» Recenzje » Bioshock 2

Bioshock 2


wersja do druku

Powrót do Rapture

Autor: Redakcja: 27383

Bioshock 2
Podwodne miasto umiera ostatecznie. Wiekowe instalacje przeciekają, rdza zżera spojenia i nity, a każda cząstka skrzypi i drży pod najlżejszym dotknięciem. Niektóre pomieszczenia od całkowitego zalania dzieli tylko kilkucentymetrowa, popękana w wielu miejscach szyba, trzymająca się na miejscu chyba tylko i wyłącznie dzięki jakiemuś cudowi. Po konającej metropolii przebiegają splicerzy – tylko oni ciągle ewoluują, zmieniając swą postać pod wpływem plazmidów, z roku na rok dziczejąc coraz bardziej. Od czasu do czasu można się jeszcze natknąć na Tatuśka w duecie z Siostrzyczką. Zmienione dzieciaki mają tu sporo roboty, bo niemal za każdym rogiem znajdzie się trup, z którego da się jeszcze wyciągnąć trochę ADAMa. W co ciemniejszych korytarzach warto też uważać na nowe zagrożenie, znacznie szczuplejsze i zwinniejsze, niż wiekowi Tatuśkowie. Mało kto jednak uszedł z życiem ze spotkania z nim, także nie do końca wiadomo, co to właściwie jest...

W takich właśnie okolicznościach stęskniony gracz wraca do Rupture – podwodnej mega-metropolii znanej z gry Bioshock, a zarazem jednej z najciekawszych idei, z jakimi gracze na całym świecie zetknęli się w ciągu ostatnich kilku lat na polu rozrywki elektronicznej. Zaczynamy przygodę z Bioshock 2.


Od czasu pamiętnej walki finałowej z pierwszej części gry, wiele się tu zmieniło. Rapture już wcześniej skłaniało się ku upadkowi, ale teraz leci ku dnu z morderczą prędkością. Większość systemów nie działa i praktycznie nie ma już miejsc, w których normalny człowiek mógłby się czuć bezpiecznie.

Na szczęście my nie jesteśmy normalnym człowiekiem.


Coś dużego (i starego) tu nadchodzi...


Wcielamy się w Tatuśka i to nie byle jakiego, bo najstarszego, z wycofanej lata temu serii Alfa, której zarzucano między innymi zbyt mocną więź emocjonalno-psychiczną z Siostrzyczkami. Na początku właściwie nie wiemy, co się dzieje, choć wyraźnie doskwiera nam jakiś brak. Podczas gry zorientujemy się jednak szybko, że zarzuty stawiane serii Alfa faktycznie są uzasadnione, choć w naszym przypadku nie chodzi tylko o więź Tatusiek-Siostrzyczka, ale także o coś znacznie potężniejszego.

Fabularnie Bioshock 2 jest niestety nieco słabszy niż „jedynka”. Mało subtelna liniowość znana z pierwszej części gry zostaje zachowana (jako nieodzowny element serii), jednak tym razem niektóre wątki i postępowanie naszego bohatera wydają się być wykreowane nieco na siłę – zwłaszcza gdy ma się w pamięci wydarzenia zaszłe w Rapture przed kilkudziesięcioma laty. Wyraźny cel, który mamy od pierwszych chwil gry, nie zmienia się prawie w ogóle aż do jej końca i już po kilku godzinach rozgrywki można mieć wrażenie, że główny wątek to droga prosta jak niemiecka autostrada. Wrażenie to jest, niestety, słuszne i tylko drobne wątki poboczne, mające zresztą w dużej części wpływ na to, jaką scenkę ujrzymy po zakończeniu gry, urozmaicają fabułę na tyle, że nie wydaje się ona zbyt prosta.

Nie oznacza to jednak, ze gra jest słaba.


Jasne strony mrocznego miasta


Pierwszą deską ratunku jest oprawa wizualna. Zostajemy rzuceni pozornie do tego samego świata, jednak doszlifowanego i uszczegółowionego. Cienie są pogłębione, woda bardziej wodnista, oświetlenie bardziej demoniczne. Po wejściu na nowy duży obszar spędzałem zawsze kilka chwil na podziwianiu tego, co ma on do zaoferowania pod względem czysto estetycznym. Podobnie ma się sprawa z naszymi wrogami i efektami używania wszelkich typów przemocy. Tutaj grze nie można kompletnie niczego zarzucić. Co ważne, na umiarkowanej jakości sprzęcie gra będzie śmigać bez zarzutu, na niemal pełnych detalach. Kolejna zaleta.

Drugim plusem gry są pomysły na drobne usprawnienia i zaciekawienie gracza rozgrywką. Mniej zadowoleni będą z tego fani horrorów (którzy z „jedynki” na pewno pamiętają salę pełną białych manekinów, ożywających nagle pod światłem naszej latarki), ale wielbiciele nagłych, spektakularnych zdarzeń, zmuszających do szybkiej reakcji, będą w siódmym niebie. Co i rusz zdarzy się nam wpaść pod wodę, uciekać przed eksplozją lub zalaniem, czy też z napięciem czekać na wynik starcia pomiędzy splicerami a Tatuśkiem. Zmieniono charakter hakowania, które wymaga teraz więcej refleksu, ale za to jest o wiele szybsze. Ponadto zupełnie przekształcona została rola Siostrzyczki, którą teraz – jako że wcielamy się w rolę Tatuśka – przyjdzie nam chronić podczas zbierania dla nas ADAMa (a nigdy nie będzie to zadanie łatwe, jako że zawsze przyciąga ono żądnych łatwego łupu splicerów). Po zakończonych zbiorach eskortujemy Siostrzyczkę do szybu i dopiero tam stajemy przed wyborem – uwolnić czy wykorzystać. Jak łatwo się domyślić, nasze postępowanie w tej sprawie będzie jednym z czynników, na podstawie których gra wybierze dla nas zakończenie.


Kończ waść... jakkolwiek


Jeśli chodzi o te ostatnie, to od razu uspokoję. Na YouTube można zauważyć, że różnią się one od siebie dosłownie minimalnie – w gruncie rzeczy chodzi wyłącznie o kolor nieba oraz niewielkie zmiany w narracji. Powiem też szczerze, że zakończenie postaci dobrej jest tak przesłodzone, że przez chwilę żałowałem, że w czasie gry wykorzystałem tylko jedną Siostrzyczkę i to wyłącznie po to, żeby zobaczyć, co się stanie. Na pewno nie ma więc mowy o kilkukrotnym przechodzeniu gry od miejsca, w którym dokonaliśmy ważnego wyboru.

Mimo to, kilka zakończeń gry to jednak wciąż innowacja względem poprzedniej części, podobnie jak kompletne odświeżenie arsenału (na czele z fenomenalną bronią podstawową – wiertłem, które wcale nie jest tylko zbędną zapchajdziurą) oraz wrzucenie w korytarze Rapture kilku nowych wrogów, na czele z Wielką Siostrą. Ta niezbyt przyjemna dama ma za zadanie utrudnić życie graczom, którzy zbyt często okazują Siostrzyczkom swoje miękkie serce. Warto o niej wspomnieć choćby dlatego, że bez niej Bioshock 2 byłby grą równie łatwą jak swój poprzednik. Walki z Wielką Siostrą były dla mnie zawsze najciekawsze i najtrudniejsze – także dlatego, że podczas nich nie tylko ja dysponowałem plazmidami.


Ale to już było... choć trochę inaczej


A właśnie. Skoro już o nich wspomniałem, to poświęcę plazmidom kilka słów więcej. Mechanika zarządzania usprawnieniami genetycznymi zmieniła się tylko szczątkowo i to jedynie w zakresie toników genetycznych (nie są już podzielone na kilka kategorii). Jest kilka nowych, ciekawych plazmidów (na czele z plazmidem teleportacji – choć to zupełnie inna historia), ale na tym polu trudno dopatrzyć się jakiejś większej rewolucji. Grunt jednak, że rozwinięta telekineza pozwala rzucać wrogami, a nowa umiejętność odrywania się od własnego ciała nie raz pozwoliła mi bezpiecznie zajrzeć za róg, a do tego przypiec wrogom tyłki za pomocą wzmocnionego plazmidu ogniowego.

To, co zostało zupełnie bez zmian, to klimat. Dzięki zachowaniu starych tekstur i doszlifowaniu, a nie zmianie tego, co było dobre, Bioshock 2 w stu procentach dorównuje „jedynce” pod względem grywalności i czegoś, co nazywam „współczynnikiem wciągnięcia”. Zasiadając za „sterami” Tatuśka mamy wrażenie, że tak naprawdę nigdy nie odrywaliśmy się od wydarzeń opisanych w pierwszej części i cała historia żyje dalej, angażując gracza jeszcze mocniej. Jest to wrażenie o tyle pogłębione, że podczas naszych przygód w rozpadającym się Rapture spotkamy postacie znane przez poprzedniego bohatera. Dla fanów historii miasta twórcy przygotowali dodatkowo tryb multiplayer, posiadający oddzielną fabułę, a także pozwalający awansować i dostosowywać postać do swoich potrzeb.


Dobre to jest? Fajne to jest?


To, co zrobiło z Bioshocka jedną z najlepszych gier video, w Bioshocku 2 zostało zachowane w przeważającej części. Klimat degeneracji i rozkładu, niesamowite widoki, chore pomysły, Tatuśkowie, Siostrzyczki i splicerzy w swoich zwierzęcych maskach... Do ideału zabrakło wyłącznie nieco lepszej fabuły i mocniejszego związania gracza z postacią. Mimo to pewne smaczki (których nie mogę tu zdradzić, bo zepsułoby to radość płynącą z rozgrywki) niemal w zupełności wynagradzają niedostatki w fabule, co sprawia, że Bioshock 2 pozostaje na rynku strzelanek pozycją wybitną.

Jeśli więc nie miałeś okazji zetknąć się z Bioshockiem, możesz z czystym sumieniem kupić obie części i na kilkadziesiąt godzin zanurzyć się pod wodami skrywającymi Rapture – miasto, które na stałe wdarło się do kanonu klasyki gier video. Druga część gry tylko mu w tym pomogła, ku mojemu wielkiemu zadowoleniu.



Plusy:

  • klimat
  • grafika
  • pomysły na urozmaicenie rozgrywki
  • zachowane wszystkie prawie wszystkie zalety pierwszej części
  • bardzo dobra optymalizacja
  • wprowadzenie trybu multiplayer

Minusy:

  • słabsza względem poprzednika fabuła
  • mała różnorodność zakończeń
  • niewiele nowości w zakresie modyfikacji genetycznych


Oto zwiastun gry:


Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


8.5
Ocena recenzenta
Tytuł: Bioshock 2
Producent: 2K Marin
Wydawca: 2K Games
Dystrybutor polski: Cenega Poland
Data premiery (świat): 9 lutego 2010
Data premiery (Polska): 9 lutego 2010
Wymagania sprzętowe: Core 2 Duo 2.13 GHz, 3 GB RAM, karta grafiki 512 MB (GeForce 8800 GT lub lepsza), 11 GB HDD, Windows XP/Vista
Nośnik: 1 DVD
Strona WWW: www.2kgames.com/cultofrapture/
Platformy: PC
Sugerowana cena wydawcy: 99,99 zł



Czytaj również

Bioshock 2
Who’s your Daddy?
- recenzja
Bioshock
O Dużych Tatusiach i Małych Siostrzyczkach
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.