» Recenzje » A Feast for Crows - George R.R. Martin

A Feast for Crows - George R.R. Martin


wersja do druku

O wilczętach i lwiątkach

Autor:
Kurz bitewny opadł, rycerze polegli, wsie spłonęły, kraj spłynął krwią królów. Teraz nad Westeros zlatują się kruki, gotowe rozdziobać to, co zostało z Siedmiu Królestw. Nadchodzi zima.

Czytelnicy na całym świecie z rosnącym zniecierpliwieniem oczekiwali na zapowiadaną od czterech lat kolejną odsłonę sagi Pieśń Ognia i Lodu. Prace nad czwartym tomem przeciągały się w nieskończoność, aż George “Leń" Martin, jak pieszczotliwie przezywali autora wierni fani, postanowił podzielić swoje dzieło na dwie części – co ciekawe, nie chronologicznie, lecz tematycznie. Uznając, że lepiej opowiedzieć wszystkie przygody połowy bohaterów, niż połowę przygód wszystkich, Martin osadził akcję A Feast for Crows w Królewskiej Przystani, Dorzeczu, na Żelaznych Wyspach i w Dorne. Z monstrualnego tomiszcza powstały w ten sposób dwie – i tak całkiem spore – powieści, z których druga, mająca się ukazać już w przyszłym roku, nosić będzie tytuł A Dance with Dragons. Nietrudno się domyślić, że akcja przeniesie się w bardziej egzotyczne regiony – na daleki wschód i mroźną północ.

Natychmiast po premierze pojawiły się głosy rozczarowania. A gdzie moi ulubieni bohaterowie? – pytają czytelnicy. Rzeczywiście, wiele kluczowych postaci na kartach książki praktycznie się nie pojawia. Martin ukazuje nam Westeros oczyma Lannisterów – Jamiego i Cersei, oraz Greyjoyów – Aerona, Ashy i Vicariona. Ród Starków reprezentują jedynie Arya i Sansa (ukrywająca swoją prawdziwą tożsamość jako Alayne Stone, córka Petera Baelisha). Sam Tarly i Brienne z Tarth zamykają listę znanych czytelnikowi narratorów, ale głos zyskało kilka nowych postaci, w poprzednich tomach nakreślonych jedynie marginalnie. Aero Hotach, Arys Oakheart i Arianne Martell pozwalają nam zanurzyć się w egzotykę Dorne, tajemniczej krainy palących pustyń i zielonych oaz.

Aby pokrótce scharakteryzować najnowszą powieść Martina, dość powiedzieć, że jest to książka o wzlocie i upadku Cersei Lannister - oraz wszelkich tragicznych i krwawych reperkusjach, jakie z tego powodu spadły na Siedem Królestw. Miła to odmiana, jako że w poprzednich tomach główne skrzypce grali zawsze bohaterowie płci brzydkiej. Autor podchodził do postaci kobiecych “z pewną dozą nieśmiałości" i – nie ukrywajmy – operował głównie stereotypami (oddana matka, rozmarzona panienka, chłopczyca). Teraz zafundował nam postać, przy której Lady Macbeth to sympatyczna pani w średnim wieku. Mania prześladowcza, żądza władzy i niepohamowane zachcianki seksualne nie są zapewne niczym nowym wśród zasiadających na Żelaznym Tronie, ale Cersei do rządzenia po prostu nie starcza intelektu. Królowa na własnej skórze musi się przekonać, że im wyższe stawki, tym bardziej niebezpieczna staje się gra o tron.

Na intrygach w stolicy świat się jednak nie kończy. Władza Lannisterów jest jeszcze krucha i powierzchowna, mimo że z powodzeniem eliminują niedobitki armii Młodego Wilka, podczas gdy Stannis Baratheon z podkulonym ogonem chowa się pod Murem. Tymczasem na zachodzie zbiera się Żelazna Flota pod przywództwem nowego króla o niezmierzonych ambicjach, Brienne podróżuje po kraju w poszukiwaniu Sansy, Arya terminuje w tajemniczej świątyni w Braavos, a Littlefinger, jak to Littlefinger, i tak na tym zamieszaniu korzysta.

Z dawien oczekiwana A Feast for Crows, mimo że pochłonęła tyle czasu i wysiłków autora, nosi wszelkie znamiona kryzysu "środka serii". Jest książką bez porządnego początku i końca, stanowi most pomiędzy podniosłymi, epickimi wydarzeniami, jakie rozegrały się podczas Wojny Pięciu Królów, oraz katastrofą, jaka spadnie na Westeros w podmuchach nadchodzącej zimy i na skrzydłach smoków. Mimo interesujących pomysłów fabularnych akcja miejscami się ślimaczy, zaś niektóre wątki wydają się po prostu zbędne. To już nie jest opowieść o wilkach i lwach, ale opowiastka o wilczętach i lwiątkach. Co więcej, powieść jest tylko połówką większej całości, tak więc z konieczności wszystkie wątki kończą się cliffhangerem, podczas gdy w poprzednich tomach to właśnie pełne błyskawicznych zwrotów akcji, zaskakujące i pozbawione sentymentów zakończenia były specjalnością Martina.

Literatura nie jest dziedziną, w której dwa razy więcej znaczy dwa razy lepiej, ale o tym najwyraźniej autor zapomniał. A Feast for Crows jest więc prawie siedmiusetstronicowym, niezłym wstępniakiem, podczas gdy w tej samej objętości – po kompilacji z nadchodzącym tomem - mogła być naprawdę dobrą powieścią. A Feast for Crows ciągle czyta się przyjemnie, ale gdzie podziała się ta pasja i napięcie, które w poprzednich powieściach Martina do ostatniej strony przykuwały uwagę czytelnika? Powstała książka, którą mamy przeczytać na kredyt – na kredyt drugiej części, która rzuci nas na kolana. Mając na uwadze całość sagi i poprzednie dokonania autora, jestem gotowa Martinowi ten kredyt przyznać – zwłaszcza że jego styl i lekkość pióra sprawiają, że nawet przydługie fragmenty stają się lekko strawne.


Tytuł: A Feast for Crows (A Song of Ice and Fire, Book 4)
Autor: George R.R. Martin
Wydawca: Spectra
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 784
ISBN: 0553801503
Cena: 28 USD


Ocena: 3 / 6

Komentarze


~karp

Użytkownik niezarejestrowany
    Tyrion
Ocena:
0
A gdzie ten mały łobuz, gdzie Tyrion? Nie zbiegł do Dorne? Dla upadku Cersei warto ponudzić sie 700 stron :o)
20-12-2005 17:08
~Anioł Jutrzenki

Użytkownik niezarejestrowany
    Re: Tyrion
Ocena:
0
Tyriona brak, jest o nim wspominane, ale nie ma go wogole.
"Upadek Cersei" jest przereklamowany...nie ma go dokladnie, jest na razie potkniecie...juz raz sie Cersei niemal potknela oczami czytelnika, ale wstala luzem, wiec konczymy ksiazke z nadzieja, ze to bedzie upadek".

Natomiast w recenzji brak powiedzenia chocby faktu, ze jednak kilka waznych watkow nagle sie pojawia, pewnych informacji ktore...jakby zmieniaja postrzeganie wielu wypadkow.

Ale ponadto, recenzja trafiajaca w sedno...wielki wstepniak, 700 stron dla niecierpliwych i dla wydawcow...
20-12-2005 17:32
Nadiv
    .
Ocena:
0
Recenzja, według mnie, bardzo dobra ;) AFfC jeszcze nie czytałem, lecz powoli zamierzam się do złożenia zamówienia. Uwielbiam prozę Martina, dlatego - mam nadzieję - wybaczę mu odrobinę przynudzania ;) (choć faktycznie, brak Tyriona, to wielki skandal ;))
21-12-2005 12:44
konishiko
   
Ocena:
0
Ech, to ja chyba bede dalej czekac az do ukazania sie paperbacka... Szczegolnie ze mniej czasu wtedy dostanie do kolejnej czesci z dalszym ciagiem :) Ja chce Tyriona i Jona Snowa!!
21-12-2005 22:49
Hida Yasu
    TO JEST SPOILER!!!!
Ocena:
0
Jezus recenzja to nie opisanie co jest w ksiazce ale czy jest warta czytania. K**** Mać . Napiszcie jeszcze kto zginie a kto nie prosze prosze
21-12-2005 23:41
Fungus
    A gdzie
Ocena:
0
te spojlery?

Czy jest warta czytania to moge napisac jednym slowem: srednio. Gdzie tu recenzja?
22-12-2005 10:43
~karp

Użytkownik niezarejestrowany
    spojler?
Ocena:
0
gdzie?
to, że Cersei niezbyt bysta w dwóch tomach już się wałkuje, a to że Tyrionka nie ma (albo Jona), nie zdradza nam co się z nimi dzieje.
Recka fajna.
22-12-2005 16:21
Nadiv
    Ps.
Ocena:
0
Trzy ostatnie wytłuszczone tytuły w recenzji zawierają błąd: tytuł książki to "A Feast FOR Crows".
22-12-2005 20:47
Seji
    Poprawione
Ocena:
0
dzieki, Nadiv.

PS. Ty wiesz co... ;).
22-12-2005 23:30
Fungus
    Wcale nie :>
Ocena:
0
Poprawiles tylko 2/3 :>
22-12-2005 23:40
~szelest

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
A autorem nie jest Marti:P tylko MartiN:P
23-12-2005 00:52
Seji
    ;)
Ocena:
0
damn :P.
Ale sie korekcie oberwie ;).
23-12-2005 09:07
Bagheera
   
Ocena:
0
Seji, zdaje mi się, że ty robiłeś korektę:PP

Co do spoilerów - wieżcie mi, bardzo się starałam, żeby żadnych nie było. To dlatego o treści książki jest w tej recenzji tak niewiele.
Każdy, kto choć trochę interesuje się Martinem, zapewne już wiedział, których postaci w tym tomie nie będzie, bo autor podał to do wiadomości już dawno temu na swojej stronie internetowej. A jeśli nie, to - jak już ktos tu napisał - nie jest to bynajmniej spoiler.
28-12-2005 09:03
~galin3

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ej , wie ktoś może kiedy wyjdzie polska wersja??(Mam nadzieje że ten stary zbok Lord Frey skona na jakiejś babie:))
19-01-2006 15:44
~Starfall

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
a co z polską wersją , kiedy w rodzimym języku będzie można przeczytac ta książke, co z Jonem !?
01-02-2006 09:07
~tyrion fan

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Slyszalem, że w kwietniu będzie polskie tlumaczenie albo w polowie roku. Czekam z niecierpliwością. Ma ktoś bliższe informacje?
27-03-2006 13:55
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Jaka jest strona oficjalna rr martina?
15-04-2006 18:35
~morgulissssss

Użytkownik niezarejestrowany
    aaaaa
Ocena:
0
w kwietniu?? w polowie roku?? suuper nie spodziewalam sie tak szybko!! ale wydaje mi sie to zbyt piekne zeby bylo mozliwe...
18-04-2006 14:28
~Shido

Użytkownik niezarejestrowany
    A mi się książka podobała
Ocena:
0
Nie jest to "Nawałnica Mieczy", to prawda. Ale jakaś straszna też nie jest. Czyta się przyjemnie jak to Martina. A wątek Królewskiej Przystani i Dorne całkiem ciekawy. Reszta wątków ani nie wadzi ani nie zachwyca w mojej opinii. Najmniej chyba podobały mi się rozdziały poświęcone Brianne.
29-08-2009 17:27

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.