string(15) ""
» Blog » Bo nie chce mi się odpowiadać Salantorowi na fejsbuku
11-06-2013 09:13

Bo nie chce mi się odpowiadać Salantorowi na fejsbuku

Odsłony: 404

Dwa wpisy niżej Salantor się żali na żalących się na rynek każuali. Nawet nie czuję, kiedy rymuję.
Pal sześć częstochowską twórczość. Odpowiadam.
Salantorze, cytując klasyka, mylisz niebo z gwiazdami odbitymi w stawie - w tym przypadku tym stawem jest twoje wyobrażenie na temat argumentów, które próbujesz zbić.
Bo tak naprawdę polemizujesz sam ze sobą, zupełnie nie dotykając istoty problemu, który chcesz zrajdować.
Komercjalizacja i każualizacja pewnych gałęzi rozrywki, które zwykliśmy uważać za nasze, nerdowskie (erpegi, planszówki, gry komputerowe, film fantastyczny otd), elytarne (tak to się wymawia w Stolycy, nie?) i wymagające jakiegoś poziomu wtajemniczenia niesie dużo zagrożeń.
Jako że wspomniałeś o równaniu do najniższego wspólnego mianownika, co jest moim kluczowym argumentem antykażualowym, ustosunkuję się do tego najpierw.
Zrobię to, podając ci prosty przykład filmu fantastycznego.
Oto chciałem sobie ja, elitarysta, pójść do kina na Iron Mana 3 ostatnio. Patrzę po repertuarach, wszędzie dubbing. Co jest kurde? Czyżby polski widz kinasuperbohaterskiego zdebilał do tego stopnia, że nie umie przeczytać napisów/nie rozumie po angielsku? Nie, patrzę, PG dla przedszkolaków praktycznie.
No tak, każualyzacja.
Przecież Hasbro podpisalo grubomilionowe kontrakty z Marvelem i wytwórnią na sprzedaż zabawek i gadżetów z filmu. Najlepsze są zabawki - hełm ajronmena, akszynfigur ajronmena (zbierz wszystkie kombinezony z finalowej walki ironmana!!!!!). Podpisało, i trudno wymagać, by mama gówniarzowi czytała w kinie. Trzeba zrobić dubing, by ośmiolatek posikał się z osomnesu i męczył całą żyjącą ancestrię o zabawki z ajronmena.
Do tego zero scen seksu, zero brzydkich wyrazów i praktycznie zero chlapiącej naokoło juchy - wszystko ładne, cukierkowe i miłe.
No i wychodzi nam tu to równanie do najniższego wspólnego mianownika - umiejętności czytania ośmiolatka i bezstresowe wychowywanie. Bo przecież jakieś dziecko w Ameryce mogłoby znowu wejść do klasy i powybijać rówieśników ze sztucera taty.
Dzięki temu właśnie równaniu do najniższego, poszerzaniu targetów i każualizacji fajny film zamienia się w bajkę dla dzieci.
Dlatego pewnie będę zawsze wspominał fruwające flaki z Aliens, "yuppikaiei maddafakka" ze Szklanej Pułapki czy gołe baby gwałcone w Mad Maksie 2. Tam się nikt nie pieścił z ośmioletnim widzem, nie równał do najniższego itd. Sceny były mocne, zapadały w pamięć i przez to były ważne. Dziś jest miałka papka, która ma zostać w głowie do następnej premiery blockbustera, gdy dzieciarnia znajdzie sobie kolejnego superbohatera. Na chwilę, w końcu dzieci szybko tracą koncentrację.

Obejrzałem IM3. Ale bez dubbingu. Niestety kino nie zarobiło na mnie. Nie szkodzi, zarobiło na 50 nastolatkach w moje miejsce, które mają problemy z czytaniem i/lub z angielskim.
I to właśnie tacy ludzie dziś tworzą rynek i są brani pod uwagę przy strategiach marketingowych.

To samo masz w RPG. Prosty przykład. Kiedyś był Zew Cthluhlu. Można było w tej grze robić wszystko - walczyć z przedwiecznymi, polować na wampiry, badać zakazane kulty, rozwiązywać zagadki detektywistyczne - grałem w to dużo i długo swego czasu, czasem będąc wiktoriańskim artystą, czasem gangsterem czasów prohibicji, czasem lekarzem polowym na plażach Normandii, czasem oficerem bezpieki penetrującym bunkry nazistów na Mazurach, a czasem agentem Moulderem. Jedna gra, tyle możliwości. Wystarczyło trochę wysilić szare komórki, pogrzebać w encyklopedii i już był pomysł. Były crossovery z Deadlands, z CP2020, jeśli naprawdę już ktoś musiał.
Dziś mamy dziesiątki, jeśli nie setki mutacji ZC. Delta Green. Cthluhlutech, Achtung Cthluhlu. Itd. Każda oferuje nieco inne spojrzenie na Mity - tutaj komandosi nawalający do mitów, tam ludzie w wielkich robotach z mackami, jeszcze obok - IIWW + Mity.
Bo przecież nie można dziś wymagać od odbiorcy erpegowego, najpewnie zarekrutowanego z WoWa albo Baldursa, żeby sam takie rzeczy wymyślał. Nie, on chce mieć wszystko podane, przyszykowane i gotowe. Najlepiej w małej objętości, bo kto ma dziś czas na czytanie? Nie po to ma internet, żeby używał wikipedii.
Taki właśnie mamy dziś rynek rpg. Jak chcesz kombo macki + komandosi + kosmici + wampiry + steampunk to kupujesz A, a jak chcesz macki + kosmici + wilkołaki + steampunk + kosmos, to kupujesz B.
Najlepiej na 3, 4 sesje, bo potem i tak ci się znudzi. Nawet powinno, bo przecież trzeba zaraz wydać kolejną grę C, tym razem o mackach + kosmitach + gołych babach.
Kiedyś wystarczył Zew.
Jasne, dzięki takim rozwiązaniom teoretycznie do hobby napływa więcej ludzi. Niekoniecznie kreatywnych, niekoniecznie zdolnych w tym kierunku - no tak, każuale, im trzeba wybaczyć wszystko. Ma być egalitarnie, każdy ma mieć swoją niszę i co najważniejsze - każdy, ale to każdy MUSI się dobrze bawić. MG musi zabawiać gracza debila, który jak ten ośmiolatek - czytać nie lubi, angielskiego nie zna, ale zabawkę z ajronmena chce. Gracz musi znosić fochy debila MG, którego wyobraźnia ogranicza się do przywoływania z pamięci lejbmotivów z Baldursa i prowadzenia scenariuszy z internetu, których nawet do końca nie przeczytał, o zrozumieniu już nie wspominając.
Dzisiaj nie masz "wczuwać się w postać", bo to dla idioty za trudne, a równamy wszak do najniższego wspólnego mianownika. Dziś masz przestawiać pionki na siatce taktycznej i maksować statsy - bo skoro tylu ludzi przeszło na rpg po baldursach i wowie, to trzeba sprawić, by poczuli się jak w domu.
Nikt dziś nie zwraca uwagi na dramaty takich młodych ludzi, którzy po paru sesjach są wykopywani z drużyny, bo mają własną, jedyną słuszną wizję RPG. Nie zwraca, bo to by oznaczało, że ten egalitaryzm to może jednak budzić problemy. A przecież tego nie chcemy, prawda? Bad for biznes.
Poza tym jest przecież internet, tutaj można się pożalić na świat i "gupich współgraczy", na pewno znajdzie się ktoś kto poklepie po pleckach i powie: "nie martw się, oni faktycznie som gupi".
Kiedyś taki delikwent wykopany z drużyny nie miał wyjścia, nie miał wianuszka na fejsbuku który by go wspierał w jego (zaniżonych) aspiracjach. Znikał z firmamentu lokalnego światka RPG i robił coś innego.
Działała wtedy swoista selekcja naturalna. Nie pasowałeś do drużyny - won, i niewielka szansa że znajdziesz inną w okolicy. Dziś tej selekcji nie ma, bo każdy ma prawo do zabawy, nawet leń niegramotny. No i mamy to co mamy.

Gry komputerowe podobnie jak filmy, nie ma co powtarzać argumentów.

Literatura? Coraz więcej syfu w stylu Zmierzchu i jego klonów, sterowanych strategiami sprzedażowymi empiku i jego klonów. Coraz więcej "fantastyki młodzieżowej" - no tak, dla nastolatka Lem czy Sapkowski może być za trudny. Ale tu chyba ogólnie jest dobrze, jak już się człowiek przedrze przez ocean kolorowych okładek kopii przygód Harrego P.

Planszówki? O, to jest miejsce dla każuali. Tutaj jak najbardziej eksperyment się udał.

Bitewniaki? Granie śmietnikiem wśród rolek papieru toaletowego i pudełek po butach to tylko w Polsce - ale ogólnie tutaj jest niski poziom każuali.

Ogólnie rzecz biorąc - od kilku dobrych lat mam wrażenie, że moje hobby karleje i debileje, sterowane mocami internetu i targetów sprzedażowych. By każdy znalazł w nim coś dla siebie trzeba zejść do wspólnego najniższego mianownika. Innymi słowy - stać się każualem, tak jak Oni.

Elitaryzm forever! :)

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Z Enterprise
   
Ocena:
0
@dzemeuksis - chcesz więc powiedzieć, że ta większość nie odgrywa ról, grając samy sobą? Może tu leży pies pogrzebany? Może dlatego ludzie niezdolni do wejścia w rolę naukowca, samuraj czy rycerza wybierają gry Role Playing bez Role Playing? To by dużo tłumaczyło.

jakkubus - dlatego też np w Novej nie wymagam od graczy bycia pracownikami JPL - ale opierając się na kanonie SF (a w sumie bardziej space opery) nie pobłądzą.

Jasne, wszystko już było. Dlatego wydaje mi się, że nie ma co się silić na oryginalność, a jeśli już używa się jakiegoś motywu, to warto wiedzieć, poznać poszukać, gdzie taki motyw się już pojawił.

Wiron - kiedyś był Warhammer, CP2020, Zew, Wampir, Nova i kilkadziesiąt światów wymyślanych do autorsiej mechaniki (na ktorej też stała do niedawna Nova) i do tego jeszcze mnóstwo innych.
I gracze byli jakby bardziej zaangażowani i twórczy, to się chciało bardziej grać.
14-06-2013 14:54
jakkubus
   
Ocena:
0
A co jeśli gracze znają niekanoniczne SF?

Jasne, wszystko już było. Dlatego wydaje mi się, że nie ma co się silić na oryginalność, a jeśli już używa się jakiegoś motywu, to warto wiedzieć, poznać poszukać, gdzie taki motyw się już pojawił.

A nie lepiej od razu udać się "Ad fontes". Zamiast Kosmicznej Odysei pooglądać Podróż na Księżyc z 1902 roku. A na sesję o superbohaterach olać wszelkie komiksy oraz filmy i poczytać mity greckie.
14-06-2013 15:23
Kaworu92
   
Ocena:
0
Z:

Nie wiem jak inni, ale ja odgrywam najczęściej różne wariacje na temat samego siebie. Myślę, że każda osoba z minimum samoświadomości może znaleźć w sobie multum potencjalnych postaci - wystarczająco dużo, by nie zanudzić siebie i współgraczy.

Co do nihilizmu oryginalności - to oznaka problemów z kreatywnym myśleniem.
14-06-2013 15:49
Nuriel
   
Ocena:
0
@zigzak

Ok, to spróbuję z innej strony, może tym razem bardziej merytorycznie.
Wybierz sobie jakieś dzieło kultury należące do kanonu (np. Mad Max, Star Trek) i wypisz elementy, zagrania itd. itp. które będą przydatne, wzbogające, niezbędne itd. dla osoby która nie gra w dany licencjonowany system, ale w jakiś inny, zbliżony do niego konwencją (np. Neuroshima w przypadku Fallouta, generic hard sf w przypadku Star Treka itd).
Jak to zrobisz, wytłumaczę o co mi chodzi. Zgoda?
14-06-2013 15:54
banracy
   
Ocena:
+1
@Z Enterprise
Zobacz taką opowieść o 47 Roninach w jakiejkolwiek wersji. Co do rycerza to od tego jest sesja, żeby gracz który inaczej (bardziej płytko) odbiera kodeks honorowy mógł zweryfikować swoje poglądy. Weź takiego Teraz i Raz na Zawsze Króla. Część rycerzy postępuje super-sprawiedliwie, część uważa że jak urżną żonie głowę za zdradę to postępuje honorowo. Jak by wyglądała opowieść gdyby wszyscy wcześniej obejrzeli Excalibura i zachowywali się jak należy? Samuraj jest bardziej hermetyczny od rycerza, bo rycerzów masz wszędzie od groma i naprawdę trudno żyjąc w Polsce nie wiedzieć co to jest rycerz i jak się zachowuje, choćby przez to że Krzyżacy to pozycja obowiązkowa. Z samurajami jest inaczej. Naprawdę nie wyobrażam sobie sytuacji gdy bardzo by psuła sesję wiedza powierzchowna. Gracz myśli, że Wampiry da się pokonać czosnkiem? Świetnie, taki naiwniak występuje w każdym horrorze. Myśli, że prawdziwy rycerz to taki, który zabija jak najwięcej "złych ludzi" w jak najkrótszym czasie? Inni rycerze go skarcą, a on będzie musiał ewoluować. Gracze spotykają kosmiczną bestię a jeden naiwniak chce go oswoić. Jeszcze lepiej, dodatkowa przeszkoda dla graczy. Gracz fantasy nie zna w ogóle, myśli że elfy i krasnoludy to magiczne dobroduszne stworki? No to masz kogoś kto ma poglądy identyczne z nieogarniętym wieśniakiem z Warhammera. Z Samurajami jest taki problem, że gracz który nie słyszał nigdy o nich nie rozumie co się dzieje na sesji gdy ktoś każe komuś popełnić seppuku. Ale takie sprawy wyjaśnia podręcznik od tego jest, nie ma podręcznika RPG, który nie byłby napisany tak, żeby laik nie zrozumiał.
Co do samego szybszego opisywania to już lepiej wyszukać zdjęcia wszystkiego czego się nie chce opisywać, bo gracze mają znać i pokazywać im od czasu do czasu. Jedna osoba traci 20 minut a nie 3 osoby po 3 godziny. W większości przypadków nie trzeba tego robić bo większość podręczników jest bogato ilustrowana
Edit:
A odnośnie graczy to może ty spotkałeś graczy, którzy mieli problemy ze zrozumieniem co to jest futurystyczne miasto, mała wieś na zadupiu Imperium itd, co jest dosyć nieprawdopodobne, bo ja np: grałem z graczami, którzy w ogóle się na Post-apo nie znają podręcznika nie czytali, ale potrafili załapać jak wygląda Vegas, pustkowia itd. Weźmy taką sesję gdzie gracze jadą przez pustkowia zrujnowaną autostradą i napadają ich bandyci. Każdy gracz wie jak wyglądają pustkowia bo widział western, każdy wie jak wygląda droga i każdy jakoś zna archetyp wkurzonego Meksykanina z karabinem. Te wszystkie klisze z których się składają sesję są tak często używane, że dziwię się że spotkałeś się z graczami którzy czegoś nie łapali. Współczuję, ale ręczę że to nie standard.
14-06-2013 17:03
morał
   
Ocena:
+1
Jeśli gra przewiduje rolę pilota, to powinna zapewniać potrzebne do gry materiały. Opis statków, opis technologii. Podejście "wymyślcie sobie grę" jest dosyć zaskakujące jak na skonkretyzowany setting. Jeśli coś nie ma opracowanych zasad to powinno zostać pominięte jako oczywiste. Serio, nie każda gra przewiduje statki w wersjach z modułem podtrzymywania życia i bez. Jak się bawimy w Hard SF i masę szczegółów, to te szczegóły muszą być konkretne i dobrze opisane a nie jakaś storytellowa improwizacja.

Z resztą, poważnie? Z kim Ty grasz? A no tak, przecież nie grasz, więc tworzysz "hipotetycznych graczy", tak samo jak "hipotetyczne gry", bo praktyka nie istnieje. Mówisz na hasło o osmozie kulturowej "powinno być tak jak mówisz", i tak jest. A zamiast pokazać jakiś realny przykład braku takowej, kreujesz hipotetycznych idiotów. Może Ty grywasz z hipotetycznymi idiotami, ja grywam z prawdziwymi ludźmi. I prawdziwi ludzie, nawet przy "brakach" w kulturowych zasobach, osmozie kulturowej jednak podlegają.

(uwagi odnoszą się do hipotetycznych przykładów, jednak analogia jest zawsze prawdziwa, więc bez czepiania się, że łapię na słowa. bez konkretów nie ma niczego innego, do czego można się odnieść)

Gracze, którzy nie zrozumieją opisu "długie uszy na 30 centymetrów, sterczące do tyłu" i muszą odrobić "zadanie domowe" grając w Warcrafta żeby im kalką wytłumaczyć?

Gracze, którym trzeba tłumaczyć, że wlecenie w gąszcz asteroid jest niebezpieczne?

Poważnie? To tak na prawdę omawiasz hipotetycznych ludzi nie z brakiem tego samego kodu kulturowego, ale z brakiem zdolności logicznego myślenia. A takim to i obejrzenie setki filmów nie pomoże. Ale gdzie masz zamiar tych hipotetycznych, opóźnionych umysłowo graczy znaleźć to ja nie wiem.
14-06-2013 17:45
dzemeuksis
   
Ocena:
+2
chcesz więc powiedzieć, że ta większość nie odgrywa ról, grając samy sobą?

Nie, jak zwykle zapominasz, co wcześniej pisałeś i nie zwracasz uwagi, do czego rozmówca się odnosi. A odnosiłem się do "spłycania osobowości", które jakoby jest skutkiem nieznajomości kanonu*

Tak sobie po prostu myślę, że jak odgrywam rolę pilota kosmicznego, to czy będę udawał Hankę "Cochodzina" Solo, czy też nadam tej postaci moją własną osobowość, to w kwestii jej głębi żadnej przewagi udawanie Hanki nie ma.

*(Zaś gracz, który nie robi takiej translacji (co by zrobił Bruce w Szklanej Pułapce w takiej sytuacji?) zwykle gra pustą skorupą, o niekoherentnych zachowaniach i wyborach, zoptymalizowanych wyłącznie pod metagrowe przejście levelu. Bez odgrywania osobowości tej postaci, bo takowa nie istnieje. i inne miejsca, gdzie wprost mówisz o spłycaniu, które ma jakoby być skutkiem nieznajomości kanonu)

Edycja: A w ogóle, to świetnym kontekstem do tej dyskusji jest tekst Furiatha, pt. Zamglony obraz.

Edycja2: Bo tak generalnie wchodzenie w rolę pilota kosmicznego myśliwca a udawanie jego wyimaginowanej, czy zapożyczonej z innych źródeł osobowości, to dwie różne sprawy, które - mam wrażenie - zmieszałeś. Mogę wejść w rolę paladyna, albo kupca pod względem osobowości pozostając sobą. Co nie oznacza, że odgrywanie kogoś innego nie może być fajne z różnych względów, ale osobowości na pewno nie pogłębia.
14-06-2013 18:24
de99ial
   
Ocena:
0
Pytanie meta do adminów - dlaczego ten wpis nadal jest przypisany do mojego konta jako "sledzony" pomimo tego, iż wywalałem go już (o róznych porach dnia i nocy) z 50 razy?
14-06-2013 19:13
morał
   
Ocena:
+1
klątwa zigzaka.
14-06-2013 19:22
Siriel
   
Ocena:
+1
@ de99ial

Musisz i CHCESZ go śledzić. Taka moc Jedi. Nie wiesz, co to? Obejrzyj kanon.
14-06-2013 19:40
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Od końca

(sorki, nie wszystkich złapałem)

dzemeuksis - o, tekst Furiatha fajny, zwłaszcza to:
Wróćmy do tego, że człowiek wypełnia sobie pustkę ogólnymi skojarzeniami wynikającymi ze znajomości danej konwencji, okresu, stylu. Gdy akcja dzieje się na statku kosmicznym, miłośnik s-fa precyzyjniej wypełni niedopowiedzenia (wentylacje, przyrządy nawigacji, mostek kapitański), niż osoba, która nie zna tej konwencji i jedyny statek kosmiczny widziała na filmach o Star Warsach. Im więcej czytamy, oglądamy – tym sprawniej wypełniać nam pustki skojarzeniami z tego, co wcześniej poznaliśmy. Im mniej czytamy, oglądamy – tym trudniej nam poruszać się po narracji słownej, gdyż mamy mniejszą ilość odniesień. Kto nie poznaje nowego, tego wyobraźnia stoi w miejscu i kręci się wokół tych samych skojarzeń, nie potrafi wyjść poza tę samą konwencję. Warto zatem doświadczać nowych sytuacji, podróżować, czytać różne utwory a nie tylko fantastykę, oglądać obyczajówki i melodramaty, pornole i krwawe rzeźnickie horrory, grać w różne rpgi. Różnorodność to pokarm wyobraźni

Morał - zdziwiłbyś się, jak bardzo "hipotetyczne", opisane przeze mnie sytuacje są bliskie, a czasem tożsame z rzeczywistymi. Momentami przerysowane, ale nie zawsze i nie wszędzie.

@banracy: Z Samurajami jest taki problem, że gracz który nie słyszał nigdy o nich nie rozumie co się dzieje na sesji gdy ktoś każe komuś popełnić seppuku.

Polecam poemat "Sir Gawain i Zielony Rycerz". A propos dziwnych zachowań "naszych" rycerzy. Ok, legenda itd, ale przykład tego, jakich cnót oczekiwano od rycerza. A sama przypowieść przypomina trochę to o czym mówisz - specyficzną formę popełnienia samobójstwa.

Nuriel - Ok, pobawmy się tak.
Weźmy Neuroshimę i "kanonicznego" Mad Maxa (powiedzmy, że interesuje nas i "Road Warrior" i "Thunderdrome").

Drużyna znajduje w trakcie randomowego przeszukania jakiegoś wraku szkielet naszpikowanego metalowymi bełtami chłopca, ściskającego w ręce małą, ręcznie nakręcaną pozytywkę. Wątek typowo retrospektywny, pasujący do jakiejś Rdzy czy czegoś w tym stylu - byc może zainspiruje to drużynę do chwili poszukiwań kolejnych śladów znanych z filmu (przewrócona w rowie cysterna wypełniona czerwonym piachem), wskazujących na to, że finał "Road Warriora" w tym świecie skończył się nieco inaczej. Szczególnie tropiących tę nie mającą znaczenia dla głównej osi przygody zagadkę można nagrodzić kilkoma znaleziskami - stalowym bumerangiem wbitym w maskę wraku, czy kilkoma łuskami do obrzyna leżącymi pod fotelem.

Szef grupy lokalnej grupy mutantów to bardzo sprytny karzeł, którego ochrania bardzo głupi osiłek w pancernym hełmie, i noszący go na plecach. Nawiązanie do MasterBlastera dość oczywiste, być może da to wskazówkę graczom jak go pokonać, gdzie szukać jego słabych punktów.

Drużyna zostaje wynajęta przez bandziorów do złapania i dostarczenia legendarnego "Przechwytywacza", postrachu okolicznych gangów, superszybkiego samochodu, prowadzonego przez tajemniczego mściciela.
W pewnym momencie drużyna ma możliwość podejścia do wytropionego samochodu i np unieruchomienia go, albo zastawienia pułapki/spuszczenia mu paliwa itd.
Podchodzą do samochodu i widzą grzechotnika leżącego na siedzeniu kierowcy. Czy zaryzykują spuszczenie z niego paliwa bez sprawdzenia, czy nie ma baku zabezpieczonego ładunkiem wybuchowym? Na zewnątrz nic na to nie wskazuje (bo czemu miało by?), jedyna możliwośc to zdanie się na "metaintuicję" postaci (bo prawdziwej postać nie ma).

To takie trzy przykłady, niekoniecznie do wykorzystania w jednej przygodzie. Odnoszą się też tylko do jednej inspiracji, uniwersum Mad Maxa - wstawienie ich kilku z różnych źródeł, np robota chłopca ze szponami ukrytymi w misiu, czyli model nr 3 ze Screamers/Tajemnicy Syriusza/ "Second Variety" Dicka (swoją drogą już zerżniętego toczka w toczkę do Neuroshimy, podobnie jak model nr 1) czy "generała", który był niegdysiejszym akwizytorem drukarek (Postman) da lekkie przemieszanie, dzięki temu nie będzie to "scenariusz oparty na jednym filmie, a tropienie kolejnych nawiązań może być dodatkową zabawą, dającą ekstra perki w przygodzie i ułatwienia, wskazówki w jej przebiegu. Takie swoiste "fabularne pedeki", które gracze sami sobie zarabiają.



Jakkubus - można, ale chyba lepiej wybrac coś bliższego temu, co będziemy grali? Tak jak "Iron Man" rozwija mit Hefajstosa (powiedzmy), tak gracz może rozwinąć Iron Mana grając jego archetypem. To wciąż odtwórstwo, ale dodaje nowe elementy. Dodaje, nie opiera się wyłącznie na nich... bo wszystko już było.
14-06-2013 20:36
jakkubus
   
Ocena:
0
@zigizak

Równie dobrze gracz może dodać nowe elementy od siebie i sam dojść od Hefajstosa do czegoś pokrewnego Iron Manowi. Więc nie ma sensu czytać/oglądać tej nowoczesnej, wtórnej szmiry (tzn. dzieł młodszych niż 1000 lat).

Poza tym sesja RPG może sama w sobie stanowić zapoznanie gracza z konwencją.
14-06-2013 21:25
KFC
   
Ocena:
0
Ja pier papier.... chce Wam się jeszcze? Przypominam JUŻ MAMY WEEKEND :D

@ Degg - bo to śledzenie od wieków jest skopane, i najwyraźniej nie potrafi nikt sobie z tym poradzić xD
14-06-2013 21:33
dzemeuksis
   
Ocena:
0
@Z Enterprise

Tak, ale tam bodaj nie ma nic o kanonie, tylko o ogólnym czuciu konwencji dzięki znajomości dzieł kultury - niekoniecznie kanonicznych. No i cytat, który dajesz dotyczy osobistych doznań gracza, nie wpływu na grę jako taką, na zabawę innych (o czym Ty tutaj perorujesz). Jest też (o ile pamiętam, dawno czytałem) trochę o tym, jak mało precyzyjnie/uprzedzeniami wyobrażamy sobie detale, co oznacza, że każdy może sobie wyobrażać trochę inaczej (o czym wspominali przedmówcy tutaj) i w sumie nic to nie szkodzi.
14-06-2013 22:03

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.