string(15) ""
» Blog » Advanced Dungeons and Dragons – w to się kiedyś grało:
28-01-2016 00:24

Advanced Dungeons and Dragons – w to się kiedyś grało:

W działach: rpg | Odsłony: 1284

Dziś w naszym nieregularnym cyklu docieramy do gry fabularnej o niezwykłym znaczeniu. Mianowicie na tapetę trafia nam jeden z najważniejszych tytułów w historii całego gammingu, który odcisnął swe piętno na całej kulturze popularnej.

Dziś zajmiemy się grą, na podstawie której stworzono Baldur's Gate i Planescape: Torment, która inspirowała Stevena Ericsonna, oraz dała początek postaci Drizta Do'Urdena.

Czyli Advanced Dungeons and Dragons 2 edycja.

Status AD&D w polskim środowisku jest dość nietypowy. Otóż: z jednej strony gra ta miała ogromny wpływ nań, jednak pozostawał on często pośredni. Sam system, mimo, że został w Polsce wydany nigdy się nie przyjął, niemniej jednak zarówno inspirował naszych twórców (czego rezultatem są między innymi Kryształy Czasu) jak i znane były jego książkowe i komputerowe adaptacje, które często były popularniejsze, niż oryginał. Tak więc o ile sama gra pozostaje w cieniu Warhammera czy „trzeciej edycji” (którą omówię w osobnym tekście), tak zarówno serie powieści na jej podstawie jak historia Smoczej Lancy czy przygody czarnego elfa Drizzta Do’Urdena były u nas dość szeroko znane.

Historia:

W 1977 roku, trzy lata po wydaniu pierwszej edycji Dungeons and Dragons między twórcami gry doszło do podziału. Część z nich postanawia skoncentrować się na wydawaniu oryginalnej wersji gry, która w tej formie pozostaje na rynku do roku 2000. Inni, pod przywództwem Garryego Gygaxa założyli wydawnictwo TSR, które skupiło się na wydawaniu „rozbudowanej” wersji systemu.

Advanced Dungeons and Dragons wkrótce odniosło sukces, ale też wyzwoliło kontrowersje. Te urosły w szczególności po samobójstwie jednego z graczy, za które obwiniono rzekome, „okultystyczne” i „satanistyczne” treści gry.

Ostrzał ze strony krytyków oraz nowe mody panujące w światku fantastyki spowodowały, że wydawca postanawia skierować na rynek nową edycję gry. Tą było Advanced Dungeons and Dragons 2ed, wydane w roku 1983, będące chyba najlepiej identyfikowaną odsłoną systemu w dziejach. Z gry usunięto wszelkie treści budzące krytykę „obrońców moralności”: odniesienia do realnego świta, seksu, nagości, wzmianki o demonach i mocach piekielnych, chrześcijaństwie, grywalne, złe klasy i rasy postaci, jak Półorkowie czy Skrytobójcy. Zrezygnowano też z odniesień do literatury Sword and Sorcerry z lat 60-tych i 70-tych na rzecz bardziej tolkienowskiej stylistyki.

W tej postaci gra wydawana była aż do drugiej połowy lat 90-tych, gdy TSR zaczęło popadać w coraz większe problemy finansowe. Ich przyczyną był pierwszy, wielki kryzys gier fabularnych wywołany przez ekspansję komputerów (podówczas stanowiących jeszcze niewielkie zagrożenie) oraz modę na kolekcjonerskie gry karciane, która siała spustoszenie w świecie gier nieelektronicznych. W efekcie tego firma upadał i została wykupiona przez wydawcę gry karcianej Magic: the Gathering czyli firmę Wizard of the Coast

Historia polskiego wydania:

W międzyczasie wydawnictwo TM-Semic, znane głównie z zachodnich komiksów (Batman, Superman, Spiderman etc.) wydało polską edycję Advanced Dungeons and Dragons 2ed. System nie został jednak ciepło przyjęty. Przeciwnie, recenzje w fachowych mediach były miażdżące, choć nie do końca sprawiedliwe. Zwracano też uwagę na liczne błędy w tłumaczeniu systemu, systemowi zabrakło mu też wsparcia PR-owego poza ścisłym fandomem gier fabularnych. O ile o konkurencyjnym Warhammerze czy Cyberpunku publikowano artykuły w pismach komputerowych, tak o AD&D trudno było się czegokolwiek dowiedzieć... W efekcie splotu tych okoliczności polskie wydanie gry okazało się klęską.

Postacie:

Pisząc o postaciach w Advanced Dungeons and Dragons trudno powiedzieć coś odkrywczego. Rozwiązania z tego systemu powielano w wielu późniejszych grach RPG oraz cRPG i połowie powieści fantasy, tak więc trudno dziwić się, że jest to gra najbardziej klasyczna z klasycznych.

Klasy:

W czystym Advanced Dungeons and Dragons (dodatki pozwolę sobie pominąć) bohaterów tworzono nakładając rasę na klasę. Klas było kilka, a ich wybór różnił się w zależności od nabytego wydania, niektóre z nich opisano też w dodatkach do systemu. Podręcznik Podstawowy do drugiej edycji AD&D umożliwiał wybór Wojownika, Rangera (Łowcy), Paladyna, Złodzieja („thief”, a nie Łotrzyka „rogue”), Barda, Kapłana, Druida oraz Czarodzieja i Iluzjonisty.

Klasy były dalekie od balansu, wręcz przeciwnie, nawet nie próbowały go poszukiwać. Różniły się wszystkim, od posiadanych zdolności, po ilość punktów doświadczenia niezbędnych do awansu na kolejne poziomy doświadczenia. Tak naprawdę różnie wyglądała też ich przydatność. Część z nich była raczej nieudana i słaba.

Opis większości z nich jest zbędny, nie różni się od tego, co później mogliśmy oglądać w grach komputerowych i fabularnych. Jedynie kilka wyjątków jest wartych uwagi.

Pierwszym z nich jest Ranger, nie będący (i jednocześnie będący, zależy jak na to patrzeć) jednak tropiciele i banitą w stylu Robin Hooda. Przeciwnie: Ranger jest wyspecjalizowanym wojownikiem walczącym dwoma rodzajami broni, pod wieloma względami bardzo ofensywnym. Zaryzykowałbym hipotezę, że inspirowany był on starymi filmami płaszcza i szpady, stawiającymi na popisowy fechtunek, a nie mistrzami przetrwania.

Drugą wartą uwagi klasą jest Złodziej, bardzo charakterystyczny dla tego systemu. Złodziej w Advanced Dungeons and Dragons był właśnie złodziejem, czyli kryminalistą, a nie jak w późniejszych edycjach abstrakcyjnym Łotrzykiem wbijającym nieprzyjaciołom sztylety w plecy (choć posiadał i tą zdolność, była jednak w stosunku do późniejszych wersji systemu bardzo osłabiona). Specjalizował się w otwieraniu drzwi i włamaniach, co czyniło go z jednej strony postać niezbędną, ale z drugiej: tak naprawdę mechanicznie kaleką i słabą. Kogoś, kogo się ze sobą ciągnęło i eskortowało, a kto, gdy już znalazł wszystkie sekrety i pułapki mało się przydawał.

Iluzjonista był natomiast specjalną odmianą maga, początkowo obmyśloną jako wariant tej klasy przeznaczony wyłącznie dla gnomów. Mógł rzucać trochę więcej zaklęć, ale uczył się ich z okrojonej listy. Później na jego bazie powstała cała gama czarowników-specjalistów, zgłębiających tajniki innych szkół magii. Podziwiać ją można było np. w grach z serii Baldur's Gate.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym:

Komentarze


Kanibal77
   
Ocena:
+1

Gram teraz w baldurka dwójkę i stwierdzam, że bioware zdecydowanie nie trzyma się tych wszystkich children-friendly dyrektyw. Może tsr zapomniał to zawrzeć w umowie, albo ludki z bioware zwyczajnie olali sprawę. Jestem pozytywnie zaskoczony, bo o ile przechodząc dobrym gościem i przyłączając dobrych npców mamy standardową cukierkową papkę z jednowymiarowymi charakterami (z doprowadzającym do szału gamoniem z chomikiem, zarzucającym prawdopodobnie w zamierzeniu przezaaaabawnyyyymi tekścikami w stylu "Chomiki i łowcy wszystkich krajów, łączcie się!". Gorszy w kategorii dyżurny pajac był tylko Jar Jar Binks.), to grając złymi pojawiają się już dość hardkorowe motywiki, jak np. wyznanie Viconii, że padła ofiarą zbiorowego gwałtu dokonanego przez rolnika, którego miała za przyjaciela i jego dwóch synów, następnie zaś ogłuszono ją, pochowano żywcem, po czym wygrzebawszy się z mogiły dokonała brutalnej zemsty na oprawcach.

Jasne, to baldur i nadal daleko mu do planescape, ale gdzie Rzym, a gdzie Krym. Niemniej opcja dość mocna jak na gierkę 12+. Nie wspominając już, że w ,,papierowym,, dedeku by nie przeszło w życiu. Bo jak wiadomo mordować mogą, ale gwałcić już nie.  

30-01-2016 12:56
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Kanibal77

Jestem pozytywnie zaskoczony, bo o ile przechodząc dobrym gościem i przyłączając dobrych npców mamy standardową cukierkową papkę z jednowymiarowymi charakterami

Grając dobrą drużyną też można natrafić na treści nie bardzo children friendly. Np. quest Keldorna, paladyna (właściwie inkwizytora) - cały czas spędza na krucjatach, więc jego żonka znalazła se chłopa na boku. Oczywiście, można doprowadzić to do cukierkowego zakończenia, w którym Keldorn wybacza żonie, żona wybacza Keldornowi, on obiecuje, że "to ostatnia misja" i razem z dziećmi idą do cyrku, ale można też namówić go, żeby doprowadził do egzekucji kochanka i uwięzienia żony (chyba tak to szło).

@ Vukodlak

Pies mordę lizał ateistom. Kontekst jest trochę inny. USA to kraj wielu oszołomów religijnych, w szczególności protestantów.

Akurat tam panuje pluralizm i obie strony uskuteczniają cenzurę po swojemu. Np. polityka Disneya jest taka, że w filmach nie może pojawić się jakiekolwiek odniesienie do Boga (nawet było to uwypuklone w niedawnej aktorskiej wersji Śnieżki, gdzie król udziela ślubu "Na mocy nadanej mi przez.... przez.... eeee.... przez samego siebie") - zresztą nie tylko w filmach, ponoć na ich stronach komentarze z "God" są automatycznie blokowane. Oczywiście, Disney to prywatna firma i ma prawo do swojej polityki, tym niemniej warto pamiętać, że sprawa nie jest tak jednostronna.

 

30-01-2016 15:02
Vukodlak
   
Ocena:
0

@Kanibal77

Baldur's Gate wyszedł w 98 roku. Williams sprzedała TSR Wizardom w 97. Code of Ethics był już wtedy upiorem przeszłości.

@Adeptus

Tak, Ameryka też się sypie, to osobny rozdział. Wiem, że ateuszy też mają równie idiotycznych i narwanych, co religijnych świrów. Po prostu w tym kontekście ateiści mnie nie interere, bo D&D generalnie nie miało problemu ze świeckimi fanatykami. Idiotyczne argumenty podnosili głównie ludzie równie religijni, co głupi. Czyli zazwyczaj obie opcje ustawione na "głęboko".

30-01-2016 15:26
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Vukodlak

Tak, Ameryka też się sypie, to osobny rozdział.

Eeeee... ja ten pluralizm akurat uważam za coś pozytywnego, nie tak jak w UE, gdzie próbują nas wszystkich dostosować do wzorca "neutralności swiatopoglądowej". No dobra, w USA też próbują, ale chyba gorzej to idzie. Ja bardzo bym chciał, żeby Europa "sypała się" w ten sposób.

Wiem, że ateuszy też mają równie idiotycznych i narwanych, co religijnych świrów.

Akurat nie widzę niczego idiotycznego czy narwanego w dbaniu o to, żeby Twoja firma nie propagowała czegoś, z czym się sam nie zgadzasz. Akurat ja nie uważam, żeby umieszczenie w grze diabłów jako wrogów było czymś przeciwnym chrześcijaństwu (zresztą, umieszczenie jako sojuszników, czy nawet postaci grywalnych też nie, podobnie jak np. umieszczenie w grze możliwości grania hitlerowskimi Niemcami nie jest równoznaczne z propagowaniem nazizmu), ale jeśli Williams to nie pasowało (bo z tego co czytałem, te zmiany były wynikiem nie tylko "nagonki", ale jej osobistych poglądów religijnych), to jako właścicielka (większościowy udziałowiec) firmy miała prawo prowadzić ją w zgodzie z własnym sumieniem i nie ma w tym niczego "idiotycznego".

Natomiast zakaz grania w godzinach pracy, to już faktycznie idiotyzm.

30-01-2016 15:34
Kanibal77
   
Ocena:
0

@Adeptus

No faktycznie, z dobrych głębię mają Keldorn i Anomen. Pierwszy jako podstarzały, zmęczony życiem ideowiec genialnie odgrywany przez Perepeczko, drugi jako dupek czystej wody powoli dojrzewający w swych ideałach.

Co do zakazu gry w godzinach pracy autorstwa pani Williams, przypuszczam, że jakiekolwiek playtesty uważała za całkowicie zbędne. Sądzę, że miała podobne zdanie na temat rpg jak większość polonistek i zwolenników ,,ambitnej,, literatury na temat fantastyki. Tj. wystarczy cokolwiek napisać o elfikach i statkach kosmicznych, a półmózgie przegrywy śliniąc się z podniecenia rzucą się jak lew na antylopę. Przy takich założeniach playtesty nie robią sensu.

Poza tym każdy wie, że sesja rpg wygląda właśnie tak

31-01-2016 11:29
Adeptus
   
Ocena:
+1

Co do zakazu gry w godzinach pracy autorstwa pani Williams, przypuszczam, że jakiekolwiek playtesty uważała za całkowicie zbędne. Sądzę, że miała podobne zdanie na temat rpg jak większość polonistek i zwolenników ,,ambitnej,, literatury na temat fantastyki. Tj. wystarczy cokolwiek napisać o elfikach i statkach kosmicznych, a półmózgie przegrywy śliniąc się z podniecenia rzucą się jak lew na antylopę. Przy takich założeniach playtesty nie robią sensu.

A z drugiej strony, obojętnie i tak ile byś pracy włożył i jak bardzo dopracował, i tak będzie to g., bo o elfikach i statkach kosmicznych - taki grzech pierworodny. Mam wśród bliskich polonistkę i dla niej wyrazem najwyższego możliwego uznania dla utworu fantastycznego jest "Jaką to trzeba mieć głowę, żeby dać radę takie głupoty nawymyślać!" (np. w czasie oglądania LoTR-a, czy Star Warsów).

 

31-01-2016 15:55
Vukodlak
   
Ocena:
0

Mam wśród bliskich polonistkę i dla niej wyrazem najwyższego możliwego uznania dla utworu fantastycznego jest "Jaką to trzeba mieć głowę, żeby dać radę takie głupoty nawymyślać!" (np. w czasie oglądania LoTR-a, czy Star Warsów).

Heh, a ktoś ją kiedyś zapytał jaką to trzeba mieć pustą głowę, żeby nie zauważyć tych wszystkich wątków, podtekstów i nawiązań? Toć nawet stare Gwiezdne Wojny mają dużo interesujących elementów w tle, bo Drożdż Łukasz pisał je z książkami antropologicznymi w jednym ręku (wtedy chyba jeszcze czytał wartościową literaturę).

31-01-2016 16:08
Kanibal77
   
Ocena:
+1

Powiem tak. Abstahując trochę od tematu, jakaś pani z menu uznała, że Pirx jako literatura upośledzona nadaje się idealnie dla młodzieży w czwartej klasie podstawówy na lekturę, Oczywiście pani owa nie wyhaczyła rozlicznych nawiązań do tekstów filozoficznych zawartych w Pirxie. 

No, ale przeca, jak latają po kosmosie to wiadomka, że żenada.  

31-01-2016 19:03
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Vukodlak

Heh, a ktoś ją kiedyś zapytał jaką to trzeba mieć pustą głowę, żeby nie zauważyć tych wszystkich wątków, podtekstów i nawiązań?

Ależ ten tekst był właśnie jej wyrazem.... ekhem.... niechętnego "uznania" dla stopnia rozbudowania tych dzieł ;)

A pustą głowę sobie wypraszam... Każdy ma swoje uprzedzenia.

@ Kanibal77

Powiem tak. Abstahując trochę od tematu, jakaś pani z menu uznała, że Pirx jako literatura upośledzona nadaje się idealnie dla młodzieży w czwartej klasie podstawówy na lekturę, Oczywiście pani owa nie wyhaczyła rozlicznych nawiązań do tekstów filozoficznych zawartych w Pirxie. 

W szkole z kolei omawialiśmy "Hobbita", którego polonistka (nie ta) nie przeczytała. Cały czas konsekwentnie twierdziła, że Hobbit dzieje się w przyszłości, bo wiedzę czerpała z jakiegoś przedpotopowej literatury (ewentualnie z nowej literatury, której autorzy wiedzę czerpali z przedpotopowej), a tam stało, że fantastyka to gatunek opisujący wydarzenia w przyszłości i koniec (bo za komuny uznawano tylko s-f, bo można było do niego wpleść wątki propagandowe, że tam sobie kosmonauci - a nie astronauci - latają po kosmosie, a nawiasem mówiąc na Ziemi od pierdyliarda lat panuje komunizm i nikt nawet nie wie co to wolny rynek).

31-01-2016 21:16
Kanibal77
   
Ocena:
0

No, polonistki to wogóle ciekawa odmiana pokemona. Moja w gimbazie z kolei tłumaczyła mi, że nie ma takiego terminu jak fantastyka, obejmującego s-f, fantasy i horror wraz z pochodnymi. No ni ma i ju.

Jak byliśmy na wycieczce w kinie na wieśku z Żebrowskim, po seansie stwierdziła rezolutnie, że gupie to było, bo w takim niby średniowieczu nie znaliby pojęcia takiego jak mutacja. Próbowałem kobicie wytłumaczyć to na przykładzie pojawiającej się w książce analogii druidów do ekologów, ale bez rezultatu. 

Cóż nie chwaląc się, lepiej od pani polonistki rozumiałem chyba wtenczas, będąc trzynastoletnim dżentelmenem, czym jest postmodernizm.

Ale ponieważ nie znałem terminu postmodernizm i nie poświęciłem pięciu lat życia na studiowanie filologii polskiej, więc siłą rzeczy, uja-afla się tam znałem.

Co poradzisz z takimi ludźmi. Nic nie poradzisz. Eksterminacja zbyt radykalna, edukacja zaś skuteczna, niczym próba penetracji pancerzu radzieckiego czołgu przy pomocy kulek z psiej kupy.  

31-01-2016 22:04
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Kanibal77

No, polonistki to wogóle ciekawa odmiana pokemona. Moja w gimbazie z kolei tłumaczyła mi, że nie ma takiego terminu jak fantastyka, obejmującego s-f, fantasy i horror wraz z pochodnymi. No ni ma i ju.

Każdy dudek ma swój czubek. Z kolei większość matematyczek, które spotkałem w czasie swojej edukacji, miała spaczenie na punkcie "ani jedna lekcja matematyki nie może przepaść". Potrafiły urządzić awanturę wychowawczyni "Jak to wycieczka w piątek, przecież wtedy jest matematyka!", albo wprowadzić przymusowe dodatkowe lekcje w celu "odrobienia zaległości" (oczywiście, nie masz obowiązku przychodzić poza oficjalnymi godzinami lekcyjnymi, ale wtedy ocena w dół).

Jak byliśmy na wycieczce w kinie na wieśku z Żebrowskim, po seansie stwierdziła rezolutnie, że gupie to było, bo w takim niby średniowieczu nie znaliby pojęcia takiego jak mutacja. Próbowałem kobicie wytłumaczyć to na przykładzie pojawiającej się w książce analogii druidów do ekologów, ale bez rezultatu. 

1. Generalnie nie rozumiem, czemu ludzie się tak podniecają tym, że w Wiedźminie znają genetykę. Mendel opracował zasady genetyki obserwując roślinki w swoim ogrodzie, a nie badając próbki pod mikroskopem elektronowym, używał warsztatu, który z powodzeniem można było wykorzystać w średniowieczu, a że nikt na to nie wpadł, inna rzecz. Poza tym, TO NIE JEST ŚREDNIOWIECZE, to jest coś, co w jakichś aspektach przypomina średniowiecze, ale NIE MA PRAWA być identyczne z "naszym" średniowieczem - inna historia, religia, geografia, polityka, obecność magii, ras nieludzkich itd. to wszystko ma wpływ.

2. Wiedźmin filmowy zrobił fantastyce krecią robotę, bo taka polonistka czy krytyk literacki poszła sobie na seans i wyszła z przekonaniem "Kurde, ta fantastyka jest dokładnie tak głupia, jak sądziłam!".

Co poradzisz z takimi ludźmi. Nic nie poradzisz. Eksterminacja zbyt radykalna, edukacja zaś skuteczna, niczym próba penetracji pancerzu radzieckiego czołgu przy pomocy kulek z psiej kupy.  

Bez przesady. Każdy ma swoje dziwactwa i uprzedzenia, my też. Sądzę, że większość tych nauczycielek, pomijając fantastofobię, była o wiele mądrzejsza i bardziej wartościowa do np. mnie (za Ciebie się nie będę wypowiadał).

31-01-2016 22:33
Kanibal77
   
Ocena:
+1

Ja wiem, że fantasy to nie średniowiecze, ale pani polonistce tak się skojarzyło. To akurat w sumie nic niespotykanego, bo jest np. mnóstwo gostków z reko z którymi się nie da zagrać w młotka, bo taki co chwila będzie Cię instruował, że karczma wyglądała tak, a tak wtedy. Tak, że masz ciśnienie podwyższone jeszcze nim ten kłestodaj się przybłąka.

 Dywagacje n/t genetyki w wieśku to jeden z wielu celowo tam umieszczonych anachronizmów. Takie mrugnięcie oczkiem. Sami wiedźmini zresztą, to w/g mnie przeróbka na modłę fantasy megapopularnego w s-f motywu zmodyfikowanego biochemicznie żołnierza uberkoksa. Choć może i faktycznie z samego filmu trudno to było wywnioskować.

Choć rzecz jasna, jak ktoś jest na nie, uzna po prostu, że tuman Sapkowski pisząc książkę dla tumanów, wyobrażał sobie, że kiedyś to było dokładnie tak jak współcześnie z niektórymi sprawami. Bo nie ma wiedzy, wyobraźni i intelektu niezbędnych by zdawać sobie sprawę, że niekoniecznie.

Jednakże w momencie kiedy osoba, która legitymuje się kierunkowym wykształceniem humanistycznym, feruje wyroki na temat jakiegoś gatunku literackiego na podstawie dwóch filmów (bo jeszcze na władcy bylim z klasą w kinie) to szczerze mówiąc, kompromituje się troszeczkę. Jak każdy kto nie znając zupełnie jakiegoś zagadnienia, sądzi, że doskonale się w temacie orientuje.

Vide pani Williams, czy moja pani od polskiego w gimnazjum 

I nie twierdzę, że w gimnazjum byłem, lub że teraz jestem najmądrzejszy na świecie, lub przynajmniej bardziej kompetentny od tej pani polonistki. Uważam tylko, że po seansie, gdy zamieniliśmy parę słów, lepiej rozumiałem pewne sprawy oraz, że pani nauczycielka wyciągnęła troszkę zbyt daleko idące wnioski na podstawie niepełnego obrazu sytuacji.

I serio, ludzie są przywiązani do swoich, że tak zarzucę z angielska, delusions. Jak ktoś wie, że w budkach z chińskim żarciem podają psy, to będzie swoje wiedział. I nie pomoże nic argumentacja, że przy ilości tego typu lokali ,musieliby mieć fermy piesków rzeźnych oraz specjalnie pod kątem ich oprawiania przystosowane ubojnie. Nie. Żółtki podają psy i basta.

Dungeons and dragons to dziecinada dla debili i przegrywów.

Fantasy to kiepska, niepoważna, chałturnicza literatura.

Pis chce wprowadzić zamordyzm, a Swetru jest ostatnią nadzieją Polski.

I basta.

I choćbyś sobie język zdarł, czy klawiaturę zmasakrował, nie przetłumaczysz jak ktoś wie lepiej.

01-02-2016 03:58
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Kanibal77

 Dywagacje n/t genetyki w wieśku to jeden z wielu celowo tam umieszczonych anachronizmów. Takie mrugnięcie oczkiem. Sami wiedźmini zresztą, to w/g mnie przeróbka na modłę fantasy megapopularnego w s-f motywu zmodyfikowanego biochemicznie żołnierza uberkoksa. Choć może i faktycznie z samego filmu trudno to było wywnioskować.

Prawdę mówiąc, nigdy nie odbierałem tego jako anachronizm, postmodernizm czy mruganie okiem. Po prostu - w tym świecie znają prawa genetyki, bo dlaczego by nie?

01-02-2016 11:42
Kanibal77
   
Ocena:
0

Cóż, możesz mieć rację. Trzeba by spytać na jakimś konwencie samego autora. Choć znając jego temperament uzyskanie odpowiedzi mogłoby być problematyczne.  

01-02-2016 12:41
Wiron
   
Ocena:
+1

Sapkowski już kiedyś odpowiedział na to pytanie.

 

W "Pirogu" była też zawarta deklaracja dotycząca Pańskiej odpowiedzi na pytanie, czy w literaturze fantasy może się pojawić taki czy inny rekwizyt, bo "wtedy" go może nie znano. Pańską odpowiedzią było - "jakie wtedy", przecież fantasy nie rozgrywa się ani w przeszłości, ani w przyszłości, tylko zupełnie gdzie indziej. 

To rzeczywiście bardzo częste nieporozumienie - wynikające z nie- zrozumienia. Liv Tyler, która gra Arwenę we "Władcy pierścieni", powiedziała w wywiadzie, że akcja tego filmu rozgrywa się "w prehistorii Anglii". Jakiej prehistorii? Jakiej Anglii? Ale wielu ludzi tak właśnie do dzisiaj podchodzi do fantasy, że bohaterka nie może nosić majtek, bo "wtedy" ich nie znano. Częstym tematem sporów było to, czy można w fantasy użyć słowa "psychika". Argumentowano, że nie - wszak "psychika" pochodzi z greckiego, a więc jeśli "w fantastycznym świecie" nie było starożytnych Greków i mitu Erosa i Psyche, nie ma mowy o psychice. Replikowałem, że zgodnie z takim rozumowaniem nie można też użyć słowa "król", bo przecież to słowo dotarło do języka polskiego za pośrednictwem czeskiego, a pochodzi od imienia Karola Wielkiego, władcy Franków.

Więc jeśli nie było Franków ani Czechów, nie może też być króla.
 

04-02-2016 16:03

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.