string(15) ""
» Blog » Archetypy Postaci w Political i Military Fiction, Pisanina
28-10-2011 20:41

Archetypy Postaci w Political i Military Fiction, Pisanina

W działach: Fanboj i Życie, Książki, RPG | Odsłony: 66

Kilka tygodni (w sumie to już bardziej miesięcy) temu wdałem się z dyskusję z Indoctrine (autorem Głębi Przestrzeni) na temat między innymi mojego settingu 40:1. Zarzucił mi wówczas, że, mimo iż setting ten zawiera dużą ilość opisów, to de facto nie wiadomo, kim będzie można w nim grać. Zarzut ten odrobinę mnie zaskoczył. Z dotychczasowych rozmów z testerami wydawało mi się bowiem, że to, kim gra się w 40:1 (tzn. komandosem walczącym z Niemcami) jest bardzo czytelne. Jednak po głębszym zastanowieniu się zauważyłem, że większość moich testerów to miłośnicy military i political fiction, a nie klasyczni fantaści. Tak więc to, co jest dla nich czytelne i stereotypowe nie musi być koniecznie czytelne dla typowego fana fantasy lub science fiction.


Zasadniczo więc: Military Fiction to gatunek literacki opowiadający, jak łatwo zgadnąć: o fikcyjnych konfliktach zbrojnych. Political Fiction: o fikcyjnych kryzysach politycznych. Zwykle traktują one o starciach historycznych lub przynajmniej faktycznie istniejących państw (Ruscy i Amerykanie, Sowieci i Naziści, Amerykanie i Chińczycy, Izrael i Arabowie, Polska i Białoruś) czy to na arenie wojskowej, czy też politycznej. Niektóre książki zawierają też elementy science fiction lub wręcz należą do gatunku science fiction, często przenosząc akcję w kosmos, lub każąc bohaterom odpierać inwazje obcych. Czołowym przykładem może być tu twórczość Davida Webera.


Literatura ta zwykle nie jest szczególnie ambitna. Najczęściej zamiast na psychologiczne dylematy i głębokie myślenie stawia na wartką akcję, strzelaninę, trupy oraz (co jest bardzo ważne) intrygę i podstęp. Zwycięstwo odnosi się więc w polu, zarówno dzięki heroicznemu poświęceniu bohaterskich żołnierzy, jak i przebiegłości oficerów oraz przenikliwości analityków. Pieczętują je natomiast politycy. Literatura ta operuje szeregiem archetypów, częstokroć równie czytelnych i wyrazistych, jak klasyczne 6x6 (człowiek, krasnolud, elf, półelf, niziołek, gnom x wojownik, paladyn, ranger, złodziej, czarodziej, kleryk) z gier PRG w konwencji Fantasy.


Jako, że dla wielu użytkowników Poltergeista archetypy te mogą być obce postanowiłem je przybliżyć.


1) Archetypy Konieczne:


Zawodowy Żołnierz


- Żołnierz jest po to, żeby polec za ojczyznę! - Gdy słyszysz te słowa nie wiesz, czy śmiać się, czy płakać. Oczywiście kochasz swój kraj i jeśli będzie trzeba oddasz za niego życie, jednak żołnierz – zawodowiec taki jak ty, a nie jakiś tam cieć z poboru to w pierwszej kolejności inwestycja, która musi się zwrócić. To setki godzin ćwiczeń i doskonalenia się, tony wystrzelonej na poligonie amunicji oraz bezcenne doświadczenie bojowe niezbędne, by stworzyć prawdziwego profesjonalistę, takiego jak ty. Dla Ciebie wojna nie jest przygodą, czy jakimś tam patriotycznym zrywem. Jest pracą, za którą dostajesz pensje i nagrody za realizacje celów premiowych.

A co robisz w pracy?

Cóż...

Dbasz o to, żeby to TAMCI ginęli za SWOJĄ ojczyznę!


Zawodowy Żołnierz to najbardziej oczywisty, ale też jednocześnie najszerszy archetyp w Military Fiction. Na pierwszy rzut oka odpowiada on wojownikowi z Fantasy. To tank, na którym ma oprzeć się siła drużyny. Nic bardziej błędnego. Zawodowiec to specjalista, na którego barkach spoczywa zadanie wykonania powierzonego mu przez dowództwo zadania: komandos, pilot myśliwca, czołgista, technik obsługujący najnowsze systemy uzbrojenia, ale też lekarz polowy, radiotelegrafista czy szyfrant. Słowem: każda postać, która ma do czynienia z wojskiem. Głównym wyznacznikiem tego archetypu jest specyficzny etos. Współczesny żołnierz to przede wszystkim specjalista, który zwyczajnie musi wykonać zadanie: niezależnie od przeszkód, kosztu i stopnia trudności. Jeśli mu się nie powiedzie jego kraj może czekać zagłada.


Ciekawą sprawą jest to, że w Military Fiction żołnierze zawsze, ale to zawsze są przedstawiani w mniej lub bardziej pozytywnym świetle. Nawet żołnierze wroga i to takiego sukinsyńskiego. Nie zrozumcie mnie źle: nie są wybielani. Jednak zawsze mają jakieś cechy, za które można ich przynajmniej szanować. O ile jednak w Fantasy i Space Operze przeciwnicy głównych bohaterów to zwykle jakieś gobliny: brzydkie, pokraczne, brutalne, sadystyczne, tchórzliwe, fizycznie i intelektualnie upośledzone, niezdolne do opanowania taktyki innej, niż zbrojna kupa czy stworzyć bardziej zaawansowanej kultury, tak w Military Fiction... Nie! Oczywiście, że nie są miłymi ludźmi kochającymi pokój, wąchanie kwiatków i życie pod każdą postacią! Jednak jedno trzeba im przyznać: żołnierze zawsze, ale to zawsze są w tym gatunku dzielni. Walczą z poświęceniem, odważnie i do końca, łojąc tyłki dobrym, zaskakując ich i posyłając do piachu.


Starcie w Military Fiction pokazywane jest trochę jak walka herosów dobra z czempionami ciemności, gdzie jedni i drudzy są tak samo groźnymi profesjonalistami. Zarówno na małej skali, gdzie komandosi, piloci i czołgiści spotykają wroga minimum równego sobie, jak i na skali wielkiej, gdzie głównodowodzący, zawsze taktyczni geniusze (z tym, że jeden wykorzystujący swą sprawność w służbie szczytnego celu, drugi: zaprzedany złu lub zaślepiony fanatyk) ścierają się w pojedynkach umysłów.


Z powieści tych często wybija się – zwykle niechętny – szacunek do przeciwnika. Jednak kto jest większym bohaterem: ten kto pokona hordę słabeuszy, czy straszliwych wojowników, niczym z mokrego snu Khorne'a?


Oficer


Inwestycje za grube miliony? Żywe maszynki do mielenia nazistowskiego mięsa? Obrońcy Ojczyzny? Dla Ciebie to tylko banda smarkaczy przebranych za krzaki. Gdyby nie oficerowie tacy jak Ty byliby bezradni i zagubieni. O ile bowiem oni noszą granaty i karabiny Ty zajmujesz się tym, co najważniejsze: planowaniem, przygotowywaniem operacji i pilnowaniem, żeby plany zostały zrealizowane bez potknięć i ofiar w ludziach. A przynajmniej: bez ofiar w TWOICH ludziach, bo kto by się przejmował TAMTYMI? Oczywiście nie znaczy to, że siedzisz bezpiecznie w bunkrze ślęcząc nad mapami. Dałbyś sobie odciąć rękę, żeby tak było. Gdy żołnierze zlegną pod ogniem, gdy trzeba tchnąć w nich ducha walki to Ty – nie zważając na snajperów i świszczące kule – musisz poderwać ich do ataku. Owszem, może nie jesteś już młodzieniaszkiem, nie znasz karate i nie zdobywasz najlepszych wyników na strzelnicy. Jednak bez ciebie wszyscy ci tak zwani „komandosi” zginęliby marną śmiercią.


Oficer (lub szerzej: dowódca) to archetyp, który (pozornie) powinien wejść w skład Żołnierza Zawodowego. Faktycznie ich rola jest odmienna. Żołnierz Zawodowy ma za zadanie wykonać misje, oficer: ją zaplanować i czuwać nad wykonaniem. Ten pierwszy opanował pojedynczy system uzbrojenia i oczekuje się po nim odwagi na polu walki. Ten drugi: koordynuje działanie wielu, często pozornie niezwiązanych ze sobą systemów uzbrojenia i jednostek, tak by współdziałały, nacierający komandosi nie wpadli na okopaną piechotę nieprzyjaciela i czołgi, wsparcie powietrzne przybyło we właściwym momencie, a ostrzał artyleryjski spadł na pozycje wroga, a nie własne. Zamiast odwagi oczekuje się od niego natomiast odpowiedzialności, gdyż – jeśli jej mu zabraknie – na polu walki zapanuje chaos, a jego ludzie ginąć będą jak muchy.


Polityk


Powiedzmy sobie szczerze: nie po to pchałeś się do polityki, żeby pracować. A już w szczególności nie po to błagałeś wujka, który (tak się składa) jest szychą w MSZ-cie o wysłanie na placówkę w Neapolu. Miał być święty spokój, kasa za darmo i złocisty piasek nad Morzem Śródziemnym. A zamiast tego jest wojna, zamieszanie i jacyś kolesie jak z Jamesa Bonda. Ale Ty też nie jesteś bezbronny... Masz plecy w kraju, byłeś też na tyle przytomny, by nawiązać kontakty na miejscu, wśród lokalnych elit, polityków, biznesmenów, dziennikarzy i innych, wpływowych osób. Oraz oczywiście przysługuje Ci immunitet, więc przynajmniej lokalna policja może Ci nagwizdać. A jeśli to nie wystarczy zawsze pozostają Twoje największe atuty: spryt, instynkt polityczny i gadane.


Gatunek nazywa się Military Fiction i traktuje o wojnach. Wojny to jak wiadomo przedłużenie polityki, więc jak łatwo zgadnąć postacie polityków w literaturze tego typu mają poczesne miejsce. Zasadniczo polityków dzieli się na dobrych i złych. Jedni i drudzy są trudni do rozróżnienia, albowiem zajmują się bardzo podobną działalnością, mianowicie knują. Dobrzy politycy jednak knują na korzyść wojska, to jest po to, żeby to, co owo wojsko wywalczyło na zawsze przypadło w udziale krajowi, lub przynajmniej zostało odsprzedane komuś innemu za cenę, która uzasadni ofiarę przelanej krwi... Źli politycy natomiast knują dla własnych korzyści, albo jakichś, dziwnych idei próbując zwycięstwa wojska zaprzepaścić, bo tak jest dla nich korzystnie. Rola wojskowych polega natomiast na tym, by swoimi zwycięstwami (i sprytem) utrzeć im nosa. Utrzeć, a nie zastrzelić. Źli politycy bowiem mają to do siebie, że zawsze są obywatelami państwa, po którego stronie walczą Główni Bohaterowie. Tak więc zabijać ich nie godzi się. Co innego wrabiać tak, by na zawsze ich skompromitować.


Szpieg


Na pierwszy rzut oka nie ma w tobie nic bohaterskiego. Na drugi i trzeci: też. Nikt, nigdy nie pomyślałby, że jesteś jednym z najbardziej zasłużonych synów, jakich wydała twoja Ojczyzna. I bardzo dobrze, bo gdyby tak było prawdopodobnie nie przeżyłbyś jednego dnia. Codziennie zjadasz śniadanie, wychodzisz z domu i pracujesz na jakimś, zupełnie nie rzucający się w oczy stanowisku. Nigdy prawdopodobnie nie awansujesz i nie przykujesz uwagi swojego szefostwa. I oto właśnie chodzi. Bowiem nie starałeś się o tą pracę dla pieniędzy. Starałeś się o nią dlatego, że daje ci doskonały dostęp do informacji. Jesteś zwykłym montażowym na linii produkcyjnej. Jednak dzięki temu doskonale wiesz, ile codziennie zjeżdża z niej czołgów, ile armat, transporterów opancerzonych i samolotów. I możesz podzielić się tą wiedzą z dowództwem. Możesz też przemycić laserowe znaczniki celów i rozmieścić je na terenie fabryki. Bowiem tylko głupek podejrzewałby o coś takiego tak niepozornego człowieka jak Ty.


Szpieg to odpowiednik Złodzieja z Fantasy. Pozornie przypomina swojego imiennika z Powieści Szpiegowskiej, jednak Military Fiction różni się nieco poetyką od obydwu. Zadanie szpiega to działanie na głębokim zapleczu wroga, wtopienie się w jego struktury i społeczeństwo i pozostać niezauważonym. Szpiedzy rzadko kradną, jeszcze rzadziej mordują ciosami w plecy (choć na sesji RPG prawdopodobnie właśnie to zadanie im przypadnie), gdyż kradzież (nie mówiąc już o morderstwie) niemal natychmiast zostałaby zgłoszona odpowiednim służbom, a te wszczęłyby natychmiastowe dochodzenie.


Zamiast tego służą za oczy i uszy armii, odnajdując potencjalnie groźne cele, wykrywając je i wskazując (np. rozmieszczając te wzorniki) je oddziałom uderzeniowym i lotnictwu. Często też pomagają przemycić komandosów na teren wroga oraz ewakuować się im, tak, by mogli uderzyć całkowicie niewykryci.


Terrorysta (Tylko BN)


Przystanek autobusowy był pełen, tak jak miałeś nadzieję. Była godzina 15:00 w Jerozolimie, ludzie (przyznanie statusu ludzi niewiernym przychodziło Ci z trudem) wracający z pracy tłoczyli się tłumnie. Wśród nich ty, na pozór zwykły młody robotnik, chcący zdążyć do domu na kolację. W odróżnieniu od setek innych Ty nie byłeś tu bez celu. Ciężar trotylu, jaki przymocowano do twego ciała taśmą klejącą dobitnie przypominał Ci o zadaniu, jakiego się podjąłeś. Powinieneś wejść do autobusu zwyczajnie, tak jak robiłeś to setki razy wcześniej i jak uczono cię na treningach. Każdy twój ruch zdradzał jednak ekscytację. Jeszcze minuta, jeszcze trzydzieści sekund i będziesz w raju.

Drzwi pojazdu otworzyły się i jak zwykle natychmiast zrobił się przy nich tłok. Uznałeś, że to najlepszy moment.

- Allach Akbar! - krzyknąłeś na całe gardło i nacisnąłeś detonator.


Jest taka piosenka Sabatonu pod tytułem „In the name of God”. Jedna z jej zwrotek brzmi: „Chosen by God or the coward Insane: Stand up and show me your Face!”. W zasadzie opisuje ona doskonale tych gości. Terroryści to fanatycy. Jednak nie debile, jakich często przedstawia nam fantasy, ale nader często goście bardzo sprytni, charyzmatyczni i przebiegli. Czytają Military Fiction spotkałem się już z wyznawcami najróżniejszych idei: Islamistami, Żydami, Katolami, Nazistami, Komuchami, Liberałami, Ekologami... Każdy z nich wierzy w swoją sprawę i gotów jest dla niej na wszystko. I to czyni ich bardzo groźnymi. Terroryści z jednej strony bardzo łatwo mogą wywołać niewiarygodny wręcz bajzel. Z drugiej: nigdy nie wiadomo, co im odwali i co akurat knują. Owszem, może być ich garstka, ale w imię swojej chorej idei są gotowi na dowolnie monstrualne zbrodnie oraz nie przejmują się stratami własnymi. Przeciwnie: są gotowi na śmierć.


Co więcej: to tchórze. Terroryści zwykle nie atakują na cele militarne (te są bowiem dobrze chronione), ale z premedytacją atakują bezbronnych ludzi: szkoły, szpitale, żłobki, miejsca pracy. Nie patrzą na to, ilu ludzi zginie, ani czy po drodze umierają ich sojusznicy lub ziomkowie. Byle tylko zabić paru niewiernych.


Terroryści to wróg, którego należy się bać. Niewidzialny, ultraniebezpieczny i całkowicie nieprzewidywalny.


Analityk


Podobno kiedyś pracę w IPN-ie uważano za cieplutką, niewymagającą posadkę z politycznego nadania. Potem jednak wyszły te jaja z podróżą w czasie i no cóż... Realia trochę się zmieniły. Dziś wymaga się od Was naprawdę wytężonej pracy. Z jednej strony macie swoje potężne archiwa i książki historyczne, z drugiej dane wywiadowcze, z trzeciej: zespół psychologów. A wasze zadanie polega na tym, żeby zebrać produkowane przez to wszystko materiały i stworzyć z nich spójny obraz diabli tak naprawdę wiedzą czego na zamówienie wojskowych i polityków. Oczekuje się po was, że będziecie przewidywać przyszłe ruchy wroga, odgadniecie ile jest w stanie wyprodukować broni i ilu żołnierzy powołać oraz gdzie ich pośle.

Tak, jakbyście byli jakimiś, cholernymi jasnowidzami.

Właśnie takie myśli zaprzątały Twoją głowę gdy kładłeś swój raport na biurko prezydenta.

- Danke – podziękował Ci Berliński, a następnie przekartkował twoje dzieło. - Jest pan pewien, że oni to zrobią her Novak?

- Nie panie prezydencie. To jest tylko prognoza oparta o aktualne tendencje oraz wzorce wcześniejszych zachowań. Nie wróżba.

- Acha – prezydent Polski odpowiedział tonem wskazującym, że (jak zwykle), nie zrozumiał. - Verdamt Hitlersiten! Co oni ćpają?

- Hitler amfetaminę, a Goering morfinę, proszę pana – błysnąłeś wiedzą.


Najbliższym archetypem w klasycznym fantasy RPG dla Analityka byłby wspomniany już wyżej jasnowidz. Różnica polega na tym, że analitycy zamiast fusów, szklanej kuli i zaklęć posługują się metodami jak najbardziej naukowymi i racjonalnymi. Ich zdanie polega na zebraniu nagromadzonych przez różne źródła: wywiad, satelity szpiegowskie, poprzez badania danych archiwalnych, z przesłuchań wziętych do niewoli jeńców czy ze zdobycznych gazet, przebadaniu ich, wyciągnięciu z nich tego, co jest użyteczne (oraz usunięciu informacji nieprawdziwych), a następnie utworzenia z nich spójnego planu wydarzeń. Później analitycy próbują odgadnąć na tej podstawie co knuje wróg oraz tworzą scenariusze możliwego rozwoju wydarzeń. Na ich podstawie generałowie podejmują kolejne działania.


Oddanie roli analityka jest bardzo trudne na sesji RPG, jednak postać ta jest w powieściach omawianego gatunku jedną z najbardziej kluczowych. Często to właśnie wokół niej toczy się akcja książki. Spryt i intuicja pozwalają bowiem analitykom przejrzeć podstępy wroga w najbardziej dramatycznym momencie lub też wypatrzyć niezauważoną przez nikogo wcześniej okazję w momencie, w którym wydawać by się mogło, że nie ma już żadnej nadziei i sprawić, żeby dobrzy wyszli z najbardziej nawet beznadziejnej sytuacji wygrywając wojnę.


2) Archetypy Częste


Biznesmen


Jeśli ktoś chce zrobić interes życia to poleciłbyś mu dwa okresy: wojnę i kryzys ekonomiczny. Kryzys ekonomiczny jest lepszy, bo przynajmniej do człowieka nie strzelają, choć z drugiej strony wojna gwarantuje większe stopy zwrotu. Twoja recepta na dobry biznes jest bardzo prosta: kupić tanio w jednym z walczących państw, przewieźć przez kraje neutralne i sprzedać po drugiej stronie frontu. Nie ważne co, byle tanio, bowiem w krajach ogarniętych wojną brakuje po prostu wszystkiego.

Oczywiście zwaśnione strony nie patrzą na to zbyt przychylnym wzrokiem. Owszem każdej z nich zależy na utrzymaniu ciągłości dostaw, jednak pod warunkiem, że trafią one wyłącznie do jej magazynów. Dawno temu więc przekonałeś się, że lepiej unikać szpiegów i innych, smutnych panów. Na razie ci się to udaje. Jednak zdajesz sobie sprawę z tego, że twoje kontakty są po prostu zbyt cennym towarem, by zawsze dopisywało Ci takie szczęście.


Chyba nie ma drugiej grupy społecznej, która miałaby w literaturze popularnej tak czarną prasę jak ludzie interesu. Tym bardziej, że mafiozów na ten przykład bardzo często się wybiela. Military Fiction jest tu wyjątkiem. Biznesmenów nie przedstawia się jako hołotę gorszą od zawodowych kryminalistów. Stawia ich z nimi na równi...


Myślę, że powód jest prosty: trudno w książkach takiej konwencji wymyślić coś ciekawego na temat biznesmenów. Owszem tematyka pieniędzy jest bardzo ciekawa, jednak zwyczajnie w powieściach traktujących o konfliktach zbrojnych trudno ją zmieścić. Dlatego też biznesmen, często bogacz pokroju jakiegoś Kulczyka, Karingtona czy Rockefellera jest albo zleceniodawcą, który wynajmuje najemników w celu zrobienia czegoś (np. wywarcia zemsty na jego wrogach) i finansuje ich, albo podłym knujem. Z drugiej strony goście ci często stoją za najgorszymi intrygami sponsorując tychże dyktatorów i sprzedając im broń.


Biznesmen bardzo często łączy swoją pracę z zajęciem kryminalisty, nierzadko czerpiąc dochody z nielegalnych (handel bronią, ludźmi lub narkotykami) lub tylko nieetycznych (sprzedaż bubli wojsku, przekupywanie polityków) procederów. Jest postacią bardzo niebezpieczną, gdyż dysponuje wielkimi środkami. Z łatwością może więc pozwolić sobie na wynajęcie płatnego zabójcy, albo prawników, którzy z łatwością mogą usadzić każdego, a już zwłaszcza zawodowego wojskowego, który zwykle nie jest szczególnie dobrze sytuowany. Często maja też silne plecy dzięki politykom, którym finansowali kampanie wyborczą.


Komputerowiec:


Oczy bolały Cię już od patrzenia w monitor, a w brzuchu burczało. Nie wiedziałeś kiedy ostatnio jadłeś, która była godzina, ani nawet czy to cały czas jest jeszcze dziś, czy już jutro. Jednak kwestie te nie zajmowały twojego umysłu. Za bardzo byłeś skupiony na ekranie, na którym klucz niewielkich samolocików mknął nisko nad ziemią. Bitwa toczyła się już od wielu godzin i powoli zbliżała się ku kulminacyjnemu momentowi. Rzeczywiście nie minęła nawet sekunda, a twoje maszyny minęły wzgórze i pognały ku ukrywającym się za nim pojazdom pancernym wroga.

Niestety zostały zauważone. Powietrze niemal natychmiast wypełniło się pociskami smugowymi. Precyzyjnymi ruchami myszy wydałeś nowe rozkazy swym wojownikom. Ci natychmiast odpowiedzieli pociskami rakietowymi. Główną zaletą twych podkomendnych była jednak szybkość i niska cena, nie wytrzymałość... Nie minęło więc więcej, niż pięć sekund, nim ostatni z nich poległ, a ty straciłeś rozeznanie w tym, co dzieje się na tym odcinku frontu. Teraz byłeś zdany jedynie na swoich sojuszników i nadzieję, że i oni wykonają swoją robotę.

Jak zwykle nie zawiodłeś się na nich.

- Tu zwiad naziemny! Tu zwiad naziemny – zaskrzeczała słuchawka. - Wszystkie rakiety w celu! Szwaby uciekają! Dobra robota sierżancie! - usłyszałeś gratulacje.

- No! A ci kretyni w MON-ie mówili, że bezzałogowce to strata czasu – pomyślałeś gasząc komputer.


Komputerowiec, zwany często też hakerem (który jest zwyczajnie węższą specjalizacją omawianego) to bardzo częsta postać w dzisiejszej popkulturze. Została wprowadzona doń chyba przez film „Gry Wojenne” i od tamtych czasów w zasadzie się nie zmieniła. Haker w Military Fiction to najczęściej Harry Potter współczesnego pola bitwy, a w szczególności tak zwanej wojny elektronicznej. Powierzchowność takiego gościa jest bardzo charakterystyczna: zwykle jest to nastolatek, fizyczny lub duchowy (w tym drugim przypadku ma zwykle po trzydziestce, nie ma dziewczyny i jest pryszczaty), który posiada magiczną moc rozkazywania urządzeniom technicznym.


Tak więc haker potrafi przejąć kontrolę nad satelitą, spowodować, by w całym mieście zabrakło prądu, zdalnie odpalić głowicę jądrową lub ściągnąć na ziemię samolot. Dokonuje cudów, jak czarodziej, zakłócając tym samym działania wojsk. Czasem walczy po naszej stronie, czasem po stronie nieprzyjaciela. Często też łączy profesje ze szpiegiem, dziennikarzem, kryminalistą lub prywatnym detektywem, albo z takim się zadaje. Najczęściej też działa pod przezwiskiem, zwykle brzmiącym „Pająk”. Jego działania najczęściej mają charakter magiczny, nie posiadający nic wspólnego z prawdziwą pracą na komputerze. Hakerem zostaje się zwykle grając w gry komputerowe.


Kolejną cechą wspólną między hakerem, a czarodziejem jest fakt, że tej profesji nie można się nauczyć. Trzeba urodzić się ze specjalnym, magicznym talentem.


Korespondent Wojenny


Zdjęcie trupa w polskim mundurze: 1000 złotych. Płonący wóz pancerny (najlepiej nasz): 2000 złotych. Film z walącym się z nieba F-16: bezcenne! Niektórzy tak zwani „korespondenci wojenni” zadowalają się siedzeniem w bazie i nagrywaniem po sto razy tego samego czołgu w taki sposób, żeby wydawało się, że to zdjęcia prosto z frontu. Ty prezentujesz zupełnie inne podejście. Zawsze jesteś tam, gdzie dzieją się najciekawsze rzeczy czyli na linii ognia, wśród świszczących kul i wybuchów pocisków moździerzowych.

Ludzie mają prawo wiedzieć, co tam się naprawdę dzieje.


Czasem mówi się, że wojna w Wietnamie została przegrana przez jedno zdjęcie. Military Fiction całkiem bezwstydnie wierzy w potęgę mediów. Ich reprezentanci, zwykle przedstawiani jako bardzo odważni oraz jednocześnie bardzo wścibscy korespondenci wojenni, którzy, nierzadko z przekroczeniem prawa i wszelkich zasad współżycia społecznego dążą do zdobycia możliwie sensacyjnego materiału: nie ważne, prawdziwego czy zmyślonego.


Dziennikarzy takich bezwzględnie należy mieć po swojej stronie, nawet pomimo tego, że tak naprawdę nikt nie lubi tych wrednych ludzi. Ich towarzystwo to jak spacer po polu minowym, a każde nieostrożnie wypowiedziane słowo trafi na pewno na pierwszą stronę jakiejś gazety. Z drugiej strony dziennikarze mają magiczną moc podburzania tłumu i kończenia karier polityków. Mogą być więc cennym sojusznikiem, jeśli trzeba kogoś ośmieszyć lub sprawić, by znikł z areny politycznej.


Kryminalista


Twoi goryle trzymali na muszkach trzech ludzi. A w zasadzie to już nie ludzi, tylko żywe trupy, bowiem ktoś, kto próbował Cię oszukać nie mógł liczyć na to, że długo pociągnie. Rozejrzałeś się po biurze. Musiałeś przyznać, że ładnie się urządzili.

- I co teraz mam zrobić? - pomyślałeś. Miałeś wielką ochotę zabić tych frajerów, jednak na to przyjdzie pora gdy dowiesz się, co się stało z tymi pieniędzmi, o których myśleli, że mogą Ci je ukraść. Twój wzrok padł na stojący na środku sali stół bilardowy. Przypomniała Ci się Twoja ulubiona scena z serialu, który kiedyś oglądałeś.

- Znałem kiedyś człowieka, który zarabiał na życie połykając bile – powiedziałeś biorąc jedną z kul do rąk. - To była taka jakby cyrkowa sztuczka. Wkładał je do ust, wciągał do gardła, przełykał i potem wypluwał – wyjaśniłeś. - Ludzie stawiali mu za to drinki – wspomniałeś nostalgicznie. - Kiedyś założyłem się z nim, że nie połknie kuli, którą mu podam. Włożył ją do ust, wciągnął do gardła, ale nie mógł wypluć, bowiem bila, którą mu podała była o kilka milimetrów szersza od innych. Biedak zadusił się na śmierć – powiedziałeś cichym głosem, a następnie zwróciłeś się do zaszokowanych słuchaczy. - Czy wiecie, jaki jest morał z tej opowieści? - zadałeś pytanie naśladując aktora.

- Nie! - odpowiedział ktoś, najpewniej przywódca.

- Powinniście zapytać siebie: co zrobię z wami, bo mnie wkurzyliście, skoro tamto było dla zabawy!?


Kryminalista w Political Fiction zwykle (choć nie zawsze) występuje w roli przeciwnika. W odróżnieniu od Fantastyki, która bardzo często kultywuje romantyczny mit sprytnego, śmiesznego złodziejaszka Military Fiction jest raczej bezlitosne dla ludzi z marginesu. to ludzie bez sumienia, cyniczni, czerpiący zyski z nieszczęścia innych, uzbrojeni i niebezpieczni. Z racji na konwencje zwykle są to przedstawiciele jakichś, uzbrojonych band, bardzo często wchodzących w skład jakiegoś typu grup przestępczości zorganizowanej: handlarze ludźmi, bronią, narkotykami, często też najemnicy (najemnicy w MF nie są lubiani, to zasadniczo osoby, które dostają kasę za robienie rzeczy, których zwykli żołnierze raczej by nie uczynili np. zabijanie cywilów). Jako tacy stanowią niebezpiecznego wroga dla wojska (bo wiadomo: nikt nie pośle komandosów, żeby pacyfikować złodziei radioodbiorników samochodowych, jednak już przeciwko baronom narkotykowym jak najbardziej).


W niektórych, rzadkich sytuacjach kryminaliści przestawiani są jako niepewni sojusznicy. Dzieje się tak zwykle wtedy, gdy bohaterowie także działają niezgodnie lub poza prawem, głęboko na terytorium wroga lub wbrew jakiemuś rządowi. Zwykle traktowany jest wówczas z nieufnością, jako ktoś gotowy wbić nóż w plecy. Jednocześnie zdolny za odpowiednią kasę załatwić jakieś, zwykle inaczej niedostępne materiały. Szczególnie ważny status mają w takich sytuacjach oczywiście handlarze bronią (czasem nazywani handlarzami śmierci). Kryminaliści często wchodzą w skład niektórych organizacji, nawet tych przedstawianych w pozytywnym świetle, które ze swojej natury same muszą utrzymywać tajny charakter np. wszelkich partyzantek. Wówczas są bardzo często osobami nawróconymi, które swoje ciemne kontakty i nabyte w drodze występku umiejętności wykorzystują dla dobrej sprawy. Tacy zwykle giną pod koniec.


Rola kryminalisty czasem przypada (trochę jak upadły paladyn) byłemu wojskowemu: zarówno z armii słusznych, jak i niesłusznych, który po wojnie, zamiast przejść do cywila dał się skusić nieczystym pieniądzom. Osobnik taki to często były kumpel głównego bohatera, który teraz staje się jego przeciwnikiem (albo niepewnym sojusznikiem).


Naukowiec


Przed tobą leżał artefakt. W zasadzie tylko tyle mogłeś o nim powiedzieć, gdyż nawet opisanie go przychodziło Ci z trudem. Była to czarna, lśniąca płytka długości około10 centymetrów i szerokości około 4. Jej ongiś elegancka powierzchnie pokryta była rysami i zadrapaniami świadczącymi o częstym wykorzystaniu. Gdy wziąłeś je do ręki, by dokonać precyzyjnego pomiaru urządzenie ożyło, a na jego powierzchni pojawiły się piktogramy i glify. Niektóre były ci znane: kula ziemska, koperta, słuchawka telefoniczna, inne całkowicie anonimowe. Znaczenia żadnych nie potrafiłeś odgadnąć. Musnąłeś przedmiot końcówką palce i wówczas odkryłeś, że reaguje on na dotyk. Z urządzenia dobyły się dźwięki układające się w dziką, buńczuczną melodię.

- Ein Musikinstrument – krzyknąłeś zachwycony. - Wunderbar!


Naukowcy pojawiają się w Military Fiction raczej rzadko. Jeśli już, to zwykle dzieje się to w jakichś książkach z pogranicza science fiction. Jeśli więc w grę wchodzą jakieś tajemnicze superbronie, inwazje obcych, podróże w czasie etc. to zwykle na kartach powieści pojawia się jakiś dostojny, siwowłosy starzec, albo seksowna pani doktor w samym bikini, która wyjaśnia tępym wojskowym, co się właśnie dzieje. Bardzo często pani doktor, albo pan profesor muszą udać się na pole walki (albo, starym, akademickim sposobem: wysłać magistranta / doktoranta), by pobrać próbki, które później posłużą do stworzenia przeciwbroni, która pozwoli wyprowadzić kontrofensywę.


Jeśli w powieści nie występuje wątek fantastyczno-naukowy to naukowcy dość często także się pojawiają, ale obsadzani są w rolach a) takich lepszych techników dbających o taką większą bombę b) czegoś, co się odbija / porywa.


Partyzant:


Paryż nie był już tym samym miastem, co jeszcze dwa lata temu, ale po zapadnięciu godziny policyjnej stawał się naprawdę ponury. Panującą na ulicach cisze mącił jedynie miarowy stuk butów patroli, a ciemność sprawiała wrażenie, jakby miasto wymarło. Tym razem jednak ciemność była twoim sojusznikiem.

Po zmroku mogli poruszać się jedynie niektórzy ulubieńcy okupantów. Właśnie jednego z nich śledziłeś.

- Collaborateurs de mort! - krzyknąłeś gdy upewniłeś się, że nikt Cię nie widzi i dwa razy strzeliłeś mu w plecy z lugera, którego ukradłeś dzień wcześniej. - Vive la resistance!


Ciekawostka: typowy Ruch Oporu w Military Fiction dysponuje czołgami, helikopterami i samolotami F-16. Podejrzewam, że powodem takiej sytuacji jest fakt, że większość tego typu książek pisana jest USA, gdzie powstanie kojarzy się z Jerzym Waszyngtonem i Armią Kontynentalną, a nie Szarymi Szeregami. Jeśli jednak akcja książki ma miejsce w Europie znacznie częściej jest to partyzantka w znanym nam stylu: czyli młodzi ludzie, ukrywanie się w lasach i butelki z benzynom...


Autorzy gatunku, o którym mówimy zwykle dość dobrze orientują się w realiach świata, tak więc partyzantów jest w nich od groma i pełnią wiele funkcji: od obrońców wolności walczących za ojczyznę i ideały, przez obszarpanych desperatów walczących z wrogiem, bo już nic im nie zostało innego w życiu, po rebeliantów z Afryki czy Azji finansujących się z handlu narkotykami i bardziej przypominających bandytów z dżungli niż wojowników o wolność. Partyzanci to grupa bardzo złożona, niejednorodna i trudna do zdefiniowania.


W większości wypadków jedyne, co ich łączy to styl walki. Partyzanci i rebelianci to grupa, która nie jest zdolna do prowadzenia normalnej, regularnej wojny. Nie dysponują zapleczem, fabrykami, magazynami i liniami zaopatrzenia. Większość broni i zasobów zdobywają na wrogu lub z pomocy zagranicznej. Zwykle walczą z liczniejszym, lepiej uzbrojonym i wyszkolonym wrogiem. Oczywiście są wyjątki, jednak są one rzadkie.


Sprawia to, że partyzanci muszą być bardziej sprytnymi, niż odważni. Tak więc zamiast materiałów wybuchowych i broni przeciwpancernej muszą wystarczyć butelki z benzyną, za mundury opaski, a za całe uzbrojenie: pistolet ukradziony żołnierzowi wroga. Wszystko to sprawia, że partyzanci muszą często działać podstępem, często na pograniczu prawa, lub poza jego granicami, jak kryminaliści, szpiedzy, bandyci i terroryści.


Archetyp ten pod wieloma względami przypomina Złodzieja z Fantasy, zamiast walczącego twarzą w twarz polegającego na ciosach w plecy i podkradaniu sakiewek.


Prywatny Detektyw


Na początku nic nie wskazywało na to, że ta sprawa śmierdzi. Przeciwnie, to miało być typowe zlecenie z gatunku tak zwanego „wywiadu gospodarczego”. Miałeś sprawdzić kierownika pewnej fabryki należącej do dużego koncernu medycznego, którego nazwy może nie powinieneś wymieniać. Ot, typowa praca dla zaniepokojonego prezesa, inwestora czy konkurenta, który chciał sprawdzić, czy pieniądze na pewno są dobrze lokowane, a nie przepadają na wódę i dziwki.

Już możesz powiedzieć, że z całą pewnością nie są legalnie inwestowane.

Gdyby w tym wszystkim coś nie śmierdziało, to twój partner nie wylądowałby w Wiśle z gardłem rozpłatanym od ucha do ucha.

W zasadzie, gdybyś był rozsądnym człowiekiem to zapewne byś zrezygnował, klientowi kazał się wypchać i nigdy, przenigdy nie zbliżył się więcej do nieruchomości firmy medycznej, której nazwy może lepiej nie wymieniać.

Jednak Ty lubiłeś swego partnera. Co więcej: po dwudziestu latach kariery wreszcie trafiła Ci się sprawa jak z kart kryminału. Drugiej takiej okazji nie będzie. Nie spoczniesz, dopóki nie dowiesz się o co w tym wszystkim chodzi!


Prywatny detektyw to bardzo, ale to bardzo szeroki archetyp. Zasadniczo postać ta pochodzi z nieco innej bajki, czyli oczywiście kryminału. Jednak jak już zauważyliśmy: Military Fiction dość często ociera się o biznes i polityka, polityka i biznes o kryminał i już jesteśmy na miejscu.


Prywatny Detektyw (albo ogólnie Detektyw) to postać, którą się wynajmuje, żeby uwalić naszych, wewnętrznych wrogów. Żeby znalazła kochankę negatywnie do nas nastawionego polityka, co pozwoli go szantażować, albo wykazała, że zły biznesmen faktycznie jest zły i wsadził go do kicia. Pod wieloma względami postać ta przypomina Korespondenta Wojennego. Też prowadzi śledztwo, jednak posługuje się innymi metodami. O ile dziennikarz gromadzi głównie słowa i materiał zdjęciowy, a następnie puszcza go w eter, tak detektyw pracuje na faktach i puszcza je później do prokuratora.


Obie te postacie bardzo przypominają złodzieja z Fantasy (często bardziej, niż Szpieg). Bardzo często wykorzystują więc takie gadżety, jak podsłuchy, ukryte kamery, włamują się ludziom do domów. Wszystko to dla dobra sprawy i śledztwa.


Vigilante


Typowa, polska zbrodnia wygląda tak, że zbiera się banda drani i biją kogoś tak długo, aż umrze. Bo wtedy jest „pobicie ze skutkiem śmiertelnym” i dostaje się lżejszy wyrok. Czasem robią tak dla zabawy. Właśnie coś takiego spotkało Twojego syna.

Spotkałeś jednego z tych drani na sali sądowej. Powiedziałeś mu, żeby lepiej się przyznał i prosił o 25 lat. Bo w tym czasie może Ty umrzesz ze starości. Bo jeśli go jeszcze raz go zobaczysz, to na pewno go zabijesz.

Zaśmiał Ci się tylko w twarz.

Może nie wiedział, że byłeś w Legii Cudzoziemskiej. A może był zbyt głupi, żeby się bać.

Sąd skazał go na 3 lata więzienia. Zaocznie. Bo zwiał do Hiszpanii.

Zdobycie broni zajęło Ci trochę czasu. Wyśledzenie gościa i jego kumpli trochę więcej. Po wszystkim nawet nie ukrywałeś zwłok.

Twój syn nie był jedynym, którego spotkał taki los, a te młotki nie wymyśliły tego numeru same. W Polsce jest jeszcze wielu takich jak oni. Ty nie masz już nic do stracenia. Jak policja Cię złapie, to i tak dostaniesz 25 lat. Możesz więc trochę posprzątać.


Słowo vigilante nie ma odpowiednika w języku polskim. Oznacza kogoś w rodzaju mściciela, jedynego sprawiedliwego. Człowieka, który widząc, że ma do czynienia ze zbrodnią oraz biernością władz bierze sprawy w swoje ręce i wymierza sprawiedliwość. Przykładów takich postaci nie trzeba szukać daleko. Wystarczy wskazać na Punishera.


O ile mi wiadomo w rzeczywistości z działalności mścicieli nigdy nie wynikło nic dobrego. Jedyne, co kiedykolwiek udało im się udało, to potęgowanie chaosu. Z drugiej strony: w człowieku tkwi tęsknota za łatwą do zrozumienia, sprawiedliwą karą wymierzaną przez godnych tego ludzi. Vigilantes pojawiają się więc bardzo często w powieściach Military Fiction, zwykle pod postacią dobrze uzbrojonych i świetnie wyszkolonych, byłych komandosów i specjalistów wojskowych, którzy w chwili największej potzreby zbierają się w grupę i wbrew literze prawa, ale zgodnie z jego duchem wymierzają karę jakimś naprawdę paskudnym sukinsynom. Opowieści takie mają dość prostą fabułę i nieskomplikowany morał, wygrywa w nich dobro, a zło zostaje terminalnie ukarane.


Jako, że Military Fiction zwykle opowiada o przedstawicielach legalnie sprawowanej władzy podejście do Vigilantes bywa często inne. Czasem przedstawiani są jako antyboahaterowie, których czyny być może są słuszne i z którymi nie sposób się nie zgodzić, jednak na dłuższą metę potęgują tylko rozpad systemu państwowego. Jako tacy muszą więc zostać powstrzymani przez prezentujących postawy obywatelskie żołnierzy. Są jednak traktowani jako godny szacunku, honorowy przeciwnik, po którym robi się smutno, gdy zginie.

Komentarze


Kamulec
   
Ocena:
0
Co z tego napisałem jeszcze komentarz wcześniej. Wąska grupa odbiorców to nie zarzut.
30-10-2011 05:24
zegarmistrz
   
Ocena:
+1
Kamulec: - zainteresowania militariami i historią, by być w stanie nakreślić realia epoki (już jest znacznie bardziej niszowy, niż fantasy). Mnie historia interesuje od 4. klasy podstawówki, ale musiałbym się doszkolić, by w system zagrać (chyba, że realia będą dokładnie opisane w podręczniku)

Nie bardziej, niż jest to potrzebne np. do Deadlandsów.

Slann: ja bym to bardzo chętnie rozpisał, tylko, że to zajęłoby ze 200 dodatkowych stron. W pewnym momencie trzeba skończyć. Choć nie przeczę, że z tego byłby świetny materiał na dodatki.

Mnie osobiście bardzo kusi wizja współczesnego gangu w Chicago czasów prohibicji.

Kwestia Komandosów to bym z nią nie przesadzał. Po pierwsze: to nie jest na Twilight 2000 tylko Savage Worlds. Po drugie: jak ktoś za klapę uznaje 4 wznowienia, ze 20 dodatków i ileś tam spinoffów, jak w wypadku T2000, to ja chcę same takie porażki ponosić. Po trzecie: nie prasadzajmy. Zawodowi wojskowi są opcją dostępną w każdym settingu współczesnym i przyszłościowym. Jakoś sobie ludzie z nimi radzą.

Dwa, że jak zauważył Albiorix zostawiłem duże pole do popisu dla cywilów w trybie survival i łowców artefaktów. Oraz gangsterów, kombinatorów, kryminalistów oraz spryciarzy.
30-10-2011 08:27
~Kasztelan

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Główną wadą 40:1 jest to, że nie jest fantasy :) i to, że gra sie ludźmi w przybliżonym do prawdziwego świecie z prawdziwymi problemami. Dlatego osobiście uciekam w stronę Zony, albo Mechanazizombie na froncie gdzie prawdziwego świata jest mniej.
30-10-2011 09:42
Indoctrine
   
Ocena:
+1
@Kamulec

Myślę, że wcale nie taka mała jest grupa docelowa, bo to nie jest system nastawiony na jakieś odtwarzanie historii. Wykorzystanie co ciekawszych motywów nie wymaga specjalnej jej znajomości...

Do tego, konwencja ma być raczej dynamiczna i szybka a nie symulacyjna.

Zarzut, że jest to coś bardziej niszowego niż fantasy, może dotyczyć każdego dosłownie systemu innego niż fantasy właśnie ;) Toć to najpopularniejszy nurt...

30-10-2011 16:38
Kamulec
   
Ocena:
0
Nie chodzi o symulacjonizm, ale poczucie, że gra się w określonych realiach. Do tego trzeba wiedzieć, co występowało w tamtym okresie, a w przypadku działań zbrojnych - jaka broń i jak działająca była dostępna. Jeżeli zechce się wpleść elementy polityczne, to wypadałoby znać realia polityczne współczesnej polski i ówczesne krajów sąsiednich.

"Zarzut, że jest to coś bardziej niszowego niż fantasy, może dotyczyć każdego dosłownie systemu innego niż fantasy właśnie ;) Toć to najpopularniejszy nurt..."
Osoby lubiące fantastykę, to zbyt szeroka grupa docelowa - wszystkie systemy zawężają bardziej.

Moim zdaniem tutaj konwencja jest mocno zawężona przez to, że łączy się realia współczesne, drugowojenne i element paranormalny.
30-10-2011 17:43
Indoctrine
   
Ocena:
0
A według mnie, właśnie to rozszerza grupę docelową, na lubiących wszystkie te klimaty i nie będących ortodoksami w nich.
Zauważ też, że istotny jest "engine" settingu, on ma dość pokaźny playerbase.
30-10-2011 19:49
~ShadowOfDeath

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Rosja za syberyjska. Wojna domowa trwa od 20 lat"

O tym samym pomyślałem, że jakbym prowadził ten system gdzieś na sybirze (jakiś rozbity samolot transportowy en route Zony, który miał pecha nie dolecieć na miejsce bo anomalie czaso-magiczno-przestrzenno-gravitroniczne) to obowiązkowo musiałyby się pojawić jakieś zwaśnione, osamotnione w zdewastowanym pustkowiu miasta czerwonych i białych naparzające się prymitywną techniką (ze szczyptą przypadkiem buchniętych artefaktów) w post-apokaliptycznej scenerii.
Teraz jak puszczają w TV terra-novą to nawet te dinozaury za uralem mi bardziej pasują niż jak pierwszy raz o nich przeczytałem u zegramistrza :)

A mnie się system podoba - zagrałbym w niego. I w/g mnie ma spory pop-kulturowy potencjał gdyby ktoś chciał np. nakręcić na jego podstawie film, grę komputerową, karciankę, planszówkę itd. Spuszczanie łomotu nazi-zombim zawsze ma w sobie dyskretny urok post-sentymentalizmu. To taki Mortyr w połaczeniu z Wolfensteinem, Doomem, Half-Lifem 2 i Tomem Clancym. Mnie to kręci. ;)

Aczkolwiek jest coś może prawdy w tym targecie. Ja jestem fanem zarówno ciężkiego Horroru, krwawej fantasy jak i rzeźnickiego SF. A większość osób gustuje tylko w jednym z w/w flavorów - i zwykle jest to fantasy, albo w odmianie błotnej albo cukierkowo-munchkinowej. Więc może być słabo.
Ale i tak uważam że sam pomysł tego misz maszu - szczególnie przyprawiony czarną magią i thrilling tales ma pewien żywotny potencjał do wykorzystania. Np. Rzeczpospolita Odrodzona o której była tu mowa jest w/g mnie kijowa jak przypalony barszcz - i wszelkie podobne do niej koncepcje systemów. A w 40:1 jest coś takiego fajnego co mnie osobiście przyciągnęło do śledzenia postów. Nie wiem, może to że występuje tu absolutny brak napinki - a większość rzeczy jest wyciągnięta jakby z groteski.

Też uważam że system ma parę drobnych logicznych i technicznych niedociągnięć, ale wydaje mi się że pomimo tego nie wpływają one jakoś negatywnie w takim stopn iu by setting skreślić. Co nie znaczy że autor nie powinien nad nimi popracować... [przy czym nie mam nic do podróży w czasie i przestrzeni ani też do magii]
31-10-2011 02:18
~ShadowOfDeath

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Zazdroszczę jednak zegarmistrzowi że udało mu się zebrać aż 6 osób do gry w ten setting.

Jakie ja miałem problemy żeby 4 osobową drużynę skompletować do In Nomine - i to dosłownie prowadziłem akcję marketingową wśród ultrazapiekłych palikotowców pod hasłami że jest jeden z nielicznych systemów gdzie mogą sobie dowoli rzezać kler, puścić z dymem Prezesa Wszystkich Polakuff, usunąć krzyż z sejmu razem z budynkiem w którym on się znajduje i wszystkim obecnym tam barachłem ludzkim oraz nadprzyrodzonym - ale nie, odpowiedzią było: Łeeee, ale to nie jest fantasy (co jest dosyć głupią odpowiedzią, bo przecież jak się uprzeć to jest to fantasy... tylko urban fantasy)... Pfe, na In Nomine to mi się nie chce jechać te 50km moim autkiem cieplutkim (a ja jestem skazany na transport publiczny), a nie możesz młotka poprowadzić? Albo KC??? (foch).
Także skończyło się na skromnej drużynie złożonej z wygnanego z piekła upadłego anioła, żołnierza transcendentu i starożytnego, skandynawskiego bożka - pracujący jako najemnicy dla Kościoła Łagiewnickiego przeciwko wszystkim innym ;)

Podejrzewam że jakby bym im zaproponował 40:1 to by było - "Ale tam nie ma elfów? Fuj..."

Z drugiej strony znam drużynę, która ten setting i pomysł na niego łyknęła by niczym zimne piwo z rana na kaca, ale oni mają mało ambitny styl gry - pewnie skończyłoby się na jakiejś kompletnej rozwałce połowy europy właśnie w takim stylu ala Franek Dolas XDDDD
31-10-2011 02:29
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ja bym to nazwał raczej Political/Military Fantasy ;)

Koncept fajny, tylko trochę zbytnio odjechany na pozostawienie w nim drużyny samopas. Jakaś kampania splotów prędzej?
No i zupełnie nie kręcą mnie klimaty żolnierzy nowoczesnych jednostek specjalnych strzelających do złych nazistów.
Choć może dobre na leczenie narodowych kompleksów ;)
31-10-2011 09:38
Albiorix
   
Ocena:
0
Ja to akurat jak tylko się pojawi z marszu kupuję i prowadzę :) Tzn - za darmo oczywiście też nie pogardzę :)


Moje klimaty to też nie są ale dopracowanie i bogactwo settingu mnie zachwyca i mam już z 500 pomysłów na przygody. Głównie cywilne bo granie wojskowymi jakoś mi nie podchodzi.
31-10-2011 09:58
Indoctrine
   
Ocena:
0
Ja także raczej w kierunku cywilnej przygody (ale pacyfistycznej oczywiście) podążył.

Zastanawia mnie, jak długo taki konglomerat światowy dałby radę przetrwać...
31-10-2011 13:52
Albiorix
   
Ocena:
0
Wieki - przecież na normalnej Ziemi mamy od zawsze konglomerat cywilizacji i kultur na różnym poziomie rozwoju i z różną filozofią i celami.
31-10-2011 14:57
Indoctrine
   
Ocena:
0
A niekoniecznie. Zauważ, że tutaj mówimy o niewielkim obszarze, militarnym zacietrzewieniu i technologii mocno różnej, czasami wspartej rzeczami trochę nie z tego świata.
31-10-2011 15:12
zegarmistrz
   
Ocena:
0
Ja bym stawiał na najdalej 50-60 lat to by się wyrównało. Z jednej strony po wojnie skończyłoby się embargo, z drugiej: nie byłoby potrzeby ukrywania techniki. Z trzeciej nauka postępowałaby naturalnie zasypując przepaść techniczną.
31-10-2011 16:23
~James Herne

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
O ile mi wiadomo w rzeczywistości z działalności mścicieli nigdy nie wynikło nic dobrego.

Źle Ci wiadomo. Raz, że "vigilante" nie oznacza wcale mściciela, a członka straży obywatelskiej - dosłownie "czuwającego". Nie chodziło o mszczenie się, tylko pilnowanie prawa i porządku.

Dwa, że w Stanach było to dość popularne zjawisko i różne grupy Vigilante zdobyły sobie bardzo różne opinie - jedne składały się z rozsądnych idealistów, dokonujących obywatelskich aresztowań rzezimieszków, inne z zaślepionych rasistów i ksenofobów. Nie wszystkie zresztą nawet używały broni palnej.
05-11-2011 21:18

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.