string(15) ""
» Blog » 40 do 1: Problemy z tworzeniem settingu
15-01-2011 19:12

40 do 1: Problemy z tworzeniem settingu

W działach: 40 do 1, Fanboj i Życie, RPG | Odsłony: 42

Jak być może niektórzy pamiętają: 40 do 1 to tytuł mojego settingu, który wysłałem na konkurs Światotworzenie. W skrócie: opowiada o podróżującej w czasie III Rzeczpospolitej walczącej za pomocą artefaktów obcych z Nazistowskimi Niemcami i wspierającymi je Zastępami Szatana.


Przypominając założenia settingu: na skutek wielkiej, międzywymiarowej katastrofy Rzeczpospolita Polska przeniosła się w czasie i przestrzeni. Wylądowała na kontynencie Europejskim, złożonym w całości z innych, podróżujących w czasie państw. Poza nielicznymi wyjątkami wszystkie one reprezentują poziom techniczny z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Niestety w świecie tym wybucha konflikt będący odpowiednikiem II wojny światowej. Po upadku Francji, Wielkiej Brytanii i państw Skandynawskich przez Rzeszę kwestią czasu jest tylko, aż ruszy ona na nasz kraj...


Niestety tego typu setting sprawia całą masę problemów:


1) Dlaczego państwo Polskie natychmiast nie upadło samo z siebie?


Rozważmy sytuację: III Rzeczpospolita z roku 2008 została ni z tego, ni z owego porwana i teleportowana do innego wymiaru, w inną epokę. Co z tego, że każde inne państwo w tym uniwersum spotkał taki sam los?


Zauważmy:

- znaczna część zużywanych w Polsce paliw, zwłaszcza ropy i gazu pochodzi od Ruskich. Owszem, niby mamy ten cały gaz łupkowy, ale a) nie wiadomo, czy na pewno b) w 2008 roku jeszcze o tym nie wiedzieliśmy.

- znaczna część samochodów pochodzi z Niemiec, a podzespołów elektronicznych (i wszystkiego innego) z Chin.

- ludzie mają oszczędności w obcych walutach (lub kredyty)

- wiele firm, w tym dużych i ważnych inwestuje za granicą, utrzymuje się z handlu zagranicznego, posiada zagranicznych właścicieli lub jest częścią międzynarodowych koncernów

- wiele towarów sprowadzanych jest zza granicy w tym: podstawowe artykuły żywnościowe (ryż), popularne jedzenie (czekolada, kakao, pomarańcze, herbata, kawa), towary luksusowe (jedzenie typu kuchnie świata, drogie alkohole), dobra kultury (np. filmy, gry rpg, muzyka), oprogramowanie komputerowe (np. Windows)

- za granicą jest większość serwerów, na których stoją polskie witryny internetowe

- wreszcie za granicą przebywa 21 milionów Polaków.


I wszystko to diabli biorą.


Efekt musi być jeden: na Polskę spada kryzy ekonomiczny i to na taką skalę, że lata 80-te wydawać będą się okresem obfitości... Do tego dojdzie zapewne katastrofalny kryzys społeczny przy którym II Wojna Światowa, komunizm i Smoleńsk razem wzięte wydadzą się błahostką.


Sposób rozwiązania problemu: Polska nie przeniosła się do 1939 roku. Polska przeniosła się do 1919. Od Katastrofy minęło dwadzieścia lat. Kryzys zakończył się już dziesięć lat temu, jego skutki zostały zażegnane. Standard życia (wreszcie) przypomina ten z początku XXI wieku. Bezrobocie jest niższe, za to przemysł i infrastruktura lepiej rozwinięte, a kraj bardziej samowystarczalny. Znaleźliśmy własne źródła energii i surowców (jeszcze nie wiem jak i gdzie). Najpopularniejszym systemem operacyjnym nadal jest Windows XP, coraz popularniejszy staje się jednak Linux. Nowych gier i filmów prawie nie ma, jeśli już, to tylko polskie. Software ściąga się głównie z warezów. Samochody, komputery, telefony, narzędzia, w zasadzie wszystko: produkuje się w Polsce. Są (wreszcie) prawie tak samo dobre, jak te sprzed dwudziestu lat. Odwrócona Inżynieria jest kierunkiem studiów obecnym na każdej politechnice.


Wiele rzeczy poszło do przodu. Podstawowym czołgiem polskiego wojska jest Anders, a podstawowym karabinem: MSBS. Niektóre pododdziały mają już fikcyjne MSBS II. Mamy własne pociski kierowane i helikoptery bojowe (w większości skopiowane z zagranicznych), smocze zbroje i eksperymentalne pancerze wspomagane. Bezrobocie spadło. Wyprodukowaliśmy drony bojowe na wzór Predatorów. Mniejszość wietnamska ma dwóch posłów w sejmie.


Część rzeczy nadal jest dziadowskie. Budżetówka i wojsko są słabo opłacane, podatki nadal wysokie, a benzyna droga. Czekolady nie da się kupić w żadnym sklepie, muzyka jest tylko polska lub przedwojenna. Samoloty F-16 rozsypują się ze starości i nie udało się ich skopiować. Zresztą i tak sa za drogie w konstrukcji. Z innymi myśliwcami sprawa wygląda podobnie. Zbudowaliśmy własne maszyny, ale nie są nawet w połowie tak fajne. Lotnictwo polskie to żal, ale i tak jest lepsze od Niemieckiego. Z marynarki ostatecznie zrezygnowano. Zamiast niej mamy pociski Ziemia – Woda na ciężarówkach. MON chwali się, że są w stanie dolecieć do Goteborgu.


2) Dlaczego nie obaliliśmy Hitlera najszybciej jak tylko się dało?


Przecież każdy wiedział co to za jeden. Dlaczego więc GROM nie kropnął go jeszcze w 1918? Dlaczego Polska interweniowała np. w 1934 roku, po Nocy Długich Noży i nie zaprowadziła porządku? Przecież Rosomaki mają grubsze pancerze oraz większe działa od Pantzerów II i dojeżdżają do Berlina na jednym baku. I mają rakiety Fire and Forget i mogą przewozić w środku żołnierzy... A poza tym jest rok 1934 i Pantzer II istnieje dopiero w prototypie...


Wydaje mi się, że odpowiedzi są trzy:


Po pierwsze: mieliśmy kryzys i własne problemy.


Po drugie: patrz punkt piąty.


Po trzecie: założyłem pewien postęp technologiczny. Niemcy zdołali wyszpiegować, że niektóre z ich założeń technicznych nie mają sensu. Ukradli też trochę technologii. Mają więc wiele lepszy sprzęt, niż na początku wojny. Dysponują Panterami, Tygrysami oraz większością swoich maszyn eksperymentalnych.


Nadal to jednak za mało.


Mają więc też mieć mechy, latające statki, masy czarnoksiężników, zombie i inne dziadostwo z fantasy. Nadal wydaje mi się, że to za mało.


Dlatego też nie dążą do konfrontacji. Wojna, przynajmniej na głównym froncie ma postać Wojny Siedzącej. Tymczasem ich wywiad szuka superbroni i uranu.


2A) Może GROM próbował zastrzelić przywódców Rzeszy, ale mu się nie udało?


Zastanawiam się, czy nie przydałby mi się wielki skandal polityczny, który zniechęciłby Francję i Anglię do sojuszu z Polską (i najlepiej wywołał międzynarodowe embargo na polskie towary). Dobrym pretekstem wydaje mi się próba usunięcia przywódców III Rzeszy przed objęciem przez nich władzy, najlepiej zakończona niepowodzeniem i kompromitacją.


Pytanie brzmi: kogo nasi mogliby zabić, bez szkody dla historii i sparaliżowania rozwoju sytuacji?


3) Dlaczego Naziści nie przykryli nas czapkami?


I to jest dobre pytanie.


W gazetach wyczytać można, że gdyby II wojna światowa miała wybuchnąć dziś, nie bronilibyśmy się nawet tygodnia.


Spójrzmy: w historycznej sytuacji Niemcy atakowali nas przeważającymi siłami z trzech kierunków. I pomogli im Ruscy. W tym wypadku nasza sytuacja jest nieco lepsza. Po pierwsze: odpada atak z Prus Wschodnich, bo te już nie istnieją. Nie pomagają im też Ruscy.


Przypomnę też założenia systemu: wraz z Polską przeniósł się kawałek Niemiec, Czech, Słowacji oraz Białorusi, Ukrainy i Kaliningrad. Pierwsze trzy państwa nie mają powodów, by kochać nazistów. Mamy więc lekkie fory i całkiem spore wsparcie militarne.


Za to w rękach Nazistów znalazły już się Francja, Wielka Brytania i Skandynawia. Daje to gigantyczne zaplecze przemysłowe. Polska takiego nie ma. Problem polega na tym, że Niemcy mogliby nas pokonać metodą „czołgu Stalina”. Co z tego, że Polacy zniszczą 1000 czołgów, kiedy na 1001 nie starczy im amunicji?


Sytuacja nie wydaje się mi jednak tak bardzo tragiczna. Po pierwsze: mamy w magazynach te ćwierć miliona granatników RPG-76 Komar. Mają przebijalność pancerza do 260 milimetrów. Pancerz czołowy Tygrysa to o ile mnie pamięć nie myli 250 milimetrów...


Po drugie: Polska miała dwadzieścia lat na przygotowania. Tak więc trochę tej broni zapewne naprodukowaliśmy.


Po trzecie: nawet nasz najgorszy sprzęt wyprzedza ich technologicznie o całe dekady.


Po czwarte: mimo wszystko wypadałoby nam dać chyba jakichś fajnych sojuszników, po to, żeby mogli nas nieco odciążyć i szkopy nie zrobiły z nas naleśnika.


Po piąte: nasze dowództwo też nie szuka konfrontacji, tylko daje wywiadowi czas na znalezienie superbroni lub uranu.


4) Skoro Polska jest taka jedwabiście Naj, to czemu nie zalała świata swoją technologią?


I dlaczego nie sprzedaliśmy każdemu, kto się zgłosił z walizką pieniędzy licencji na produkcje np. magnetofonów, telefonów komórkowych, mikrofalówek, pralek, lodówek, penicyliny i telewizorów kolorowych? I dlaczego Naziści nie wystrzelali nas z beryli, których plany niefrasobliwie im sprzedaliśmy?


No właśnie: nie wiem dlaczego.


Odpowiedź „był kryzys i nie mieli kasy” raczej nie wchodzi w grę.


Oczywiście możliwe jest jeszcze, że Polska i inne kraje z naszego regionu narzuciły embargo na technologię. Jednak patrz punkt nr 5.


5) Polska scena polityczna


Komentarze fanbojów PO lub PiS będę kasował.

Powiedzmy sobie szczerze: nie wierzę w polskich polityków. Nie wierzę, żeby wśród nich był ktoś na miarę Churchila czy Roosevelta, kto mógłby przeprowadzić nasz kraj obronną ręką przez wojnę z potężnym i zdeterminowanym państwem. Owszem, możemy mieć siłę ognia. Lecz idę o zakład, że gdy doszłoby co do czego utonęłaby ona w ogólnym burdelu, niekompetencji i bezwładzie naszych władz.


Problem nasza scena polityczna składa się tak naprawdę z jednej siły oraz kilku krasnoludów. Siłą tą jest Prawo i Sprawiedliwość.


Osobiście nie lubię tej partii. Nakierowana jest mentalnie na poprzednią epokę. Na początku jej istnienia wydawało się, że głównym jej celem jest budowa silnego państwa, kosztem części swobód obywatelskich. Taka wizja świata owszem, dla niektórych mogłaby być bardzo atrakcyjna. Dla mnie jednak IV Rzeczpospolita pachniała drugim PRL-em, choć oczywiście inaczej nakierowanym ideologicznie.


Ta wersja PiS-u skończyła się jednak kilka lat temu. Obecnie partia ta wyszła ze swojej niszy i zajęła dawne miejsce Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin. Wygląda więc na pomieszanie konserwatystów ze świrolandią. PiS jest jeszcze mocniej nakierowany na przeszłość, rozliczenia długów, rewanż i emocje. Brakuje mu pozytywnego programu.


Tym, czego PiS potrzebuje do życia są wrogowie. Do wrogów należą natomiast wszyscy ci, którzy nie są za PiS-em. Na arcywroga ze wszystkich najgorszego partia namaściła PO. Kto nie jest za PiS-em musi być więc za PO. Tak więc na zasadzie sprzężenia zwrotnego: kto nie jest za PiSem ten automatycznie kieruje się do PO.


Tworzy to rodzaj chorej symbiozy. PiS potrzebuje PO, żeby mieć swojego wroga, który spaja partię i jej zwolenników. PO natomiast nie potrzebuje niczego. Do istnienia i trwania wystarczy jej tylko istnienie PiS-u. Jak długo partia ta istnieje i nie zmienia polityki PO, jej samowykreowany nieprzyjaciel ma zapewnione wysokie poparcie i liczne miejsca w parlamencie. Jego przedstawiciele nie muszą nic robić. Więc nic nie robią. Z drugiej strony: jak długo PO zdarzają się wpadki i jak długo obywatele są niezadowoleni z tej partii PiS również ma zapewnione duże poparcie i wiele miejsc w parlamencie. Podejrzewam, że wszyscy w tych dwóch partiach zadowoleni. I tak kółeczko się kręci.


Nie przeczę, że Kaczyński mógłby być świetnym przywódcą państwa podczas wojny, a jego program mógłby się wówczas sprawdzić. Istnieje moim zdaniem 50% szans, że zdołałby stanąć na czele kraju i poprowadzić go do zwycięstwa. Być może nawet okazałby się mężem stanu.


Istnieje jednak tyle samo szans, że zająłby się rozkręceniem machiny lustracyjnej, paleniem na stosach komuchów, próbował wbić na pal Tuska za zamordowanie swojego brata w Smoleńsku i powiesić Jaruzelskiego. Zająłby się tym tak bardzo, że zapomniałby o Niemcach i przegrał wojnę.


Trzecia opcja jest taka, że próbowałby jednocześnie zbudować IV Rzeczpospolitą i rozwalić III Rzesze. Wywołałby tym samym chaos podobny, jaki panował w trakcie sejmu V kadencji.


Co zaś się tyczy polityków PO: nie wątpię, że pozostaliby bierni i nieudolni oraz w końcowym rozrachunku nie uczyniliby nic wartego uwagi. Jeśli to oni mieliby prowadzić wojnę, to byśmy ją na 100% przegrali mimo przewagi technicznej.


Trochę kusi mnie wizja historii, w której PO zablokowało PiS wyprawę na Berlin po dojścia Hitlera do władzy w 1933, a w 1939 z zemsty PiS zablokował PO plan ataku na Niemcy w chwili, gdy te podbijały Francję. Uzasadniałoby to cały ambaras.


Dość poważnie wątpię też w możliwości naszego dowództwa wojskowego. Zwłaszcza po tym, jak jego połowa poległa pod Mirosławcem, a druga pod Smoleńskiem. Osoby te rysują się jako ludzie nieodpowiedzialni, samowolni, pełni pychy i samozadowolenia. Nie chciałbym widzieć, jak nasi generałowie próbują zwyciężyć nad Erwinem Rommlem.


Niestety podejrzewam, że w wypadku wojny los naszego kraju zależałby wyłącznie od Bohaterów. W RPG to może być zaleta.


6) Co na to Ruscy i Amerykanie?


Ruskich nie ma. Jest tylko Kaliningrad i jego atomówki. Powiedzmy sobie szczerze: o ile mam wątpliwości, czy obecnie Polska miałaby szanse wygrać z III Rzeszą, tak nie mam wątpliwości, że w wypadku konfrontacji jednocześnie z tym krajem i ZSRR Polska nie dałaby rady.


Kusi mnie, żeby ZSRR nie było. Rosji zresztą też, a na wschodzie żyli Tatarzy, albo jeszcze lepiej: Połowcy. Co jest za Uralem się nie zastanawiałem, ale ponownie kusi mnie, żeby w ciepłe lata migrowały stamtąd dinozaury (czyli, żeby nie było tam nic ciekawego).


Co do Amerykanów. Nagłe lądowanie chłopców z USA na plażach Normandii zepsułoby całą zabawę. Tak więc trzeba ich jakoś wyłączyć z zabawy. Logicznie patrząc na sprawę: kontynent amerykański także powinien pojawić się w postaci drobnego maczku. Prawdopodobnie każdy stan pochodziłby z innego wszechświata i miał inną konstytucję. Zastanawiam się też, czy Japończycy nie powinni się wy desantować mechami na Zachodnim Wybrzeżu.


Amerykanie są jednak daleko. Prawdziwy problem jest blisko:


7) Co na to Mussolini?


Włosi byli dużo gorzej uzbrojeni od Niemców, jednak (przynajmniej w początkowej fazie wojny) mieli dość wysokie morale i byli dość bitni. Próbowali też odbudować Cesarstwo Rzymskie podbijając basem Morza Śródziemnego.


Bynajmniej nie kochali Nazistó. Tak naprawdę zbliżyli się do nich dopiero po aneksji Austrii (wcześniej stanowili konkurencję). Część sojuszników Niemiec w Europie Środkowej była do nich wrogo nastawiona. Sami Włosi byli niechętni niemieckiej polityce rasowej, a jej przyjęcie we Włoszech, mimo że nigdy tak naprawdę nieegzekwowane wywołało oburzenie społeczeństwa. Druga strona również nie była o nich najlepszego zdania.


Włochy nie wypowiedziały wojny Polsce, a Polska dyplomacja długo działała w tym kraju. Z drugiej strony: III Rzesza była dla nich zbyt ważnym partnerem ekonomicznym i militarnym, by zerwać z nią stosunki. Jednocześnie była zbyt potężna, by ryzykować jej gniew.


Głównymi wrogami Włoch były Francja i Wielka Brytania. Co zrobiliby Włosi po ich upadku? Czy zakończyliby wojnę? Czy też przygotowali się do starcia z Polską i jej sojusznikami?


Z jednej strony: wysłali wojsko na front wschodni, by walczyło przeciwko ZSRR. Tak więc nasze piękne państwo również mogłoby mieć z nimi problemy. Z drugiej strony obszar zainteresowania Włoch to głównie Afryka i basen Morza Śródziemnego. Tak więc bardzo możliwe, że skoncentrowaliby się na zdobyciu jak największych terenów ignorując najgłębiej, jak się da Rzeszę.


Za tym scenariuszem przemawia jeszcze jedna możliwość: Włosi są państwem, które zyskuje najwięcej w chwili, gdy Polska wygrywa z Niemcami. Sorki, nie oszukujmy się: o ile jeszcze jest możliwe, żeby nasz kraj np. koniec końców zdobyło Berlin i okupowało Niemcy, to nie widzę go wyzwalającego Francję, a zwłaszcza Wielką Brytanię. Być może Skandynawię (bo to blisko). Tamte państwa musiałyby więc sobie jakoś poradzić samodzielnie z odzyskaniem niepodległości.


Tym bardziej nie widzę Polaków dokonujących inwazji na Włochy, zdobywających Rzym i obalających Mussoliniego. Bo po co? Tak więc włoska taktyka mogłaby polegać na przeczekaniu, podbiciu co się da, cichej pomocy Polsce w pokonaniu Niemców i szybkim podpisaniu pokoju. Oraz np. wyzwoleniu sporego kawałka Francji od Nazistów, a może też Hiszpanii od Franco.


Wierni sojusznicy Niemiec? Kraj de facto neutralny lub niezbyt zaangażowany w wojnę? A może koń trojański w Osi? Bardzo trudno zdecydować.

Komentarze


Kot
    @Bohomaz
Ocena:
0
Jako politolog/dziennikarz/pijarowiec z wykształcenia szczerze wątpie.
Ludzie z gruntu rzeczy mają charakter egoistyczny. Nie muszę chyba przypominać starego powiedzenia o władzy, prawda?
16-01-2011 17:36
zegarmistrz
   
Ocena:
0
Kurcze, znalazłem na Wikipedii jedną rzecz, która całkiem rozwala mi założenia systemu: Czesi mają bardzo duże złoża uranu. Co mogą zbudować zgadnie chyba każdy.
16-01-2011 17:38
earl
   
Ocena:
0
"Czesi mają bardzo duże złoża uranu".

O tym wspomniał już Pilipiuk w "Operacji: Dzień Wskrzeszenia", gdzie napisał, że Czesi wyprodukowali kilkadziesiąt bomb atomowych.
16-01-2011 17:58

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.