» Recenzje » Assassin's Creed: Brotherhood

Assassin's Creed: Brotherhood


wersja do druku

Rzymskie wakacje

Autor: Redakcja: Katarzyna 'Bagheera' Bodziony

Assassin's Creed: Brotherhood
Trzeba przyznać, że druga część wzajemnych przepychanek między templariuszami a asasynami wypadła nadzwyczaj dobrze. Poprawiono błędy jedynki, a przede wszystkim zlikwidowano nudę i powtarzalność, która niekiedy powodowała odstawienie gry w połowie i niechęć do powrotu. Brotherhood ciężko nazwać częścią trzecią - jest to raczej wersja 2.5. Zresztą Ubisoft sam przyznaje, że chce wydawać jedną grę z serii Assassin's Creed rocznie. Można podejrzewać, że narzucenie takiego tempa produkcyjnego przełoży się na spadek jakości. Czy tak jest w przypadku kolejnych przygód Ezio?


When in Rome...

Brotherhood kontynuuje wątki przedstawione w drugiej części sagi z asasynami w tytule. Po raz kolejny przyjdzie nam wcielić się w Desmonda, który z kolei wchodzi w rolę Ezio Auditore da Firenze. Naszymi wrogami pozostają templariusze, ze szczególnym uwzględnieniem pierworodnego naszego poprzedniego nemezis - Cesare z rodu Borgia.

Osobny akapit należy się miejscu, w którym przyjdzie nam spędzić mniej więcej dziewięćdziesiąt procent gry. Otwarte przestrzenie Rzymu witają nas swoim rozmachem, znajdziemy tam wszystkie sławne elementy architektoniczne, które istniały w czasach Ezio. Przyjdzie nam zwiedzać Koloseum, przebiec się pod górkę w miejscu, gdzie obecnie są Hiszpańskie Schody, czy wspiąć się na Castel di Angelo. Całość oddano z pietyzmem i dbałością o szczegóły. Natomiast akcje, który zabierają nas poza Wieczne Miasto, dają na tyle oddechu, że Rzym nie ma prawa się znudzić.


Ach te nowości

Kolejna część, czy też nawet półczęść, jak w tym przypadku, powinna mieć jakieś nowe elementy. W Brotherhood nowości jest rzeczywiście sporo. Zaczyna się od wież Borgiów, które musimy zniszczyć, zanim wyzwolimy kolejną rzymską dzielnicę spod panowania templariuszy. Nie jest to jednak takie proste, gdyż musimy znaleźć kapitana danej wieży i unieszkodliwić go zanim przejdziemy do podkładania ognia. Zmienił się odrobinę system walki - teraz, kiedy zanurzymy swoje ostrze w ciele przeciwnika i ten wyzionie ducha, możemy od razu ukatrupić jego kompana - wystarczy wychylenie "gały" w jego stronę i wduszenie przycisku. Walka stała się w ten sposób szybsza i łatwiejsza. Co prawda przeciwnicy nauczyli się nie czekać na swoją kolej do pójścia pod miecz i mogą atakować w kilku na raz, ale zdarza się to nad wyraz rzadko.

Inną innowacją jest mini-gra w trenowanie nowych asasynów. Kiedy napotkamy jakiegoś nieszczęśnika gnębionego przez system i wyciągniemy do niego pomocną dłoń, to on w podzięce przyłączy się do naszej organizacji. Później możemy wysyłać swoich rekrutów na akcje w całej Europie, podczas których zdobywają doświadczenie i awansują na kolejne poziomy. Po co właściwie się tym przejmować? Twoi podwładni mogą być bardzo pomocni - kiedy jesteś w podbramkowej sytuacji lub nie masz czasu zająć się przechodzącym obok patrolem, to za pomocą jednego przycisku możesz wezwać posiłki, które znacznie ułatwią ci walkę czy też w ogóle pozwolą się w nią nie angażować.

Zmieniły się także troszkę misje, czy raczej sposób ich wykonania. Każda akcja ma cel, ale ma także poboczny warunek, taki jak "wykonaj tą akcję nie dotykając stopami ziemi", "zlikwiduj cel przy użyciu konkretnej broni" czy "pozostań niezauważony". Jeśli się do takiego warunku zastosujemy to zadanie zostanie zsynchronizowane w stu procentach. Co daje nam synchronizacja? Dzięki niej dostajemy dostęp do wspomnień, o których Ezio wolał zapomnieć, a które dotyczą pewnej ważnej dla niego kobiety. Trzeba przyznać, że to naprawdę dobry pomysł, a same misje są ciekawie pomyślane i zaprojektowane.

Zmian jest jeszcze więcej - od skrzynek, w których poza twardą walutą znajdujemy dziwaczne przedmioty (np. skurczone główki czy dukaty Vlada Palownika), które to z kolei możemy sprzedawać lub wymieniać na przedmioty w sklepach, poprzez morderczą kuszę o niebotycznym zasięgu i cichym działaniu aż po wirtualny trening poza główną grą, gdzie poćwiczyć można bardziej zaawansowane akrobacje, walkę czy bieg na orientację. Jednak jedyną naprawdę wielką zmianą jest tryb wieloosobowy, który zasługuje na kilka osobnych akapitów.


Śmierć w Wenecji

To była właściwie pierwsza pewna wiadomość dotycząca Brotherhood - będzie multiplayer. Można było nawet popróbować swoich sił w becie (wrażenia Qrchaca znajdziecie tutaj). O ile mój redakcyjny kolega niezbyt optymistycznie patrzył na tą funkcję i wróżył jej marny koniec, o tyle ja czekałem na ten tryb z niecierpliwością.

Trzeba przyznać, że gra wieloosobowa daje wiele radości. Podstawowe założenia rozgrywki opisane są w linku w poprzednim akapicie i właściwie wszystko się w opisie Qrchaca zgadza. Dodać należy tylko, że im ciszej i w bardziej zaskakujący sposób zabijemy nasz cel, tym więcej punktów dostaniemy. Clue polega więc na odpowiedniej kombinacji skradania, sprytu i szybkiej akcji. Oczywiście zdarzają się ludzie, którzy cały czas biegają i nawet jak uda im się zabić wyznaczoną ofiarę, to dostają tylko 100 punktów. Nie tędy jednak droga. Ciekawy dobór mocy, taktyka, a przede wszystkim cierpliwość często pozwalają na zgarnięcie ponad tysiąca punktów za jedną akcję.

Trzeba przyznać, że tryb multiplayer w Brotherhood to nowość, która nie wszystkim musi się spodobać. Niemniej na pewno należy jej spróbować, bo samą swoją formą wprowadza powiew świeżości do dziedziny opanowanej w 99% przez FPSy.


Miszmasz i rozgardiasz

Assassin's Creed: Brotherhood nie ustrzegł się jednak pewnych wpadek. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to kilkusekundowe zatrzymanie całej gry podczas szybkiego biegu przez Rzym. Ja wiem, że miasto musi mieć czas na załadowanie się, a twórcy bardzo chcieli, żeby była to jedna plansza, ale kiedy podczas pościgu co 2 minuty gra się na chwilę "zamraża", to efekt jest raczej nieciekawy.

Inny problem tyczy się nagromadzenia różnego rodzaju misji - mamy standardowe zlecenia pchające do przodu główny wątek fabularny, ale obok tego jest mnóstwo innych. Każda z gildii daje swoje zlecenia, do tego dochodzi rekrutacja nowych zabójców, no i misje powiązane z facebookowym Assassin's Creed: Project Legacy (swoją drogą tylko dzięki temu, że w niego grałem, wiedziałem o co w tych misjach chodzi i kim są ludzie, na których poluję). W pewnym momencie mini-mapa wygląda jak choinka upstrzona milionem różnych ikonek (bo do powyższych dochodzą jeszcze sklepy, flagi/pióra do kolekcjonowania oraz inne elementy).

Dodatkowo jeśli ktoś jest łowcą trofeów to będzie jednocześnie zadowolony i zniechęcony przez Brotherhood. O ile trofea w trybie kampanii i przygód Ezio są straszliwie łatwe, to te wyznaczone dla trybu wieloosobowego bywają niebotycznie wręcz trudne. Wolałbym bardziej wyśrodkowane podejście.


Zupa Romana

Mimo błędów, niedociągnięć i mikrej ilości scenariusza to ciągle są przygody Ezio Auditore da Firenze i nudzić się przy nich nie sposób. Gra nie urywa głowy jak druga część serii, ale też granie w nią nie nastręcza nieprzyjemności. Oprócz solowych eskapad Ezio sporo uciechy i wielu dodatkowych godzin przed ekranem dostarczyć może tryb wieloosobowy, jednak trzeba lubić tego typu rozgrywkę.

Brotherhood to taki wielki dodatek, który wydawca nam zaoferował w oczekiwaniu na Revelations, które też nie wydaje się być pełnoprawną częścią, a jedynie kontynuacją przygód Ezio. Ale przecież fanom tego cyklu nie będzie to przeszkadzać.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.5
Ocena recenzenta
Tytuł: Assassin's Creed: Brotherhood, Ubisoft Studios,
Seria wydawnicza: Assassins Creed
Producent: Ubisoft Studios
Wydawca: Ubisoft
Dystrybutor polski: Ubisoft
Data premiery (świat): 16 listopada 2010
Data premiery (Polska): 19 listopada 2010
Platformy: PC, Xbox 360, PS3
Strona WWW: assassinscreed.uk.ubi.com/brotherho...



Czytaj również

Przeznaczenie bogów
Nijakie oblicze mierności
- recenzja
Assassin's Creed Odyssey
W poszukiwaniu tożsamości
- recenzja
Assassin’s Creed: Herezja
Przepychanki w Abstergo
- recenzja
Assassin's Creed Origins – Tryb Wycieczki
Turysta w upale
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.