» Artykuły » Publicystyka » Avatar: The Game – wrażenia z dema

Avatar: The Game – wrażenia z dema

Avatar: The Game – wrażenia z dema
Na miesiąc przed premierą filmu Avatar, najnowszego dzieła Jamesa Camerona, trudno znaleźć osobę, która nie słyszała o tym przedsięwzięciu. Chociaż wczesna wersja scenariusza powstała już w 1995 roku, projekt musiał czekać 12 lat, gdyż dopiero teraz jego realizacja stała się możliwa. Po więcej szczegółów na temat produkcji odsyłam chociażby pod adres: Avatar w Wikipedii. Równolegle z filmem zaczęła powstawać gra komputerowa – warte odnotowania jest to, że jej gry będzie niezależna od scenariusza produkcji filmowej. Ponadto, wiele osób zaskoczyło to, iż kilka dni temu studio Ubisoft (opracowujące grę) udostępniło w Internecie jej demo. Jeśli wahacie się, czy poświęcić czas na ściąganie 1,6GB pliku, zapraszam do lektury dalszej części tekstu.

Rzecz dzieje się w XXII wieku, na księżycu gazowego giganta w układzie Alfa Centauri, Pandorze, którą porasta bujna dżungla, przywodzącą na myśl ziemską Amazonię.
Ów naturalny satelita stanowi miejsce bitwy pomiędzy dwoma frakcjami – założoną przez ludzi korporacją RDA oraz Na'vi – rasą przypominającą ogromne, niebieskie tygrysy.. Wizyta ludzi oraz wizja utworzenia na Pandorze ich koloni w celu wydobywania niezwykle rzadkiego i cennego surowca, zmusiła Na'vi do podjęcia walki zbrojnej. Gracz będzie mógł zdecydować, czy poprowadzi do walki ludzi i zapanuje nad Pandorą, czy jako jeden z Na'vi podejmie się wyparcia najeźdźców.

Niestety, w demie będziemy mieli okazję wcielić się jedynie w szeregowca RDA, więc na ocenienie rozgrywki z perspektywy Na'vi trzeba poczekać do premiery gry. Mamy natomiast możliwość rozegrania jednej misji ludzi. Nasz bezimienny bohater jest żółtodziobem, wysłanym w głęboką dżunglę po raz pierwszy. Już podczas odprawy mamy nieprzyjemność poznać podejście kolonistów – nasz dowódca udziela nam niezwykle błyskotliwej rady, mianowicie: jeśli coś się rusza – zastrzel to. Podobna sytuacja powtarza się kilka minut później, gdy grupa żołnierzy wspierana ogniem mechów bojowych bezpodstawnie atakuje spokojnie pasące się wielkie zwierzę – coś na kształt hipopotama z pyskiem ryby-młota. Zresztą nasze zadanie polega tylko i wyłączenie na wyczyszczeniu danego obszaru dżungli. Jeśli większość misji w pełnej wersji gry ma mieć podobny charakter, to ja chętnie stanę po stronie Na'vi lub po prostu podziękuję.

Po krótkiej odprawie zyskujemy kontrolę nad latającym pojazdem, przypominającym skrzyżowanie helikoptera i samolotu. Kamera umieszczona jest za obiektem, więc poczynania naszego bohatera oraz pilotowane przez niego maszyny obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby. Warto zaznaczyć, że sterowanie nie jest szczególnie skomplikowane – postacią i prowadzonymi przez nią środkami transportu tudzież destrukcji kierujemy za pomocą myszki i klawiatury. Całość przypomina nieco Gears of War w dżungli, z tym, że nie mamy możliwości krycia się za osłonami. Zresztą ciężko się schować, gdy jesteśmy atakowani ze wszystkich stron, więc jedynym rozwiązaniem jest ciągłe bieganie i robienie uników.

Po rozwaleniu pokładowym działkiem kilku zagradzających nam drogę skał, osadzamy maszynę na małym lądowisku w środku dżungli, tuż obok punktu teleportacyjnego. Tak, system szybkiej podróży zostały oparty o infantylną teleportację. Niemniej, opuszczamy nasz pojazd i kierujemy się w głąb dżungli.
Uzbrojeni jesteśmy w dwa pistolety z nieograniczoną amunicją, karabin maszynowy, miotacz ognia i granatnik. Wszystko to nasz żołnierz wyciąga z kieszeni, gdyż twórcy nie postarali się o tak ładne rozmieszczenie broni na jego plecach oraz animację sięgania po nią, jak miało to miejsce w Mass Effect. O wiele lepiej wygląda za to opuszczanie pojazdów lub wsiadanie do nich. W demie mamy możliwość wypróbowania wspomnianej maszyny latającej, mecha, samochodu terenowego oraz czołgu rakietowego. Prowadzenie ich nie należy do najwygodniejszych, zwłaszcza wśród gęstej dżungli. Jeśli chodzi o ekwipunek, to wraz z eliminacją kolejnych przeciwników i wykonywaniem zadań zyskujemy punkty doświadczenia, z kolei uzbieranie pewnej ich ilości awansuje nas na wyższy stopień, co łączy się z dostępem do nowego uzbrojenia i pancerza. Uciążliwą wadą są błędy sztucznej inteligencji – przeciwnicy biegają bezsensownie w kółko, nie reagują na ostrzał lub stoją jak słupy soli, mimo iż mają naszego bohatera w zasięgu ramion.

Środowisko prezentuje się w Avatarze naprawdę okazale, nawet na średnich detalach. Można odnieść wrażenie, że ta wirtualna dżungla żyje, porośnięta fantastycznymi kwiatami, pnączami i gigantycznymi drzewami. W dodatku zamieszkana jest przez niesamowite stworzenia, od strzelających do nas drzewnych narośli, przez kilka rodzajów wilków, po ogromne istoty przypominające hipopotamy czy nosorożce. Wszystkie te kreatury dobrze kryją się wśród bujnej i kolorowej roślinności, więc częstokroć atakują nas znienacka. Do tego dochodzą sprawnie poruszający się po wysokich drzewach Na'vi, którzy nagle pojawiają się w pobliżu nas i atakują za pomocą kijów lub strzelając z łuków. Prócz tego nawet w demie mamy okazję zobaczyć ogromne wodospady oraz gigantyczne lewitujące bloki skalne. Robi to piorunujące wrażenie, podobnie jak wybuchy i ogień. Jeśli używamy miotacza ognia, to dość szybko wokół nas zaczyna szaleć mały pożar.

W grze możemy włączyć tryb stereoskopii i cieszyć się rozgrywką w 3D, jednak brak odpowiednich okularów uniemożliwił mi przetestowanie tej opcji.


Podsumowując, Avatar może spodobać się osobom, które lubią nieskomplikowane strzelanki lub niecierpliwie oczekują premiery filmu. Jeśli chcecie przekonać się na własną rękę jak zapowiada się gra, musicie się pospieszyć – demo gry dostępne ma być w Internecie tylko do 30 listopada.


A oto zwiastun gry:


Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę



Czytaj również

James Cameron’s Avatar: Gra komputerowa
Ekspedycja w nieznane
- recenzja
Tajemnica Zielonego Królestwa
Epickość najwyższych lotów
- recenzja
Felieton: Avatar okiem gracza
Nie, nie zauważyłem tej – tak zwanej – 'rewolucji'...
Avatar
Dialog między Iuliusem, Medeą a Scobinusem

Komentarze

string(15) ""

Malaggar
   
Ocena:
0
"Już podczas odprawy mamy nieprzyjemność poznać podejście kolonistów – nasz dowódca udziela nam niezwykle błyskotliwej rady, mianowicie: jeśli coś się rusza – zastrzel to. Podobna sytuacja powtarza się kilka minut później, gdy grupa żołnierzy wspierana ogniem mechów bojowych bezpodstawnie atakuje spokojnie pasące się wielkie zwierzę – coś na kształt hipopotama z pyskiem ryby-młota" Jej, czyżby twórcy gry olali PG13stkowośc filmu?
26-11-2009 21:27
~Froger Mistrz Świata Żab i Żabów

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Całe szczęście, czyż nie, Malaggar?
29-11-2009 20:12

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.