadać jej godzinami o tym, czym się różni kapitan Kirk od Hana Solo, podcas gdy ona będzie się rewanżować swoimi opowieściami jak to chłopaki się o nią biły pod dyskoteką.
Nie ma co się zamykać na taką opcję, jasne - zawsze jest szansa że zainteresujesz się modą, nauczysz się tańczyć, a ona zostanie nerdem jak ty. Poszerzanie horyzontów, ale pod warunkiem, że obie strony wykażą wolę i chęć.
Ale na pewno łatwiej i prościej będzie pogadać z kimś, kto zna to co my znamy, lubi to co my lubimy i mamy wspólną platformę porozumienia.

12-06-2013 08:23
Kamulec
   
Ocena:
+2
Z perspektywy gracza na naszych sesjach długość opisów mi nie przeszkadzała. Momentem kiedy nie wiedziałem za bardzo co robić było właśnie składanie statku. Mam wrażenie, że problem często rozbija się o dobór sposobu prowadzenia przystającego do wiedzy graczy, choć oczywiście MG/bardziej doświadczeni gracze mogą nie mieć na niego ochoty.

"A to jest właśnie nic innego jak budowanie wspólnego kontekstu, szukanie płaszczyzn porozumienia."
Potrzebna jest płaszczyzna porozumienia, ale tematów do rozmów dostarczają różnice.

Co do wolnego rynku, jest nieubłagany. Z ostatnich kilkunastu lat sensownych filmów fantasy z dorosłymi jako grupą docelową nie ma (można uznać Labirynt fauna za wyjątek) i raczej nim efekty specjalne jeszcze bardziej nie potanieją, to nie będzie.
12-06-2013 09:58
Agrafka
   
Ocena:
+3
Kamulec - dziwisz się? Większość dorosłych kojarzy fantastykę z bajkami dla dzieci. Mimo, że siedzę w erpegach od około 10 lat, a w fantastyce prawie 20, to do tej pory słyszę, że może kiedyś z tego wyrosnę, i że to infantylne. Wypruwanie flaków na sesji jest dziecinne, ale płakanie przy "Brzyduli" dojrzałe.
Rozumiesz już dlaczego filmy fantasy kierowane są w dzieci i młodzież?
12-06-2013 10:06
nerv0
   
Ocena:
+3
@Salantor
Oto nerv0, chodzący optymizm :]

A co, wolno mi! Kto bogatemu zabroni? ;p
12-06-2013 10:16
von Mansfeld
   
Ocena:
+1
@Agrafka

Może warto spróbować innych gier, niż RPG? Np.: planszówki, karcianki. Podobno już nie są uznawane za infantylne.
12-06-2013 10:20
de99ial
   
Ocena:
0
Czasami ludzie dziwią się, że czytam komiksy i mangę. A potem daję im do przeczytania np. EDEN albo Aliens vs Predator (pierwsza Wojna) i zmieniaja zdanie :)
12-06-2013 11:07
morał
   
Ocena:
+5
Drogi Z, skoro zadajesz pytania "widziałeś A?", "Widziałeś B?", zamiast "Jakie SF widziałeś/grałeś/czytałeś?" to w gruncie rzeczy tak, masz za nic doświadczenia swoich graczy. Co więcej, Twoje "powinni" sprowadza się do tego, że bez znajomości tego co Ty uważasz za słuszne, zostają sprowadzeni do poziomu idiotów i wysłani za drzwi. Tak więc i tak wszystko sprowadza się do tego, że nie masz do innych ludzi za grosz szacunku, a znać muszą, bo inaczej won.

Kolejny raz kreujesz wizję czarno-białego świata, w którym ktoś, kto nie obejrzał Gwiezdnych Wojen, Star Treka i Firefly, w ogóle nie wie że istnieje coś takiego jak SF i na pewno interesuje się tylko modą. Tworzysz demoniczną wizję mówienia ślepemu o kolorach, zamiast istniejącego realnie dialogu pomiędzy osobami które widziały A i B a osobami które ich nie widziały, ale zamiast tego grały w C i czytały D. Widocznie masz jakiś problem w prowadzeniu dialogu. No i masz ludzi za idiotów, ale to powtarzasz tak często, że staje się już oczywiste.

Tak więc jeśli chodzi o poszerzanie horyzontów to zdecydowanie pokazujesz nadal, że to Tobie brakuje woli i chęci, a nie demonizowanym graczom którzy z resztą, nie wymienieni z imion, nie mają się szansy bronić. Jeżeli uważasz, że na poziomie gatunku do stworzenia platformy porozumienia jest niezbędna znajomość dokładnie tego samego, to moim zdaniem, coś z Twoim mistrzowaniem jest nie w porządku. Podejście typu "nie obchodzi mnie co widzieliście, obejrzcie klasykę" jest co najmniej dziwne.

Wydaje mi się, że rzeczywiście, po prostu nie masz ochoty na dobór sposobu prowadzenia właściwego dla danej grupy graczy. Wszystko sprowadza się do chęci wygody, bo jak znają to co Ty, to szybciej na sesji. Tylko chciej zauważyć, że szybciej i łatwiej jest porozmawiać i dowiedzieć się co każda osoba widziała i zacząć z miejsca, bez spiny. Nie warto tracić czasu swojego na robienie graczom jakichś kulturowych koszar, tylko po to, by mistrzowi było wygodniej. Mnożysz problemy ponad miarę, na prawdę nie ma żadnej różnicy, w jakich skórach gracze wyobrażają sobie dzikusów.

Jeśli ma to komuś psuć zabawę, to chyba tylko Tobie. Bo jak Ci każualowi gracze mają czelność wyobrażać sobie świat inaczej niż Twój kanon stanowi. Wydaje mi się, że albo powinieneś zmienić swoje nastawienie, albo zacząć szukać ludzi gdzie indziej. W innej grupie wiekowej, z innym doświadczeniem. Jeśli nie chce Ci się współpracować, to znajdź do gry kogoś w Twoim wieku, zamiast próbować zmieniać młodych na siłę, aby byli tacy jak Ty.

W każdym razie, nie powinieneś narzekać na to, że młodzi ludzie widzieli co innego niż Ty. Bo problem nie leży w tym, że oni czegoś nie znają, tylko w tym, że to Ty nie potrafisz się z nimi dogadać. A to, uwierz, jest całkowicie możliwe. Każualowe piekło, wszyscy się dobrze bawią w SF, a jedna osoba nie widziała Gwiezdnych Wojen, a druga Firefly, za to grały w Mass Effect i Dead Space. Koniec świata, zaiste. Rzucanie obelgami i kreowanie ludzi na jaskiniowców w jaskini którzy świata nie widzieli, tylko dlatego, że zawiedli Twoje prywatne oczekiwania, nie jest zbyt kulturalnym rozwiązaniem.
12-06-2013 11:09
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Kamulec - dobór prowadzenia dostosowany do wiedzy graczy
I tak, i nie.
To nie musi działać tylko w jedną stronę, prawda? Gracze mogą dostosować swoją wiedzę do potrzeb przygody/mg. Najlepiej, jak obie strony spotkają się w połowie -mg dostosuje się do możliwości graczy, a gracze - do wymagań przygody.
Inaczej to jest jednostronne "mistrzu baw mnie, tak jak ja chcę".
Mg odwala brudną robotę, a w takiej sytuacji to nawet podwójnie. Chyba całkiem na miejscu i fair jest założenie, że mg może poprosić graczy o "doedukowanie się" z "zadanej klasyki" poza sesją - obejrzeć jeden czy drugi film, przeczytać książkę/podręcznik. Pomoże to graczom, pomoże to mg. Ci pierwsi rozwiną horyzonty, ten drugi nie będzie musiał skupiać się na opisywaniu każdego detalu świata, którym gracze mogą, ale nie muszą się zainteresować.
@Morał - Dead Space, Mass Effect. Są i tacy, co i tego nie znają. Ale np widzieli Planetę Skarbów. Czy to znaczy, że mając np przygodę do "Aliens" mam nagle przerobić ją i dostosować się do tego, co gracze znają (już nie wnikam, czy im się podobało), robiąc z Sulaco żaglowiec, a z alienów jakieś smokopająki? Jasne, można i tak. Wtedy mamy to co pisałem Kamulcowi wcześniej. Mg musi się nagiąć do graczy, bo gracze nie muszą się dostosować do wymogów przygody/mistrza gry.
Nie.
Jeśli zdecydowali się na przygodę w świecie Aliens, to gramy w świecie Aliens. Do mg należy przygotowanie scenariusza, do gracza - przygotowanie się do niego. Chociażby oglądając kilka filmów czy czytając komiks.
12-06-2013 11:17
jakkubus
   
Ocena:
+2
@zigzak

Co do gier komputerowych, to Battlefield czy CoD zawsze były dla każuali, więc nie rozumiem czemu akurat je wziąłeś za przykład. Mortal Kombat dalej wydają, Duke Nuken też, a niedługo wychodzi nowy Wolfenstein. Do tego dochodzi Wiedźmin, Resident Evile, Far Cry, GTA czy choćby Diablo. Jest w czym wybierać, ale trzeba ruszyć tyłek i poszukać.

Wracając do meritum, piszesz o niedzielnych MG, którzy ograniczają się do lejbmotivów z Baldursa, a sam robisz coś takiego z Mad Maxem. Nie stać Cię nawet na opis "facet ubrany w skórzane spodnie i kurtkę, takie jakie noszą gangi motocyklowe", tylko ograniczasz się do lakonicznych skrótów. Jest to lenistwo i hipokryzja.

@dreamwalker

Przykład z sesji (czyli z życia):
MG: Kupiliście sobie statek, wybierzcie co na nim chcecie mieć
Gracze (chórkiem): que?

Całe szczęście, dostaliśmy listę tego, co możemy chcieć ( z grubsza).
I tak zapomnieliśmy o systemie podtrzymywania życia (bodajże).


Ten przykład nie świadczy, że do RPG wymagana jest jakaś wielce szczegółowa wiedza odnośnie Sci-Fi, tylko że mieliście miernego MG.
12-06-2013 11:32
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Jakkubus - i jak te gry różnią się od oryginałów? Poza tym Battlefield to taki sam nerdyzm jak planszówki czy erpegi, w takim samym stopniu każualowaty.

co do reszty to oczywiście piszesz bzdury. Dostajesz uproszczone przykłady, które mają coś zobrazować. albo umyślnie wykazujesz złą wolę w próbie zrozumienia, albo kod kulturowy w którym się do ciebie mówi jest dla ciebie niezrozumiały. Mały hint: rozmawiamy sobie uproszczonymi skrótami.Jeśli bierzesz je dosłownie, to chyba nie ma sensu dyskutować z tobą dalej.
12-06-2013 11:42

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.