» Recenzje » Armagedon dzień po dniu

Armagedon dzień po dniu


wersja do druku

Fatalny w skutkach dualizm

Autor: Redakcja: Mikołaj 'master_toster' Woźnica, Henryk Tur

Armagedon dzień po dniu
Temat apokalipsy zombie od lat cieszy się niesłabnącą popularnością w popkulturze. Niektórzy autorzy starają się obedrzeć ten motyw z kiczowatej otoczki filmu grozy klasy B i ubrać go w szaty realistycznej relacji z zagłady świata. Próbuje tego dokonać również J.L. Bourne w Armagedonie dzień po dniu. A przynajmniej stara się sprawiać takie wrażenie.

W Chinach wybucha epidemia czegoś, co media określają "nową odmianą grypy". Armia USA zostaje wysłana, by pomóc Azjatom uporać się z problemem, przez co wirus zostaje przeniesiony na amerykańską ziemię. Z doniesień medialnych i oficjalnych komunikatów wyłania się obraz kraju chylącego się ku upadkowi, rozrywanego od środka przez rosnącą falę nieumarłych. Nasz bohater, wojskowy pilot, barykaduje się w domu z zapasami żywności, wody i amunicji, mając nadzieję przeczekać najgorsze. Sytuacja szybko zmusza go weryfikacji tych planów. Wraz z jedynym ocalałym sąsiadem, Johnem, wyruszają w podróż, by znaleźć dla siebie bezpieczny azyl.

Armagedon dzień po dniu jest pisany w formie pamiętnika naszego bohatera, wydarzenia poznajemy więc z pierwszej ręki oraz z perspektywy czasu – zwykle zostają opisane kilka godzin lub nawet kilka dni po tym, gdy miały miejsce. Ma to wzbudzić w czytelniku wrażenie bliskości zagrożenia, a także uczynić postacie, których poczynania obserwujemy, bardziej ludzkimi. Rozwiązanie to działa całkiem nieźle, zapis faktycznie może sprawiać wrażenie relacji naocznego świadka (z uwzględnieniem pewnych oczywistych dostosowań do potrzeb czytelnika, takich jak obszerne opisywanie rzeczy, które dla samego piszącego powinny być oczywiste), a skreślenia, wklejone w tekst ryciny, zakreślone pomysły i wnioski i zdania urwane w połowie, gdy coś przerwało twórcy, dodatkowo budują nastrój. Niestety - takie przedstawienie fabuły ma jednak zasadniczą wadę – realizm.

Nazywam w tym kontekście realizm wadą, gdyż patrząc na ten zdominowany przez żywe trupy świat z bliska, zaczynamy dostrzegać dym i lustra, które są niezbędne do tego, by sztuczka magiczna pod tytułem "apokalipsa zombie" mogła się udać. W standardowej, przesiąkniętej kiczowatą akcją i bryzgami krwi konwencji a’la Noc żywych trupów lub Resident Evil można te dziury logiczne wybaczyć – ba, jeżeli produkcja jest dobrze zrobiona, to odbiorca nie zdąży nawet o nich pomyśleć przed finałem. W wolniejszej, bardziej skupionej na szczegółach wersji reportażu, wszystkie te wbudowane w sam zamysł absurdy są widoczne jak na dłoni, przez co trudniej cieszyć się fabułą.

Nie pomaga fakt, że autor z jednej strony próbował stworzyć dzieło wiarygodne, skoncentrowane raczej na aspektach przetrwania, takich jak potrzeba zdobywania żywności, leków, amunicji itd., niż na rozbijaniu łbów, z drugiej jednak postanowił również uczynić fabułę pełną akcji. Skutkiem tego ciągle czytamy, jak to bohaterowie muszą racjonować zapasy, ale nigdy faktycznie nie zagraża im brak prowiantu czy wody – zawsze magicznym sposobem trafiają gdzieś, gdzie jest ich dużo. Pisarz unika też tworzenia nonsensownych, ale widowiskowych scen w stylu walki z hordami potworów, porzucając je na rzecz logicznych, ale nudnawych wypraw po zapasy i przekradania się opłotkami – a jednocześnie musi sztucznie pakować swoje postacie w kłopoty, żeby w powieści cokolwiek się działo. Dodatkowo próbuje tworzyć mroczny, ciężki klimat zagłady społeczeństwa i nieuchronnej śmierci, którą można najwyżej odrobinę odroczyć, jednak zawsze pozwala wyjść bohaterom z opresji obronną ręką, nawet kosztem chwilowego zawieszenia reguł obowiązujących w jego świecie.

Wszystko to sprawia, że w ostatecznym rozrachunku powieść jest nijaka – akcji jest za mało, by porwać miłośników powieści sensacyjnych, zaś klimat nie dość gęsty, a zagrożenie – niedostatecznie namacalne, by książka mogła przemawiać do osób lubujących się w horrorach. Zdarzają się oczywiście mocniejsze momenty, w których autor pokazał, że jednak potrafi zbudować napięcie i wpisać się w konwencję, pozwalając nam odczuć jak poważna jest sytuacja, jak wiele ryzykują ocalali i jak potrafią się mścić nawet małe błędy. Scen takich jest jednak zbyt mało, by mogły uciągnąć resztę. Nawet finał, teoretycznie dramatyczny, ostatecznie jest zbyt krótki i zostaje zwieńczony zbyt łatwo i zbyt niskim kosztem, by budzić emocje – ponownie realizm zabija tu zabawę.

Bohaterowie zostali wykreowani całkiem nieźle, acz i tu nie obyło się bez zgrzytów. Z początku nie wygląda to najlepiej. W początkowej fazie powieści nasz narrator zachowuje się bowiem z zadziwiającą mieszanką naiwności i paranoi – niby nie wierzy, że sytuacja jest poważna, ale jednocześnie intensywnie robi zapasy, montuje kraty w oknach itd. Kiedy jednak zaraza rozkręca się już na dobre, jego osobowość zyskuje na jakości. Radzi sobie jak może z potwornościami, których przychodzi mu być świadkiem, wspomina dawny świat, martwi się o rodzinę i szuka innych ocalałych. Jego interakcje z Johnem, wspólne kalkulowanie ryzyka, wspieranie się i zawiązująca się między panami nić przyjaźni zostały zarysowane całkiem nieźle – jak na powieść akcji. Ponownie jednak bolączką staje się realistyczna konwencja. Choć bohaterowie (szczególnie John) miewają gorsze momenty i depresyjne epizody, ogólnie znoszą koniec świata całkiem nieźle – ani widok szwendających się po okolicy gnijących trupów, ani nieustanna groza, ani długotrwałe zamknięcie w ograniczonej przestrzeni nie wpływają znacząco na ich psychikę. Zapewne wzbudzi to rozczarowanie tych, którzy liczyli na ludzkie spojrzenie na tak dramatyczną sytuacje. Z kolei miłośnicy akcji mogą narzekać na wiele fragmentów przegadanych, służących jedynie pogłębianiu charakterystyk bohaterów.

Armagedon dzień po dniu mnie rozczarował – nie dlatego, że to pozycja marna, lecz dlatego, że autor chciał osiągnąć dwa przeciwstawne cele, przez poniósł porażkę na obu polach. To książka zbyt powolna i zbyt mało dramatyczna jak na powieść akcji, zbyt lekka i niedostatecznie krwawa jak na horror i zbyt płytka na thriller psychologiczny. Ostatecznie uzyskujemy historię dla nikogo, poza największymi fanami zombie, dla których może być czymś nieco innym.

5.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Armagedon dzień po dniu
Cykl: Armagedon dzień po dniu
Tom: 1
Autor: J.L. Bourne
Wydawca: Papierowy Księżyc
Data wydania: 21 czerwca 2017
Oprawa: miękka
Format: 130×195mm
ISBN-13: 978-83-65568-44-1
Cena: 37,90 zł



Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.