string(15) ""
» Blog » Ad. 10 lat w Internecie
16-07-2012 15:21

Ad. 10 lat w Internecie

Odsłony: 285

Podczas czytania wpisu Zegarmistrza zabrakło mi szczegółu z życia dziecięcych fantastów internetowych. Dla mnie istotnego, dla większości czytelników: zapewne nieznanego lub niejasnego. Internet otrzymałem w szóstej klasie podstawówki LUB najpóźniej w drugiej klasie gimnazjum, co daje rozpiętość 11-9 lat temu. Przeglądając strony hobbystyczne o RPG, kartach czy cRPG-ach, natrafiłem na stronę fanów Neverwinter Nights: członków Bractwa Srebrnych Mieczy. Chciałem pokrótce Wam przybliżyć tzw. bractwa, klany. Zjawisko na szczęście już martwe, pojęcie uległo ewolucji. Obecnie "klanem" określa się na przykład grupę bliższych lub dalszych znajomych pykających w jakąśtam strzelankę. Bractwa raczej się kojarzą z grupami rekonstrukcji historii średniowiecza. Dawniej na internetowy klan fantasy (lub bractwo RPG-owe) składały się:
  • strona domowa z artykułami o niczym,
  • forum, na którym wspólnie debatowano, dlaczego nic nie ma na stronie,
  • Im Więcej Tym Lepiej członków, udzielających się przede wszystkim w dziale offtopic na forum lub wrzucających kwiatki z sesji,
  • chat lub - później - IRC.
Wygooglałem wpis Karczmarza wspominający o bractwach RPG-owych, wspomnę więc o kilku rzeczach, jakie w tym wpisie umknęły lub autor przemilczał. Cel bractwa Bractwo miało tworzyć społeczność. Jednocześnie realizować zabawę w systemie mistrz/uczeń, kręgi wtajemniczenia, jak i miejsce, gdzie emodzieci mogą żalić się na świat w grupie osób, jakie znają. Osiągano to poprzez wyznaczanie wspólnych zadań, mających jednoczyć grupę. Wszystko to w sosie fantasy, napędzanym przez RPG. Bractwa nie mogły przetrwać. Możemy zestawić serwisy (ponoć obecnie wymierające) i bractwa, by zobaczyć podstawowe różnice: Serwis (taki jak Polter) posiada zbiór projektów (z początku stron domowych, kącików o tekstach kultury, kiedyś zwłaszcza RPG-owych), w który angażowało się coraz więcej osób, między którymi wytwarzały się relacje. Krokiem IMO kluczowym dla przetrwania Poltera było żałożenie forum, a później blogosfery, gdzie osoby zaangażowane oraz ich czytelnicy mogli wymieniać się myślami. To wytworzyło społeczność forumową, której część stworzyła społeczność blogową. Był to więc schemat od wspólnego działania do społeczności. Bractwo natomiast zachęca do stworzenia grupy, obiecując, że im więcej będzie zgranych osób, tym więcej rzeczy zostanie osiągniętych. Kolejne osoby wcielone do grupy (zazwyczaj w wyniku rekrutacji) otrzymują zadania, a jeżeli chociaż z części z nich się wywiążą, strona rośnie w siłę, zachęcając kolejne osoby to wstąpienia. Schemat ten więc to od społeczności do wspólnego działania. Różnica efektu: Polter i inne serwisy pozbawione pierwszego elementu, czyli świeżości merytorycznej tekstów redakcyjnych (noł ofens ; )) pozostawiły po sobie społeczność, a te z nich, które dały społecznościom odpowiednie wsparcie (blogi polterowe), utrzymały się mimo zastojów. (Polterowi bardzo w tym pomogły "wojny" z blogowcami niezależnymi, robiące hałas o nic i spory ruch.) Bractwa niemal w całości upadły, gdyż ludzie nie wywiązywali się z projektów, przez co moment utraty społeczności powodował utratę wszystkiego. Kolejnymi różnicami były liczebność i różnorodność społeczności. Społeczność bractw dążyła do intymności i zaufania, rozmów na GG, chatach i zazwyczaj skupiała się na konkretnych projektach (jak "grajmy wszyscy w sesje po chacie!", "stwórzmy moda do NWN!", "zróbmy Euroshimę!" - true storry). Albo więc gadano o projektach, albo o sobie nawzajem. Gdy dochodziło do spięć, które dodatkowo uniemożliwiały prowadzenie projektów, nie miano o czym gadać. Zwłaszcza, że aktywnych było zazwyczaj koło 40% członków. Co daje koło 10-20 osób. Na Polterze aktywnych jest z 1% użytkowników (dane wziąłem z pupy), ale rotacja jest tak wielka, że wciąż zmieniają się tematy. To gadano o Robotice, to o kotach, to o blogach niezależnych, to jakiś Karnawał zdominowany przez userów, to o tym, że gadanie o kotach to nie-RPG, to o wolności słowa, to że Polter to społeczność fantastów, nie zaś RPG-owców, to ktoś zrobi flejm, potem ktoś nowy założy konto i zacznie gadać o storrytellingu, zrobi się flejm, to o kotach. Rotacja użytkowników umożliwia pisanie na zasadzie czasopisma Viktor Gimnazjalista: co rok jest nowa grupa o identycznych potrzebach, można więc kopiować tematy. Jak ktoś się znudzi, nie szkodzi, bo ktoś to kupować będzie (per analogiam: ktoś zawsze zdziwi się, że Laveris ma nasrane we łbie i spróbuje mu wyperswadować bycie głupim przy pomocy ewangelyj teoryj komunikacyj). Na marginesie: Bagno, mimo małej grupy aktywnych userów, toczy się bardziej jak Polter, niż jak bractwa. Dowód zwycięstwa schematu połączonego z różnicą dojrzałości użytkowników Bagna (20+ lat, rodziny) a członków Bractw (do 20 roku życia, gimbusy i ludzie uczący się do matury). Atmosfera w klanach była paskudna Młodsi polterowcy (kręcę się tu od bodajże 2004 i jestem na trzecim koncie) mogą nie kojarzyć tzw. rywalizacji między Valkirią a Polterem. Nie mam pojęcia, o co w tym chodziło, jednak jeszcze parę lat temu były wyraźne podziały na Ludzi Z oraz o tym pisano (teraz mamy ludzi z Bagien vs ludzie nie zgadzający się w jakiejś sprawie z Sejim). Jeżeli udzielaliście się kiedyś na Bagnie, możecie znać tamtejszy nastrój przeplatania klepania po plecach z szyderą, plusikami itp., co pomogło im utrzymać dość zwartą grupę stałych userów przy bardzo małej rotacji. W bractwach było podobnie. To, czego obecnie nie ma, to dawniej istniejące Wojny i Sojusze. Robiono klanowe starcia (np. w NWN), ale bractwa raczej rzadko posiadały możliwość wspólnego okładania po kaskach podczas ustawki (duże ograniczenia sprzętowe). Stąd miast tego trollowano się jak tylko było można. Co więc było w bractwach podczas wojen i sojuszy:
  • zakładanie fikcyjnych kont na forach, spamowanie;
  • próba przejścia przez rekrutację pod fikcyjnym nickiem na zasadzie szpiegostwa (Bractwo Srebrnych Mieczy kiedyś próbowało szpiegować Panie Jeziora czy coś takiego, ale wyznaczony do tego user skorzystał ze starego maila, w którym widniał automatyczny podpis zawierający jego oficjalny nick z dopiskiem BSM - true storry);
  • wjazd w większej grupie na chat podczas oficjalnego spotkania, spamowanie.
Nie mam pojęcia, do czego służyły sojusze. Chyba łączono projekty, ale raczej ich celem było jak nie chcecie mieć wojny, to róbmy sojusz, wymienimy się bannerami i jesteśmy cool. Trolling zorganizowany i wojny łączyły się z rozłamami, jakie miały miejsce w bractwach. Co jakiś czas ktoś z kimś się tam kłócił i wraz z grupą followersów zakładali własne bractwo. Rekrutacja Rekrutacja była najzabawniejszą rzeczą związaną z bractwami, a w BSM-ie była to moja pasja. Wspominałem już o schemacie mistrz-uczeń. Jeżeli bractwo mogło sobie pozwolić na stawianie jakości nad ilość, to każdy rekrut miał przydzielonego mistrza. Gdy w późnym BSM-ie sam miałem przydzielanych rekrutów, była to kupa śmiechu - o czym dowiedziałem się po paru latach. Były romanse między postaciami, gadanie o Ważkich Sprawach (sam zadawałem takie pytania, jak miecz przeznaczenia ma dwa ostrza () xD). W różnych bractwach wyglądało to inaczej, ale zazwyczaj jakaś ceremonia pozwalała na zostanie pełnoprawnym członkiem. Czyli - przychodził, kto chciał, i gadano na chacie: *kładzie dłonie na jego głowie* Czy zgadzasz się lojalnie służyć Bractwu Srebrnych Mieczy? - taki poziom. Nic dziwnego, że jak społeczność zaczynała się psuć, to trudno było znaleźć dla niej substytut. Zwłaszcza, że rzadko kiedy osoba pełnoletnia próbowała dostać się do Bractwa. Większość osób pełnoletnich zaczynało jako dzieci i po prostu latka im stuknęły. A że same głowy klanów również robiły się starsze, ich tolerancja dla dziecinady malała. Wiele serwisów zapożyczało elementy od bractw Tworzenie serwisu zaczynając od forum i na nim się zatrzymując (gromadząc też materiały), wpisywanie rasy i klasy podczas zakładania konta, zakładanie oficjalnego chata nie chcę powiedzieć, że klany to zainicjowały, ale one utrwaliły. Przez wiele lat były to elementy obecne w serwisach fantasy, wymierając drogą naturalną. Jako, że bractwa stworzyły też modę na granie po chatach i innych komunikatorach pisemnych, pomogły utrwalić rodzącą się w PBF-ach manierę pisania o działaniach postaci w narracji trzecioosobowej, opisując działania postaci w klamrach czy gwiazdkach. Teraz już się tego nie stosuje, ale gdy robiłem tak w gimnazjum, wszyscy to łapali. Jako, że bractwa posiadały ogromną tolerancję dla artykułów swych kumpli, większość z nich była bardzo słaba. Niektóre serwisy to powieliły, idąc w ilość, nie w jakość. Nie utrzymały się. Bractwa to dla mnie bolesne wspomnienia W bractwie byłem jako dziecko i chociaż dalej jestem młody, piękny i głupi, przywoływanie tamtejszych wpadek, konfliktów społecznych, spalonych nadziei - boli. Chyba najmocniej jednak odczuwam braki we wspomnieniach. Można to porównać do wspomnień z dawnych szkół, gdy uzmysławiasz sobie zapominanie imion, nazwisk, dziury w wydarzeniach, kojarzenie ogólnych nastrojów bardziej, niż historii. Różnica jednak tkwi w śladach. Ze szkół ma się zdjęcia, świadectwa z bractw ma się Google i postrzępione wyniki poszukiwań, szczątki dowodzące nieskończonych spraw, porzucenia. Pamiętam, jak spędzałem gimnazjalne godziny ściągając, co się dało z bezwartościowych archiwów Twierdzy Błędnego Szwadronu. Czytanie niczym ideału grania bibliotek Królestwa Szarego Smoka. Wiem, że kiedyś włożyłem masę roboty w jakieś małe bractwo WFRP związane z szarymi wilkami, ale czym oni do cholery byli? Jak się nazywały klany, które nienawidziłem jako szczyl? Dzięki bractwom do dziś zachowałem kilka bardzo cennych znajomości. Ale też trudniej o lepszy przykład marności i bezużyteczności. Ah, moja ksywa. Zawdzięczam ją decyzji szefa BSM, który stwierdził, że mój stary nick był za mało fantasy, więc w wakacje przed pierwszą liceum usiadłem na chacie z grupą znajomych i mi wymyślili. True storry. A niechęć do animowanych emotikon zrodziła moją manierę do wstawiania spacji między tymi znakami emotek, które chaty i GG przekształcały. ; ) Epilog Różnicę, jaką określiłem Wam między Polterem a bractwami, pojąłem około pięć lat temu. Na którymś Pyrkonie pojawiło się nowe-nowe-nowe-nowe (mogłem coś pominąć) pokolenie BSM, chcące się przy okazji wybrać na prelekcję na temat bractw organizowaną przez jeden z jego odłamów. Na prelekcji pojawili się więc: wszyscy obecni na konwencie członkowie BSM, wszyscy członkowie klanu prowadzącego prelekcję, jedna osoba z zewnątrz (mająca własny klan) oraz ja niezrzeszony. Dzień przed prelką trzymałem się ze znajomymi z oboma bractw, w końcu jednak musiałem wybrać, do kogo podejdę w oczekiwaniu na zwolnienie się sali. Jakie to wszystko głupie było. Przedstawiłem moją opinię na temat konieczności wymarcia bractw, czyli: dążenie od społeczności do działania nie ma możliwości przetrwać. Społeczność wytwarza się ze wspólnych celów. Po prelekcji nastąpiło pogodzenie się dawnych znajomych, wspólna wyprawa na DDR i każda grupa poszła w swoją stronę. Oczywiście obiecano współpracę. Miałem rację - bractwa nie mogły przetrwać. I dobrze. (Wow! Zrobiłem NORMALNY wpis na polterze. EDIT: Tutejsze kodowanie ssie. Srlsy, nie można wstawić myślnika z worda, musi być dywiz? Nie może być cudzysłowia w tytule?)

Komentarze


Blanche
   
Ocena:
0
W gimnazjalnych czasach również byłam w bractwie, jednak funkcjonowało ono zaskakująco normalnie - po tym, co swego czasu zobaczyłam w BSM nic w tematyce internetowych bractw fantasy nie wywoła mojego dziwienia... :P
16-07-2012 15:36
Malaggar
   
Ocena:
0
Internet otrzymałem

Nawiązanie do "wygrałeś interneta"?

Dawniej na internetowy klan fantasy (lub bractwo RPG-owe) składały się:

strona domowa z artykułami o niczym,

forum, na którym wspólnie debatowano, dlaczego nic nie ma na stronie,

Im Więcej Tym Lepiej członków, udzielających się przede wszystkim w dziale offtopic na forum lub wrzucających kwiatki z sesji,


Prawie jak polteru (bo na polteru forum prawie nie żyje).
16-07-2012 16:06
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dużo ciekawszy wpis. Dzięki :)
16-07-2012 16:09
Aure_Canis
   
Ocena:
+1
"Prawie jak polteru (bo na polteru forum prawie nie żyje)."

Fora są passe. Zastanawiam się, co zastąpi blogi. Zgaduję, że musi pojawić się jakiś blogowy facebook/twiter. No i youtube na pewno ma tu coś do powiedzenia.

Fora to przeszłość, w każdym razie.
16-07-2012 16:25
Salantor
   
Ocena:
0
Bractwo (a raczej klan) to był mój pierwszy kontakt z RPG. Na żywo przyszedł parę miechów później, jak zacząłem naukę w liceum. Ten pierwszy i jedyny bodaj istnieje do dziś. Wciąż mam gadu szefa i jednej członkini, mojej dawnej mentorki i dobrej koleżanki.
To były czasy sesjowania na czacie, słabego odróżniania "ja" i "moja postać", tworzenia autorek (na zasadzie "każdy sobie swój kawałek"), odwiedzin innych klanów (jakieś śluby na czatach, cholera wie co), robienia koksiastych postaci (smoki, pół-smoki, demony, wilki), emo-rozmów o problemach (bo jak wiadomo grupka nastolatków to świetni terapeuci) et cetera. Stare dzieje :]
16-07-2012 16:25
Malaggar
   
Ocena:
+4
Czytam i widzę, że miałem szczęśliwe internetowo dzieciństwo - bez bractw i innych tego typu bzdetów ;)
16-07-2012 16:30
Aure_Canis
   
Ocena:
+4
@Salantor
TAK, też uczestniczyłem w ślubie na chacie. I święceniu kapłańskim. So epic.
16-07-2012 16:33
Salantor
   
Ocena:
+2
Aj tam. W tamtych czasach to było coś fajnego. Kraj duży, a ty masz człowieka z Krakowa pod ręką, z babką z Wawy gadasz niemal codziennie, a nade wszystko masz Własną Stronę! Robicie Własną Grę! Macie sojusz z klanem X, który ma Swoją Stronę i Własną Grę! Normalnie Czad! Zresztą ta strona - Zielona Wieża - stoi do dziś i jak widzę trzyma się nieźle.
Teraz to się można z tego śmiać, wtedy to była Bardzo Poważna Sprawa. Jakoś nieszczególnie mi z tego powodu wstyd. Durniejsze rzeczy się w życiu robiło :]
16-07-2012 16:37
Malaggar
   
Ocena:
+4
Swoją drogą, to ja net mam chyba dłużej niż Aure, a mnie ominęły właśnie takie rzeczy. Może dlatego, że zamiast siedzieć w necie wolalem wyjść i pokopać gałę albo zagrać sesję. Bez ludzi z Krakowa, za to z kolegami ze szkoły ;)
16-07-2012 16:41
Salantor
   
Ocena:
0
A ty myślisz, że jak był klan/bractwo, to człowiek z domu nie wychodził? Przecie to liceum. Co weekend była sesja z kumplami z klasy. Stare dobre AD&D... A potem się zaczęły studia i pierdylion wymówek :
16-07-2012 16:45
Aure_Canis
   
Ocena:
0
W gimnazjum to ja grałem do pięciu razy w tygodniu (EDIT: nie wliczając sesji internetowych). Inspiracje brałem z neta.
16-07-2012 16:49
von Mansfeld
   
Ocena:
0
W sumie, jak gimbusiłem w internecie, to także natykałem się na różne Poważne Strony Fanowskie o Erpegie czy klany - jak choćby Zielona Wieża. Oczywiście w poszukiwaniu informacji o RPG (wtedy jeszcze to był okres, kiedy nie grałem często w RPG - za to PBFy i czaciki).

Myślę, że doświadczenia z bractwami internetowymi mam trochę zbliżone jak Aure - pamiętam te śmieszne klaniki z wymaganiami jak "napisz jakiś tekst na dany temat" i robiących siebie "elitę erpegie".
16-07-2012 16:55
Senthe
   
Ocena:
0
Ja w gimnazjum udzielałam się na forum psychofanek Harry'ego Pottera... Tam było jeszcze zabawniej, każdy zostawał przydzielony do jednego z czterech domów, które się co prawda nie nienawidziły (słodkie dziewczynki się nie nienawidzą), ale robiły wszystko, by zaznaczyć swą indywidualność. Miało się dostęp do tylko jednego z czterech ukrytych for, co dodatkowo wzmacniało więzy w obrębie domu.
Jak to w Hogwarcie, można było "brać udział" w "zajęciach szkolnych", coś w rodzaju gry, za którą dostawało się punkty dla domu celem zdobycia Pucharu Domów :D. A po zakończeniu semestru awansowało się na kolejny rok.
Kurcze. Wszystko to było śmieszne, ale takie sympatyczne. Zmarnowałam tyle czasu na miłych internetowych pogaduszkach.
Forum trwa do dziś, moje konto też, ale teraz boję się tam zaglądać.
16-07-2012 17:11
Kamulec
   
Ocena:
+2
Więcej w necie siedzę od 7 lat, a wtedy bractwa i klany uważałem już za dziecinadę.
16-07-2012 17:15
Aure_Canis
   
Ocena:
+3
Zajebisty jesteś, Kamulcze, opowiedz nam o tym.
16-07-2012 17:24
~Hejtująca-Tylda

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Czy tylko moje początki bytowania w sieci wiążą się z wielkimi wojnami psychofanów Morrowinda i serii Gothic, oraz z jednoczesnymi wojnami poszczególnych frakcji obu stron między sobą? To były czasy...
16-07-2012 17:37
~Hejtująca-Tylda

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
Tak w ogóle, ciekawa teza mi się rzuciła gdzieś tutaj - że fora to przeszłość, że zastąpią je blogi. Please, być może to prawda w tym maluteńkim światku podsjaranych dziwnymi newsami erpegowych nerdów. Nigdzie indziej, w podobnych środowiskach, czegoś takiego nie obserwuję.
16-07-2012 17:44
Kamulec
   
Ocena:
+1
Stwierdziłem fakt.
16-07-2012 17:51
Aure_Canis
   
Ocena:
+1
Ja tylko stwierdzam, że jesteś lepszym człowiekiem niż ja i Twoje życie potoczyło się lepiej i dojrzalej. TOTALNIE powinieneś to podkreślić.
16-07-2012 17:58
Kamulec
   
Ocena:
+3
Przez grzeczność nie zaprzeczę.
16-07-2012 18:00

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.