» Artykuły » Inne artykuły » Abrakadabra

Abrakadabra


wersja do druku

Magia językowa dawniej i dziś

Autor:
I oto jestem magiem. Kosztowało mnie to lata wyrzeczeń, ciężkiej pracy, głodu, niewyspania i absolutnego posłuszeństwa. Wszystkie nieudane eksperymenta, źle wysnute wnioski, niewymawialne inkantacje, są teraz tylko cichym wspomnieniem, gdyż dziś wstępuję do rady magów. I oto ja mam napisać - czym jest magia. Mam ująć w ryzy mego ubogiego języka całe niewyobrażalne bogactwo rzeczy, uczuć i kolorów. Opisać sprawy niepojęte dla mnie samego, nagiąć je do mego słownictwa. Mam poskromić magię w ten nowy i niekoszerny dla mnie sposób. Ale teraz, gdy widzę już przed sobą koniec drogi, i gdy mam na sobie ten niezrozumiały dla niewtajemniczonych bagaż doświadczeń, podołam temu, napiszę o Magii.

Magia istnieje od niepamiętnych czasów, powstała wraz z dziwnymi eonami. Krąży wokół nas, w powietrzu, czasem można jej dotknąć, poczuć jej zapach, dojrzeć niezwykły, oktarynowy, ósmy kolor, kolor magii. Nie należy jednak mylić tej wspaniałej energii z kuglarskimi sztuczkami, co często robią ludzie współcześni, lub gorzej nawet, identyfikować ze sobą te dwie, tak odrębne rzeczy. Dziś często kojarzy się magię z oszustwem, z naiwnością i tym, że należy ją włożyć między bajki. Ktoś mówiący poważnie o magii zostałby natychmiast uznany za szaleńca. Magia kojarzy się źle, to coś Innego, nieosiągalnego, obcego, kuglarskiego, sprzecznego z dogmatami wszechobecnej religii i nauki. Taki pejoratywny sens magii ustalał się już od starożytności, gdzie była jeszcze na pograniczu nauki, przez średniowiecze, gdzie wszelkie jej objawy były tępione jak zaraza, aż po dzień dzisiejszy, w którym to naukowcy dobitnie udowodnili, że coś takiego nie może istnieć. Ja jednak tego nie wiem, nie jestem człowiekiem nauki ...jestem magiem.

Gdy mówimy o magii mamy na myśli coś niezwykłego. To tworzenie rzeczywistości, zmienianie istniejącego stanu rzeczy poprzez własną wolę. Człowiek wyraża swą wolę przez słowa, znaki, mimikę, jest to cały rytuał. Gesty i mowa ciała istniały od zawsze, mimo, że nie mogą one zmienić rzeczywistości, to jednak wystarczą do komunikacji. Po co więc człowiekowi pierwotnemu wynalazek mowy? Ponieważ trzeba czegoś więcej by skontaktować się z światem niematerialnym, a to właśnie było wielką potrzebą pierwotnych. Świadomi swej kruchości i niedostosowania szukali ratunku tam, gdzie mogli zwrócić jedynie za pomocą słów, mówili do duchów, do swych przodków, wreszcie do boga, mówili cicho czy krzyczeli, zawsze byli słyszani, bo gdy ma się mowę, ma się możliwość mówienia do tego, co nie istnieje.

I tak oto nasi przodkowie zaczęli porozumiewać się ze światem duchów, a co za tym przyszło, za pośrednictwem sił ezoterycznych, wpływać na rzeczywistość. I oto zaczęła się znana dla człowieka magia.

A Ona jest słowem. Ze słowa się wywodzi i słowem jest stworzona. Jak Bóg na początkach istnienia powołał do życia wszystko.
Na początku było Słowo / a Słowo było u Boga / i Bogiem było Słowo / Ono było na początku u Boga / Wszystko przez nie się stało / co się stało
. Czemu mówię o Bogu? Ja, pomiot ciemnych sił, ja, którego jeszcze kilkaset lat temu spalono by na stosie, a dziś uważają jedynie za niegroźnego (niegroźnego... phi!) wariata. Uważasz, że to, co robią kapłani w swych kościołach i synagogach daleko odbiega od tego, co ja czynię, od tego, co uprawiają szamani na czarnym lądzie? Wszak kapłani kilkoma słowami, kilkoma gestami potrafią odpuścić grzechy! Potrafią złączyć dwoje ludzi do końca życia... wyobraź sobie, jakąż potworną muszą mieć moc... do końca życia, to przecież tyle, ile tylko mieści się w ludzkiej świadomości. Mówisz, że dzieje się to tylko dlatego, że ci ludzie w to Wierzą, że tego chcą... jesteś pewien? Oczywiście, jest prawdą, czary zależą od kontekstu, słowo nabiera formy, gdy ma do tego odpowiednie warunki, po to zaprasza się świadków na śluby i wyprawia cały niezbędny rytuał, tfu, przepraszam - ceremonię. Jednak pamiętaj, że magia leży u podstaw języka, ona właśnie jest tworzącą funkcją mowy, jest narzędziem tak absurdalnym jak i logicznym. Wiedz więc, że magiczna funkcja słowa pozbawiona kontekstów i zepchnięta do podświadomości zawsze może wypłynąć. Czy wierzysz za każdym razem, gdy ktoś mówi o tobie coś złego? Nie? To dlaczego prawie zawsze prędzej czy później boli...? Czyż nie jest to swoiste przekleństwo, za które całkiem niedawno skazywano na próbę wody lub ognia? Wszak sam Jan Karłowicz mówił
Długie lata upłyną, zanim przestaniemy pozdrawiać się wzajemnie, winszować, życzyć sobie, kląć, złorzeczyć. Nie prędko wyłamiemy się spod czaru wierzeń, które odziedziczamy razem z krwią i kośćmi przodków
. Sam widzisz, magia jest wszędzie dookoła, ja tylko poskramiam ją w swoisty sposób, poznałem trochę lepiej niż zwykli śmiertelnicy.

Spójrzmy zresztą na to inaczej. Czemu wypieramy się magii, którą sami stworzyliśmy. To nikt inny, ale My, wszyscy nadaliśmy słowom sens. Przecież za każdym razem, gdy wymawia się jakieś słowo tworzy się rzecz, istotę, czy sytuację. Nazywamy to metaforą, to normalna funkcja języka, nie żadna sztuczka, po prostu mówimy. Wypowiadając słowo, mamy na myśli przedmiot, dochodzimy więc do aktu kreacji, ale nie dzikiej i nieokiełznanej, jak często obrazują nam to pisarze fantastyki, lecz akt kreacji uzasadniony przez setki poprzednich pokoleń, które ustalały sens słow. Tak, słowo ma moc twórczą, w określonych okolicznościach język łączy się z przedmiotem. Podane przeze mnie przykłady są równie jasne i oczywiste, równie mocno przekonują o twórczej roli słowa, jak przekonałby przykład Voodoo, w niektórych krajach. Jest to więc kontekst bardzo szeroki, niejako kontynentalny.

Ujawniłem już performatywność słowa, która powstała od człowieka i jemu służy na co dzień. Ujawniłem rytuał wraz z jego kontekstami i tym, że przejawia się od codziennego podania ręki, przez chrzty i śluby, aż po tajemnicze rytuały oglądane w National Geografic. Wciąż jednak to ja jestem tym paskudnym magiem. Ja jestem tym śmiesznym człowieczkiem w spiczastym kapeluszu w gwizdki i z różdżką w ręku, ja jestem Merlinem, Gandalfem, Twardowskim, czarną magia, złem wcielonym i wszystkim, czego boi się człowiek. Dlaczego? Bo człowiek boi się nieznanego. Bzdura! Przecież nie robię nic nadzwyczajnego, czy można mnie winić za to, że wiem jak używać słów, by ich sens metaforyczny zespolił się w umyśle mego interlokutora w jedno z przedmiotem rzeczywistym? Używam języka, być może nawet poprawniej niż przeciętny człowiek. Ludzie mnie nienawidzą, bo są absolutnie świadomi magii, jaka ich otacza, magii, której istnienia się wyrzekli, ale nie spowodowało to, że ich własny twór przestał na nich oddziaływać. Boją się być kontrolowani... Głupcy! Stworzyli własną Puszkę Pandory.

I oto szukają tych, których spalić chcą, by zagłuszyć własne poczucie niewolnictwa. Podnoszą z ziemi kamienie, by po chwili wrócić na kanapy, włączyć telewizory i dać się ponieść. Współczuć nieistniejącym ludziom. Pożądać nieistniejących rzeczy. Patrzyć bezmyślnie na zbiór kolorowych plamek i przeżywać prawdziwe uczucia. Boże, przecież te plamki to tylko trzy sprytnie przemieszane kolory, a ludzie gapią się w szklany ekran jak zaczarowani. Z telewizora wylewa się na nas reklama, atakuje ze wszystkich stron, jest dostępna dla każdego. Reklama ze swoją magią powtórzeń, idealizacji świata, swoją impresyjną narracją. Choć słowo w reklamie też nie jest uwolnione od kontekstu (obrazu), to jednak stwarza byty, konkretyzuje byty w fikcji. Jest ona współczesną sofistyką, posługuje się ogólnikami, mitologizuje, mówi o prawdach absolutnych. Ale to przecież wiesz, to nie magia. Przypatrz się więc następnym razem, gdy zasiądziesz na kanapie z talerzem kanapek w ręku i chwycisz pilota do ręki, przyjrzyj się jak słowa uwalniają się od swych konotacji, jak nabierają nowych znaczeń, a ty w to wszystko wierzysz, chcesz wierzyć, bo tak jest łatwiej, prawda?

Istnieje więc magia po dziś dzień. Zobaczysz ją, gdy włączysz wiadomości, zobaczysz, gdy popatrzysz na reklamy, które swoimi hasłami nakłonią cię do ubrania butów i wyruszenia z domu, poczujesz ją włączając radio i słuchając przyjemnego dla ucha monotonnego ciągu słów, poczujesz wchodząc do kościoła, kiedy słowa kapłana spowodują u ciebie wyrzuty sumienia, spowodują miłość do bliźnich, spowodują, że usłyszysz w głowie cichy mentalny szept. Pomyśl wtedy o mnie i o tym, co dziś przeczytałeś, a czego nie powinien czytać żaden śmiertelnik, przypomnij sobie, że wszystko, co ci poprzez wypisane tu słowa przekazałem, to być może tylko kolejna zręczna lingwistyczna sztuczka, pamiętaj moje słowa, wiem, że je zapamiętasz. Skąd wiem? Zapomniałeś? Przecież jestem magiem.



Komentarze


Furiath
    wow
Ocena:
0
Siła kreacji poprzez słowo - jakbym Ingardena czytał. Niezły artykuł, trzyma poziom, Ze względu na ciężki tmeat powienien mieć dopisek "tylko od lat 18stu" :P
04-10-2004 20:34
Draker
   
Ocena:
0
Owszem, temat ciezkawy, ale czytalo sie bardzo milo. Joseppe, prosimy o wiecej :)
05-10-2004 16:07
Joseppe
    Dzieki
Ocena:
0
Wiecie, Polter przechodzi powazne zmiany, takze bedziemy sie tez starac uderzyc w gusta nieco wybredniejszego czytelnika i od czasu do czasu czestowac Was ciezszym (choc wciaz strawnym!) tekstem :)
05-10-2004 16:17
kudłata
    Ingarden
Ocena:
0
Furiath też masz traumy z Ingardenem?? ja jestem po egzaminie z teorii... ufff... ale tekst Joseppe mocno mi przypominał o bólach tegoż całego zajścia niemiłego ;-)
05-10-2004 21:40

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.