» Recenzje » Biocosmosis #1: Enone

Biocosmosis #1: Enone


wersja do druku
Biocosmosis #1: Enone
Wydawane regularnie albumowe serie polskich autorów można policzyć na palcach jednej ręki drwala. Takich w twardej oprawie i na kredowym papierze, jeśli nie liczyć wznowień Jeża Jerzego, próżno by szukać w zakamarkach pamięci. Tymczasem wydawnictwo Pro-Arte przedstawiło plan iście kaskaderski: zbudowanie kilkunastotomowej sagi, której akcja będzie toczyć się w kosmicznej scenerii. Całość ma zostać podzielona na trzy cykle po pięć części każdy; znamy już tytuły pierwszych z nich. Licząc, iż wydawcy uda się utrzymać tempo jednego albumu na rok, finał opowieści poznamy po roku 2020. Tak dalekosiężnej perspektywy nie przedstawił do tej pory w Polsce nikt.

Biocosmosis tylko powierzchownie przypomina Technokapłanów, dzieło Alessandro Jodorowsky’ego. Zakon Emnichów ma niewiele wspólnego ze stechnizycowaną sektą, dąży do innych celów, a jego członkowie to "ci dobrzy", z którymi ma związać się czytelnik. Scenarzyście, Edvinowi Volinskiemu, bliżej do pochodzącego z Chile twórcy w sferze tekstu, choć i tu różnice są wyraźne. Obaj wprowadzają do języka opisującego świat wiele neologizmów. Jodorowsky tworzy je, dodając do słów przedrostki związane z technicyzacją lub negując tradycyjnie przypisane im cechy i uzyskuje efekt wypaczenia źródłowego słowa (technoamen, boska ciemność). Volinski przekształca znane wyrazy tak, iż te brzmią egzotycznie, opierając się niekiedy na rdzeniach pochodzących z języków obcych (preventorianie, planetard, kosmoracja, guberion).

Dodajmy jeszcze galaktyczną skalę, w jakiej rozgrywa się opowieść i na tym podobieństwa z Technokapłanami się kończą. Jodorowsky stworzył historię opartą na symbolach, bawiąc się przetwarzaniem znanych motywów mitycznych. Biocosmosis to komiks przygodowy, z polityczną intrygą w tle, jak dotąd skupiający się na losach jednego bohatera, a nie całego wszechświata. Enone, centralna postać albumu, wykonuje swoją misję i stara się nie paść ofiarą spisku. Jako wzorowy przedstawiciel zakonu Emnichów dysponuje nadnaturalnymi zdolnościami, lecz wyróżnia się przy tym opanowaniem i umiarem.

Te cechy, choć zapewne godne naśladowania, sprawiają, iż Enone nie jest bohaterem, z którym łatwo się utożsamić. Stoickie podejście do otaczającej rzeczywistości sprawia, iż jego poczynaniom brakuje emocjonalności, która mogłaby nieco "podkręcić" dramaturgię wydarzeń. Emnich wychodzi ze swoich prób zwycięsko, a w imię dobra, któremu służy, nie musi niczego poświęcać, nie ponosi żadnej straty.

Nikodem Cabała i Grzegorz Krysiński podjęli się trudnego zadania stworzenia kostiumu odpowiedniego dla kosmicznej sagi. Na tym polu dość trudno o odkrywcze pomysły, a sporym wyzwaniem okazuje się często sama umiejętność obracania się w związanym z tą estetyką kanonie. W pierwszym tomie Biocosmosis na słowa uznania zasługuje przede wszystkim okładka. Sugestywnie wprowadza w klimat opowieści, a w zestawieniu z zapowiadaną oprawą tomu drugiego pokazuje, iż jest to przemyślana graficznie kompozycja. Zadbano również o design symboli i kostiumów - kształt hełmów preventorian zapada w pamięć prostym, mocnym ornamentem. Szkoda, iż tych nowatorskich elementów, które budują charakter świata, jest stosunkowo mało. Pozostałe dość gładko wpisują się w klasyczny sztafaż science fiction, czasem niebezpiecznie zbliżając się do kalek znanych wzorów: Noktoorn, z którym walczy Enone, do złudzenia przypomina Predatora.

Większość kadrów komiksu spowija ciemność. W wielu przypadkach jest to naturalna konsekwencja umieszczenia akcji w mrocznym pomieszczeniu, lecz czasem przytłumienie kolorystyki udziela się scenom, które lepiej wypadłyby w ostrzejszym świetle. Mimo tego Cabała wyjątkowo dobrze czuje się właśnie w pełnostronicowych, majestatycznych scenach z emnichami w rolach głównych, a scenariusz wychodzi naprzeciw jego oczekiowaniom. Trochę gorzej jest z dynamiką zwykłych scen dialogowych, w których gesty postaci wydają się nieco zbyt wystudiowane, brak im lekkości. W ramach rekompensaty autorzy proponują kilka efektownie poprowadzonych scen walki.

Jak spadać, to z wysokiego konia, mówi przysłowie skierowane do ambitnych. Twórcy, a przede wszystkim wydawcy, Biocosmosis zawiesili sobie poprzeczkę wysoko i będą musieli dobrze się skoncentrować, by jej nie zrzucić w kolejnym skoku. Czas i dalszy, nieunikniony rozwój umiejętności sprawią przy tym, że wymagania (stawiane sobie samym) jeszcze wzrosną. W takiej perspektywie o bolesny upadek nietrudno. Miejmy nadzieję, że ekipa Pro-Arte jest dobrze przygotowana do podjęcia tego ryzyka.


O komiksach na blogu Macieja 'repka' Reputakowskiego
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
6.5
Ocena recenzenta
6.69
Ocena użytkowników
Średnia z 8 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 3
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Biocosmosis #1: Enone
Scenariusz: Edvin Volinski
Rysunki: Nikodem Cabała
Kolory: Grzegorz Krysiński
Wydawca: Pro-Arte
Data wydania: grudzień 2006
Liczba stron: 52
Format: A4
Oprawa: twarda, kolorowa
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Cena: 34,70 zł



Czytaj również

Biocosmosis #3: Qiuciuq
Pełniejszy obraz
- recenzja
Biocosmosis #2: Savas
Przewodnik podróżnika po Biocosmosis
- recenzja
Biocosmosis #2: Savas
Krzywa wznosząca
- recenzja
Biocosmosis: Emnisi. Antologia #2
Tajne akta i tajemniczy agenci
- recenzja
Biocosmosis: Emnisi. Antologia #1
Relacja z drugiego planu
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Mayhnavea
    Ugh
Ocena:
0
Niestety, komiks wcale mi sie nie podoba. W wielu momentach miałem wrażenie, że kolejne chwyty, myki czy kompozycje sa na siłę - a w szerokiej perspektywie, fabuła nie okazała sie ani trochę ciekawa czy zaskakująca.

Design jest nieco pretensjonalny. Nie ma nic łatwiejszego niż odwołanie się do wyglądu stereotypowego krzyzowca (ew. żołnierza II Wojny - choć nie w tym przypadku) i mamy łopatologicznie zarysowany świat dobrych i złych.

Kadrowanie - filmowe, widac, że rysownicy obejrzeli wiele komiksów i filmów i czerpią z dobrych wzorców. Niemniej, w ich wykonaniu wyszlo to sztucznie i sztywno - mozna skojarzyć z filmem "Avalon" z M. Foremniak w roli głównej. Tam film był oparty o komiks, a tutaj jest dokładnie odwrotnie. I z podobnym skutkiem.

Czasmai miałem wrazenie, że rysownicy nie do końca panuja nad rysunkiem. Ten sam bohater na kilku kolejnych kadrach wygląda jak ktoś inny - bardziej jak swój własny brat/siostra a nie jak on/a sam/a powtórzona w kolejnej odsłonie.

Porównanie języka "Technokapłanów" i "Enone" jest znaczące w dwójnasób. Tam, gdzie w "T." było kreatywne, często ironiczne lub trafne słowotwórstwo, tam "E." idzie w egzotykę. A może raczej udziwnienie. "Planetard" to fajna inkrustacja tekstu, ale az się prosi o "Planetarcha" albo "Planetarchę". Mozna mi zarzucić, że jestem w pułapce znanych mi jezyków, ale skoro już chcemy się z niej wyzwolić, po co zostawiać "planet-cośtam" zamiast "kokodżambo".

W "Biocosmos: E." było dużo takich małych, kłujących rzeczy (pomijając fabułę), które wciąz pojawiały się i przeszkadzały podczas lektury. Dlatego nie polecałbym tej pozycji specjalnie nikomu - chyba że dla porównania z "Technokapłanami" lub zeby zobaczyć, jakie watki sa współcześnie poruszane w związku z tematami sci-fi (czyli wątek konfliktu między zaawansowanymi technologiami, kulturą post-humanistyczną a wiara, powrotem do natury lub kultów czystej jaźni).
12-01-2007 01:06
~WYDAWCA

Użytkownik niezarejestrowany
    w odpowiedzi
Ocena:
+1
Bardzo dziękujemy za "fachową" i "profesjonalną" ocenę komiksu choć bardzo krytyczną. Z zalożenia postanowiłem nie ingerować w oceny czytelników, ale ta wypowiedź zasługuje na mój głos.

Po pierwsze: rozumiem że umiejetność rysowania twarzy o konkretnych cechach jest standardem w komiksach i wiekszość pozycji które Pan posiada zawierają się na tym poziomie. Niestety z kilkudziesięciu pozycji które ja posiadam w swoim archiwum większość nie ma szans według tej oceny, gdyż na kolejnych kadrach istnieją różnice które sugeują "iż jest to może inna osoba". Jestem czytelnikiem czytającym bardzo pojedyncze komiksy i raczej stawiam na poziom edytorski (może dlatego). Jedyna seria (którą posiadam) mieszcząca sie w tym zakresie oceny jest MEGALEX Jodorowskiego wykonany techniką 3D. Rozumiem że Pan rysuje i tego typu kwestia jest dla Pana umiejetności bułką z masłem -- Gratuluję.

Sprawa druga: Kadrowanie - musze przyznać że chciałbym dowiedzieć sie co dla Pana nie jest sztuczne i sztywne jeżeli chodzi o rodzaj rysunku.
No chyba że wzorcem są rysunki Alexa Rossa. W takim wypadku Nikodem Cabała potrzebuje jeszcze kilka lat ciężkiej pracy aby można było się pokusić o jakieś porównanie. Czy jednak może mi Pan zasugerować pozycję polską która posiada cechy orginalności i luzu a zarazem jest wykonana na poziomie rysunku końcowego (tuszem i farbami - może być też cyfrowo) a nie szkicu lub wariacji na temat (choć takie pozycje mają swoje miejsce na półce i należy je uszanować)? Jestem ciekaw bo dla mnie jedynym rysownikiem bedącym mistrzem takiej kreski jest "Wielki" Bogusław Polch i tyle - czy ktoś jeszcze - może Pan?

Sprawa trzecia: język - rozumiem że jest Pan poliglotą poszukującym orginalnych określeń na nazwy stanowisk i funkcji. A co Pan powie na KOKOWŁADCĘ albo KOKOWŁADA - napewno wszyscy wiedzą o kogo będzie chodzić. itd itd....

A teraz poważnie -
Rozumiem że istnieją osoby poszukujące czegoś innego w komiksie i ta pozycja jest dla nich jedną z wielu nieciekawych, wiem też że komiks który wydaliśmy zawiere wiele drobnych wad "wieku dziecięcego". Każda krytyka rzeczowa i majaca cechy sumiennej jest bardzo ważna i dająca podstawy do jeszcze bardziej wytężonej pracy nad poprawą tego co wykonują nasi autorzy i twórcy. Tylko jeżeli już coś krytykujemy to powinniśmy mieć argumenty uzasadniające nasze stanowisko. Wypowiedź mojego przedmówcy jest oceną którą zawiera w sobie typową popularną w dzisiejszych czasach metode krytyki - wszystko i nic. Co to znaczy? Dużo napisane ale tak naprawdę żadnych konkretnych porównań i przykładów (bo niesłyszałem aby istniał film pod tytułem Biocosmosis z którego czerpano pomysł do naszego komiksu a "Avalon" jak bardzo słaby od strony fabuły (dal bym mu pałę) - a szkoda - to od strony poziomu wykonania nie ustepuje innym na rynku) - śmiem twierdzić ze ta "recenzja" podpięta pod każdy wydany komiks będzie "pasowała jak ulał".

Na koniec prosze o potraktowanie mojej wypowiedzi jako głosu człowieka który nie znosi i nie akceptuje rzeszy malkontentów i "wszechstronnych omnibusów" którzy mają prawo krytykować wszystko i wszystkich bez konsekwencji i prawdziwej znajmości rzeczy.

z wyrazami szacunku Piotr Machalewski





12-01-2007 16:06
Mayhnavea
    Re:
Ocena:
-1
Szanowny Panie ~WYDAWCO.

Dziękuję bardzo za odpowiedź na mój komentarz (który recenzją jako taką nie był, do takowaj zabrałbym się jeszcze inaczej; recenzję napisąl repek a ja tylko pokazuję moją opinię na tematy przez niego poruszone). Bardzo cenię sobię polemikę w dobrym tonie i mam nadzieję, ż emożna taką prowadzić przez fora czy też ten portal komiksowy.

Na początek zatem chciałbym zaznaczyć, że bardzo mi się nie podoba, że Pańska odpowiedź jest w połowie wycieczka pod moim adresem, a nie moich sądów, argumentów, czy gustów (a dokonuję takiego rozdzielenia). Nie ma żadnego powodu, żebym musiałbyc rysownikiem komiksów, żeby móc oceniać komiks. Tak samo nie muszę być reżyserem żeby mieć wyrobione zdanie o filmie czy tez nie musze pracować w fabryce Toyoty, by móc stwierdzić, czy dobrze mi sie rpowadzi taki pojazd, czy też nie. Moje dokonania w dziedzinie komiksu, umiejętności rysowania, kadrowania, budowania fabuły czy inne kompetencje wyobraźni twórczej pozostają tutaj całkowicie nieistotne. Odwoływanie się do nich jest tylko chwytem, który ma mnie ustawić na pozycji osoby, którą się wyklucza poza nawias dyskursu. Podobnie nieważne jest, jakie komiksy posiadam - byc może "Biocosmos był jedynym, jaki w zyciu czytałem" - też mam pełne prawo się o nim wypowiedzieć.

Nie interesuje mnie równiez co jest "standardem" w dziedzinie komiksu: polskiego, ogólnoswiatowego, japońskiego, czy jakiegokolwiek innego. Każdy tekst kultury przy recenzowaniu traktuje z osobna, zabiegi komparatystyczne można robić w dalszej pracy. Dlatego więc jeśli pewne cecha komiksu drażni mnie w nim samym, nie jest żadnym argumentem że "przecież w innych jest tak samo".

Kolejna rzecz: większość Pańskich argumentów celuje w moja ocenę estetyczną. Do znudzenia mozna przywoływać myśl "De gustibus non est disputandum", ale widać często trzeba. W komentarzu podałem tez zarysowo argumenty, gdyż uznałem, że tyle wystarczy. Nie zamierzałem wyzywac się na tym komiksie, gnoić go i wykazywać jego miernych wartości estetycznych i fabularnych, nie było zatem potrzeby mnożenia słów niezadowolenia.

Rozumiem, że stawia Pan na stronę edytorską - podczas gdy mnie interesuje przede wszystkim estetyczna (i to w zakresie pracy autorów komiksu a nie doboru papieru czy rodzaju okładki) i fabularna. Nie wątpię, że dał Pan z siebie i swego wydawnictwa wszystko, żeby komiks stał na jak najwyższym poziomie - w zakresie Pańskich kompetencji. Niestety, to nie je oceniam.

A teraz po kolei:

- rysunek: rysowane postaci najzwyczajniej mi się nie podobały. Postaci często nie wyglądają jak jedne model ukazywany z róznych stron, ale obiekty, na których dokonuje się morphingu, zmieniając ich wygląd przy zachowaniu pewnych cech szczególnych (np. te same oczy i podobny nos, ale kształt głowy czy szczęki się zmienia). Mógłbym się przyczepić też do konkretnych ujęć czy postaci (np. dziewczynka: jak pomniejszony dorosły). Być może to szczegóły na które zwracam uwagę tylko ja na świecie, niemniej w moim odbiorze stanowiły one element na tyle charakterystyczny i powtarzający się, że zacząłem na niego coraz mocniej zwracać uwagę.

- kadrowanie: nie wiem co ma wspólnego kadrowanie (komponowanie danej sceny w kadr komiksowy) z rodzajem rysunku (chodzi o technikę?). Układ elementów przestrzeni nie ma nic wspólnego z "poziomem rysunku końcowego", "tuszami", czy "cyfrowością", ani innymi technikami artystycznymi. To kwestia konstrukcji a nie wykonania. Co do sztuczności i sztywności: kadrowanie służy konkretnym zabiegom ekspresyjnym - sugeruje stany emocjonalne postaci, ma wywołać emocje u odbiorcy, zbliżyć tegoż odbiorcę do bohaterów, zdystansować go do nich, spersonalizować bądź zobiektywizować narrację. Każdej z tych intencji odpowiada odpowiedni chwyt formalny. Według mnie w tym komiksie pojawiły się seksencje, które świadczą o pomysłowości i wyobraźni rysowników, ale jednocześnie forma nie jest do końca adekwatna do treści. Przez to mocny chwyt w scenie o niewielkim napięciu emocjonalnym wydaje się być nieadekwatny (choć podkreślam znów, że ta "adekwatność" jest również indywidualną oceną estetyczną). Przykładem jest scena, kiedy główny bohater prowadzi rozmowę myjąc się (o ile dobrze pamiętam). Trzy kadry pod rząd: duży "najazd kamery" na twarz bohatera, przez ramię widać sylwetkę rozmówcy. Trzy razy ten sam chwyt, który powinien mocno zpsychologizować postać (praktycznie zaglądamy mu w twarz, obserwujemy najdrobniejsze zmiany w mimice), ukazać podstawowy ideologiczny konflikt z rozmówcą. A według mnie scena ta nie miała az tak mocnego charakteru. Tyle.

- język: nie mam czego komentować, Pańskie wnioski sa chyba wprost przeciwne do tego, co napisałem w pierwszym komentarzu.

- "Avalon": w tym miejscu mam wrażenie, że przeczytał Pan mój komentarz bardzo powierzchownie albo zasłyszał o nim z drugiej ręki, choć pewnie wcale tak nie było. Przywołałem "Avalon" jako porównanie komiksu z filmem: tego jak film korzysta z (podkreślam) sposobów kadrowania (a także prowadzenia narracji i czasu akcji) z komiksu, podczas gdy "Biocosmos" zdjae się korzystać z chwytów (czyli schematów budowania, a nie konkretnych scen) z dzieł filmowych. Pański komentarz co do fabuły "Avalonu", z którym się w 100% zgadzam, nie ma nic wspólnego z tym, co wcześniej pisałem. Sądzę jednocześnie, że w pierwszym komentarzu na tyle zaakcentowałem elementy, które poddałem ocenie, ze nie jest możliwe "przypasowanie jej jak ulał" do dowolnego komiksu - chyba że miałby Pan na tyle złej woli, żeby tak nadal sądzić. A że celem pisania komentarzy nie jest tworzenie nowych recenzji, wyszeddłem szybko do stwierdzeń ogólnych, co jest dość oczywiste i nie jest żadnym błędem.

Na koniec: przykro mi, że nie lubi pan "rzeszy malkontentów" i "wszechwiedzących omnibusów", ale w takim medium jak internet ryzyko ich spotkania jest wliczone w ryzyko. I fakt faktem - po to jest polter.pl, żeby _każdy_ miął prawo krytykować wszystko (naturalnie respektując regulamin). Taki był zamysł i nie ma co się nad nim roztrząsać. A konsekwencje? Toż to byłaby cenzura! Na tym polega demokracja z jej wszelkimi blaskami i cieniami.

Przy okazji, proszę brać pod uwagę wpisaną w internet anonimowość, która może prowadzić do wyciągania pochopnych wniosków. Sądzę, że nie ma Pan pojęcia na temat mojego gustu, umiejętności krytycznych, czy "znajomości rzeczy" - spotkał się Pan jedynie z moim zdawkowym _tekstem_. Dlatego następnym razem prosze dyskutować z _nim_, a nie ze mną. I tym razem proszę lepiej zapoznac się z tym co napisałem. Bo ja z kolei nie znoszę zbyt wyniosłych ludzi, którzy nie mając dystansu do siebie i tego co robią, traktują każdą krytykę jako atak bezpośrednio na siebie; i których zapalczywość prowadzi do utraty umiarkowania oraz niewnikliwego śledzenia argumentów drugiej strony, byle tylko "odbić piłeczkę".

Pozdrawiam i życzę kolejnych sukcesów wydawniczych.
13-01-2007 01:04
~Monia

Użytkownik niezarejestrowany
    :P
Ocena:
0
Moja wypowiedź nie zasłuży na odpowiedź wydawcy ale cóż nie będzie zbyt fachowa :PP
Mnie sie również nie podoba ten komiks ;/
03-10-2007 19:54

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.