string(15) ""
» Blog » Bo nie chce mi się odpowiadać Salantorowi na fejsbuku
11-06-2013 09:13

Bo nie chce mi się odpowiadać Salantorowi na fejsbuku

Odsłony: 404

Dwa wpisy niżej Salantor się żali na żalących się na rynek każuali. Nawet nie czuję, kiedy rymuję.
Pal sześć częstochowską twórczość. Odpowiadam.
Salantorze, cytując klasyka, mylisz niebo z gwiazdami odbitymi w stawie - w tym przypadku tym stawem jest twoje wyobrażenie na temat argumentów, które próbujesz zbić.
Bo tak naprawdę polemizujesz sam ze sobą, zupełnie nie dotykając istoty problemu, który chcesz zrajdować.
Komercjalizacja i każualizacja pewnych gałęzi rozrywki, które zwykliśmy uważać za nasze, nerdowskie (erpegi, planszówki, gry komputerowe, film fantastyczny otd), elytarne (tak to się wymawia w Stolycy, nie?) i wymagające jakiegoś poziomu wtajemniczenia niesie dużo zagrożeń.
Jako że wspomniałeś o równaniu do najniższego wspólnego mianownika, co jest moim kluczowym argumentem antykażualowym, ustosunkuję się do tego najpierw.
Zrobię to, podając ci prosty przykład filmu fantastycznego.
Oto chciałem sobie ja, elitarysta, pójść do kina na Iron Mana 3 ostatnio. Patrzę po repertuarach, wszędzie dubbing. Co jest kurde? Czyżby polski widz kinasuperbohaterskiego zdebilał do tego stopnia, że nie umie przeczytać napisów/nie rozumie po angielsku? Nie, patrzę, PG dla przedszkolaków praktycznie.
No tak, każualyzacja.
Przecież Hasbro podpisalo grubomilionowe kontrakty z Marvelem i wytwórnią na sprzedaż zabawek i gadżetów z filmu. Najlepsze są zabawki - hełm ajronmena, akszynfigur ajronmena (zbierz wszystkie kombinezony z finalowej walki ironmana!!!!!). Podpisało, i trudno wymagać, by mama gówniarzowi czytała w kinie. Trzeba zrobić dubing, by ośmiolatek posikał się z osomnesu i męczył całą żyjącą ancestrię o zabawki z ajronmena.
Do tego zero scen seksu, zero brzydkich wyrazów i praktycznie zero chlapiącej naokoło juchy - wszystko ładne, cukierkowe i miłe.
No i wychodzi nam tu to równanie do najniższego wspólnego mianownika - umiejętności czytania ośmiolatka i bezstresowe wychowywanie. Bo przecież jakieś dziecko w Ameryce mogłoby znowu wejść do klasy i powybijać rówieśników ze sztucera taty.
Dzięki temu właśnie równaniu do najniższego, poszerzaniu targetów i każualizacji fajny film zamienia się w bajkę dla dzieci.
Dlatego pewnie będę zawsze wspominał fruwające flaki z Aliens, "yuppikaiei maddafakka" ze Szklanej Pułapki czy gołe baby gwałcone w Mad Maksie 2. Tam się nikt nie pieścił z ośmioletnim widzem, nie równał do najniższego itd. Sceny były mocne, zapadały w pamięć i przez to były ważne. Dziś jest miałka papka, która ma zostać w głowie do następnej premiery blockbustera, gdy dzieciarnia znajdzie sobie kolejnego superbohatera. Na chwilę, w końcu dzieci szybko tracą koncentrację.

Obejrzałem IM3. Ale bez dubbingu. Niestety kino nie zarobiło na mnie. Nie szkodzi, zarobiło na 50 nastolatkach w moje miejsce, które mają problemy z czytaniem i/lub z angielskim.
I to właśnie tacy ludzie dziś tworzą rynek i są brani pod uwagę przy strategiach marketingowych.

To samo masz w RPG. Prosty przykład. Kiedyś był Zew Cthluhlu. Można było w tej grze robić wszystko - walczyć z przedwiecznymi, polować na wampiry, badać zakazane kulty, rozwiązywać zagadki detektywistyczne - grałem w to dużo i długo swego czasu, czasem będąc wiktoriańskim artystą, czasem gangsterem czasów prohibicji, czasem lekarzem polowym na plażach Normandii, czasem oficerem bezpieki penetrującym bunkry nazistów na Mazurach, a czasem agentem Moulderem. Jedna gra, tyle możliwości. Wystarczyło trochę wysilić szare komórki, pogrzebać w encyklopedii i już był pomysł. Były crossovery z Deadlands, z CP2020, jeśli naprawdę już ktoś musiał.
Dziś mamy dziesiątki, jeśli nie setki mutacji ZC. Delta Green. Cthluhlutech, Achtung Cthluhlu. Itd. Każda oferuje nieco inne spojrzenie na Mity - tutaj komandosi nawalający do mitów, tam ludzie w wielkich robotach z mackami, jeszcze obok - IIWW + Mity.
Bo przecież nie można dziś wymagać od odbiorcy erpegowego, najpewnie zarekrutowanego z WoWa albo Baldursa, żeby sam takie rzeczy wymyślał. Nie, on chce mieć wszystko podane, przyszykowane i gotowe. Najlepiej w małej objętości, bo kto ma dziś czas na czytanie? Nie po to ma internet, żeby używał wikipedii.
Taki właśnie mamy dziś rynek rpg. Jak chcesz kombo macki + komandosi + kosmici + wampiry + steampunk to kupujesz A, a jak chcesz macki + kosmici + wilkołaki + steampunk + kosmos, to kupujesz B.
Najlepiej na 3, 4 sesje, bo potem i tak ci się znudzi. Nawet powinno, bo przecież trzeba zaraz wydać kolejną grę C, tym razem o mackach + kosmitach + gołych babach.
Kiedyś wystarczył Zew.
Jasne, dzięki takim rozwiązaniom teoretycznie do hobby napływa więcej ludzi. Niekoniecznie kreatywnych, niekoniecznie zdolnych w tym kierunku - no tak, każuale, im trzeba wybaczyć wszystko. Ma być egalitarnie, każdy ma mieć swoją niszę i co najważniejsze - każdy, ale to każdy MUSI się dobrze bawić. MG musi zabawiać gracza debila, który jak ten ośmiolatek - czytać nie lubi, angielskiego nie zna, ale zabawkę z ajronmena chce. Gracz musi znosić fochy debila MG, którego wyobraźnia ogranicza się do przywoływania z pamięci lejbmotivów z Baldursa i prowadzenia scenariuszy z internetu, których nawet do końca nie przeczytał, o zrozumieniu już nie wspominając.
Dzisiaj nie masz "wczuwać się w postać", bo to dla idioty za trudne, a równamy wszak do najniższego wspólnego mianownika. Dziś masz przestawiać pionki na siatce taktycznej i maksować statsy - bo skoro tylu ludzi przeszło na rpg po baldursach i wowie, to trzeba sprawić, by poczuli się jak w domu.
Nikt dziś nie zwraca uwagi na dramaty takich młodych ludzi, którzy po paru sesjach są wykopywani z drużyny, bo mają własną, jedyną słuszną wizję RPG. Nie zwraca, bo to by oznaczało, że ten egalitaryzm to może jednak budzić problemy. A przecież tego nie chcemy, prawda? Bad for biznes.
Poza tym jest przecież internet, tutaj można się pożalić na świat i "gupich współgraczy", na pewno znajdzie się ktoś kto poklepie po pleckach i powie: "nie martw się, oni faktycznie som gupi".
Kiedyś taki delikwent wykopany z drużyny nie miał wyjścia, nie miał wianuszka na fejsbuku który by go wspierał w jego (zaniżonych) aspiracjach. Znikał z firmamentu lokalnego światka RPG i robił coś innego.
Działała wtedy swoista selekcja naturalna. Nie pasowałeś do drużyny - won, i niewielka szansa że znajdziesz inną w okolicy. Dziś tej selekcji nie ma, bo każdy ma prawo do zabawy, nawet leń niegramotny. No i mamy to co mamy.

Gry komputerowe podobnie jak filmy, nie ma co powtarzać argumentów.

Literatura? Coraz więcej syfu w stylu Zmierzchu i jego klonów, sterowanych strategiami sprzedażowymi empiku i jego klonów. Coraz więcej "fantastyki młodzieżowej" - no tak, dla nastolatka Lem czy Sapkowski może być za trudny. Ale tu chyba ogólnie jest dobrze, jak już się człowiek przedrze przez ocean kolorowych okładek kopii przygód Harrego P.

Planszówki? O, to jest miejsce dla każuali. Tutaj jak najbardziej eksperyment się udał.

Bitewniaki? Granie śmietnikiem wśród rolek papieru toaletowego i pudełek po butach to tylko w Polsce - ale ogólnie tutaj jest niski poziom każuali.

Ogólnie rzecz biorąc - od kilku dobrych lat mam wrażenie, że moje hobby karleje i debileje, sterowane mocami internetu i targetów sprzedażowych. By każdy znalazł w nim coś dla siebie trzeba zejść do wspólnego najniższego mianownika. Innymi słowy - stać się każualem, tak jak Oni.

Elitaryzm forever! :)

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

morał
   
Ocena:
+5
Swoją drogą, argument o kodach kulturowych jest kompletnie z czapy. Każdy ma jakieś wyobrażenie na temat każdej konwencji, które kreuje się poprzez kontakt z wszelkimi tekstami kultury. To, że ktoś nie widział tego co Ty, nie oznacza, że nie ma żadnego pojęcia na dany temat i nie odnajdzie się w settingu. Całe stwierdzenie wygląda jak próba forsowania "mojszej" koncepcji klasyki i wpasowywanie w nią na siłę graczy. Nie ma się co dziwić, że tak trudno znaleźć Ci kogokolwiek z kim mógłbyś grać.

Z resztą, rozumiem, że sesje RPG w Twojej koncepcji są rozrywką podrzędną? Skoro do obejrzenia Mad Maxa albo do zagrania w Fallouta nie potrzeba bagażu doświadczeń, a po 2 godzinach nabywa się potrzebnych kompetencji, oznacza to, że wymienione tytuły aspirują do wyższej klasy niż rozgrywka w RPG, której jedna sesja według Ciebie nie jest w stanie wprowadzić nowego gracza w świat i konwencję.

Radzę się zastanowić nad logicznymi wnioskami wypływającymi z Twoich wypowiedzi. Albo to RPG jest z założenia nudne i płytkie skoro wymaga znajomości "wspomagaczy wyobraźni", więc wcale nie karleje, tylko zawsze było złe, albo to Ty sam masz z tą wyobraźnią problem i potrzebujesz graczy z takim samym zasobem kulturowych doświadczeń co Ty, tylko po to, aby nie musieć wysilać się na coś więcej ponad rzucanie stwierdzeń typu "auta wyglądają jak z Mad Maxa".
11-06-2013 16:07
Agrafka
   
Ocena:
+1
Zigzak, nie wiedziałam że jesteś takim fejmusem. I teraz nikt nie uwierzy, że spodobało mi się to jakim jesteś sarkastycznym dupkiem.
11-06-2013 16:13
jakkubus
   
Ocena:
+1
Czy mi się zdaje, czy jakieś komentarze zniknęły?
11-06-2013 16:48
Agrafka
   
Ocena:
0
zniknęły, mało tego, Polter się pokręcił w związku z tym, bo aż mi zedytował inny komentarz niż ten, w którym grzebałam
11-06-2013 16:50
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Straszny poleciał.
Jakubbus też.

Wycieczki osobiste to gdzie indziej proszę.

Morał - bzdury piszesz.
Co z tego, że dajmy na to, ktoś coś wie o elfach, bo czytał władcę pierścieni, a np siada do gry w młotka, earthdawna albo changelinga? W każdym z tych settingów elfy różnią się od tych tolkienowskich.
Bez dodatkowych informacji nie ma możliwości skutecznej komunikacji - rzeczy ważnej w rpg.
Oparcie się na prostym kodzie referencyjnym, np opartym na "klasyce" jest jednym z rozwiązań usprawnienia tej komunikacji.
11-06-2013 16:53
jakkubus
   
Ocena:
+2
@zigzak

I dobry MG jest od tego, by te informacje podać. Powiedzieć "Słuchaj elfy w Młotku różnią się tym od tych Tolkiena, że...", a nie "Lol, ale ty głupi".
11-06-2013 17:13
53747

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
Wywalanie komentarzy jest dla pusiek.
11-06-2013 17:14
morał
   
Ocena:
+8
Zmieniasz temat, ponieważ przerósł Cię Twój własny "argument", że zagrać w Fallouta i obejrzeć Mad Maxa bez wcześniejszych kulturowych kompetencji można bez problemu, ale zagrać z Neuroshimę bez zaplecza w postaci powyższych nie da rady?

Co więcej, przykład który podajesz teraz, kompletnie nie pasuje do poprzedniego. Najpierw mówisz o filmach i książkach które należy znać zanim w ogóle ktoś ma prawo bawić się w dany gatunek, a teraz rzucasz coś całkiem innego. Teraz nagle znajomość klasyki jest zła, bo elfy są inne?

Wystarczające do gry wytłumaczenie jak pokrótce wygląda świat Earthdawna czy Warhammera i czym się różnią tutejsze elfy od tolkienowskich etc. osobie której się chce zajęło by góra 7 minut przed sesją. Chyba lepiej że ktoś czytał Tolkiena, niż żeby ktoś w ogóle nie wiedział co to są elfy? Żeby wiedzieć czym się różnią, trzeba mieć jakiś punkt odniesienia.

Swoją drogą, ciekawi mnie jakie według Ciebie książki i filmy należy koniecznie znać aby poprawnie rozumieć elfy w Warhammerze albo Earthdawnie, bo o tym już nie raczyłeś wspomnieć. Nie dość, że zmieniasz niewygodny temat na inny, to udajesz, że nadal mówisz o tym samym. Chyba rzeczywiście masz ludzi za kretynów i idiotów.

Mówisz o "prostym kodzie referencyjnym" a sam nie jesteś w stanie go poprawnie zegzemplifikować, co dowodzi, że wcale nie jest prosty, a wręcz przeciwnie - pokrętny. Co więcej, coś takiego nie ma prawa istnieć w odniesieniu do tekstów kultury. Pokazuje to chociażby powszechne unikanie listy lektur jak ognia. Nie można narzucić ludziom aby mieli ten sam bagaż "podstawowych" doświadczeń z kulturą, bo niczego się tym nie osiągnie. Każdy ma inne doświadczenia i właśnie to czyni taką osobę potencjalnie wartościowym graczem - ze względu na swoje odmienne doświadczenie, ma możliwość wniesienia do gry czegoś nowego, świeżego. Nie rozumiem, dlaczego uogólniasz własne problemy komunikacyjne z graczami do jakichś praw powszechnych.

Jak na razie to twierdzisz, że bez znajomości Mad Maxa i Fallouta nie można poczuć klimatu w Neuroshimie, oraz, że znajomość Władcy Pierścieni jest jakąś przeszkodą w wyobrażeniu sobie jak wyglądają światy Warhammera, Earthdawna i Changelinga. A może warto by dla odmiany użyć jakichś argumentów?
11-06-2013 17:24
Agrafka
   
Ocena:
+2
Miałam okazję poznać kiedyś dwójkę niereformowalnych graczy, którzy (mam nadzieję) z powodu braku doświadczenia okazali się wielką porażką mimo moich wszelkich starań.

Pierwszy uparcie chciał grać córką Drachenfelsa - wampirzycą, która wozi ze sobą wszędzie dwa małe, białe króliczki jako pożywienie.

Drugi przy walce z goblinami chciał w nich rzucać kamieniami, a gdy ich nie znalazł - zdecydował się na szyszki. Żadne tłumaczenia nic nie dały.

Odnosząc się do tych przykładów - marzyłam, naprawdę marzyłam żeby zapoznali się z klimatem
11-06-2013 17:31
Venomus
   
Ocena:
0
Poleciłem za cytat z Sakpowskiego ;]
11-06-2013 17:33
53747

Użytkownik niezarejestrowany
    @Agrafka
Ocena:
+4
Przecież wyczuli klimat. Angielski pythonowski. Pasuje do warhammera dobrze, ale chyba nie pasował do twójhammera.
11-06-2013 17:57
jakkubus
   
Ocena:
0
@Agrafka

Tacy gracze są najlepsi i zawsze najdłużej się ich pamięta.
11-06-2013 18:07
Agrafka
   
Ocena:
+2
O tak, zapamiętam ich na pewno.

Straszny - nigdy nie miałam aspiracji zostać och!-ach!-niewiadomo-jakim-specem-od-młotka. Ale jeżeli rzucanie w gobliny szyszkami jest w klimacie to upewniam się, że dobrze zrobiłam przestając w niego grać. Co ciekawe - moja stara drużyna wielbiąca młotka miała podobne odczucia. I to jest właśnie esencja tematu - panowie we dwóch na pewno świetnie by się bawili - ja do tej pory pamiętam ich jako ekscentryków

Pamiętam jak długo pana-córka-Drachenfelsa odwodziłam od pomysłu grania zwierzoczłekiem z zezwoleniem na swobodne poruszanie się od Imperatora. Ostatecznie przekonał go dopiero argument, że strażnicy murów nie będą czekać na glejt zanim strzelą.
11-06-2013 18:43
Tyldodymomen
   
Ocena:
+4
widzę że złapaliście się na gambit zigzaka
11-06-2013 18:53
Z Enterprise
   
Ocena:
0
@Morał
Dalej sadzisz bzdury, ale w sumie już tak daleko odeszliśmy od tematu, że proszę bardzo, pociągnijmy wątek z mad maxem czy falloutem. Myślałem, że to jest jasne, ale najwyraźniej nie rozmawiamy tym samym kodem, lub też udajesz, że nie rozumiesz. Proszę bardzo, pobawmy się więc w to, czego tak bardzo nie lubię robić - w tłumaczenie oczywistości.

Decydując się na jakąś konwencję estetyczną w postapo i biorąc jej klasyczne przedstawienia, czyli w tym przypadku te dwa światy filmu i gry, daję graczom mnóstwo informacji.
Mówiąc "to jest świat jak z Mad Maxa i z Fallouta" załatwiam sprawę. Nie muszę tłumaczyć, że w tym świecie nie ma benzyny i jeździ się na świńskiej kupie, nie muszę tłumaczyć że ludzie są brudni i wyglądają jak barbarzyńcy, nie muszę tłumaczyć, że świat to pustynia, że jeżdżą po niej bandy nomadów, a ludzie żyją w ruinach i wrakach samochodów. Powstaje cały zestaw klisz, których nie trzeba tłumaczyć, tak jak nie trzeba tłumaczyć czym jest kolor czerwony komuś, kto go widział.
Bez tego, to jak tłumaczyć ślepemu od urodzenia czym jest kolor czerwony. Można, nie będzie to łatwe, i pewnie nigdy do końca nie będziemy na tej samej stronie jeśli chodzi zarówno o samą koncepcję tego czym jest "kolor", i czym jest "czerwony". On będzie miał jakieś wyobrażenie, zależne od mojej umiejętności wyjaśnienia i jego zdolności pojmowania.
Żeby jednak nie było, że znów nie rozumiesz nagłej zmiany przykładu, wróćmy do mad maxa i fallouta.
Gracz, który nie widział/nie grał zawsze będzie upośledzony wobec tych którzy widzieli i grali w kwestii pojmowania "świata opartego na mad maxie i falloucie". Można mu tłumaczyć i przybliżać zagadnienie, tracić na to cenny czas, tak jak ja go teraz tracę tłumacząc tobie rzeczy oczywiste, ale nigdy do końca nie pojmie koncepcji wizji, którą chcę mu przedstawić. Jest takie powiedzenie, "obraz wart tysiąc słów". Film to będzie pewnie z milion, bo to zestaw wielu obrazów.
Jasne, mogę tłumaczyć graczom po kolei. Opis samochodu na 5 minut to coś, czego pragnie każdy gracz. A przecież komuś kto widział mad maxa wystarczy kilka haseł - "interceptor", "ostatnia V8ka", "obity krowią skórą"- i już z tych klocków może sobie złożyć obraz tego, co widzi jego postać, bez dopytywania się, co to znaczy "interceptor", czemu to "ostatnia V8ka" czy o to, jak można poobijać samochód krowią skórą. Czy mam tobie również wytłumaczyć te terminy? Może lepiej obejrzyj Mad Maxa?
Mogę też olać to, że gracz nie oglądał, ale nie tłumaczyć mu co chwila, o czym mówię - nie zna kodu w którym mówię? Jego sprawa. Tylko czy on się będzie dobrze bawił, nie wiedząc o czym mówię? Nie sądzę.
Pytanie za sto punktów - napisałem wyżej o barbarzyńcach w skórach. Jak ma ich sobie wyobrazić ktoś, kto nie zna kontekstu mad maksa? Jako kolesi w futrach jak jaskiniowcy albo te dzikusy z GoTa (bo to akurat widział) czy tak, jak oni się pojawiają w mad maxie - w skórzanych ramoneskach i spodniach Jimmiego Morrisona? Tu może dościślę, bo przecież Morał możesz nie wiedzieć co to "ramoneska" czy jakie spodnie nosił Jimmy -ogólnie poubierani jak harleyowcy obdartusy. Ale znów kurde, możesz nie wiedzieć, jak wygląda harleyowiec. Nie mam gwarancji że wiesz. Nawet nie musiałbyś wiedzieć, wystarczyłaby informacja że wyglądają jak ludzie Lorda Humongusa, oczywiście pod warunkiem, że widziałeś film.
Mam nadzieję na tym przykładzie, że ci wyjaśniłem, na czym polega kod i kontekst tego, o czym rozmawiamy. Może warto jeszcze sięgnąć po przykładowy efekt takiej błędnej interpretacji przez gracza.
"przeszukuję tego trupa, zaglądam mu pod ubranie, czy pod tymi skórami nie ma czegoś cennego. - Nie, pod ubraniem nic nie ma. - ok, to odchodzę.
Inny gracz: - ej, sprawdź mu kieszenie!
Jakie kieszenie? Przecież on jest ubrany jak barbarzyńca, w skóry, MG mówił".

Co do elfów takich i śmakich. Sprawa wygląda identycznie.
11-06-2013 18:59
Kaworu92
   
Ocena:
+4
Pewnie odchodzę od tematu, ale... ah, zagrałbym zwierzoczłekiem :-D

@Z: Proszę, nie pisz o "upośledzonych" graczach, to naprawdę źle wygląda. Prawda jest taka, że to wszystko, co opisałeś, jest zamieszczone w podręczniku do Neuroshimy i jeśli gracze go przeczytali (a wygląda na to, że przeczytali), to Fallout i Max nie są im niezbędne. Myślę, iż każdy rozumie wizję postapokalipsy na pustyni po wojnie jądrowej i nie trzeba tego tłumaczyć w jakiś szczególny sposób.

Co do "skórzanych barbarzyńców", to jest to Twoja wina, istnieje kolosalna różnica pomiędzy ludźmi "w skórach", a ludźmi w "skórzanych spodniach". Jeśli nie potrafisz nadać komunikatu, to nie oczekuj, że ktoś zrozumie, co chcesz powiedzieć.

Na koniec, jeśli uważasz, że marnujesz czas odpisując innym użytkownikom, to, na litość boską, przestań to robić! Tylko bądź w tym konsekwentny, zamiast być niegościnnym gospodarzem!

PS. Dalej nie odpowiedziałeś na pytanie, które Ci ostatnio zadano.

EDIT: A co "elfów takich i śmakich", to jaką książkę poza podręcznikiem do Changelinga byś polecał, poza podręcznikiem do Changelinga? Nie znam żadnych elfów innych niż Tolkienowskie, ale po przeczytaniu paru recenzji na Polterze znam doskonale różnicę między Eladrin a Zagubionymi. Ale cóż, jestem szczeniakiem co Wiedźmina nie przeczytał, powinienem siedzieć cicho, zamiast się panoszyć i psuć RPG...

PS2. A w temacie sci-fi to ani jednej książki nie przeczytałem! Strasz pomyśleć jak ja te EP tłumaczę!
11-06-2013 19:00
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Xelloss - znając kontekst "skór" wiedziałbyś, o które chodzi.
Czy przy powiedzeniu "skóra, fura i komóra" myślisz o neandertalczyku ciągnącym zaprzęg przeprowadzkowy na którym stoi komórka na drewno?
Co do pytań, na które nie odpowiedziałem - sorki, ale jak sam widzisz tłumaczenie czegoś ludziom, którzy nie chcą/nie potrafią zrozumieć mija się z celem i rodzi jeszcze więcej pytań. A wystarczyło obejrzeć kilka filmów, przeczytać kilka książek i złapać kontekst ;)
11-06-2013 19:36
Kaworu92
   
Ocena:
+5
Wierz mi, w zupełności wystarczyło przeczytać Neuroshimę.

I nie, to nie kwestia "znania kontekstu", pewne słowa mają po prostu swoje znaczenie i nie możesz go sobie zmieniać, biorąc zupełnie inne słowo. "Barbarzyńcy w skórach" mają tyle do "barbarzyńców w skórzanych spodniach" co "smok" do "smoczka" (takiego dla bobasów). Gdybyś na opisanie smoczka użył słowa smok, też nie zostałbyś zrozumiany.
11-06-2013 19:41
morał
   
Ocena:
+7
Drogi Z, zacznijmy od tego, że nie musisz mi nic tłumaczyć. Ja Twoją opinię rozumiem, szanuję, ale uważam że jest kompletnie oderwana od rzeczywistości i pozbawiona wewnętrznej logiki, co też próbowałem wykazać. Twój wywód tylko potwierdza moją opinię iż Twój problem jest w dużej części urojony i jego przyczynami są zakładanie Twoich prywatnych gustów jako "oczywistości" i traktowanie ludzi którzy mają odmienne jako upośledzonych.

Pomiając fakt, że gracze powinni mieć podstawową wiedzę na temat tego co zamierzasz im zaserwować, więc wszystko co jest potrzebne jest w podręczniku, to powiedzenie dokładnie tego co napisałeś, czyli, że świat jest po apokalipsie i "w tym świecie nie ma benzyny i jeździ się na świńskiej kupie, ludzie są brudni i wyglądają jak barbarzyńcy, świat to pustynia, jeżdżą po niej bandy nomadów, a ludzie żyją w ruinach i wrakach samochodów." zajmuje co najwyżej minutę. Wystarczy odrobina dobrej woli i pozytywnego nastawienia do ludzi. Uwierz, że na podstawie takich informacji każdy rozgarnięty człowiek jest w stanie uzupełnić sobie własną wizję świata o dodatkowe informacje. Jak nie Mad Max i Fallout to może ktoś widział Kroniki Mutantów, Księgę ocalenia albo cokolwiek z setek innych mniej "klasycznych" przykładów. Z resztą, postapo jest na tyle popularne, że nawet bez styczności z jakimkolwiek tekstem kultury powiązanym z nim bezpośrednio każdy ma przybliżone wyobrażenie na temat konwencji.

Na prawdę nie rozumiem, dlaczego traktujesz innych ludzi już nawet nie jak upośledzonych idiotów, a jak kosmitów żyjących w innej rzeczywistości, którzy nie mają zielonego pojęcia o świecie.

Widzę, że pozostałe teksty kultury, służą Ci przede wszystkim jako zbiór klisz właśnie, co pokazuje, że najprawdopodobniej masz kłopoty z własną kreatywnością. Problem leży w tym, że zamiast używać ich jako inspiracji, przenosisz je bezpośrednio. Gdybyś przenosił konkretne elementy, nie kopiując nazw, pozwalając graczom się z nim zapoznać nie było by żadnego problemu. Zawsze wydawało mi się, że chodzi o opowiadanie historii a nie strzelanie nazwami jak w teleturniejach. Problem "gracz nie wie o czym mówię" można rozwiązać minimalnym wysiłkiem, pozbywając się tendencji do kulturowego "kserowania", które przy okazji zabija klimat, i zaczynając opisywać wszystko tak, jakby było czymś nowym.

A co do rzeczy których nie opiszesz, to każdy gracz uzupełni je sobie tak jak chce i będzie się dobrze bawił. Gry RPG mają chyba więcej z książek, gdzie każdy ma prawo wyobrazić sobie oprawę tak jak chce, niż z filmu, w którym wszystko zostaje narzucone. Wykazujesz nadmierne przywiązanie do pomocy wizualnych i oczekujesz aby wszyscy gracze mieli jednolite wyobrażenie wizualne, co jest do gry kompletnie niepotrzebne. Coś jest ważne - opisujesz to normalnie, nie sięgając po "kradzione" hasła własne, nie jest ważne - nie opisujesz i gracze widzą to co chcą. Jeśli sam tego nie zrobiłeś, a ktoś chce widzieć barbarzyńców w skórach jako dzikusów z GoTa to nie widzę żadnego problemu jak może to przeszkadzać w grze. Jeśli pominąłeś coś ważnego i spowodowałeś nieporozumienie oznacza to tylko tyle, że jesteś słabym mistrzem gry, a nie, że gracz jest idiotą, bo ma czelność nie wyobrażać sobie świata tak, jakbyś tego chciał.

Wydaje mi się, że wyszukujesz problemy na siłę i jesteś bardzo negatywnie nastawiony do innych ludzi. Może powinieneś zostać graczem, skoro rola mistrza Cię przerasta? Zawsze możesz też zakupić emulator mistrza gry Mythic i spróbować grać sam ze sobą. Wygląda na to, że jedyną osobą na wystarczająco godnym poziomie intelektualnym, żeby z Tobą współpracować jesteś Ty sam. Dodam tylko, że rozmowa z Tobą nie jest traceniem mojego cennego czasu, a świetną rozrywką dostarczającą mi wiele radości. Pozdrawiam.
11-06-2013 20:16
Siman
    @Z
Ocena:
+11
Gadasz rzeczy tak oderwane od rzeczywistości, że aż gęba mi się cieszy. Zawsze potrafiłeś skonstruować najbardziej niedorzeczną erystykę, byle tylko udawać, że wygrywasz dyskusję. Widzę, że nadal trzymasz formę. ;)

Gadasz tak, jakby ci gracze których tu imaginujesz rzeczywiście zostali wyciągnięci z jaskini, gdzie nie ma żadnego dostępu do żadnych sensownych dóbr kultury, jest tylko półka na której stoją wszystkie części Zmierzchu oraz pecet z przeglądarką shakowaną w taki sposób, żeby dało się przeglądać wyłącznie Pudelka i newsy o Mamie Madzi z Onetu.

Tymczasem (niespodzianka!) kultura wciąż istnieje, współcześni ludzie zapychają się nią jak głupi i co ważniejsze, w przeciwieństwie do czasów sprzed dwudziestu-trzydziestu lat na topie jest właśnie content związany z kulturą geekowską.

Nawet jeśli młody gracz uważa Mad Maxa i starte Fallouty za ramotkę, to mimo wszystko od tamtej pory tematy postapo nie wyparowały od fali uderzeniowej powstałej po wybuchu mody na 50 twarzy Greya, ba, są całkiem popularne. Nowe części Fallouta wyszły nie tak dawno, nawet jeśli są gorsze, to zawierają sporo nawiązań do starych. Jeśli ktoś w nie grał, zaczai o co kaman. Mógł też grać np. w serię Stalker albo Metro (ostatnia część wyszła dosłownie przed chwilą i ponoć to rewelacyjne postapo).

Więc nie udawaj, że rozmawiasz o kolorach do ślepego. Co najwyżej rozmawiasz do człowieka o innej bazie kulturowej niż twoja, w której, wiem, że to oburzające, bohaterowie postapo nie noszą ramonesek. Problemem jest różnica pokoleniowa.

Ewentulanie jesteś kiepskim MG. Wybierz co ci bardziej pasuje.
11-06-2013 20:21

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.