» Recenzje » Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? - Philip K. Dick

Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? - Philip K. Dick


wersja do druku

O człowieku, który marzył o własnej kozie

Autor: Redakcja: Bartłomiej 'baczko' Łopatka

Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? - Philip K. Dick
Każdy, kto choć trochę interesuje się science fiction z pewnością słyszał o twórczości Phillipa K. Dicka. Autor ten zapisał się złotymi zgłoskami w historii gatunku, jako twórca chętnie poruszający kwestie rzeczywistości, snu, natury człowieczeństwa i duszy. Jednymi z jego najważniejszych dzieł są Ubik i Człowiek z wysokiego zamku, lecz prawdopodobnie najsławniejszym jest Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?, z racji powstałego na motywach książki filmu z Harrisonem Fordem w roli głównej. Czy powieść zasłużyła na status dzieła kultowego i czy pozostaje on aktualny do dnia dzisiejszego?

Akcja rozgrywa się w 2021 roku, na Ziemi po ostatecznej wojnie, która zmieniła obraz planety. Zniknęły miejskie tłumy, gdyż cały glob spowiły radioaktywne pyły, nakłaniając co bogatszych do emigracji na Marsa bądź inne kolonie pozaziemskie. Zagłada spotkała wiele gatunków zwierząt, a ceny tych, które przetrwały kataklizm osiągają zawrotne sumy. W poszukiwaniu pociechy, ludzkość zwróciła się ku nowej religii – merceryzmowi, który dzięki kontaktowi przez skrzynki empatyczne umożliwia współodczuwanie wraz z innymi użytkownikami zarówno radości, jak i cierpienia.

W takim ponurym świecie żyje Rick Deckard, pracujący w policji łowca zbuntowanych androidów i główny bohater książki. Jego celem staje się szóstka modeli Nexus6 – replikantów o najwyższej, do tej pory, sztucznej inteligencji i największym podobieństwie do ludzi. Można ich rozpoznać w jeden sposób – przeprowadzając test Voighta-Kampfta, sprawdzający stopień empatii, której androidy są pozbawione. Nie wiadomo jednak, czy tej metodzie można zaufać, skoro niektórzy ludzie też jej nie posiadają, a ścigani potrafią przechytrzyć aparaturę. Aby wykonać zadanie, Deckard musi wspiąć się na wyżyny swych umiejętności, zwłaszcza, że łowca w każdym momencie może się zamienić w zwierzynę...

Polowanie głównego bohatera jest tylko pretekstem do zadania czytelnikowi kilku pytań. Czy maszyna może być bardziej ludzka od człowieka? Gdzie zaczyna się i kończy granica pomiędzy nimi? Czy da się usprawiedliwić zabójstwo inteligentnej istoty tylko dlatego, że ta nie jest człowiekiem? W przeciwieństwie do filmu, książka daje jasne odpowiedzi na niektóre z tych kwestii. Istotną rolę w fabule pełni tez wspomniany już wątek Merceryzmu. Motyw ten pozostaje mniej ważny niż polowanie Deckarda, ale nadaje utworowi dodatkowej głębi.

Świat Dicka jest ponury, mroczny i niebezpieczny, ale przez to fascynujący. Wątek główny jest raczej prosty, ale o sile fabuły stanowią te poboczne – obsesja na punkcie zwierząt, empatia, segregacja ludzi pod względem genów, moralność zmieniania androidów w niewolników, a także zacieranie się różnic między chłodno rozumującymi maszynami a ludźmi-łowcami. To zadziwiające, że pisarzowi udało się w tak krótkiej książce podjąć tyle różnych tematów i każdy z nich należycie przedstawić – ale w końcu to dlatego Dick jest jednym z najbardziej znanych pisarzy science fiction.

Fabułę napędza konflikt między Deckardem a Nexusami, czyli między rasą ludzką a androidami. Interesująca jest niejednoznaczność głównego bohatera, cynicznego i bezlitosnego, jednocześnie zmęczonego swoim zawodem, a nawet przerażonego, że kiedyś może spojrzeć na "andki" inaczej niż jak cele do zabicia – ostatecznie, kto walczy z potworami może stać się jak one. Mimo to, udaje mu się zachować sympatię czytelnika – nie jest pewien swych racji, ciąży mu świadomość swych czynów i szuka szansy na odkupienie. Drugim ważnym, choć nie tak interesującym bohaterem jak Deckard, jest J.R. Isidore – prosty człowiek, żyjący w samotności i dyskryminowany z powodu swego niskiego IQ, którego życie zmienia się przez kontakt ze ściganymi Nexusami. Jego wątek wydaje się mniej istotny dla fabuły, ale tak nie jest: pozwala autorowi w przekonywający sposób opisać postacie androidów i zaprezentować różnice między nimi a ludźmi – nie wspominając już o tym, że Isidore, teoretycznie człowiek niższej kategorii, jest paradoksalnie najbardziej moralnym bohaterem powieści.

Wniosek jest oczywisty: Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? nie zestarzało się w żaden sposób i kwestie poruszane przez książkę Dicka tylko zyskują na aktualności wraz z upływem lat. Na niewielkiej ilości stron autorowi udało się zarówno wykreować interesujących bohaterów i poruszającą wizję ponurej przyszłości Ziemi, jak i zaprezentować czytelnikowi wiele dylematów filozoficznych oraz moralnych. Pozostaje tylko odpowiedzieć sobie na pytanie – czy warto zainwestować w powieść będącą arcyklasyką gatunku, prekursorką poruszanych w niej kwestii, i jednym z najlepszych dzieł otaczanego kultem autora?
9.0
Ocena recenzenta
8.88
Ocena użytkowników
Średnia z 29 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?
Autor: Philip K. Dick
Tłumaczenie: Sławomir Kędzierski
Autor okładki: Wojciech Siudmak
Autor ilustracji: Wojciech Siudmak
Wydawca: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Data wydania: 17 maja 2011
Liczba stron: 272
Oprawa: twarda z obwolutą
Format: 150x225 mm
Seria wydawnicza: Dzieła wybrane Philipa K Dicka
ISBN-13: 978-83-7510-131-7
Cena: 43,90 zł



Czytaj również

Komentarze


40346

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Nie pisz tyle o fabule...

13-10-2011 00:28
Scobin
   
Ocena:
0
Czy chodzi Ci o to, że w tekście poświęcono zbyt dużo miejsca omówieniu fabuły, czy że zawiera on spoilery? Jeśli to pierwsze, to przebieg zdarzeń omawia tylko jeden akapit – to raczej norma w naszych recenzjach. Jeśli to drugie, to chyba wszystko, o czym napisał Asthariel, wyjaśnia się w początkowych rozdziałach książki, więc nie uznawałbym tego za spoilowanie (zwłaszcza w wypadku klasyki).

Pozdrawiam!
13-10-2011 00:36
Dawidek
   
Ocena:
0
To zdanie nie gra:
"Interesująca jest niejednoznaczność głównego bohatera, cynicznego i bezlitosnego, jednocześnie zmęczonego swoim zawodem, a nawet przerażonym, że kiedyś może spojrzeć na "andki" inaczej niż jak cele do zabicia – ostatecznie, kto walczy z potworami może stać się jak one."

To swoją drogą też:
"Autor ten zapisał się złotymi głoskami w historii gatunku, jako twórca chętnie poruszający kwestie rzeczywistości, snu, natury człowieczeństwa i duszy."

Pierwsza klasa szkoły podstawowej i pierwsza definicja (bądź regułka, zwał jak zwał), której nauczyłem się w procesie edukacji: Głoskę wymawiam oraz słyszę, literę widzę oraz piszę.
13-10-2011 00:42
Scobin
   
Ocena:
0
1. Oczywiście prawidłowo będzie "przerażonego", zmieniam.
2. Powinno być "zgłoskami", też poprawione.
13-10-2011 01:08

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.