» Artykuły » Inne artykuły » Bawić to nie grzech

Bawić to nie grzech


wersja do druku

Rozmowa o "Cieniorycie" Krzysztofa Piskorskiego

Autor:
Bawić to nie grzech
O Cieniorycie Krzysztofa Piskorskiego, jednej z powieści nominowanych w tym roku do Nagrody im. Janusza A. Zajdla, rozmawiają: Maciej Szraj, Bartek Szczyżański, Staszek Krawczyk, Marcin Zwierzchowski i Bartek Łopatka.

Maciej Szraj: Muszę przyznać, że jest to mój pierwszy kontakt z prozą Krzysztofa Piskorskiego, i mogę zaliczyć go do całkiem udanych. O szczegółach będzie mowa później, ale już na wstępie warto zauważyć, że Cienioryt, jako powieść oparta na konwencji płaszcza i szpady, jest sprawnie napisany, wciągający i ciekawy, ale przede wszystkim odznacza się dobrze opowiedzianą historią. Jakie są wasze wrażenia i jak odbieracie utwór Piskorskiego w kontekście nominacji do nagrody Janusza A. Zajdla?

Bartek Szczyżański: Myślę, że o obecności Cieniorytu zadecydowały trzy rzeczy: rzemieślnicza sprawność Piskorskiego, która sprawia, iż książkę czyta się błyskawicznie i z przyjemnością, warta opowiedzenia i oryginalna w kontekście sztampowej fantasy historia oraz światotwórstwo na naprawdę wysokim poziomie. Pomysł z uczynieniem dialektyki światła i cienia fundamentem całego uniwersum nie wydaje się szczególnie oryginalny, ale dzięki solidnej jego realizacji sprawdza się doskonale. Na tle pozostałych powieści nominowanych do Zajdla Cienioryt nie wydaje się bardzo ambitny, ale jest książką, którą każdy chciałby przeczytać: pełną akcji i zwyczajnie przyjemną.

Staszek Krawczyk: Ostatnia powieść Piskorskiego raczej nie skłoni nikogo do refleksji światopoglądowych. Może jednak zachęcić do namysłu nad tym, jak tworzyć sprawną fabularnie (prócz paru luk, ale kto by się nimi przejmował) oraz nieprzezroczystą stylistycznie prozę. Zwłaszcza pod tym ostatnim względem Cienioryt to na naszym fantastycznym rynku książka dosyć nietypowa. Sądzę jednak, iż tym, co decyduje o atrakcyjności utworu, jest coś innego. Zapytam prowokacyjnie: czy nie odnieśliście wrażenia, że to bardziej film niż powieść?

Marcin Zwierzchowski: Ja tam nie zauważyłem ruchomych obrazków. A na serio – proza filmowa to jaka? Rozumiem, że chodzi o aspekt rozrywkowy i dobrze prowadzoną, płynną akcję, która nie brnie w opisach i dywagacjach? Tak, pod tym względem Cienioryt łapie się do tej kategorii. Co jest komplementem, bo nie jest to coś, co osiąga się ot tak. Piskorski jest świetny w tym, co robi, mianowicie oferowaniu czytelnikowi rozrywki. Nie chciałbym, aby na tego typu prozę widziało się przez pryzmat "ambicji" i "skłaniania do przemyśleń". To jest jakiś wymóg? Fakt, wśród nominowanych mam innego faworyta, ale nie skreślam Piskorskiego tylko dlatego, że po przeczytaniu każdej strony nie zamyślam się na pięć minut.

Maciej: Zgadzam się z Marcinem, że nie ma sensu rozliczać autora z czegoś, czego nie chciał napisać, aczkolwiek w kontekście samej nagrody warto zwrócić uwagę na to, jakie mocne i słabe strony mają omawiane przez nas lektury. Byłbym nieco sceptyczny w mówieniu o oryginalności historii napisanej przez Piskorskiego. Czy rzeczywiście motyw wojownika-samotnika, który podczas swojej egzystencji na granicy prawa wikła się w coś znacznie większego i być może przerastającego jego samego, jest taki nietradycyjny? Przywodzi to na myśli raczej skojarzenia z podejściem: "chcemy czytać i czytamy to, co dobrze znamy". Nie przeszkadza to jednak Piskorskiemu ubogacać fabuły w dychotomiczny podział na światło i cień. Siła tego pomysłu tkwi w jego naturalności i łatwości przyswajania, co słusznie zauważył Jacek Dukaj. Autor nie bawi się w nic wymyślnego i zawiłego, wykorzystując prosty koncept, który – jeśli się dobrze rozwinie – może zaoferować kilka intrygujących rozwiązań.

Marcin: No tak. Przestaliśmy rozliczać autora z "ładunku do przemyślenia", to teraz będziemy analizować oryginalność. Oczywiście, że Cienioryt jest oryginalny. Na tyle, na ile powinien. Przypomina Wam jakąś książkę, którą czytaliście? Mnie nie. Może jakieś pojedyncze elementy, ale mieszanka jest wybitnie autorska. I to wystarczy, przecież nie trzeba w każdej książce wymyślać koła. Ostrzegam: będę do upadłego bronił prawa autora do pisania tekstów rozrywkowych. Zresztą, spójrzcie, jak cudownie efekciarski jest Holocaust F! Scen batalistycznych Zbierzchowskiego nie powstydziłby się żaden kinowy blockbuster. A przecież to czystej wody hard SF. Bo książka nie musi być nudna, książka może bawić, to nie grzech.

Chyba jednak trochę odchodzimy od samego Cieniorytu. Czy jest to powieść wybitna? Nie. Wprawdzie tło jest świetne, jak to u Piskorskiego scenografia musi być wyjątkowa, ale sama historia nie porywa, nie zaangażowała mnie w pełni. Może to dlatego, że bohater-szermierz to nie mój typ bohatera? Jest akcja, jest świetne tempo, przez książkę się płynie, ale mam wrażenie, że odłożona w połowie nie przyciągałaby mnie dalszej lektury.

Bartek Łopatka: A mnie Cienioryt bardzo silnie przypominał cykl Pereza-Reverte o kapitanie Alatriste. Doświadczony na służbie królewskiej szermierz, któremu obecnie się nie przelewa, ma nietuzinkowych przyjaciół i wplątuje się w rozmaite spiski – Barratora w wielu względach przypomina tamtą postać. To nawiązanie do dziedzictwa powieści spod znaku płaszcza i szpady w bardzo dobrym stylu.

Zgadzam się z Marcinem – dlaczego tak przeszkadza czysta rozrywkowość? Cienioryt jest lżejszą powieścią niż chociażby Krawędź czasu, ale to w niczym jej nie szkodzi.

Maciej: Nikt z nas nie chce chyba walczyć z literaturą rozrywkową. Generalnie beletrystykę ma się po prostu dobrze czytać. Kto powiedział, że czysta rozrywkowość jest zła? Na potrzeby niniejszego tekstu li tylko zaznaczamy, że książka Piskorskiego kwalifikuje się do lektur łatwych, prostych i przyjemnych, z dużą dozą akcji i ciekawym pomysłem w tle, nie aspirując jednocześnie do bycia czymś "ambitniejszym". Dlatego podkreślałem bezowocność rozliczania autora z rzeczy, których nie chciał napisać.

Teraz możemy się zastanowić czy w ramach tej rozrywkowej konwencji czegoś zabrakło, a może wręcz przeciwnie, czy coś szczególnie się wyróżniło.

Bartek Szczyżański: Słowem-kluczem do Cieniorytu moim zdaniem jest: tempo. Nie wiem, czy podzielacie moje wrażenie, ale w tej powieści wszystko dzieje się wtedy, kiedy powinno. Doskonały, zapadający w pamięć prolog. W kolejnych rozdziałach Piskorski pcha akcję do przodu, supłając kolejne fabularne węzły – cały czas jednak zachowuje umiar, raz poświęcając kilka akapitów na opis historii wykreowanego przez siebie świata, raz skupiając się na rozwijaniu wątku miłosnego, który, choć mało oryginalny, dobrze wpasowuje się w całokształt powieści. Twist przy przejściu z Księgi światła do Księgi cienia wypada moim zdaniem świetnie. I znowu to samo – fabuła wciąż wciąga, choć autor bierze się już za rozplątywanie całej intrygi. Podobały mi się także sceny finałowe – Piskorski wspiął się w nich na wyżyny swoich umiejętności i, mam wrażenie, elegancko domknął wszystkie najważniejsze wątki. Gdybył miał do mojego pęku słownych kluczy dodać następny, byłaby to potoczystość, bo Cienioryt czyta się szybko, płynnie i połyka właściwe nie wiadomo kiedy.

Marcin: O to, to. Święta racja, że Piskorski doskonale panuje nad tekstem, w sensie prowadzenia akcji i pilnowania wysokiego tempa, przy jednoczesnym nasycaniu testu olbrzymią ilością informacji o wykreowanym przez siebie uniwersum. To nie lada sztuka i w Cieniorycie wypada to perfekcyjnie.

Staszek: Również się zgadzam, sprawne podtrzymywanie tempa (a więc i przyspieszanie, i zwalnianie) to kluczowa cecha tej powieści. Do tego dodałbym jeszcze doskonale aranżowane sceny akcji. Pamiętacie te setki metalowych kolców, dzięki którym Arahon mógł stawić czoła ośmiu przeciwnikom naraz? Absolutnie niesamowita rzecz, wróciłem do niej teraz i mam wrażenie, że to może być najlepsza scena Cieniorytu. A przecież było jeszcze starcie trójki szermierzy, w którym każdy walczył z każdym. Albo pościg czarnego charakteru za głównym bohaterem przez świat cieni. Ta książka to właściwie gotowy scenariusz dla wysokobudżetowej ekranizacji (chociaż nie liczę na nią w polskim kinie).

Swoją recenzję Cieniorytu przed kilkoma miesiącami zacząłem od słów: "Tak mi piszcie literaturę rozrywkową!". W moim podejściu do tego utworu nic się pod tym względem nie zmieniło. Nie ukrywam jednak, że podobnie jak Marcin mam innego faworyta – tekst, który na dłużej zapadł mi w pamięć i który chciałbym jeszcze drugi raz przeczytać. Co nie jest chyba najgorszym (choć i nie wystarczającym) kryterium wskazywania wybitnej literatury.




Czytaj również

Cienioryt
Eskapizm, ale jaki!
- recenzja
Wywiad z Krzysztofem Piskorskim
Jestem trochę na literackim rozdrożu
Cienioryt
Strzeż się cieni
- recenzja
Zadra
Piękna oprawa, nijakie sedno
- recenzja
Polcon 2017
Grunt to atmosfera
- recenzja
Czterdzieści i cztery
Etherowy romantyzm
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.