» Recenzje » Biocosmosis #2: Savas

Biocosmosis #2: Savas


wersja do druku

Krzywa wznosząca

Autor: Redakcja: Michał 'ShpaQ' Laszuk

Biocosmosis #2: Savas
Jest lepiej. Nie: "jest lepiej, gdyż było źle", lecz: "jest lepiej, a poziom rośnie". Pierwszy tom serii Biocosmosis prezentował się okazale, ale na kolana nie rzucał. Stanowił wyjątkowy w polskiej skali przykład solidnego komiksu środka w estetyce science fiction. Epizod Savas sprawia, iż łatwiej uwierzyć, że ambitne plany stworzenia długiego, epickiego cyklu nie są jak słowa rzucane na wiatr.

Wydawca poszedł za ciosem już na poziomie edycji. Dzięki temu czytelnik może wybrać trwalszą wersję w twardej oprawie oraz nieco tańszą - w miękkiej. Gruby kredowy papier wydaje się wręcz zbyt gruby, a przewracając kartki można odnieść wrażenie, iż strony się skleiły. Wysoki standard produkcji współgra z projektem graficznym, który zakłada, między innymi, utrzymywanie okładki na przemian w czarnej i białej kolorystyce. Kolekcjonerzy-esteci powinni być zadowoleni, gdy za jakiś czas spojrzą na grzbiety Biocosmosis stojące obok siebie na półce. Zapewne niebawem będzie można również zacząć tworzyć rankingi ilustracji z okładek. Ta najnowsza może śmiało konkurować z zapadającą w pamięć oprawą Enone, a po piętach depcze jej zamieszczona na ostatniej stronie zapowiedź trzeciej odsłony.

Savas robi rok do przodu w dwóch sferach. Przede wszystkim na poziomie rysunku, a zwłaszcza koloru. Pomimo wielu sekwencji rozgrywających się nocą, kadry są jaśniejsze i bardziej przejrzyste, znika wrażenie półmroku, który utrudniał lekturę pierwszej części. Staje się to szczególnie istotne w scenach walki, których nie brakuje - fabuła rozgrywa się wokół wielkiego starcia na powierzchni zasypanej śniegiem planety. Walka, poprzez skonfrontowanie ludzi i bestii, zyskuje na gwałtowności i brutalności. Co ciekawe, chaos bitwy jest osiągany przez nietypowe odwrócenie ról: to ludzie są gorzej przygotowani i zorganizowani.

Poza dostarczeniem grafikom okazji do popisu w scenach batalistycznych, scenarzysta Edvin Volinski rozruszał scenariusz. Młody, nieco nieporadny Savas budzi więcej sympatii od niewzruszonego Enone, a Sythia wypada bardziej przekonująco w roli przywódcy społeczności niż jej odpowiednik z poprzedniej części. Tymczasem, na pierwszy plan wysuwa się znany już czytelnikom Preventorian (ta forma gramatyczna nie jest zresztą zbyt szczęśliwa) i trochę szkoda, iż w komiksie nie znalazło się więcej miejsca na rozbudowanie jego relacji z Sythią czy emnichem.
Również dwóch pozostałych bohaterów drugiego planu, Dzhamala i Yaggera, warto było mocniej wyeksponować i dać im jakąś rolę do odegrania. Sam występ to trochę za mało, tym bardziej, iż na nadmiar postaci nie można narzekać. Volinski sprawia również wrażenie, że nie chce za wiele powiedzieć o uniwersum Biocosmosis, co sprawia, iż rozmowy postaci stają się często enigmatyczne i nieczytelne. Zapewne większość tajemnic znajdzie swoje wyjaśnienie w przyszłości, lecz póki co tworzy się niepotrzebny efekt zasłony dymnej.

Jest lepiej. Co więcej, jest dobrze, widowiskowo. Jeśli ten poziom się utrzyma, doczekamy przygodowej serii fantastycznej, jakich w Polsce nie mieliśmy zbyt wiele. Jeśli zaś zachowana zostanie tendencja wzrostowa, możemy być świadkami wydarzenia wyjątkowego. Twórcy są w dwóch piątych drogi. Półmetek, według wstępnych zapowiedzi, przekroczą jesienią.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


7.0
Ocena recenzenta
7
Ocena użytkowników
Średnia z 4 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Biocosmosis #2: Savas
Scenariusz: Edvin Volinski
Rysunki: Nikodem Cabała
Kolory: Grzegorz Krysiński
Wydawca: Pro-Arte
Data wydania: maj 2007
Liczba stron: 48
Format: A4
Oprawa: miękka, kolorowa
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Cena: 26,90 zł



Czytaj również

Biocosmosis #2: Savas
Przewodnik podróżnika po Biocosmosis
- recenzja
Biocosmosis #3: Qiuciuq
Pełniejszy obraz
- recenzja
Biocosmosis #1: Enone
Wysoki koń
- recenzja
Biocosmosis: Emnisi. Antologia #2
Tajne akta i tajemniczy agenci
- recenzja
Biocosmosis: Emnisi. Antologia #1
Relacja z drugiego planu
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

WekT
    chyba poprawa
Ocena:
0
sądząc po przedstawionych planszach jest o wiele lepiej. Przed lekturą 1 części nic nie słyszałem o planach wielkiej serii i rozmachu. Zajrzałem do albumu. Ot kolejny wydany komix. Nie zachwycił mnie. wydał mi się nawet słaby. Cóż, to co tu widać wygląda dużo ciekawiej
20-05-2007 01:12
~zychu

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Zgadzam się z przedmówcą. Graficznie o wiele lepsze od jedynki. Architektura,i ogólnie tła rewelacyjne,kadrowanie też bardzo fajne. Ciągle tylko problemy z anatomią co jakiś czas wychodzą. Kolor za to dużo nadrabia. Ja w każdym razie kupię na pewno.
20-05-2007 13:51
Ambroży
    Niestety
Ocena:
0
Kolorysta zarzyna komiks. Szczególnie w wersji papierowej gdzie wszystkie "eRGieBowe" niunse cmyk brutalnie ucina i matowi.
15-06-2007 10:26
~Edvin Volinski

Użytkownik niezarejestrowany
    RGB vs CMYK
Ocena:
0
Spieszę wyjaśnić, że kolorysta niczego nie zarzyna :). Prace są tworzone od razu w cmyk, aby właśnie nie dochodziło do takich "ucięć". Przy powyższej prezentacji oryginały Grześka zawierały niestety profil kolorystyczny, który nie został prawidłowo przekonwertowany i spowodował taką jaskrawość prac niezgodną z wersją papierową. Mój błąd. Zainteresowanych przepraszam.
18-06-2007 17:17
Ambroży
    dzięki za wyjaśnienie
Ocena:
0
następnym razem pomyślę zanim palnę ;-)
19-06-2007 09:28

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.