string(15) ""
» Blog » 8 niedawno powstałych mitów o wrześniu 1939
09-09-2016 23:01

8 niedawno powstałych mitów o wrześniu 1939

W działach: historia | Odsłony: 1172

II wojna światowa była największym konfliktem zbrojnym, jaki stoczono w dziejach (i mam nadzieję, że takim już pozostanie). Po dziś dzień jest też konfliktem chyba najbardziej zmitologizowanym.Co więcej mity te, zamiast rozjaśniać się mnożą się.

Odpowiadają za to różne rzeczy: polityka, propaganda, poszukiwanie sensacji

Dziś zajmiemy się pewną liczbą nowych tworów tego typu.

8) Drugą wojnę światową wywołali Niemcy, a nie „naziści”

Drugą wojnę światową wywołał Adolf Hitler, członek Niemieckiej Narodowosocjalistycznej Partii Robotników (NSDAP). Jej zwolennicy nazywali się Narodowymi Socjalistami, co po niemiecku brzmi: Nationalsozialismus. Jako że zwrot taki jest długi, trudny do zapisania i wypowiedzenia na jednym wdechu (jest to cechą języka niemieckiego), powstał od niego dwusylabowy skrótowiec (których tworzenie jest kolejną cechą języka niemieckiego): nasi. Czyli „nazista“.

Wbrew lansowanej przez ignorantów tezie, nie jest to politycznie poprawny nowotwór, tylko wyraz o genezie jeszcze przedwojennej, określający zbrodnicze, realnie istniejące ugrupowanie polityczne i jego ideologię.

Mówienie inaczej, to jak twierdzić, że skoro każdy polityk kradnie, to znaczy, że każdy złodziej to polityk.

7) Zwycięstwo pod Mokrą:

Bitwa pod Mokrą od jakiegoś czasu robi furorę, jako jedyna bitwa w trakcie Kampanii Wrześniowej, jaką wygrali Polacy. I to nie byle jak, bowiem pokonując dwukrotnie liczniejszego przeciwnika i niszcząc dwieście czołgów nieprzyjaciela. Jako pierwszy ową batalię wygrzebał Wołoszański i niestety to jemu należy przypisywać to zwycięstwo. Zatriumfował on jednak nie nad Niemcami, ale głównie nad historią.

Po pierwsze: pod Mokrą Polacy nie walczyli z przeciwnikiem dwukrotnie liczniejszym, a po prostu liczniejszym. Dokładnie rzecz biorąc, po stronie Niemców walczyła 1 Dywizja Pancerna w sile 11 792 ludzi. Przeciwko niej stanęły natomiast: Wołyńska Brygada Kawalerii w sile 6 911 ludzi, 11 Batalion Strzelców w sile 940 ludzi oraz pociągi pancerne Śmiały i Piłsudski posiadające załogi w sile 190 ludzi. Łącznie daje to 9 171 żołnierzy i oficerów. Liczba ta pomnożona przez dwa w żadnym razie nie daje 11 792.

Po drugie: walk pod Mokrą w nie da się nazwać zwycięstwem, bowiem strona polska nie zdołała zrealizować swojego celu, którym było utrzymanie tego odcinka frontu. Przeciwnie, pomimo zaciętego oporu, Niemcy zajęli pole walki jeszcze tego samego dnia w nocy, a nazajutrz wznowili natarcie, zmuszając naszych do wycofania się. Tak więc bitwa zakończyła się porażką.

Po trzecie: owszem, Niemcy w trakcie tej bitwy utracili 100 czołgów, jednak nie był to druzgocący cios dla 1 Dywizji Pancernej, bowiem trwale zniszczono jedynie dwa pojazdy.

Niestety walka z pojazdami pancernymi rządzi się nieco innymi prawidłami niż z ludźmi. Wbrew pozorom, żeby doszło do zniszczenia, czy raczej spowodowania utraty pojazdu pancernego, nie jest konieczne jego całkowite rozbicie. Wystarczy, że dojdzie np. do zerwania gąsienicy, przestrzelenia silnika lub baku i pojazd traci przydatność bojową. W odróżnieniu od żywego żołnierza, nie umiera on jednak i bardzo często daje się naprawić.

Nie inaczej było pod Mokrą, gdzie z blisko stu utraconych czołgów prawię połowę przywrócono do użytku w ciągu 48 godzin.

6) Każdy Polak był Raginisem:

Jak wiadomo, w trakcie kampanii wrześniowej każdy Polak warty był 40 Niemców, bił się do ostatka i ginął z Bogurodzicą na ustach. Sabaton nawet piosenkę o tym napisał... Dotyczyło to w szczególności wyższego dowództwa. Faktycznie było trochę inaczej. Jak zwykle w Polsce wszystko psuło się od góry. Najlepszymi przykładami, że nie każdy był bohaterem mogą być generałowie Rómel i Dąb Biernacki.

Rómel jest moim zdaniem przykładem człowieka, który nigdy nie powinien dostać się na wyższe stanowisko dowódcze. Łączył brak talentu z tchórzostwem, w wyniku czego zbiegł z pola walki, porzucając własnych żołnierzy i zupełnie kluczową dla utrzymania frontu Armię Łódź.

Dąb-Biernacki natomiast, na skutek swego nieudolnego dowodzenia, doprowadził do klęski Piotrowskiej, w trakcie której jego oddziały zostały niemal z marszu rozbite. Co gorsza, kłamał w raportach do wyższego dowództwa, obwiniając o niepowodzenie żołnierzy, doprowadził do chaosu w trakcie odwrotu oraz do głodu wśród podkomendnych, do których (z jego winy) nie docierało zaopatrzenie. Mimo tego, nie został pozbawiony dowództwa, co pozwoliło mu kilka dni później, podczas bitwy pod Tomaszowem Lubelskim, porzucić własne oddziały i zbiec z pola walki w cywilnym przebraniu.

Nie popisał się też Władysław Bortnowski. Jeden z jego podkomendnych, generał Mikołaj Bołtuć, powiedział o nim: „żałuję, że w pierwszych dniach wojny, w czasie bitwy w Borach Tucholskich nie dałem mu kuli w łeb i nie objąłem dowodzenia” oraz „jak zginę, to niech wszyscy wiedzą, że zginąłem ja i armia z winy tego skurwysyna”. Bortnowski okazał się w pierwszej kolejności człowiekiem słabym psychicznie i po pierwszych klęskach się załamał.

Sam Bołtuć też, nawiasem mówiąc, nie był wielkim talentem. Przeciwnie, okazał się człowiekiem popędliwym w słowach i czynach, a bombardowanie w czasie walk nad Bzurą nadwerężyło mu nerwy. W efekcie tego stracił głowę, choć w nieco inny sposób: nie stchórzył, tylko wpadł w coś w rodzaju szału berserkerskiego, podejmując nieprzemyślane decyzje. Odwołał na przykład w trakcie walki dwóch dowódców podlegających sobie dywizji wprowadzając w nich chaos.

Bardzo źle zapisał się też generał Fabrycy, który szeregiem błędnych decyzji w zasadzie przekreślił możliwość obrony Polski południowo-wschodniej.

Jego podkomendny, pułkownik Franciszek Grabowski, porzucił swoich ludzi i zbiegł z pola walki. Fabrycy miał go za to postawić przed sądem wojennym, jednak z powodu braku czasu do tego nie doszło. Podobnie postąpił pułkownik Jan Batro, w krytycznej chwili symulujący chorobę. Natomiast pułkownik Dojan-Surówka, bohater z roku 1920 po prostu zdezerterował, porzucając swoich ludzi, po czym uciekł najpierw do Warszawy, a potem do Rumunii.

Wymieniać można długo.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

Komentarze


   
Ocena:
0

Ciekawy wpis. Faktycznie, sporo się tej mitologii namnożyło ostatnimi czasy.

Tymczasem Niemcy stworzyli zupełnie inną strategię użycia czołgów, zakładającą uderzenia całymi dywizjami pancernymi (dywizja = 3 pułki po 3 bataliony + oddziały wsparcia i zabezpieczenia).

Z tego można by odnieść wrażenie, że panzerdivision składał się z dziewięciu batalionów pancernych. Tymczasem chyba nie było liczącej się armii, która swojej dywizji pancernej nie budowała z kombinacji baonów czołgów i piechoty zmotoryzowanej.

09-09-2016 23:48
TO~
KRed
   
Ocena:
+5

Drugą wojnę światową wywołali Niemcy, a nie „naziści”

Dziwnie dawno powstał ten "niedawno powstały mit". Moi dziadkowie zdążyli większość życia (od wojny) w niego wierzyć.

Zgodnie z twoją logiką nigdy żaden naród nie wywołał jakiejkolwiek wojny. Zawsze można powiedzieć, że to nie naród wywołał wojnę, ale organ nim rządzący. Ewentualnie jest jeszcze pomocniczy argument z Austrią - to nie był JEDEN naród, bo miał sojuszników. Więc nie można obarczać odpowiedzialnością TEGO narodu, tylko sojusz.

K a z u i s t y k a.

10-09-2016 01:16
Exar
   
Ocena:
+2

Oglądaliście Cienką Czerwoną Linię? Tam ani razu nie pada słowo Niemiec a zawsze nazista.

10-09-2016 08:47
Cherokee
   
Ocena:
0

W Cienkiej Czerwonej... w ogóle jest mowa walkach na kontynencie? Przecież to film o walkach o Guadalcanal w 1942, Szkopy dopiero tłukły się Stalingrad, a D-Day miał nadejść dopiero za 2 lata... 

10-09-2016 14:01
dyskordianin
   
Ocena:
+2

@ #8

Podążając tym pokrętnym tokiem rozumowania, wątpliwym jest, by jakiekolwiek kraje w ogóle brały udział w drugiej wojnie światowej - szczególnie walcząc po stronie Osi...

10-09-2016 14:23
Exar
   
Ocena:
+2

I jeszcze polecam poczytac raport Pileckiego i wyobrazic sobie, ze mowicie mu po jego ucieczce z obozu, ze to nie Niemcy a nazisci zgotowali te pieklo...

10-09-2016 15:33
earl
   
Ocena:
+9

Część tych tzw. rewelacji wygląda tak, jakby autor niedawno wziął sobie podręcznik do historii Polski, przeczytał ją i zaczął dzielić się z czytelnikami prawdami objawionymi. Prawdami, które czytelnicy już i tak dawno znają.

 

1) Bitwa pod Mokrą - nie wiem skąd wziąłeś tę rewelację, że Wołoszański wygrzebał ową bitwę? Boguś jeszcze koszulę w zębach nosił, kiedy o niej pisano i w książkach, i w publicystyce. Opisując też dokładnie, jaki miała przebieg i kto brał w niej udział. Została ona wystarczająco dobrze opisana, więc jaki tu jest mit?

2) Niekompetencja polskiego dowództwa - no toś tutaj też pojechał. Przecież już we Francji rząd Sikorskiego powołał komisję, która miała rozliczać winnych klęski wrześniowej. Negatywnie nastawieni do sanacji politycy i wojskowi wszem i wobec rozgłaszali również, kto, jak, gdzie i kiedy ponosił odpowiedzialność za przegrane bitwy. Każda książka do historii, wydana w PRL, nie zostawia suchej nitki na większości polskich generałów z września 1939 roku a i historia pisana w III RP też nie jest inna. Gdzie tu jest mit?

3) Wejście Rosjan przyczyniło się do klęski Polski - to też fakt znany i opisywany wszem i wobec. Kiedy Sowieci weszli, armia polska była w zasadzie w rozsypce, otoczona przez wojska niemieckie, które idąc z południa i północy połączyły się 14 września w okolicach Brześcia, biorąc Polaków w kleszcze. Wejście Sowietów nic nie zmieniło, bo nawet jeśli Polacy przebiliby się przez kordon ku wschodnim kresom, to nie byłaby to armia lecz pojedyncze, niezdolne do dalszej walki oddziały.

 

Poza tym - zaciekawia mnie Twoja hipokryzja, zegarmistrzu. Z jednej strony piszesz, że to nie Niemcy a naziści dokonali inwazji na Polskę. Z drugiej natomiast obarczasz Rosjan, a nie bolszewików za to, że weszli 17 września. Jest to przekonanie błędne a w dodatku manipulatorskie. Naziści, którzy wywołali wojnę, byli Niemcami i byli popierani przez Niemców, którzy dążyli do wywołania wojny odwetowej za listopad 1918 roku. Mówienie więc, że to nie Niemcy, a jacyś mityczni naziści wywołali wojnę, jest więc zwyczajnym kłamstwem. Do wojny i tak by doszło, niezależnie, czy rządziliby naziści, czy inna partia, bo wszystkie opcje, od socjalistów po nacjonalistów, byli za rewanżem za klęskę. Trzeba więc powiedzieć - to Niemcy, Rzesza Niemiecka, jest winna atakowi na Polskę, a nie narodowi socjaliści. Dziwne wydają mi się Twoje argumenty tym bardziej, że nie masz oporów przed mówieniem o Rosjanach jako sprawcach najazdu na Polskę 17 września. Tymczasem najazdu dokonała nie Rosja, ale ZSRR, kraj rządzony przez bolszewików, którym rządzili reprezentanci różnych nacji: Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Ormian, Gruzinów, Azerów, Tatarów, Uzbeków, Kazachów czy Turkmenów. Mówienie, że to Rosjanie najechali na Polskę też jest kłamstwem, bo najechali Sowieci, mieszkańcy ZSRR. A co dziwniejsze, broniąc Niemców przed odpowiedzialnością za wojnę, nie postępujesz tak samo wobec Rosjan, mimo, że całkowita wina Niemców jest bezsporna, zaś Rosjanie byli tylko współsprawcami.

 

 

10-09-2016 15:46
Neurocide
   
Ocena:
+2

Część, widzę, że koledzy nie dostrzegają różnic pomiędzy narodem, państwem, a także jego armią. Wojna jest stanem, który ma miejsca pomiędzy dwoma organizmami państwowymi. W wojnie biorą udział siły zbrojne uwikłanych państw, w skład armii wchodzą obywatele tych państw, z których narodowość może choć nie musi odpowiadać rdzennej ludności danego państwa. 

Jeszcze raz - to państwa organizują narodom igrzyska w postaci wojen (nie mówię to u wojnach domowych), na potrzeby wojen państwa zużywają zasoby ludzkie (naród / narody) i przemysłowe, aby osiągać cele militarne. Państwo zużywa zasoby ludzkie narodu niezależnie od tego, czy to się jednostkom podoba czy nie, gdyż państwo będąc w stanie wojny na terenach swoich i podbitych wprowadza prawo stanu wojennego - które ze swojej natury jest surowe, bezwzględne. 

Jednostka wobec państwa zmierzającego ku wojnie jest bezsilna, gdyż państwo takie, prawdopodobnie utraciło demokratyczne instrumenty kontroli. Zwykle jest to państwo pod rządami dyktatury. Hitlerowskie Niemcy były państwem pozbawionym demokratycznych mechanizmów kontroli władzy, dyktatura zaś zaprzęgając do pracy tajną policję i cały system represji - wliczając w to obozy koncentracyjne, dobrze pilnowała aby system dyktatorski oparty o kult jednostki funkcjonował bez zakłóceń jak każda dobrze prosperująca mafia. Niezależnie od tego czy taki system obalił system demokratyczny korzystając z demokratycznych narzędzi. 

Państwo totalitarny czy też dyktatura oprócz aparatu represji dysponuje także silnym aparatem propagandowym, wobec, którego i najsilniejsi bywają bezsilni, a najtwardsi także bywają ulegli. Negowanie oficjalnych komunikatów propagandowych w prosty sposób prowadzi jednostkę do spotkania ze agentami tajnej policji, szykanami, więzieniem, torturami, pobiciami, a często śmiercią. Ergo... działania dyktatury, czy to hitlerowskiej czy to stalinowskiej czy każdej innej, są zawsze najpierw zawsze wymierzone we własny naród, aby go uformować, zastraszyć, przekupić, otumanić. Problemem demokracji jest to, że żyje nam się w niej na tyle komfortowe i bez spotkań z władzą, że zdajemy się zapominać, że wobec wspieranego przez państwo aparatu przemocy naród jest bezbronny, i nawet stawiąc opór, prędzej czy później stanie się władzy posłuszny, niczym pies swojemu panu.

Przypadki takie, w których to dwa narody stają naprzeciwko siebie, zwykle związane są konfliktami etnicznymi i/lub religijnymi. Są to straszliwie konflikty nad, którymi często nie ma żadnej kontroli państw, których obywatele brutalnie się mordują (np. Wołyń, Bośnia, Ruanda).  

10-09-2016 20:41
   
Ocena:
+1

Część tych tzw. rewelacji wygląda tak, jakby autor niedawno wziął sobie podręcznik do historii Polski, przeczytał ją i zaczął dzielić się z czytelnikami prawdami objawionymi. Prawdami, które czytelnicy już i tak dawno znają.

Nie, nie znają. Jeśli nie interesujesz się okresem DWS i całą swoją wiedzę czerpiesz ze szkoły, to tak naprawdę wiesz niewiele ponad to, że appeasment nie popłaca, na sojuszników nie można liczyć, a Niemcy zrobili jakieś rewolucyjne cuś z organizacją wojsk pancernych. Nikt nie analizuje,która armia się cofnęła, czyje skrzydło w ten sposób odsłoniła i który batalion to wykorzystał, bo po pierwsze nie ma czasu, a po drugie nie ma sensu. W wariancie optymistycznym 99% absolwentów liceum nigdy nie zetknie się z problematyką obrony narodowej, zwłaszcza na poziomie strategicznym.

Problem tkwi w tym, że przechodzimy etap odrodzenia nastrojów narodowo-patriotycznych. A że nasza mitologia narodowa opiera się na byciu deptanym przez germańca (zamiast na deptaniu chłopa pańszczyźnianego, jak Haruhi przykazała), to ludzie są złaknieni wrześniowych ciekawostek. I ci ludzie nie przeczytają sprawozdań komisji ds klęski wrześniowej - nie tego szukają - za to przeczytają w internetach o Rosomakach z działami plazmowymi bijących tygrysy.

Mówienie więc, że to nie Niemcy, a jacyś mityczni naziści wywołali wojnę, jest więc zwyczajnym kłamstwem. Do wojny i tak by doszło, niezależnie, czy rządziliby naziści, czy inna partia, bo wszystkie opcje, od socjalistów po nacjonalistów, byli za rewanżem za klęskę.

Co to znaczy "byli za rewanżem za klęskę"? Bo łatwo jest "być za", gdy nikt nie krzyczy "sprawdzam". Naziści bandycili, bandycili, aż przez przypadek wywołali wojnę światową. Czy taką samą śmiałość wykazałyby opcje umiarkowane?

Trzeba więc powiedzieć - to Niemcy, Rzesza Niemiecka, jest winna atakowi na Polskę, a nie narodowi socjaliści.

No nie, tak powiedzieć w żadnym razie nie można.Odpowiedzialność za wojnę spoczywa na państwie niemieckim. Ale to w żaden sposób nie zdejmuje odpowiedzialności z nazistów, którzy tym państwem kierowali. Można być nazistą i równocześnie Niemcem

10-09-2016 21:15
earl
   
Ocena:
+3

@ PK_AZ
1) Odniosłem się do trzech wybranych mitów, które jak dla mnie, nawet kiedy chodziłem do podstawówki, mitami nie były, gdyż mnie od samego początku uczono tak, jak to zegarmistrz podobno odmitologizował.

2) Rok 1920 - Niemcy szykują wojska na granicach z Polską, aby w odpowiednim momencie, gdy Warszawa padnie pod naporem bolszewików, wejść i odebrać ziemie, które utraciły po I wojnie światowej pod pretekstem obrony tych terytoriów przed komunizmem.

Rok 1922 - traktat w Rapallo, umożliwiający Niemcom produkowanie zakazanej przez traktat wersalski broni

Rok 1926 - traktat w Berlinie, przedłużający i wzmacniający traktat w Rapallo

Rok 1931- unia celna z Austrią, mająca być wstępem do anszlusu

Istnienie Freikorpsu, omijającego obowiązek zachowania 100-tysięcznej armii.

Zbrojenia w Niemczech, począwszy od 1927 roku, czyli od zniesienia międzynarodowej kontroli zbrojeń

- innymi słowy: narodowi socjaliści dokończyli to, co rozpoczęli politycy tzw. Rzeszy weimarskiej. Gdyby nazistów nie było, to jakaś inna grupa też wywołałaby wojnę, może trochę później, ale wojna była nieunikniona.

 

3) Wojnę wywołali Niemcy, bo to Niemcy byli członkami NSDAP i wspierali tę partię. I to Niemcy popierali wszelkie działania rewanżystowskie. Wojnę wywołali Niemcy, bo zostali zaczadzeni ideą Wielkiej Rzeszy, istniejącą jeszcze od czasów kajzerowskich. Niemcy poparliby każdego, kto mógłby zrealizować ich marzenia. Padło na narodowych socjalistów, gdyż Niemcy mieli dość czekania a naziści chcieli wojny już, teraz, zaraz, w przeciwieństwie chociażby do konserwatystów czy socjalistów, którzy chcieli stopniowo wzmacniać państwo, utrzymując formalnie poprawne relacje i z Sowietami, i z Zachodem. Ale wszyscy jak jeden mąż dążyli do wojny.

 

11-09-2016 07:21
Klebern
   
Ocena:
0

Jeśli zegarmistrz chciał roztrząsać mity o polskiej armii podczas II WŚ, to powinien bardziej rozwinąć tematykę rzekomej zdrady aliantów, pokazać dlaczego ówcześni żołnierze, mimo tej rzekomej zdrady, masowo uciekali do armii francuskiej i angielskiej. Dwa, rozprawić się z kolejnym mitem o tym, jak to Polacy złamali Enigmę, zaś wredni Anglicy ukradli nam chwałę. Trzy, jak to polscy lotnicy wygrali sami Bitwę o Anglię. Cztery, jak to wredni Anglicy nie zaprosili Polaków na wielką defiladę zwycięstwa. Pięć,jak to świat zapomniał o nas, bo byliśmy czwartą armią po stronie Aliantów.

11-09-2016 13:52
Vukodlak
   
Ocena:
+3

1. A słyszałeś o wydaniu przez rządy Zachodu kozaków dońskich i nieradzieckiej ludności rosyjskiej i ruskiej Stalinowi? No zgadnij teraz czemu Polacy też uciekali.

2. Polacy złamali Enigmę, jej wczesną wersję. Do wybuchu wojny Niemcy zdołali znacznie usprawnić procedury. Niemniej to właśnie dzięki pracy polskich matematyków Turing miał wystarczająco dużo materiałów, by poradzić sobie nawet z udoskonaloną Enigmą.

3. Polacy byli najliczniejszą grupą cudzoziemską w Royal Air Force, mającą najwięcej potwierdzonych zestrzeleń i najmniej strat ze wszystkich formacji alianckich. Nikt normalny nie twierdzi, że sami wygrali, ale udawanie że nic nie znaczyli jest równie bezpodstawne.

4. Bo nie zaprosili nikogo spoza Dywizionu 303, który odmówił udziału po dowiedzeniu się, że tylko oni mają być obecni. Defilada zwycięstwa w Londynie była krytykowana i wywołała małą burzę w samej Anglii, więc tak - wredni Anglicy nie zaprosili Polaków, bo nie chcieli drażnić wrednych Sowietów.

5. Bo wcale nie porzucono interesów polskich w Jałcie i wcale nie zaczęto udawać, że Polska nic nie zrobiła w czasie wojny.

Oj, Klebern.​ Dużo czytania przed tobą. Teraz siadaj, pała.

11-09-2016 16:48
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+6

Najpierw napadali nas Brandembury. Potem Krzyżacy. Zniewolili nas następnie Prusacy a potem mordowali Nazisci. Zadnych złych Niemców w naszej historii nie stwierdzam...

11-09-2016 17:43
TO~
   
Ocena:
+1

Trochę offtop, ale swego czasu Mleczko ogarnął temat jednym rysunkiem
 

11-09-2016 20:18
   
Ocena:
0

Najpierw napadali nas Brandembury. Potem Krzyżacy. Zniewolili nas następnie Prusacy a potem mordowali Nazisci. Zadnych złych Niemców w naszej historii nie stwierdzam...

Nie no, Aniele, albo ironizujesz, albo bredzisz. Przecież we wszystkich tych wypadkach atakował nas nasz wróg wieczysty, silne, scentralizowane i pozbawione jakichkolwiek wewnętrznych ruchawek Państwo Niemieckie. Wiele państw w średniowieczu przechodziło wewnętrzne rozbicie, ale nie Niemcy. Ich spajała nienawiść do Polski. Niektórzy kłamliwie sugerują, że po wojnie trzydziestoletniej HRE przez dwieście lat było de facto związkiem suwerennych państewek, każde ze swoją agendą. To kłamstwo. Tak naprawdę było silne, zwarte i gotowe do pożerania Polaków. W szkołach uczy się o np. wojnie między Prusami, a Austrią. To było tylko na pokaz, żeby uśpić czujność Polski.

1) Odniosłem się do trzech wybranych mitów, które jak dla mnie, nawet kiedy chodziłem do podstawówki, mitami nie były, gdyż mnie od samego początku uczono tak, jak to zegarmistrz podobno odmitologizował.

Odpowiadam więc odnośnie trzech wybranych mitów: o Mokrej mnie nie uczyli, o niekompetencji oficerów polowych mnie nie uczyli, odnośnie Sowietów miałem kiedyś podręcznik, który twierdził, że za Wisłą stała połowa WP gotowa do kontrofensywy. Ale to nieistotne. Nie ma znaczenia, czy były mitami, gdy chodziłeś do podstawówki, bo Zegarmistrz rozprawia się z niedawno powstałymi mitami, rozsiewanymi po internetach przez drugowojennych turbosłowian.

Rok 1920 - Niemcy szykują wojska na granicach z Polską

Lata 20 w naszym regionie to było generalne warlordztwo. Przechodziły numery typu pobuntować wojsko, zająć Wilno, proklamować nową republikę i inkorporować ją do Polski. Słowem: nic ponad miarę epoki.

Rok 1922 - traktat w Rapallo, umożliwiający Niemcom produkowanie zakazanej przez traktat wersalski broni

Rok 1926 - traktat w Berlinie, przedłużający i wzmacniający traktat w Rapallo

Istnienie Freikorpsu, omijającego obowiązek zachowania 100-tysięcznej armii.

Zbrojenia w Niemczech, począwszy od 1927 roku, czyli od zniesienia międzynarodowej kontroli zbrojeń

Zbrojenia to nie wojna. Niemcy były dumnym narodem, który szturmem wdarł się do klubu europejskich złych imperiów. A potem, na nasze nieszczęście, dał się z niego wykopać, zanim alianci zdążyli złamać mu kark. Taki naród w takiej epoce będzie chciał armii mocniejszej niż 100k słabego technicznie wojska, chociażby z powodów prestiżowych.

11-09-2016 20:44
Klebern
   
Ocena:
0

Oj, oj Vukodlak. Dużo czytania to jest przed tobą chłopie.

1. Francja i Anglia przyspieszyli ofensywę, gdy Polacy przegrali wojnę graniczną. Ofensywę tą zatrzymano, gdy ZSRR wkroczyło na wschodnie ziemie II RP. Ależ oczywiście, Polacy uciekali przez Rumunie przed 17 września z obawy przed Sowietami. Pfff

2. Polacy przede wszystkim zbudowali bombę kryptologiczną na podstawie cywilnej wersji Enigmy. Problem w tym, że Luftwaffe, Wermacht i Kriegsmarine używali różnych Enigm. Złamanie jednej nie oznaczało złamanie wszystkich. Dwa, Niemcy zmodyfikowali Enigmę na kilka miesięcy przed wojną i Polacy nie byli już w stanie s\deszyfrować niemieckich meldunków. W 1941 lub 1942 roku znów zmodyfikowali Enigmę. Enigmę Kriegsmarinę udało się złamać tylko dzięki przechwyceniu kodów dziennych. Polacy walnie przyczynili się od złamania Enigmy, ale nie oni odwalili całą robotę. 

3. Dywizjon 303 miał najlepszy stosunek zniszczonych od strat ze wszystkich dywizjonów RAF-u. Problem w tym, że oni zaczęli operować już we wrześniu, tymczasem największe natężenie walk powietrznych o Anglię było w sierpniu. Polacy pomogli dobić Luftwaffe, ale nie wygrali Bitwy o Anglię, bo ta była wygrana już kilka tygodni wcześniej przez samych Anglików. Owszem Luftwaffe wściekle atakowała, ale los bitwy był już przesądzony i wszyscy w Anglii wiedzieli, że lotnictwo alianckie wygrało. Kolejne dywizjony polskie powstawały już w czasie, gdy los Luftwaffe w Bitwie o Anglię był całkowicie przesądzony. Co nie zmienia faktu, że to byli świetni lotnicy. Tylko pamiętaj, że najskuteczniejszym lotnikiem w 303 był Czech. Zginął nad Kanałem La Manche. 

4. W Jałcie opinia Roosvelta i Churchilla nie miała żadnego wpływu na decyzje Stalina. W zasadzie nie wiem, czego Polacy oczekiwali. Na tereny II RP wkroczyli Rosjanie i oni decydowali. O zdradzie to mogą mówić Czesi, bo Pragę wyzwalali Amerykanie, tylko zgodnie z ustaleniami Wielkiej Trójki cofnęli się, by zostawić ich w strefie wpływów Rosjan.

5. Powtarzasz największą bzdurę komunistyczna jaką tylko propaganda PRL wymyśliła. Na defiladę zwycięstwa zaproszono wszystkich, łącznie z oddziałami gen. Berlinga. Rząd polski w Londynie się obraził za to, i wycofał swoją obecność na defiladzie. Berling odmówił (przyczyny polityczne, defilada w Moskwie), a 303, którzy byli najgoręcej namawiani odmówili w imię solidarności z innymi.

 

11-09-2016 21:21
Vukodlak
   
Ocena:
+1

Klebern, odniosę się tylko do ostatniego punktu, bo mi się nie chce pisać oczywistości. Więc w skrócie - nie. Rząd brytyjski nie zaprosił wszystkich, tylko komunistycznych działaczy, po cichu udając, że Polacy na wygnaniu naturalnie będą przez nich reprezentowani. Już w tedy w UK ludzie mieli dość wyraźną świadomość różnic w narodzie polskim i doskonale wiedzieli, że coś tu jest bardzo nie halo. Jeśli to dla Ciebie jest komunistyczna propaganda, to się doucz, bo nawet Churchill protestował w Izbie Gmin przed wykluczeniem lojalnych żołnierzy polskich, którzy walczyli z Niemcami. Dopiero jak się zrobił duży dym, to zaproszono kilkunastu pilotów z 303, którzy razem z Kopańskim olali temat, bo i nie mieli tam czego szukać. Dopiero wtedy komuchy z Polski wykorzystały fakt zaproszenia lotników jako oficjalną przyczynę nie wysyłania delegacji. Zatem Winston i inni Brytole już wtedy dali się zrobić największej bzdurze jaką tylko propaganda PRL wymyśliła?

Teraz siadaj i ucz się dalej. Druga pała.

12-09-2016 04:57
earl
   
Ocena:
+1

Zbrojenia to nie wojna.

A jak można przeprowadzić wojnę bez zbrojeń? W czasach weimarskich dlatego nie stosowano agresywnej retoryki (z wyjątkiem tej wymierzonej w Polskę), bo Niemcy były zbyt słabe i bały się odsłonić wszystkie karty. Robiły jednak wszystko, by słabe nie były i by przeprowadzić wojnę co najmniej rewizjonistyczną, co oznaczało odebranie Polsce Wielkopolski, Pomorza i Śląska a Francji - Lotaryngii i Alzacji a także zdobycie Sudetów od Czechosłowacji i połączenie się z Austrią. Dopiero wzmocnienie Niemiec, m.in. przez aliantów (kredyty, umarzanie długów, wprowadzanie równości zbrojeń, demilitaryzacja okupowanych obszarów, znoszenie międzynarodowych kontroli wykonywania traktatu wersalskiego) wzmogło ich butę. Zauważ, że arogancja niemieckich polityków i coraz bardziej agresywna polityka była wprost proporcjonalna do wzmacniania się niemieckiej potęgi militarnej i gospodarczej i coraz większej ustępliwości Niemiec. I nawet gdyby nie było NSDAP, to sztandar wojenny poprowadziliby inni - konserwatyści, narodowcy, chadecy, socjaldemokraci, bo każdy chciał odbudowania dawnej, kajzerowskiej Rzeszy a niektórzy chcieli zrealizować te cele, których nie udało się uskutecznić Hohenzollernom. 

 

Nie no, Aniele, albo ironizujesz, albo bredzisz.

Akurat to Ty raczej bredzisz albo świadomie udajesz, że nie zrozumiałeś tego, co Anioł napisał. A Anioł wyraźnie stwierdził, kto nas atakował - Brandenburczycy, Krzyżacy, Prusacy, NSDAP. Oni wszyscy stanowili część społeczeństwa niemieckiego, więc jego uwaga jest ze wszechmiar uzasadniona. Gdzie natomiast napisał o całej Rzeszy Niemieckiej jako wrogu Polski?

 

Lata 20 w naszym regionie to było generalne warlordztwo. Przechodziły numery typu pobuntować wojsko, zająć Wilno, proklamować nową republikę i inkorporować ją do Polski. Słowem: nic ponad miarę epoki.

Jakie warlordztwo? To nie Chiny. Rozkaz wejścia wojsk niemieckich na zachodnie ziemie RP był wydany przez kanclerza Fehrenbacha i zaakceptowany przez prezydenta Eberta. Podobnie jak zajęcia Wilna było rozkazem Naczelnika Państwa Piłsudskiego. Żadna samowolka tu nie miała miejsca.

 

12-09-2016 08:34
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+2
Ironicznie bredzę...
12-09-2016 15:05

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.