string(15) ""
» Blog » Bo nie chce mi się odpowiadać Salantorowi na fejsbuku
11-06-2013 09:13

Bo nie chce mi się odpowiadać Salantorowi na fejsbuku

Odsłony: 404

Dwa wpisy niżej Salantor się żali na żalących się na rynek każuali. Nawet nie czuję, kiedy rymuję.
Pal sześć częstochowską twórczość. Odpowiadam.
Salantorze, cytując klasyka, mylisz niebo z gwiazdami odbitymi w stawie - w tym przypadku tym stawem jest twoje wyobrażenie na temat argumentów, które próbujesz zbić.
Bo tak naprawdę polemizujesz sam ze sobą, zupełnie nie dotykając istoty problemu, który chcesz zrajdować.
Komercjalizacja i każualizacja pewnych gałęzi rozrywki, które zwykliśmy uważać za nasze, nerdowskie (erpegi, planszówki, gry komputerowe, film fantastyczny otd), elytarne (tak to się wymawia w Stolycy, nie?) i wymagające jakiegoś poziomu wtajemniczenia niesie dużo zagrożeń.
Jako że wspomniałeś o równaniu do najniższego wspólnego mianownika, co jest moim kluczowym argumentem antykażualowym, ustosunkuję się do tego najpierw.
Zrobię to, podając ci prosty przykład filmu fantastycznego.
Oto chciałem sobie ja, elitarysta, pójść do kina na Iron Mana 3 ostatnio. Patrzę po repertuarach, wszędzie dubbing. Co jest kurde? Czyżby polski widz kinasuperbohaterskiego zdebilał do tego stopnia, że nie umie przeczytać napisów/nie rozumie po angielsku? Nie, patrzę, PG dla przedszkolaków praktycznie.
No tak, każualyzacja.
Przecież Hasbro podpisalo grubomilionowe kontrakty z Marvelem i wytwórnią na sprzedaż zabawek i gadżetów z filmu. Najlepsze są zabawki - hełm ajronmena, akszynfigur ajronmena (zbierz wszystkie kombinezony z finalowej walki ironmana!!!!!). Podpisało, i trudno wymagać, by mama gówniarzowi czytała w kinie. Trzeba zrobić dubing, by ośmiolatek posikał się z osomnesu i męczył całą żyjącą ancestrię o zabawki z ajronmena.
Do tego zero scen seksu, zero brzydkich wyrazów i praktycznie zero chlapiącej naokoło juchy - wszystko ładne, cukierkowe i miłe.
No i wychodzi nam tu to równanie do najniższego wspólnego mianownika - umiejętności czytania ośmiolatka i bezstresowe wychowywanie. Bo przecież jakieś dziecko w Ameryce mogłoby znowu wejść do klasy i powybijać rówieśników ze sztucera taty.
Dzięki temu właśnie równaniu do najniższego, poszerzaniu targetów i każualizacji fajny film zamienia się w bajkę dla dzieci.
Dlatego pewnie będę zawsze wspominał fruwające flaki z Aliens, "yuppikaiei maddafakka" ze Szklanej Pułapki czy gołe baby gwałcone w Mad Maksie 2. Tam się nikt nie pieścił z ośmioletnim widzem, nie równał do najniższego itd. Sceny były mocne, zapadały w pamięć i przez to były ważne. Dziś jest miałka papka, która ma zostać w głowie do następnej premiery blockbustera, gdy dzieciarnia znajdzie sobie kolejnego superbohatera. Na chwilę, w końcu dzieci szybko tracą koncentrację.

Obejrzałem IM3. Ale bez dubbingu. Niestety kino nie zarobiło na mnie. Nie szkodzi, zarobiło na 50 nastolatkach w moje miejsce, które mają problemy z czytaniem i/lub z angielskim.
I to właśnie tacy ludzie dziś tworzą rynek i są brani pod uwagę przy strategiach marketingowych.

To samo masz w RPG. Prosty przykład. Kiedyś był Zew Cthluhlu. Można było w tej grze robić wszystko - walczyć z przedwiecznymi, polować na wampiry, badać zakazane kulty, rozwiązywać zagadki detektywistyczne - grałem w to dużo i długo swego czasu, czasem będąc wiktoriańskim artystą, czasem gangsterem czasów prohibicji, czasem lekarzem polowym na plażach Normandii, czasem oficerem bezpieki penetrującym bunkry nazistów na Mazurach, a czasem agentem Moulderem. Jedna gra, tyle możliwości. Wystarczyło trochę wysilić szare komórki, pogrzebać w encyklopedii i już był pomysł. Były crossovery z Deadlands, z CP2020, jeśli naprawdę już ktoś musiał.
Dziś mamy dziesiątki, jeśli nie setki mutacji ZC. Delta Green. Cthluhlutech, Achtung Cthluhlu. Itd. Każda oferuje nieco inne spojrzenie na Mity - tutaj komandosi nawalający do mitów, tam ludzie w wielkich robotach z mackami, jeszcze obok - IIWW + Mity.
Bo przecież nie można dziś wymagać od odbiorcy erpegowego, najpewnie zarekrutowanego z WoWa albo Baldursa, żeby sam takie rzeczy wymyślał. Nie, on chce mieć wszystko podane, przyszykowane i gotowe. Najlepiej w małej objętości, bo kto ma dziś czas na czytanie? Nie po to ma internet, żeby używał wikipedii.
Taki właśnie mamy dziś rynek rpg. Jak chcesz kombo macki + komandosi + kosmici + wampiry + steampunk to kupujesz A, a jak chcesz macki + kosmici + wilkołaki + steampunk + kosmos, to kupujesz B.
Najlepiej na 3, 4 sesje, bo potem i tak ci się znudzi. Nawet powinno, bo przecież trzeba zaraz wydać kolejną grę C, tym razem o mackach + kosmitach + gołych babach.
Kiedyś wystarczył Zew.
Jasne, dzięki takim rozwiązaniom teoretycznie do hobby napływa więcej ludzi. Niekoniecznie kreatywnych, niekoniecznie zdolnych w tym kierunku - no tak, każuale, im trzeba wybaczyć wszystko. Ma być egalitarnie, każdy ma mieć swoją niszę i co najważniejsze - każdy, ale to każdy MUSI się dobrze bawić. MG musi zabawiać gracza debila, który jak ten ośmiolatek - czytać nie lubi, angielskiego nie zna, ale zabawkę z ajronmena chce. Gracz musi znosić fochy debila MG, którego wyobraźnia ogranicza się do przywoływania z pamięci lejbmotivów z Baldursa i prowadzenia scenariuszy z internetu, których nawet do końca nie przeczytał, o zrozumieniu już nie wspominając.
Dzisiaj nie masz "wczuwać się w postać", bo to dla idioty za trudne, a równamy wszak do najniższego wspólnego mianownika. Dziś masz przestawiać pionki na siatce taktycznej i maksować statsy - bo skoro tylu ludzi przeszło na rpg po baldursach i wowie, to trzeba sprawić, by poczuli się jak w domu.
Nikt dziś nie zwraca uwagi na dramaty takich młodych ludzi, którzy po paru sesjach są wykopywani z drużyny, bo mają własną, jedyną słuszną wizję RPG. Nie zwraca, bo to by oznaczało, że ten egalitaryzm to może jednak budzić problemy. A przecież tego nie chcemy, prawda? Bad for biznes.
Poza tym jest przecież internet, tutaj można się pożalić na świat i "gupich współgraczy", na pewno znajdzie się ktoś kto poklepie po pleckach i powie: "nie martw się, oni faktycznie som gupi".
Kiedyś taki delikwent wykopany z drużyny nie miał wyjścia, nie miał wianuszka na fejsbuku który by go wspierał w jego (zaniżonych) aspiracjach. Znikał z firmamentu lokalnego światka RPG i robił coś innego.
Działała wtedy swoista selekcja naturalna. Nie pasowałeś do drużyny - won, i niewielka szansa że znajdziesz inną w okolicy. Dziś tej selekcji nie ma, bo każdy ma prawo do zabawy, nawet leń niegramotny. No i mamy to co mamy.

Gry komputerowe podobnie jak filmy, nie ma co powtarzać argumentów.

Literatura? Coraz więcej syfu w stylu Zmierzchu i jego klonów, sterowanych strategiami sprzedażowymi empiku i jego klonów. Coraz więcej "fantastyki młodzieżowej" - no tak, dla nastolatka Lem czy Sapkowski może być za trudny. Ale tu chyba ogólnie jest dobrze, jak już się człowiek przedrze przez ocean kolorowych okładek kopii przygód Harrego P.

Planszówki? O, to jest miejsce dla każuali. Tutaj jak najbardziej eksperyment się udał.

Bitewniaki? Granie śmietnikiem wśród rolek papieru toaletowego i pudełek po butach to tylko w Polsce - ale ogólnie tutaj jest niski poziom każuali.

Ogólnie rzecz biorąc - od kilku dobrych lat mam wrażenie, że moje hobby karleje i debileje, sterowane mocami internetu i targetów sprzedażowych. By każdy znalazł w nim coś dla siebie trzeba zejść do wspólnego najniższego mianownika. Innymi słowy - stać się każualem, tak jak Oni.

Elitaryzm forever! :)

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Z Enterprise
   
Ocena:
0
@dzemeuksis
raczej skrót. Uważam, że granie bez takich elementów spłyca rozrywkę.
13-06-2013 14:34
Kamulec
   
Ocena:
+6
A co, jeśli gracz już obejrzał te filmy, ale bez zainteresowania i/lub nie ma fotograficznej pamięci?

Jak mówię graczowi, że nie poprowadzę Monastyru bez solidnej historii postaci, to znaczy, że nie poprowadzę. Jak mówię, że warto, by szerzej opisał syna, to się będzie ciekawiej grało, to wciąż biorę na siebie odpowiedzialność za to, że przygoda będzie w porządku, jeśli go nie opisze.
Moim zdaniem przedstawianie wymagań to rola MG. Jeżeli MG powie graczowi "nie chce mi się/nie da się ciekawie tego prowadzić komuś, kto nie obejrzy X, Y, Z", to sprawa jest postawiona jasno. Jeżeli MG nie przedstawia czegoś jako rzeczy obligatoryjnej, to gracz ma prawo uznać, że nią nie jest.

---------

Rzadko wykorzystuję gotowe motywy. Zamiast tego inspiracje do sesji czerpię z wiadomości, materiałów (popularno)naukowych, własnych spostrzeżeń na temat rzeczywistości i interpretacji różnych utworów kultury. Moim zdaniem o głębi rozgrywki waży odgrywanie, a nawiązania do tego, czy innego dzieła, to lubiana lub nie estetyka.
13-06-2013 14:34
Wiron
   
Ocena:
+5
Mam zupełnie inne podejście co do wrzucania nawiązań. Pasują tylko w trzech przypadkach:
1) Gdy gramy w konkretnym uniwersum np. w Gwiezdnych Wojnach ktoś może "mieć co do tego złe przeczucia"
2) Gdy gramy na niezbyt poważnie
3) Gdy gramy w Wolsunga

W przeciwnym razie nawiązania wybijają z nastroju bo jedyne o czym myśle to "to scena z filmu X". To właśnie według mnie robi sesję bardziej płytką, wychodzi taki Straszny Film, albo Disneyland "zrób sobie zdjęcie z twoim ulubionym bohaterem!"
13-06-2013 14:50
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Kamulec - ja nikogo na siłę nie zmuszam do dobrej zabawy, gdy przedstawiam swoje propozycje. Jeśli ty mi pokazujesz, że masz gdzieś sesję którą prowadzę, nie chce ci się na nią przygotować... To co mam zrobić? Zmuszać? Kazać? Skoro cię nie interesuje, nie wykazujesz inicjatywy, nie będę naciskał. Prowadził też nie będę, bo po co, skoro cię to nie interesuje?

Edit:
Wiron, no ok. Więc jednak, w niektórych przypadkach ma to sens wg Ciebie.
Taka myśl - coraz więcej dzisiaj gier to "indiasy", szkieletowe settingi, miniformy itd. Mogą służyć za podstawę jednej, dwóch sesji - ot, taka Lady Blackbird.
Jak wyglądają slumsy na jakiejś tam "planetce" w świecie LB? W tej miniformie nic na ten temat nie ma. Najprościej to "dograć" z kilku klisz. Jeśli gracze je znają, to już w ogóle miodzio.
13-06-2013 14:51
dzemeuksis
   
Ocena:
+3
Uważam, że granie bez takich elementów spłyca rozrywkę.

Ale większość nie mówi tutaj o graniu bez, tylko o graniu z innymi. Mówią o tym, że można mieć różne szczególne doświadczenia kulturowe, pozostając jednocześnie w tym samym klimacie w ogólności.

Ale ok, sama odpowiedź jest jasna. Dopytam jeszcze tylko, co rozumiesz przez "płytkość" rozgrywki? Czy chodzi tylko o dekoracje (jak można zrozumieć nie bawię się dobrze w płytkich przygodach, w pozbawionych znaczenia dekoracjach), czy o coś więcej? Bo chyba nie o fabułę? Zgodzisz się chyba, że głębia, czy złożoność fabuły średnio zależy od dekoracji?
13-06-2013 14:51
jakkubus
   
Ocena:
+2
@zigzak

Wracając do żebraka z trąbką, ten argument jest inwalidą. Jeśli powiesz, że widzą produkującego się na instrumencie dętym menela, to nawet jeśli gracze widzieli Prophecy, najwyżej uśmiechną się do wspomnień i pójdą dalej. Jeżeli zaś zwrócisz na niego uwagę przy opisie otoczenia, to nawet ci co nie słyszeli o tym tytule się facetem zainteresują.

Zresztą to co piszesz działa i w drugą stronę. Czy gdy gracz opisze Ci faceta z bandaną na czole, parasolką w ręku i zupełnym brakiem orientacji w terenie, ma on prawo wymagać od mistrza zapoznania się ze źródłem postaci, by ten mógł poprowadzić ciekawą przygodę?

Poza tym RPG tym różni się od książek, że gracze teoretycznie mogą pójść dowolną drogą. Mają pełne prawo zignorować muzyka czy Riddicka w kapsule. I jeśli sesja składa się z li tylko z nawiązań, to właśnie tak wygląda prowadzenie za rączkę.

A rzucanie cały czas nawiązań i aluzji do tego co się widziało, wcale nie sprawi, że sesja będzie ambitna i głęboka, tylko właśnie płytka i odtwórcza.
13-06-2013 15:25
Z Enterprise
   
Ocena:
0
@dzemeuksis Ja zaś (w opozycji do większości najwidoczniej) mówię o tym, by jeśli to możliwe, stosować ten sam kod, z tego samego źródła, zamiast dokonywać translacji z czegoś podobnego.
W sumie to nie jest wielki problem, gdy gra się w stałych ekipach - ludzie zwykle nawzajem się inspirują, wymieniają tytułami, dzielą spostrzeżeniami itd. Gorzej, gdy trafiamy na ludzi z zewnątrz, którzy te kody mają inne, bo jarają ich inne, być może podobne rzeczy.
Dlatego też w takich sytuacjach myślę, że najlepszym pomysłem jest ten "kanon" (jakkolwiek uznawany) - garść obiektów kultury popularnych, rozpoznawalnych, znanych. Takich, ktòre trudno przeoczyć, gdzie w większości przypadków możesz być pewien, że jest to rzecz znana interlokutorowi.

Pytanie, po co mi to wszystko?
Odpowiadając równocześnie na pytanie omoją definicję "płytkiej rozgrywki". Już kilka razy o tym pisałem, np w kwestii Wolsunga. Lubię (grać i prowadzić) w żywym, interaktywnym świecie, nie lubię zaś w prostych dekoracjach. Chcę, by gracze mieli możliwość kreatywnego wykorzystania otoczenia do swoich potrzeb. Postać gracza wrzuconego w scenerię cyberpunkową może mieć problem w odnalezieniu się na Ulicy. Gracz który np czytał Gibsona, obejrzał J. Mnemonika czy Maxa Headrooma nie będzie miał kłopotów z kreatywnym wykorzystaniem tego co ma i wie. Zada pytania, nie będzie się miotał w poszukiwaniu taksówki czy policji (bo wie, że tu nie bywają), domyśli się, że punki na rogu pewnie sprzedadzą mu pożyteczne info za działkę dragów , że w tym świecie google maps nie istnieje.
Jeśli dodatkowo wrzucę mu kilka postaci mniej lub bardziej przypominających te znane mu z wspólnie dzielonych klisz, będzie miał też jakieś rozeznanie jak sie wobec nich zachowywać, jak je przekonać, albo pokonać. Może nawet wykorzystać i odegrać myk z filmu by to zrobić (np scena z Mnemonika, gdzie zabójca zaibatsu odcina sobie głowę nicią).
W ten sposób, nawet używając kalkowania motywów (których jest przecież tak wiele, że trudno tu mówić o oryginalnych pomysłach grqczy) gracz zyskuje swobodę, rozumie świat gry lepiej i dzięki temu lepiej może wchodzić w interakcje z jego przypadkowymi elementami - a nawet generować własne.

Edit:
jakkubus, nawet jesli tylko usmiechną się do swoich wspomnień, to co z tego? Wszak o to chodzi, o budowanie pewnego nastroju. Być może go ominą. Ale jeśli nie, to korzystając z kalki można szybciutko stworzyć kompletny wątek poboczny.
Co do reszty - przecież nikt nie mówi (tzn ja nie mówię, nie wiem co tam się ludziom roi w głowach) że trzeba to robić stale i ciągle. "Tu wyskakuje koleś z matrixa i wsiada do auta z raportu mniejszości, a potem ucieka przed robotami z ja robot".
Wszystko z umiarem, bardziej jako sugestia. I zdziwisz się może, ale co bardziej wyczuleni gracze zawsze zareagują na "riddicka w hibernatorze". Zareagują różnie, ale zareagują. I z każdej z tych reakcji można zbudować ciekawą historię - poboczną lub nie.
13-06-2013 15:29
jakkubus
   
Ocena:
+3
@zigzak

Ale w ten sposób właśnie nie dość, że sam jedynie kopiujesz, to wymagasz od graczy określonych zachowań, zabijając ich swobodę i spłycając sesję. Zamiast do "kreatywnego wykorzystania otoczenia do swoich potrzeb", zmuszasz ich do odtwórczego postępowania względem filmów.

Gracz który np czytał Gibsona, obejrzał J. Mnemonika czy Maxa Headrooma nie będzie miał kłopotów z kreatywnym wykorzystaniem tego co ma i wie. Zada pytania, nie będzie się miotał w poszukiwaniu taksówki czy policji (bo wie, że tu nie bywają), domyśli się, że punki na rogu pewnie sprzedadzą mu pożyteczne info za działkę dragów , że w tym świecie google maps nie istnieje.

A po pooglądaniu Akiry czy jeszcze innego podobnego tytułu będzie wiedział mniej więcej to samo.

Lubię (grać i prowadzić) w żywym, interaktywnym świecie, nie lubię zaś w prostych dekoracjach.

Do tego nie trzeba cały czas kalkować innych dzieł.
13-06-2013 15:45
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Do niczego ich nie zmuszam, właśnie o to chodzi.
Mając kod referencyjny mogą kreować swoje działania sami.

Jakubbus, to zróbmy eksperyment. Opisz jak wyglądała twoja ostatnia sesja którą prowadziłeś lub grałeś. policzymy, ile kalek w niej było.

Edit:
co zaś do Akiry. Z pewnością będzie dobrą inspiracją przy prowadzeniu cyberpunkowego gagu motocyklowego, a do pokazania Ulicy lepiej nada się Johnny albo Headroom. I już.
13-06-2013 15:53
Kamulec
   
Ocena:
+2
@Z Enterprise
"Jeśli ty mi pokazujesz, że masz gdzieś sesję którą prowadzę, nie chce ci się na nią przygotować..."
Brzmi to tak, jakbym rozwalił grę nie robiąc czegoś, do czego się zobowiązałem. Nigdy nie mówiłem, że planuję obejrzeć Firefly. Jakbyś powiedział, że uważasz to za niezbędne, by jeden z nas się dobrze na tej sesji bawił, to bym albo zrezygnował, albo to zrobił.
13-06-2013 16:16
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Kamulec - na twoje "baw mnie mistrzu" odpowiadam "baw mnie graczu". Jeśli ja się mogę przygotować do sesji, to i ty możesz. Jeśli nie chce ci się, to czemu mi się ma chcieć? Podałem wam kilka inspiracji, bo zrozumienie realiów było słabe. Nie chciało ci się ich sprawdzić, by usprawnić swoje działania i decyzje w grze, miej pretensje do siebie.
13-06-2013 16:29
jakkubus
   
Ocena:
0
Nie opiszę Ci szczegółowo, bo trochę czasu minęło. Podam jedynie zarys.

1) Ostatnia sesja prowadzona (Fantasy na D&D):

Gracze płynący statkiem (własnością jednego z nich - akurat nieobecnego) zostają zaatakowani przez orkowych piratów. Udaje się ten atak odeprzeć i zdobyć statek, ale ukryci w skrytkach korsarze atakiem z zaskoczenia odbijają swój statek i porywają jego właściciela wraz z narzeczoną (zostawiając swego szefa [BG] na pastwę losu). Drużyna dopływa do najbliższego portu, próbując zdobyć informacje o zielonych i udaje im się skrzyknąć wyprawę na Wyspę Orków. Po dopłynięciu okazuje się, że niemilców nieco za dużo, więc większość wojska odwraca ich uwagę, by gracze mogli zinfiltrować twierdzę. Gdy już znajdują ukryte wejście (co nie okazało się trudne, bowiem zdradzony przez orków gracz je pokazał), zaczynają przekradać się w głąb. Niestety nieudolnie, lecz na ich szczęście bez trudu zabijają strażników, zanim ci podnoszą alarm. Następnie docierają do bramy strzegącej drogi do Bestii, pokonują jej nieumarłych strażników i... sesja się akurat wtedy skończyła, a my jakoś nie mogliśmy się umówić na następną (sądzę, że przeszkodą była odległość 400 km)

2) Ostatnia sesja jako gracz (Steampunk Fantasy[czy coś podobnego] na mechanice autorskiej Grabarza):

Drużyna wywiadowców ma zbadać związane z pewnym artefaktem ruiny. Sporo czasu zajęły przygotowania i sprawozdania z poprzedniej misji. Po tym wszystkim zebraliśmy się i dotarliśmy (chyba pociągiem) do wioski w okolicy celu. Następnie po rekonesansie i wypytaniu miejscowych wyruszyliśmy na badania. Badając ruiny drużyna doszła do wniosku, iż była to świątynia pewnego upadłego bóstwa ognia. Podczas buszowania w ruinach znaleźliśmy coś co przypominało portal. Po grupowym, bezmyślnym przekroczeniu natrafiliśmy na sporych rozmiarów faceta, który wyglądał na nieźle przypalonego - był to awatar wspomnianego bóstwa. Walka była trudna i wymagająca (większość pocisków spalał nim docierały do celu oraz rzucał kulami ognia na lewo i prawo). Jako, że był on odporny na magię umysłu mojej postaci, zamiast walczyć schowałem się i obserwowałem sytuację. Niestety przypadkiem i od niechcenia puścił fajerbola w kierunku mojego ukrycia, co okazało się super-efektywne. Po pokonaniu potwora i zauważeniu, że z kompana nie zostało nic ciekawego, ni użytecznego drużyna podążyła do wyjścia i na tym skończyła się sesja.


Co do Headrooma, to staroć, który jest jak sam pisałeś przydatny raczej przy retrocyberpunku. A tak z ciekawości, czy jest na polterze, poza Z, ktoś kto to oglądał?
13-06-2013 16:37
Kamulec
   
Ocena:
0
@Z Enterprise
"miej pretensje do siebie."
Nie mam pretensji do nikogo. W Novą bym nadal chętnie pograł jeszcze kilka sesji, jeśli by było z kim, a Ty byś nie uznawał obejrzenia Firefly za wymóg (aktualnie nie mam dostatecznej ochoty na dłuższą kampanię w Novą, by się przemóc). A jak nie, to daję znać, że w razie czego chętnie pogram w coś, do czego obejrzenie serialu nie będzie wymagane.
13-06-2013 17:03
Senthe
   
Ocena:
+1
@Z
Nie masz wrażenia, że to raczej kwestia precyzyjnej komunikacji, a nie to, czy komuś się coś chciało, czy nie? Kamulec wskazuje, że zrobiłby to, czego sobie życzyłeś, gdybyś wyraźnie określił, że jest to potrzebne (a nie tylko "wskazane"). Możesz się jakoś ustosunkować do tej wypowiedzi?
13-06-2013 17:03
Agrafka
   
Ocena:
+2
Xelloss - "Ale sam ciągle mówisz o skórzanych barbarzyńcach i autach w krowiej skórze. To jedyny "argument" odnośnie NIEZBĘDNOŚCI Fallouta w Neuroshimie."

Żaden ze mnie spec. Serio. Ale nawet ja wiem, że żadnych aut w krowiej skórze nie było w Falloucie, z to w MadMaxie tak. Zakładam, że barbarzyńcy o których mowa to też nie są dzikusy z Klamath, więc błagam, bo aż boli w oczy - nie myl tych dwóch klimatów.
13-06-2013 17:27
teoretyczneale
   
Ocena:
+1
Ten gosc ktorys juz raz uzywa swojej ignorancji jako argumentu na zasadzie "nie znam i co z tego" jakby w ogole nie kumal ze Z Enter mu napisal wlasnie co z tego wynika. Ale osobkom o malym rozumku ciezko jest zaakceptowac wlasne ograniczenia szkoda na niego czasu
13-06-2013 17:32
Kaworu92
   
Ocena:
0
Agrafka: racja, być może chodziło o Maxa ;-) Chodziło mi nie tyle o to, gdzie byli jacy barbarzyńcy (wiem, że w Falloucie byli prawdziwi, na których polowali łowcy niewolników) tylko o sposób, w jaki Z przedstawie pewne zależności.

Teoretyczneala: nie przypominam sobie, bym powiedział cokolwiek o Twoim "rozumku" i nie zamierzam pisać niczego podobnego, więc proszę, zachowaj jakiś poziom dyskusji. Nie wiem, kto Ciebie nauczył słowa "trolling", ale rzucając owym hasłem na lewo i prawo, sam(a?) stajesz się małym trollersem. Wybacz, ale tak to wygląda.

Mam nadzieję, że już nigdy więcej nie usłyszę od Ciebie, jaki to jestem "gościem", o "ograniczonym, małym rozumku".

BTW, nie każdego stać na nowy komputer, Skyrima i nie każdy ma też takie szczęście, by mieszkać w pobliżu miasta, które ma porządną bibliotekę - najbliższa "porządna" zainwestowała za dużo w nowoczesny budynek, a stanowczo za mało w literaturę. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz kupiłem sobie książkę, albo zagrałem w jakąś nowszą grę komputerową (której i tak bym nie uruchomił na Linuksie, ale to kompletnie na boku). Chcesz coś jeszcze dodać o mojej "ignorancji"?
13-06-2013 18:26
teoretyczneale
   
Ocena:
+1
Spodziewalem sie ze nie zrozumiesz

Przykro mi ze jestes kiepskim erpegowcem ale to nie jest powod by zaklamywac rzeczywistosc. Wez sie w garsc i wyjdz z dolka zamiast probowac odbierac ludziom to co maja tylko dlatego ze masz gorzej i nie chcesz zaakceptowac ze rzeczywiscie moga miec lepiej tak jak pisza Zycze ci powodzenia
13-06-2013 18:35
Kaworu92
   
Ocena:
0
'cuse me? Kiedy coś komuś "odebrałem"? Wierz mi, nie chcę Ci odebrać żadnych książek ani gier komputerowych, uważam jednak, iż mam prawo nie zgadzać się z mało logicznym (i snobistycznym, przyznajmy to) zdaniem, jakoby "kto nie grał w najnowsze cRPG, ten nie wie, czym jest fantasy". Tak mogę podsumować Twoje słowa "jak nie grają w Skyrima, to ja z nimi w fantasy nie gram".

Dziękuję za "życzenia powodzenia", ale wolałbym, żebyś zamiast mi je składać, nie nazywał(a?) mnie "kiepskim erpeegowcem", albowiem nie przypominam sobie, byśmy kiedykolwiek razem pogrywali. Czy owa opinia jest uzasadniona czymkolwiek, czy to przykład słowa na "t", które Teoretyczneale z taką lubością używa? ;-)

[Dla jasności - to przyjazny uśmiech, nie wredny ;-)]
13-06-2013 18:41
morał
   
Ocena:
+2
@teoretyczneale

Przykro mi ze jesteś kiepskim dyskutantem. Oznaczam jako trollowanie.
13-06-2013 18:59

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.