string(15) ""
» Blog » (40 do 1) Okupowana Europa: Styl Życia
03-06-2011 15:48

(40 do 1) Okupowana Europa: Styl Życia

W działach: 40 do 1, RPG, Fanboj i Życie | Odsłony: 71

(40 do 1) Okupowana Europa: Styl Życia

 

 

Witam w kolejny odcinku mojego settingu autorskiego. Jeśli czegoś nie rozumiecie zapraszam do Leksykonu Pojęć.

 

Motto:


Vor der Kaserne, vor dem grossen Tor,
Stand eine Laterne und steht sie noch davor.
So wollen wir uns wiedersehn,
Bei der Laterne wolln wir stehn,
Wie einst Lilli Marleen, wie einst Lilli Marleen.

Unsre beiden Schatten, sie sehn wie einer aus,
Dass wir so lieb uns hatten, dass sah man
gleich daraus.
Und alle Leute wolln es sehn,
Dass wir bei der Laterne stehn,
Wie einst Lillli Marleen, wie einst Lilli Marleen.


Bezpieczeństwo i Higiena Pracy w Okupowanej Europie


Zasadniczo udając się do Okupowanej Europy należy pamiętać, że, jak sama nazwa wskazuje znajduje się ona pod okupacją. Oznacza to, że nie kto inny, tylko Naziści, największe sukinsyny, jakie wydała ludzkość wprowadziły tam swoją władzę i utrzymują ją za pomocą wojska. Ludność zajętych terenów jest natomiast zmuszona do przestrzegania szeregu, rygorystycznych przepisów.


Tak więc: wszelka broń musi zostać zgłoszona na komisariatach policji. Posiadanie broni i amunicji jest ściśle regulowane, a zdobycie zezwolenia na nią jest trudne. Na opuszczenie swego miejsca zamieszkania trwające dłużej, niż 24 godziny należy zdobyć pozwolenie na komisariacie policji. Na dworcach i w pociągach wojskowe oraz policyjne patrole sprawdzają podróżnych pod kontem posiadania przepustek i ważnych dokumentów. Starają się też odsiewać poszukiwanych dysydentów. Podróżny bez odpowiednich papierów zwykle trafia na najbliższy posterunek, gdzie zostaje spisany i musi długo się spowiadać.


Posiadanie wszelkich artefaktów, nowoczesnych urządzeń i broni, książek i nośników danych „z przyszłości” oraz ulotek i gazet agitacyjnych jest nielegalne. Złamanie któregokolwiek z tych praw grozi zesłaniem do obozu koncentracyjnego lub rozstrzelaniem. Za każdym razem, gdy postacie zdradzą się publicznie z posiadaniem którejś z nich, przynależnością do siatki ruchu oporu, agencji wywiadowczej czy innej zakazanej aktywności (lub tylko pochodzeniem „z przyszłości”) Bohater o NAJNIŻSZYM Sprycie musi wykonać test tej cechy. Jeśli się on nie powiedzie drużyna zostaje zauważona przez kolaboranta, policjanta lub niemieckiego wojskowego, który natychmiast wzywa patrol. Ten przybywa po 1k20 x 5 minutach od zajścia. Patrol zostaje zaalarmowany także wtedy, gdy rozlegną się strzały, wybuchy lub też ktoś utworzy zbiegowisko. Kolaboranci są wszędzie, co więcej w Europie nie ma całkiem dzikich i bezludnych miejsc. Strzały w lesie czy górach niosą się więc kilometrami, a pracownicy Służby Leśnej mają obowiązek donosić o wszelkiej podejrzanej aktywności okupantowi. Niedopełnienie go grozi karą śmierci.


Niemcy zachowują się w prawdzie dość często jak bezmyślni orkowie, jednak nie znaczy to że są niezorganizowanymi barbarzyńcami. Przeciwnie: wykazują porządek i duży rygoryzm, a ich armia jest bardzo zdyscyplinowana. Tak więc: pomijając sytuacje wyjątkowe raczej nie zdarza się coś takiego, jak samotny patrol. Jeśli już, to jest to głęboki zwiad na terytorium wroga. Oddziały raczej nie poruszają się bez ubezpieczenia i wzajemnie się wspierają. W ciągu 1k20 x 5 minut od momentu starcia z niemieckimi żołnierzami, w którym rozlegną się strzały na pole walki zwykle wchodzi reszta kompanii, do której należał zaatakowany oddział. Jeśli opór jest na tyle silny, by zagrozić bezpieczeństwu całego pododdziału dowództwo natychmiast wzywa posiłki, które najpewniej zostaną mu udzielone. Po takim samym czasie na polu walki zjawia się więc cały batalion i często dodatkowe wsparcie: wozy pancerne, samoloty, ostrzał artyleryjski...


Jeśli nawet strzały nie padną (lub zostanie użyte tłumiki i amunicja poddźwiękowa) nie oznacza to, że nikt nie zwróci uwagi na brakujących żołnierzy. W ciągu najdalej 24 godzin od ich zniknięcia zostanie wysłana ich tropem żandarmeria wojskowa lub grupa poszukiwawcza, a w okolicy zostanie ogłoszony alarm. W przypadku śmierci Niemcy nie będą bawić się w ceregiele: zażądają wydania sprawców od ludności cywilnej, a jeśli ci nie trafią w ich ręce w ciągu 48 godzin za każdego zabitego rozstrzelają czterdziestu mężczyzn. Jeśli morderstwo będzie miało w małej miejscowości Niemcy prawdopodobnie zgładzą całą jej ludność, a zabudowania spalą.


To nie są dobrzy ludzie i nie należy z nimi zadzierać.


Najemniku! Wyjeżdżając do „pracy na zachodzie” pamiętaj!


- Zaopatrz się w tłumik i amunicję poddźwiękową. Jeśli możesz zadbaj o to, by były to naboje bezłuskowe.

- Weź ze sobą niewielką, nie rzucającą się w oczy broń. Dobry wybór to pistolet maszynowy Glauberyt, mini-Beryl czy MSBS w układzie Bullpup. Zły: granatnik RPG, wielkokalibrowy karabin wyborowy TOR, czołg TP-91 Twardy czy moździerz piechoty.

- Unikaj ludzi i ich osiedli.

- Lub przeciwnie: wtop się w tłum.

- Zadbaj o to, by mieć komplet dokumentów i strój z epoki. Umundurowanie, ubrania, puste blankiety dokumentów i wysokiej jakości reichsmarki nabyć można na stronie www.rekwizyty-historyczne.pl i w innych sklepach internetowych.

- Weź tylko tyle elektroniki, ile naprawdę jest ci potrzebne. Nie rozmawiaj za dużo przez radio, by nie niepokoić Nasłuchu Radiowego.

- Pamiętaj o zabraniu apteczki. NFZ nie jest najgorszą rzeczą, jaka cię może spotkać. Naprawdę! Poza tym od 1941 roku medycyna poszła trochę do przodu.

- Koncentruj się na celu. Nie rozpraszaj się, nie zawieraj przypadkowych znajomości i nie zabijaj niepotrzebnie. Przemoc nie rozwiązuje problemów. Nawet tych z Nazizmem.


1) Kwestie sporne między Wschodem, a Zachodem


Po transferze państwa Nowej Europy, a zwłaszcza Europy Środkowej i Zachodniej nie potrafiły dojść do porozumienia, czego efektem jest niestety obecny kształt kontynentu. Kraje łączyło tak naprawdę niewiele, dzieliło: jeszcze więcej. Nie miały one ze sobą nic wspólnego i niestety nie znalazły wspólnej płaszczyzny porozumienia. Wśród najważniejszych kwestii, jakie podzieliły kontynent znalazły się:


- Obyczajowość: zachodnia różni się od współczesnej. Zasadniczo kobiety nie chodzą w spodniach, nie pracują, nie zajmują też kierowniczych stanowisk i nie jeżdżą samochodami. Faceci natomiast nie noszą długich włosów, oczekuje się od nich, że założą rodzinę i wkrótce po osiągnięciu pełnoletności ustatkują się. Słowo „seks” nie jest używane w publicznych rozmowach, a już na pewno nie w towarzystwie kobiet, a niezamężna matka to skandal na całą wieś. Nikt nie wątpi w wyższość rasy białej i niższość wszystkich innych. Zawartość pojedynczego kiosku z jakiegoś tam Zarszyna natomiast wystarczyłaby, żeby zniesmaczyć każdego, prócz być może najbardziej rozwiązłych dekadentów. Nawet fanatyczne sufrażystki z Anglii łatwiej znajdują wspólny język z moherowymi babciami, niż z dowolną inną Polką czy Czeszką. Wszystko to sprawia, że kraje europy środkowej mają opinię dziwacznych, zamieszkanych przez rozpustników i dekadentów.


- Granica na Odrze: 8 września 1919 roku Niemcą znikła 1/3 terytorium. Spora jego część, w tym całe Prusy i „czysto germańskie miasta” jak Konigsberg, Danzing, Posen czy Bresalu znalazły się nagle w Polsce i Kaliningradzie. Oczywiście Niemcy nie mogli na to pozwolić. Natychmiast wysłali do swego sąsiada delegację z żądaniem zwrotu „bezprawnie zagarniętych ziem”. Dążenia ich poparła Wielka Brytania, Francja, Austria (która wysnuła podobne roszczenia wobec Czech i Słowacji), Węgry i Rumunia. W krajach Europy Środkowej ludziom opadły szczeny. Odpowiedź mogła być jedna: twarde „nie”.


- Agresywna polityka Mocarstw Zachodnich: W międzyczasie Francja i Wielka Brytania zauważyły, że na kontynencie dzieje się coś dziwnego, plotki o podróży w czasie są uzasadnione i że generalnie „to nie jest już Kansas”. Zwietrzyły więc łup, żądając od krajów Europy Środkowej wydania wszelkich technologii i wynalazków dokonanych przez obcokrajowców. Oba państwa ogłosiły się reprezentantami Ligi Narodów i co za tym idzie społeczności międzynarodowej. Deklarowały się także roztoczyć nad osiągnięciami nauki opiekę w imię dobra ludzkości.


Wychodziły z założenia, że kto, jak kto ale jakieś tam polaczki będą musiały dostosować się do wspólnej woli największych mocarstw kolonialnych (nawet okulawionych w wyniku zaginięcia na morzach ich flot). Aby poprzeć swe stanowisko wysłały na Bałtyk resztki swych okrętów wojennych.


Polaczki” nie miały okazji wyrazić swojego zdania, bowiem, nim zdołały je ustalić między sobą zareagował admirał Nowogrodow, od tygodnia samozwańczy prezydent tego, co zostało z Rosji. Jego odpowiedź była typowo rosyjska: twarda, zdecydowana i pozbawiona jakiejkolwiek subtelności. Gdy tylko flota przekroczyła Cieśninę Duńską z Królewca wystartowały dwa bombowce Su-24 i „przekazały” zachodowi 14 ton nowoczesnej technologii w postaci bomb przeciwokrętowych.


Reakcją zachodu było zerwanie wszelkich stosunków dyplomatycznych z Europą Środkową i absolutne embargo na wszystko.


- Agresywna polityka Polski wobec Niemiec: W całym tym kociokwiku rząd Polski zdał sobie sprawę, że pod bokiem kiełkuje mu nazizm z Hitler na czele. Postanowił więc coś z nim zrobić, częściowo celem uspokojenia nastrojów w kraju, które (na skutek związanego z transferem, katastrofalnego kryzysu ekonomicznego) wymykały się spod kontroli, częściowo po to, by zapewnić sobie spokój w przyszłości zorganizowano tak zwaną Operację Oczyszczenie, czyli plan zamachu na najważniejszych bonzów NSDAP. Operacja była typowo akcyjnym działaniem charakterystycznym dla polskiej polityki. Mimo początkowych sukcesów zakończyła się fiaskiem podczas próby zabicia Rosenberga, twórcy nazistowskiej ideologii rasistowskiej. Nie próbowano jej powtarzać: Nazizm okazał się bowiem wystarczającym straszakiem, by skłonić Polaków do wszelkich wyrzeczeń, a przygotowania do wojny i spisek państw zachodnich uzasadniły w oczach większości społeczeństwa nagły spadek poziomu życia.


Inaczej na sprawę patrzono na Zachodzie. W powszechnym mniemaniu Rosenberg ocalał cudem (i to faktycznie, uratował się bowiem tylko dzięki swej czarnoksięskiej mocy) z rąk siepaczy Grom-u, demonicznej jednostki złożonej (jak wierzono w Niemczech i we Francji) z kryminalistów i płatnych morderców. Wyczyny Polski w Niemczech, późniejsza Wojna z Wampirami, w których istnienie długo nikt na zachodzie nie dawał wiary czy ograbienie Madrytu przez kaliningradzkich najemników wytworzyło wrażenie, że Europie zagraża nie rosnący w siłę faszyzm i nazizm, a „najeźdźcy z przyszłości”. Hitlera postrzegano wręcz jako zbawcę, a wszyscy liczyli na to, że jego zwolennicy i wrogowie wzajemnie się unicestwią.


Praktycznie czekano więc na 1 września 1939 roku, gdy zgodnie z przepowiedniami Niemcy mieli zaatakować Polskę. Ocieplenie stosunków przyszło dopiero w 1938 roku, gdy po anszlusie Austrii Brytyjczycy i Francuzi faktycznie zaczęli się obawiać wojny. Wówczas zawarto porozumienie, w ramach którego Polska, Francja i Wielka Brytania miały przyjść sobie wzajemnie na pomoc.


Francuzi i Brytyjczycy, wbrew faktom wierzyli, że historia się powtórzy i Niemcy uderzą z powrotem na Polskę, a w najgorszym wypadku Francję przez Ardeny. Nikt jednak nie spodziewał się, że napastnicy w ciągu 48 godzin przełamią Linię Maginota. Oraz, że Polska nie wypełni swych zobowiązań sojuszniczych.


Do dziś nie wiadomo dlaczego premier Moskwicz i pozostali członkowie Partii Konserwatywnej pod przywództwem jego brata Ziemowita wymusili na prezydencie Berlińskim wstrzymanie ofensywy na zachód. Według jednych był to przejaw rewanżyzmu historycznego i pustej zemsty za rok 1939 w Ziemi Ojczystej. Według innych: genialny krok, który pozwolił wyeliminować dwóch z trzech potencjalnych, największych wrogów Rzeczpospolitej na świecie.


Dla państw zachodnich był to jednak tylko kolejny powód, by nie kochać Polaków i ich sąsiadów.


2) Życie w Okupowanej Europie


Życie na zachodzie bardzo poważnie różni się od tego w Polsce, zarówno jego poziomem jak i przebiegiem. Wiele wynalazków, widocznych na co dzień w Polsce i często najbardziej podstawowego sprzętu nie ma lub dostępne jest w małych ilościach. Lodówki, pralki automatyczne, ciepła woda, samochody, odtwarzacze muzyczne: są rzadkie lub w ogóle nie trafiły jeszcze do produkcji. Większość istniejących urządzeń jest natomiast ciężka i nieporęczna. Praca wykonywana jest nadal głównie siłą mięśni, czy to ludzkich, czy zwierzęcych. Owszem, w wielu miejscach zastępują ją już maszyny, jednak nie są one nawet w połowie tak wyrafinowane, jak sprzęt obecny w środkowoeuropejskich domach.


Rola kobiet


Największa różnica między wschodem, a zachodem polega na roli kobiet w społeczeństwie. Zasadniczo Polska, Czechy czy Ukraina nigdy nie były pierwsze na feministycznej linii frontu, jednak różnica między tymi krajami, a Europą Zachodnią w podejściu do płci pięknej jest kolosalna. Zasadniczo w omawianym regionie istnieje bardzo wyraźny podział zajęć i obowiązków między płciami. To mężczyzna jest głową rodu, która pracuje i zarabia na utrzymanie rodziny. Kobieta natomiast zajmuje się domem, rodziną i wychowaniem dzieci.


Oczywiście zdarza się, że podejmują one pracę zarobkową, jednak zwykle na stanowiskach drugorzędnych. Rzadko są to też zajęcia wymagające. Bywają sekretarkami, asystentkami, nauczycielkami czy pielęgniarkami. Rzadko jednak kończą studia, prawie też nigdy nie są osobami wpływowymi. Najczęściej zarabiają mniej, niż mężczyźni na tym samym stanowisku i nikogo to nie dziwi. Nie zdarza się, by wykonywały typowo męskie zawody albo zajmowały stanowiska kierownicze. Niektóre prowadzą firmy lecz jest to nieczęste. Większość odpowiedzialnych decyzji podejmują mężczyźni, a kobiety nawet nie starają się zaprzątać sobie nimi głowy. Bardzo rzadko widuje się też pracujące mężatki. Zwykle jest postrzegane bardzo negatywne. Oznacza to, że mężczyzna jest niezaradny i nie potrafi utrzymać domu/


Większość z nich nie próbuje zmienić tego stanu rzeczy. Oczywiście bywają kobiety niezależne, wykształcone czy sportsmenki. Te jednak najczęściej budzą ciekawość i często są obiektem kpin zarówno jednej jak i drugiej płci. Nie zawsze są to żarty złośliwe, jednak zachowanie takie budzi zdziwienie, bo nie jest czymś normalnym. Zwykle też oczekuje się od nich, że z wiekiem im przejdzie i się ustatkują.


Praca


W Okupowanej Europie praca jest obowiązkiem. Zasadniczo większość firm, zwłaszcza dużych, należących do sektorów przydatnych na wojnie została włączona w skład niemieckich karteli przemysłowych. Gospodarka natomiast przejęła system zbliżony do komunistycznego centralnego planowania, choć niestety racjonalniejszy. Ci spośród właścicieli firm, którzy się opierali trafili do obozów koncentracyjnych lub wiezień. Pozostałych pozostawiono na stanowiskach. Nadal mają wpływ na swój interes i czerpią z niego zyski. Teraz jednak bardziej przypominają kierowników pracujących za prowizję od sukcesów przedsiębiorstwa i odpowiadających przez nazistami, niż właścicieli. Oczywiście wyjątek stanowią Żydzi i inni przedstawiciele zwalczanych mniejszości. Majątek tych został najczęściej skonfiskowany i przekazany państwu. Na ich miejsce przyszli nowi ludzie, często kolaboranci. Wiele fortun narodziło się na oddaniu nazizmowi.


Praca jest obowiązkowa. Osoby bezrobotne szybko kierowane są do nowych zadań. Bardzo często wywożone są pod przymusem do zakładów przemysłowych do Rzeszy. Uchylanie się od pracy stanowi natomiast bardzo ciężkie przestępstwo. Grozi za nie więzienie lub nawet zesłanie do obozu.


Większość zajęć, zarówno w miastach jak i na wsi jest wykonywana fizycznie, w dużej mierze przy użyciu koni. Te znajdują znaczenie w transporcie, pracują w kopalniach i fabrykach. Sporo energii dostarcza też woda. Stopniowo zwierzęta pociągowe są jednak wypierane przez samochody i maszyny. Nadal jednak są widokiem codziennym. Każda w zasadzie rzecz wykonywana jest ręcznie, przez robotników. Największe ośrodki miejskie rozciągają się wokół fabryk, gdzie przybywają tysiące osób. Pracownicy sektora usług, handlowcy i inne osoby tego typu są stosunkowo rzadkie.


W odróżnieniu od Polski, Czech czy Słowacji (i w mniejszym stopniu Kaliningradu, Białorusi i Ukrainy), gdzie ogromna część społeczeństwa ukończyła studia wyższe na zachodzie dobrze wykształceni ludzie są rzadko spotykani. Nawet nauczyciele najczęściej ukończyli tylko szkoły średnie. Skończenie jakiejkolwiek uczelni najczęściej otwiera drogę do kariery w tym czy innym zawodzie. Bardzo często osoby wykształcone są otoczone dużym szacunkiem i zamożni.


Ciężar okupacji


Większość przemysłu krajów okupowanych pracuje obecnie w tej chwili w trzech celach: zapewnienia wojsku niemieckiemu sprzętu, dostarczeniu narodowi niemieckiemu wszystkiego, co konieczne dla utrzymania dobrobytu oraz w końcu by wyżywić wojska okupujące ich kraj. Ciężar utrzymania garnizonów spada na same, podbite narody. Dopiero nadwyżki z tej produkcji trafiają na rynek. Podobnie jest w rolnictwie, które musi dostarczać wysokie kontrybucje Niemcom oraz w sektorze prywatnym, który spłaca reparacje narzucone Francji i Anglii za I wojnę światową przez Rzeszę.


Większość towarów jest droga i ściśle reglamentowana. Ceny zwiększa jeszcze paraliż transportu. Paliwo dostępne jest jedynie na kartki, pociągi często stoją w miejscu, zatrzymane przez transporty wojskowe, wiele koni roboczych zagarnęli Niemcy. W efekcie ciągłość dostaw jest trudna do utrzymania.


Zasadniczo większość produktów niezbędnych do życia oraz jednocześnie prowadzenia wojny jest reglamentowana. Przydziały zależą od wielu czynników: narodowości, lojalności wobec najeźdźcy, przydatności dla machiny wojennej. Zasadniczo niemieccy żołnierze i robotnicy oraz członkowie NSDAP nie mają na co narzekać. Niemcy podejrzewani o nielojalność, mieszkańcy krajów zachodnich etc. otrzymują głodowe przydziały, z których trudno związać koniec z końcem. Osoby należące do prześladowanych mniejszości i grup społecznych, członkowie rodzin dysydentów etc. pozostają stale niedożywieni lub egzystują na granicy śmierci.


W chwili obecnej w Okupowanej Europie nie ma już czegoś takiego, jak ogrody kwietne czy trawniki. Każda dostępna przestrzeń została zaorana. Mieszkańcy uprawiają w nich warzywa i inne rośliny, by choćby odrobinę zaspokoić swój głód.


Wielu podstawowych towarów, jak paliwo, mięso, cukier, alkohole czy wiele leków nie się nabyć w normalnym handlu. Trzeba mieć odpowiednie kartki. Zwykle ich przydział na osobę jest bardzo ograniczony, nie da się za ich pomocą zaspokoić normalnych potrzeb.


Czarny rynek:


Chyba, że ma się pieniądze. Czarny rynek kwitnie w całej Okupowanej Europie (nawet w samych Niemczech) i dostać na nim można wszystko: od deficytowego mięsa poczynając, przez broń i penicylinę na artefaktach i przedmiotach „z przyszłości” kończąc. Handlarze najchętniej przyjmują złoto i pieniądze europy środkowej, reichsmarki natomiast maja znacząco niższy kurs od oficjalnego, czemu trudno się dziwić, zważywszy na to ile Ruch Oporu ich drukuje na kopiarkach laserowych.


Handel na czarnym rynku jest ryzykowny. Kolaboranci często donoszą na sprzedawców, a Gestapo i policja (ta ostatnia niezbyt gorliwie) stara się ich zwalczać. Sprzedawcy i klienci dość często trafiają więc do więzień, obozów koncentracyjnych i pod ścianę. Mimo to na tego typu wymianie urosła już niejedna, mała fortuna.


Roboty Przymusowe


Obowiązek pracy ma każdy. Jeśli ktoś nie ma pracy zwykle kierowany jest do Niemiec. Odmowa wiąże się z poważnymi konsekwencjami z wysłaniem do obozu koncentracyjnego włącznie. Niemieccy pracownicy przymusowi dzielą się na dwie grupy. Są to Gastarbeitnehmer czyli robotnicy – goście, zwykle w miarę dobrze opłacani. Pochodzą z krajów sojuszniczych, okupowanych (tylko z zachodu) oraz neutralnych. Są nieźle płatni, choć spotykają się z pewnymi ograniczeniami. Nie mogą poruszać się swobodnie po kraju ani posiadać przedmiotów uznanych za niebezpieczne czyli mogących służyć do sabotażu lub szpiegostwa, jak odbiorniki radiowe, rowery, broń czy aparaty fotograficzne. Na noc muszą pojawiać się w swoich miejscach zamieszkania. Stanowią jednak tylko 1% siły roboczej.


Druga grupa to Zwangsarbeiter czyli pracownicy przymusowi i niewolniczy. Są to najczęściej jeńcy wojenni, jak i obywatele okupowanych krajów. Na razie jest ich około 5 milionów, jednak liczba ta stale rośnie. Według planów same Francja i Wielka Brytania mają dostarczyć po 4 miliony ludzi. Ci nie mogą opuszczać swych miejsc pracy i skoszarowania, na ulicach muszą nosić specjalne opaski, nie wolno im wchodzić do restauracji i barów, korzystać ze środków transportu publicznego czy telefonów ani pisać listów do rodzin. Nie dostają też za swą pracę żadnych pieniędzy. Pochodzą głównie z zachodu. Jednak gdyby Niemcy odnieśli jakieś, znaczące zwycięstwa na Wschodzie to szeregi robotników przymusowych zasiliłyby też rzesze Polaków, Czechów i Słowaków.


Transport


Transport poważnie różni się od tego działającego w Polsce. Przed wojną samochody były rzadkie, zarezerwowane głównie dla bogaczy i elit oraz do transportu towaru. Z racji wprowadzonej reglamentacji na paliwo i one znikły z ulic. Na wsi większość transportu odbywała się i odbywa konno. W niektórych, dużych miastach jak Paryż czy Londyn funkcjonuje metro, jeżdżą autobusy i tramwaje (te ostatnie często są konne), choć zlikwidowano wiele linii, które nie są niezbędne dla funkcjonowania przemysłu. Większość ludzi ulicami przemieszcza się pieszo lub na rowerach. Spryciarze posiadający smykałkę do interesu i dobrą kondycję oferują przejażdżki rowerowymi rikszami.


Transport lotniczy prawie nie istnieje. Jeśli już, to zarezerwowany jest dla bonzów NSDAP i wysoko postawionych kolaborantów. Większość podróży na większe odległości odbywa się więc pociągami. To właśnie nimi podróżują zarówno biedni, klasa średnia ja i bogacze.


Co ciekawe mimo tego pozornego dziadostwa Reich ma więcej autostrad i linii metra niż Polska. Nie zawsze jednak na tym korzysta. Przykładowo droga Berlin – Frankfurt nad Odrą jest w tej chwili pracowicie wysadzana w powietrze przez saperów Wehrmachtu.


Komunikacja


Telefony nie są widokiem codziennym i nie wszystkie mieszkania je posiadają. Znaleźć je można jedynie w biurach, firmach oraz domach ludzi wpływowych i ważnych: przemysłowców, prawników, lekarzy, wyższych urzędników. Budki telefoniczne stoją też na ulicach. Rozmowa przez telefon jest dość droga i skomplikowana. Zwykle też działa na niewielkie odległości. By odbyć rozmowę międzymiastową należy wpierw połączyć się z centralą telefoniczną i takową zamówić. Następnie należy zaczekać dwadzieścia minut do godziny w zależności od obciążenia linii na połączenie. Tego typu rozmowy nie są dostępne z budek telefonicznych, choć zwykle urzędy pocztowe posiadają jeden lub dwa aparaty zarezerwowane tylko do połączeń międzymiastowych. Niektóre, ważne osobistości wykupiły specjalne usługi które pozwalają dzwonić im bez ograniczeń do różnych miast. Takie udogodnienie posiadają jednak tylko ważni przemysłowcy i urzędnicy państwowi. Obsługa takiej linii jest natomiast kosztowna. W niektórych regionach telefony działają inaczej, jeszcze prymitywniej. Przed wybraniem jakiegokolwiek numeru należy najpierw połączyć się z centralą i poprosić o odpowiednie połączenie. Następnie należy poczekać, aż dyspozytorka ręcznie przepnie odpowiednie kable.


Większość osób, chcąc przekazać jakąś wiadomość korzysta z listów. Te są wyrywkowo kontrolowane przez Gestapo, które otwiera przesyłki i czyta korespondencje. Listy wysyłane przez osoby podejrzewane o działalność szkodliwą dla okupanta zawsze są skrupulatnie sprawdzane. Jeśli wiadomość jest bardzo pilna to wysyła się ją telegramem. Te zawsze są sprawdzane. Co więcej muszą być też zwięzłe, gdyż płaci się za każdy nadany znak. Telegram nadany rankiem przychodzi zwykle przed południem. Nadany po południu dostarczany jest przez listonosza już następnego dnia.


Środku masowego przekazu


Jak łatwo zgadnąć w Niemczech nie ma internetu (przynajmniej oficjalnie), a telewizja jest w powijakach. Ta ostatnia działa na osobiste życzenie Goebbelsa i stanowi narzędzie propagandowe III Rzeszy oraz dowód na jej supremację technologiczną w Zachodniej Europie. Jak łatwo zgadnąć działa ona nieco inaczej, niż w państwach Europy Środkowej. W odbiorniki telewizyjne wyposażone są niektóre kina w dużych miastach (posiadają je także kina polowe niektórych dywizji Wehrmachtu i Waffen-SS), obraz natomiast emitowany jest na ekranie kinowym przez rzutnik. Obejrzeć w nich można transmitowane na żywo najważniejsze najważniejsze informacje: wystąpienia Adolfa Hitlera, wiece nazistowskie czy informacje o sukcesach na froncie.


Głównym źródłem informacji są jednak radio i gazety. Na zachodzie działa kilkaset stacji radiowych. Większość z nich, podobnie jak inne firmy przejęli jednak Niemcy. Nadają one programy zgodne z linią polityczną okupanta, najczęściej nawet nie starając się mu sprzeciwić. Dowolny komunikat niezgodny z linią NSDAP mógłby wystarczyć, by wysłać spikera do obozu koncentracyjnego. Najczęściej nadawany program składa się z piosenek o dość optymistycznym tonie oraz komunikatów starających się wmówić mieszkańcom zajętych krajów, że pod okupacją są szczęśliwi. Wiele stacji jest wprost propagandowych. Te starają się budować nienawiść do socjalistów, mieszkańców wschodu, Żydów i innych mniejszości. Namawiają też do wyjazdów do pracy w Niemczech i wstępowania do międzynarodowych dywizji SS. Ostatnia grupa radiostacji należy do ruchu oporu. Często pracują w nich te same osoby, co w radiach kolaboracyjnych i oficjalnych. Ich program jest zgoła odwrotny, a audycje krótkie. Schwytanie na słuchaniu ich wiąże się z poważnymi konsekwencjami, lecz mimo to są dość popularne.


Wśród ważnych stacji i programów radiowych należy wymienić Wehrmachtbericht czyli codzienny komunikat Wehrmachtu o sytuacji na frontach. Imienne wymienienie w nim żołnierza uważane jest za wielki powód do dumy. Inna ważna stacja to Wolny Zachód stworzony na podobieństwo Radia Wolna Europa już w latach 20-tych. Nadaje z Gdańska w każdym języku okupowanych państw. Schwytanie na jej słuchaniu kończy się bardzo źle. Początkowo Wolny Zachód grał głównie na złość Anglikom i Francuzom, prawdziwą popularność zyskał jednak dopiero po wybuchu wojny.


Głównym źródłem informacji są jednak gazety, głównie dzienniki. Ich nakłady w Polsce budzą zazdrość. Najpopularniejsze sprzedają się w nakładzie 15-20 milionów sztuk. Wszystkie zostały przejęte przez Niemców i w większości wypchane są propagandą. Jednak prawie każdy mieszkaniec Europy zaczyna dzień od czytanej przy śniadaniu, ulubionej gazety.


Mimo że może to się wydawać dziwne w Okupowanej Europie działa internet. Dzieje się to dzięki obecności dwóch stratosferycznych sterowców Matki cały czas monitorujących ruchy niemieckich wojsk, prowadzących nasłuch radiowy i działania obserwacyjne oraz koordynują akcje ruchu oporu i zamaskowanych maszyn bojowych. Przy okazji dostarczają też sieć. By z jej korzystać potrzeba specjalnego tokenu. Zabezpieczenie wprowadzono po to, żeby Niemcy nie mogli korzystać z dobrodziejstw internetu. Jeśli się nim dysponuje i ma silną radiostację (oraz komputer) można w pogodny dzień złapać sygnał z dowolnego miejsca w Europie. Nie jest on zbyt szybki. Co więcej zabawa jest przeznaczona głównie dla odważnych. Niemiecki nasłuch radiowy poluje bowiem na nadajniki Ruchu Oporu, a w chwili, gdy wychwyci radiostację kieruje w to miejsce patrol wojska i policji.


Czas wolny i rozrywka


Pod wieloma względami mieszkańcy Europy Zachodniej są znacznie bardziej społeczni od ich sąsiadów ze wschodu. Brak telewizji, komputerów i innych tego typu udogodnień sprawia, że ludzie częściej rozmawiają między sobą. Wizyty w barach, spotkania towarzyskie, plotki to typowe rozrywki. Dużo czasu spędzają też w kinach. Tych repertuar składa się w dużej mierze z filmów propagandowych. Propaganda Goebelsowska różni się od komunistycznej. Opiera się w prawdzie na kłamstwie, jednak jest ono inaczej serwowane, nie w formie brutalnego zaprzeczenia rzeczywistości, tylko przedstawienia jej jakby w krzywym zwierciadle. Stawia raczej na przekaz pozytywny, kreowanie symboli i pewnych wzorców zachowań. Dlatego też niemieckie filmy zwykle nie traktują o wojnie. Pokazują raczej szczęśliwe życie rodzinne, gdzie kobiety są opiekunkami domu, mężczyźni natomiast najczęściej zapracowanymi dyrektorami lub robotnikami. Z postaciami natomiast bardzo łatwo się utożsamić. Ma to na celu udowodnić wszystkim: zarówno Niemcom, jak i mieszkańcom państw okupowanych, że pod rządami Hitlera możliwe jest szczęście, a życie jest wspaniałe i satysfakcjonujące. Odciąga też uwagę społeczeństwa od niedostatków i ciągłego impasu na froncie.


Koncerty, teatr, kabarety to inna, popularna forma rozrywki. Ponownie dozwolone są jedynie łatwe, proste i pozytywne treści. Na scenie gości więc radość, miłość i inne tematy, które nie sieją defetyzmu i nie mącą w głowach cywili i żołnierzy. Smutek, polityka czy wojna są absolutnie zakazane. Nikt nie ma o nich prawa myśleć czy tym bardziej śpiewać. Sztuka zobowiązana jest też trzymać się konwencji. Wszelka awangarda, muzyka jazzowa czy (nie daj Boże) pochodząca z przyszłości jest absolutnie zakazana.


Polonofile”


Mimo embarga przed wojną w większości dużych miast Europy Zachodniej istnieli tak zwani technofile nazywani też pogardliwie polonofilami. Członkowie subkultury sami siebie uważali za rodzaj artystycznej śmietanki i bohemy. Skupiali się wokół tajnych lub jawnych, legalnych lub nielegalnych sal dyskotekowych, klubokawiarni, salonów gier i kin. Wyróżniał ich ubiór i zachowanie. Stroili się w sposób, jak im się wydawało: modny na zachodzie. Otaczali kolorowymi czasopismami, obwieszali płytami CD i atrapami telefonów komputerowych. Niektórzy mieli nawet własne telewizory czy kieszonkowe odtwarzacze MP3 lub konsole przenośne. Kobiety i mężczyźni śnili o XXI wieku i jego technologii.


Traktowano ich często jak piątą kolumnę. Ich życie nie było łatwe, często toczyli bójki z policją. W większości byli to marzyciele, którzy chcieli dla siebie trochę elektroniki.


Potem przybyli Naziści i sen zmienił się w koszmar. Większość „polonofilów” aresztowano i zesłano do obozów koncentracyjnych. Ich zabawki skonfiskowano, choć łup był zadziwiająco niewielki. Wielu z przedstawicieli subkultury bowiem dobrze rozumiało wartość niedocenianych gadżetów, zniszczyło więc lub ukryło najcenniejszy sprzęt i dane.


Nie wszystkich jednak ujęto. Wielu mniej znanych, szeregowych członków subkultury pozostało na wolności. W Londynie, Berlinie, Amsterdamie i Paryżu nadal istnieją więc tajne kina, gdzie na podniszczony telewizorze LCD obejrzeć można hollywoodzkie filmy (obecnie najpopularniejsze to Kapral Brajan oraz serial Batalion Brata) czy dyskoteki, gdzie grane są przeboje dopiero mających się urodzić gwiazd. Na strychach i w wiejskich szopach nadal szumią pojedyncze komputery, drukarki laserowe tu i ówdzie drukują fałszywe dokumenty dla ukrywających się miłośników technologii, a starsza już i przedwcześnie dojrzała młodzież nadal śni o telefonach komórkowych.


ORPO i Lokalne Policje


ORPO czyli Ordnungspolizei to niższa służba policyjna w Rzeszy. Zasadniczo ORPO-wcy podzieleni są na kilka, mniej ważnych grup, w skład których wchodzą między innymi straż pożarna, straż wodna, służba ochrony kolei i poczty, drogówka czy też wreszcie zwyczajne krawężniki. Są umundurowani, a ich zadanie polega głównie na utrzymaniu porządku: łapaniu złodziei i czarnorynkowych handlarzy, terroryzowaniu Żydów i robotników przymusowych, wymuszaniu zarządzeń władz, rozpędzaniu nielegalnych zgromadzeń, kontroli dokumentów i ruchu drogowego, patrolowaniu miast oraz robieniu wszystkiego tego, co jest niezbędne, by ulice III Rzeszy i państw okupowanych były bezpieczne.


Ważnym elementem ORPO są Bataliony Policyjne, czyli oddziały policjantów zorganizowane na wzór wojskowy wypełniające różne funkcje pomocnicze poza granicami Rzeszy. Ich rola zależy od jednostki, podczas gdy część Batalionów pełni typowe funkcje okupacyjne, inne strzegą umocnień, uczestniczą w aresztowaniach i wywózkach Żydów, walczą z partyzantami czy dokonują egzekucji ludności cywilnej.


Obok ORPO działają też lokalne policje. Po wkroczeniu Niemców ich przedstawiciele otrzymali rozkaz stawienia się na służbie pod karą śmierci. Później ich szeregi zasilili też kolaboranci. Lokalna policja spotyka się z szeregiem ograniczeń. Jej członkowie otrzymują bardzo niewiele amunicji, muszą salutować niemieckim oficerom i nie wolno im interweniować w wypadku przestępstw popełnionych przez Niemców (chyba, ze chodzi o najcięższe w rodzaju morderstwa). To właśnie na nich spoczywa ciężar większości działań w państwach okupowanych.


ORPO-wcy zasadniczo są lojalni jeśli nie wobec NSDAP to przynajmniej wobec państwa. W wypadku pozostałych policji zależy od osoby, na którą się trafi. Staży policjanci zwykle są dość wyrozumiali i puszczają płazem wiele przewinień, a dysydentów i czarnorynkowych handlarzy ścigając tak, żeby tylko ich nie złapać. Wielu z nich samemu należy do Ruchu Oporu. Kolaboranci natomiast są równie zażarci jak sami ORPO-wcy, albo nawet gorsi.


Wyposażenie typowego ORPO-wca jest dość skromne. Zwykle posiada pistolet i pałkę z twardego drewna. Często noszą też hełmy. Na niebezpieczniejsze misje wydaje im się także karabiny powtarzalne. Policja lokalna ma drewniane pałki, pistolety i po pięć nabojów. Bataliony policyjne wyposażone i umundurowane są jak piechota Wehrmachtu.


Ruchy Oporu i Partyzanci


Jak nietrudno zgadnąć fakt okupacji nie ucieszył na zachodzie zbyt wielu osób. Barbarzyńskie zachowanie Niemców, aresztowania, rozstrzelania, prześladowania ludności, grabież dzieł sztuki i represje wywołały sprzeciw. Wielu ludzi, zarówno samotnie, jak i w zorganizowanych grupach stara się stawiać czoła okupantom. Obecnie na kontynencie działa blisko setka różnych organizacji. Zasadniczo łączy je jeden cel: wyzwolenie spod okupacji. Dzieli wszystko inne: metody, antypatie i sympatie, polityczne zapatrywania. W niektórych regionach ściśle ze sobą współdziałają. W innych, jak na przykład w Jugosławii czy Wielkiej Brytanii poszczególne partyzantki narodowe aktywnie się zwalczają z zaciekłością równą z tą, z jaką walczą przeciwko Niemcom. Część ruchów oporu współpracuje z państwami Koalicji. Inne widzą w nich takie samo zło, jak w Rzeszy.


Zasadniczo organizacje te dzielą się na dwie grupy: Ruchy Oporu i Partyzantki. Ruchy Oporu działają głównie w miastach i zasadniczo zajmują się organizacją biernej walki z okupantem. Najczęściej starają się dezorganizować przemysł i dostawy, śledzić ruchy wroga, zwalczać kolaborantów, demaskować propagandę i zmniejszać wydajność produkcji za pomocą biernego oporu. Rzadko chwytają za broń. Jeśli już, to dokonują głównie aktów sabotażu lub zabijają szczególnie groźne osoby. Nie wynika to z braku zapału czy szacunku dla życia nazistów. Powód jest prosty: w zamian za każdą ofiarę po swojej stronie Niemcy zabijają kilkunastu lub kilkudziesięciu więźniów. Jeśli takich nie mają pod ręką: schwytanych na ulicach cywilów.


Partyzanci to najczęściej osoby, które z różnych powodów nie mogą wrócić już do swoich domów. Ukrywają się w różnych, niedostępnych regionach Europy: Alpach Francuskich, górach Szkocji, lasach Finlandii, wyżynach Bałkanów czy w Ardenach. Najczęściej są to żołnierze rozbitych oddziałów i zbiedzy poszukiwani przez okupanta, którzy ukryli się w dziczy. Większość z nich nie może już wrócić do miast, jednak może uprzykrzyć życie wrogowi wysadzając w powietrze pociągi i strzelając do jego żołnierzy.


Oba typy organizacji otrzymują pomoc zza granicy. Zrzuty przeprowadzane są nielicznymi samolotami transportowymi i (w Skandynawii) helikopterami. Do niektórych regionów docierają też łodzie przemytników. Najgorsza sytuacja panuje w Wielkiej Brytanii, gdzie z racji na dużą odległość dostarczane jest niewiele pomocy.


Zrzucane jest wszystko: ludzie (głównie przeszkolone przez Grom i inne oddziały specjalne „dziady”), zamaskowane cyborgi bojowe Matki, broń, leki, nadajniki radiowe, zaawansowany sprzęt. W zasadzie wszystko się przydaje. Drukarki laserowe pozwalają puszczać w obieg miliony fałszywych reichsmarek oraz świetnie podrobionych dokumentów (zwykle ich wzory są zresztą umieszczone w pamięci urządzenia), radia nawiązać łączność z sojusznikiem, noktowizory skuteczniej zwalczać wroga, ludzie mają bezcenne doświadczenie i umiejętności.


Zrzuty nie zawsze trafiają we właściwe ręce. Nie zawsze też są przemyślane. Przykładowo w ręce francuskiego ruchu oporu trafiła ogromna ilość pistoletów P-64 zalegających wcześniej w magazynach w zasadzie każdego państwa Koalicji. Nikt nie pomyślał jednak o tym, że amunicję makarowa będzie trzeba zrzucać oddzielnie i to dopiero po tym, jak się uruchomi na nowo jej produkcję.


Kolaboranci


Opór nie jest jedyną postawą wobec najeźdźcy. Inną jest kolaboracja. Liczba kolaborantów zależy od kraju. Zasadniczo jednak niestety mieszkańcy Zachodu tysiącami wspierają Nazistów, a po ich stronie walczą całe oddziały, zarówno regularne jak i pomocnicze kolaborantów. Szczególnie dużo jest wśród nich Chorwatów, Skandynawów i Francuzów. W Wielkiej Brytanii umiejętnie rozegrano kwestie irlandzkiego separatyzmu i waśni między tym narodem, a Anglikami. Nieco gorzej wyglądała sprawa w Szkocji, gdzie dumni górale nie zaakceptowali niemieckiego jarzma.


Zasadniczo kolaborantów przyciągają różne kwestie. Wielu z nich podziela nazistowskie lub przynajmniej faszystowskie przekonania. Przed wojną w każdym kraju Europy istniały partie faszystowskie. Ich zwolennicy masowo zaciągnęli się pod sztandar NSDAP. Tworzą policje i bojówki na ich rzecz. Innych, zwłaszcza na Bałkanach i Wyspach Brytyjskich motywuje nacjonalizm. Przedstawiciele okupowanych mniejszości często w Niemcach upatrują wyzwolicieli lub przynajmniej siłę, która pozwoli im się odegrać na znienawidzonych dręczycielach z niedawnej przyszłości.


Spora część kolaborantów to osoby zwyczajnie chciwe. Robienie interesów z Niemcami pozwala przemysłowcom na łatwe wzbogacenie się na kontraktach dla wojska. Wielu z tych, którzy zadeklarowali współpracę otrzymało sowitą gratyfikację. Ich firmy wzbogaciły się o fabryki i hale produkcji skonfiskowane Żydom lub wcześniejszym właścicielom, którzy nie okazali się lojalni. Wielu dzisiejszych kierowników czy brygadzistów to osoby, które zadenuncjowały sympatyków Ruchu Oporu czy posiadaczy artefaktów wcześniej zajmujących posady. Lojalność wobec najeźdźcy zapewnia szybki awans w przemyśle (większość dużych firm włączono w skład niemieckich karteli, a właściciele są niewiele więcej, niż kierownikami realizującymi wolę „góry”), urzędach i policji.


Zapewnia też bogactwo, bowiem kolaborantom często przyznaje się wysokie nagrody, przykładowo często otrzymują majątek zadenuncjowanej osoby. Tak więc nikt, kto jest wpływowy i zamożny nie może czuć się bezpiecznie. Jedno słowo, błędnie wykonany gest lub zwracająca na siebie aktywność skończyć może się wizytą Gestapo ściągniętego przez jakiegoś szpicla.


Prześladowania Untermensch


Po zajęciu krajów zachodnich ustawy norymberskie wprowadzone zostały do ich prawa. W ich myśl Żydzi i przedstawiciele wielu innych mniejszości pozbawieni zostali obywatelstwa tych krajów, nie mogli wykonywać wielu zawodów i świadczyć usług „Aryjczykom”, a mieszane małżeństwa zostały zdelegalizowane i rozwiązane. Można było im bezkarnie odebrać majątek, pozbawiono ich też ochrony prawnej.


Prześladowana grupa jest bardzo rozwinięta. W jej skład wchodzą mniejszości narodowe jak Żydzi czy Cyganie, przedstawiciele innych mniejszości, homoseksualiści, mniejszości religijne jak świadkowie jehowy czy buddyści, a także kaleki i opozycjoniści. Ludzie ci zmuszeni są do poruszania się na ulicach nosząc na ramionach żółtą opaskę z gwiazdą Dawida opatrzoną dodatkowo opisem, do jakiej grupy należą (np. Żyd, Zulus, Cygan etc.). Mają zakaz korzystania ze środków masowego przekazu, kabin telefonicznych, wchodzenia do kin czy restauracji. Lekarze narodowości żydowskiej nie mogą leczyć Aryjczyków. Wielu z nich pozbawiono domostw i wywieziono do gett.


Na ulicach zdarzają się łapanki. Ich ofiary przewożone są do obozów przejściowych lub gett, z których następnie kierowane są do obozów koncentracyjnych. Rząd III Rzeszy nie postanowił jeszcze, co z nimi zrobić. Odpowiednie decyzje prawdopodobnie zapadną zgodnie z linią historyczną, to jest na przełomie roku 1941 i 1942.


Wyobrażenie o świecie w tym Polsce


Większość mieszkańców Europy Zachodniej, w odróżnieniu od tych „z przyszłości” jest mało mobilna. Wśród mieszkańców wysoko rozwiniętych, wschodnich krajów wiele osób pamięta jeszcze wczasy na Majorce czy w Tunezji, pielgrzymki do Rzymu czy choćby pracę w Irlandii. Młodsi: zwiedzanie Pragi, Lwowa czy Krakowa albo wakacje w Ustce, które zmieniły się w turystyczne stolice Europy Środkowej. Tymczasem większość mieszkańców państw zachodnich nigdy nie była za granicą. I co więcej: nigdy nie spodziewała się odwiedzić żadnego, obcego państwa. Ci, którzy mieli to szczęście byli natomiast najczęściej żołnierzami, marynarzami lub biznesmenami.


W efekcie mieszkańcy tych państw znają świat tylko z opowieści i książek. Co więcej: są zdumiewająco wręcz szowinistyczni i przywiązani do stereotypów. Większość z nich obcokrajowców i przedstawicieli innych ras traktuje jako istoty nieco bajkowe, zdumiewające i śmieszne. Chińczyk, murzyn: to groteskowe istoty mające status nieco legendarnych.


Ludzie ze wschodu wpisują się w ten stereotyp. Wyobrażenie o nich budowane jest przez plotki, wymysły oraz książki Wellsa i Verne. Opowieści o naddźwiękowych samolotach, Czarnobylu, dziwnych chorobach, które zniszczyły Zonę splatają się w jedno ze zmyśleniem, fikcją i propagandą.


Tak więc: cały wschód określany jest nazwą Zony. Jest ona błędna, jednak większość mieszkańców Zachodu nie rozróżnia między Polską, Czechami, Słowacją, Rusią czy wyniszczonymi terenami Ukrainy. Wszystkie one zamieszkane są przez groteskowych przybyszów z przyszłości. Bez różnicy jest to, czy przyszłość ta odległa jest o sto, dwieście, tysiąc czy milion lat. I tak mieszkańcy tych regionów żyją według dziwacznych prawideł.


Mieszkańcy Zachodu mają niewiele zrozumienia dla społeczeństw przyszłości, w których kobiety pracują na kierowniczych stanowiskach, mężczyźni biorą urlopy macierzyńskie, by wychowywać dzieci, a zwierzęta mają prawa. Większość nie potrafi sobie wyobrazić żadnej z tych rzeczy.


Wschód jawi się im więc jako kraina piekła i szatana, zamieszkana przez cyborgi i odzianych w blachę dziwaków. Jej mieszkańcy podróżują do pracy helikopterami lub na dinozaurach, a odżywiają się zupami w proszku. Na ulicach półnadzy pederaści i rozchełstane babochłopy napastują mężczyzn, kobiety i dzieci. Ludziom wydłubuje się mózgi, by wepchnąć je do szklanych słojów nazywanych komputerami. Groteskowi starcy wyrywają w zaułkach ulic narządy wewnętrzne przypadkowym ofiarom, by przeszczepić je do swych, toczonych AIDS i innymi zarazami ciał. Zdrowe ciąże masowo się spędza, by zastąpić je poczętymi metodą in vitro mutantami. Za Odrą gromadzi się wyposażona w promienie śmierci i bomby atomowe armia radioaktywnych potworów, zombie i robotów najgorszego autoramentu dowodzona przez demoniczne, sztuczne inteligencję. Jej trzon stanowią feministyczne amazonki zdeterminowane, by gwałcić dobrych, niemiecki, francuskich i brytyjskich mężczyzn, a ich żony, matki i córki zagnać batogami do pracy w kopalniach węgla kamiennego.


Przynoszone przez wracających z frontu żołnierzy plotki o lejącym się z nieba napalmie, uderzających z szatańską precyzją pociskach kierowanych czy budzących lęk maszynach bojowych Matki budzą grozę.


Historia Przyszłości


W Europie Środkowej nazywana też „Nazistowskim Nowym Testamentem” jest książką napisaną na polecenie Goebbelsa przez popierających NSDAP historyków przy wielkiej pomocy organizacji neonazistowskich. Zawiera historię Ziemi Ojczystej od 1919 roku do momentu transferu postrzeganą przez pryzmat hitlerowców.


Pozycja składa się z kilku, obszernych rozdziałów. Pierwszy z nich opowiada o dwudziestoleciu międzywojennym. Opisuje dojście do władzy Bolszewików w Rosji, rozwój ich ideologii w Europie. Skupia się na głodzie na Ukrainie i zbrodniach komunizmu. Opisuje Wielki Kryzys i jego efekty, wzrost znaczenia Nazizmu w Niemczech i Faszyzmu we Włoszech oraz błyskawiczną odbudowę gospodarek tych krajów. Jest zakamuflowanym manifestem politycznym.


Drugi rozdział poświęcono II Wojnie Światowej, którą Rzesza rozpętała z (oczywiście) słusznych pobudek i przegrała (jakże by inaczej) wskutek żydowsko-bolszewickiego spisku. Pomija informacje o niemieckich zbrodniach wojennych, skupia się natomiast na tych popełnionych przez aliantów. Obszernie pisze o bombardowaniu Drezna, zrzuceniu bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki, Katyniu, gehennie Polaków w ZSRR...


Rozdział trzeci nosi tytuł „Ostateczne Rozwiązanie?” i stanowi negacje holokaustu. Jego twórcy lansują tezę, że Żydzi nie zostali zgładzeni, tylko masowo przenieśli się do nowo ustanowionego państwa Izrael. Autorzy stawiają też przypuszczenie, że obóz w Oświęcimiu powstał rękoma Rosjan i posłużyć mógł do unicestwienia Niemców z Prus. Bardzo często pada w nim fraza „polskie obozy śmierci” używana z rozmysłem.


Rozdział czwarty opowiada o zajęciu przez komunistów połowy świata, zimnej wojnie oraz ponownie zbrodniach komunizmu, które (mimo, że niemałe) są wyolbrzymiane. Piąty skupia się na państwach zachodnich, zmianach w obyczajowości, rewolucji seksualnej (przedstawianej jako ostateczny upadek moralności), narkomanii, AIDS etc. Dużo miejsca poświęca też napływowi cudzoziemców do państw europejskich i zjawisku terroryzmu.


Rozdział szósty „Zagrożenia Przyszłości” opowiada o okresie 1980-2008. Ukazuje upadek komunizmu (dokonany rękoma Niemców), który jest jednak pyrrusowym zwycięstwem. Świat grzęźnie bowiem już w zgniliźnie, umiera duszony cybernetyczną siecią. Ziemie wyludnia AIDS, a zamachy terrorystyczne i katastrofy ekologiczne są na porządku dziennym. Bardzo mocno manipuluje faktami, często mieszając je z fikcją lub zwykłymi kłamstwami. Pojawia się w nim też teza, że Polacy i inne nacje Europy Środkowej mogły świadomie wywołać burzę czasoprzestrzenną, by uciec z umierającej planety.


Polak na Zachodzie:


Mimo okupacji na zachodzie przebywa spora grupa osób należących do narodów wywodzących się z Europy Środkowej. Motywacje, jakie sprawiły, że pojawili się na terenach Rzeszy są różne. Grupy te to:


- Emigranci: Przed 1919 rokiem spora grupa ludności opuściła tereny Polski i osiedliła się w Państwach Zachodnich. Powody zmiany miejsca zamieszkania były rożne: od politycznych do ekonomicznych. Po roku 1919 emigracja ustała, a pewna część uchodźców nawet wróciła. Reszta, nie mogąc zrozumieć „przyszłości” zdecydowała się pozostać na zachodzie. Część z nich, zwłaszcza ci, którzy mieszkali na terenie III Rzeszy została eksterminowana lub zmieniona w niewolniczą siłę roboczą. Reszta nadal żyje na zachodzie.


Emigranci najczęściej podzielają uprzedzenia reszty społeczeństw zachodnich wobec przyszłości. Nie rozumieją jej obyczajowości, a wielu rwie sobie włosy z głowy myśląc o „stopniu deprawacji” swych krewniaków. Z drugiej strony: nadal czują się Polakami, Czechami, Słowakami czy Rosjanami, a fakt, że ich ojczyzny są najbardziej rozwiniętymi technicznie krajami w Europie napawa ich dumą. Często opowiadają sobie niestworzone plotki o ich potędze: latających czołgach naddźwiękowych i wyhodowanych in-vitro miotach superżołnierzy, którzy już niedługo dokopią Nazistom promieniami śmierci. Nie jeden chciałby mieć w tym udział, tym bardziej, że mimo całej swej rozwiązłości „najeźdźcy z przyszłości” wydają się o niebo sympatyczniejsi od najeźdźców z Reichu. Wielu z nich należy do Ruchu Oporu lub wręcz jest agentami tej czy innej służby wywiadowczej. Są bardzo staromodni, często bardzo zaściankowi, żywią masę uprzedzeń do swych wnuków, a rozmawiając z którymś z nich można odnieść wrażenie, że rozmawia się z duchem własnego pradziadka. Jednak mimo to są bardzo, ale to bardzo pomocni.


- Szpiedzy: Służba Wywiadu Wojskowego, Agencja Wywiadu, czeski BIS, różne odmiany KGB i setki tysięcy innych służb specjalnych i tajnych mają swoich agentów na terenie krajów okupowanych. Ludzie różnych narodowości codziennie ryzykują swoje życie, by wtopić się w tłum Europy Zachodniej i gromadzić bezcenne dane, bez których prowadzenie wojny byłoby niemożliwe. Ci bohaterowie rzadko stają się znani, a każdy ich krok wymaga wielkiej ostrożności. Jednak to właśnie dzięki nim wojska Koalicji znają trasy ruchu wrogich oddziałów i transportów, położenie fabryk, plany nowych broni czy też fabryk podziemnych. I wiedzą gdzie uderzyć.


- Oddziały Specjalne: współczesna taktyka nie opiera się już na wysyłaniu miliona żołnierzy i biegu pod ogniem karabinów maszynowych w stronę okopów wroga. Mały oddział dobrze wyszkolonych i wyposażonych ludzi jest w stanie narobić większego zamieszania niż pięćdziesiąt latających fortec lub dywizja piechoty. Nic więc dziwnego, że oddziały specjalne co kilka dni kursują do Okupowanej Europy by wysadzać w powietrze, zabijać i uprowadzać ważne osoby czy odbijać jeńców. Czasem misje są krótkie, czasem dłuższe. Niekiedy odbywają się samodzielnie, w innych wypadkach komandosi korzystają z pomocy szpiegów, ruchu oporu i partyzantów.


- Najemnicy: niektóre zadania są zbyt niebezpieczne, zbyt mało ważne z militarnego punktu widzenia lub zbyt nielegalne, by posłać na nie szkolonych za grube miliony złotych specjalistów. Są jednak jednocześnie na tyle istotne, by wysłać na nich kogoś. Najczęściej sowicie opłacanych najemników. Z ich usług korzysta każdy, kto ma tylko luźne kilkaset tysięcy. Robi to zarówno wojsko, rząd, wywiad, jak i duże oraz średnie firmy, a nawet osoby prywatne. Przykładowo uchodźcy czasem opłacają dobrze wyszkolone oddziały, by sprowadzały ich rodziny na wschód.


- Przemytnicy: Filozofia tych ludzi jest prosta. Bierzesz kuter i pakujesz do niego broń, antybiotyki i amunicję dla partyzantów, instrukcje obsługi, płyty z pirackim softem i elektronikę dla Nazistów lub konserwy z mięsem i worki z cukrem na czarny rynek. Potem płyniesz na drugą stronę Bałtyku, lub Morzem Śródziemnym do Francji. Sprzedajesz za złoto. W drogę powrotną zabierasz uciekinierów płynących do wolności, agentów Abwehry płynących do pracy lub rannych partyzantów płynących do szpitala. Inkasujesz od nich złoto. Płyniesz z powrotem i sprzedajesz. Kupujesz większą, szybszą, mniej hałaśliwą łódź z masą bajerów.


Najlepiej zabierać wszystkiego po trochu. Wówczas, jeśli złapie cię Marynarka Wojenna możesz powiedzieć, że jesteś kaprem i wieziesz sprzęt, żeby pomagać partyzantom, a gdy wpadniesz w ręce Kriegsmarine: twierdzisz, że jesteś der Freibeuter i płyniesz, żeby pomagać Narodowemu Socjalizmowi. Uważać musisz tak naprawdę tylko na Rosjan i chłopaków z Grodziska, bo oni nie lubią konkurencji.


Jeśli masz pecha mieszkać daleko od morza to kupujesz mały samolot. Musisz mieć jednak plecy w Obronie Przeciwlotniczej, żeby jakiś nadgorliwiec przez przypadek nie poczęstował cię pociskiem kierowanym.


- Zdrajcy: Powiedzmy sobie szczerze: Niemcy dobrze płacą i do tego najczęściej złotem. Oczywiście pod warunkiem, że jest się specjalistą. Są ludzie, którzy gotowi są na to pójść. Inni zwyczajnie podzielają nazistowską ideologię.

Komentarze


~Slova

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
A kto powiedział, że bomba musi spadać pionowo w dół? Obecnie używane bomby są kierowane/sterowane.
04-06-2011 19:40
~SLova

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
A jednak zwracam honor - Su-27 nie może przenosić pocisków kierowanych powietrze-ziemia (a więc powietrze-morze też nie).
Mimo wszystko to tak naprawdę błąd detaliczny.
Natomiast Su-24 może spokojnie razić cele lądowe i nawodne bombami kierowanymi, a więc mozna uznać, że Su-24 wykonały bombardowanie, a Su-27 odpowiadały za eskortę.
04-06-2011 19:47
Dagome
   
Ocena:
0
Po jakiego grzyba eskorta myśliwska?
Co prawda można by użyć inteligentnej amunicji lecz po co. Cele nie mają możliwości się niczym odgryź więc przelot nawet na niskim pułapie z prędkością okołodźwiękową i zrzucenie prezentów będzie całkowicie bezpieczne. Prędzej by nastąpiła jakaś awaria niż możliwość nawet lekkiego uszkodzenia bombowca.
Pamiętaj, że opelotka tych okrętów jeśli ją miały musiała sobie radzić z powolnymi dwupłatowcami o mikrym udźwigu(postulowano wprowadzenie amunicji pośredniej bo karabinowa była za ciężka) które mogły co najwyżej spuścić jakiś granat ręczny czy mikro bombkę.
04-06-2011 20:11
Indoctrine
   
Ocena:
0
@Dagome

Zauważ, że to jest setting pod Savage, tam detale realistyczne są drugorzędne (choć nie powinno być nieścsłości, lepiej czegoś nie napisać), liczy się czas obecny i fun z gry.
04-06-2011 20:15
Albiorix
   
Ocena:
0
W militarystycznym settingu detale zbrojeniowe to powod uznania znawcow i fajny smaczek dla pozostalych, dajacy duzo klimatu.

IMHO to fajne, choc nie niezbedne.

Ja bym chcial hierarchii wojskowej z objasnieniem dla laikow i poradami dla MG - zeby mozna bylo zrobic kampanoe pt "kariera wojskowa" z realistycznymi awansami i odznaczebiami zamiast standardowych zlota, chwaly i dziewic.
04-06-2011 20:28
Dagome
   
Ocena:
0
@ Dabi

Jesteś od warmłotka? Czy byś mnie nie poprawił gdybym nazwał młotkowego mrocznego elfa(z Kanady?) drowem?
Ja się kompletnie nie znam na tym erpegu więc dla mnie zły elf=drow. Więc mogę na ewentualne zwrócenie uwagi powiedzieć, że młotkowiec czepia się pierdół?
04-06-2011 20:36
~Slova

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Po jakiego grzyba eskorta myśliwska?"
Bo takie są procedury.

Poza tym samoloty szturmowe mają zasadniczą wadę w porównaniu do bombowców śmigłowych - większą prędkość minimalną, a co za tym idzie zmniejsza się precyzja bombardowania zwykłymi bombami (tym bardziej, że do niszczenia okrętów używano bombowców nurkujących, a Su-24 tego nie poczynią). Tak więc lepiej uderzyć raz, a dobrze, niż powtarzać nalot.
04-06-2011 21:24
Dagome
   
Ocena:
0
Eee.... Wiesz technika trochę poszła do przodu od czasów II wojny światowej myślisz, że samolot zaprojektowany do bombardowania przy locie naddźwiękowym będzie mniej celny od prymitywnego latadła ze śmigłem? Bombardowanie za pomocą lotu nurkowego to przejaw prymitywizmu. Taki F-5 mógł celnie zrzucać bomby tylko z lotu nurkowego bo nie posiadał odpowiedniego celownika a A-4 będący dedykowanym bombtruckiem nie musiał wykonywać takich karkołomnych manewrów. Co więcej Skyhawki zatopiły niszczyciel rakietowy za pomocą zwykłych bomb. Więc jak widać celność jest dobra.
Co więcej w latach '80 Su-22 były u nas nazywane supertechniką we względu na zdolności bojowe a jest to dedykowany samolot myśliwsko-bombowy a dekadę później śp. szkolno-bojowa Iryda dzięki nowocześniejszej awionice była celniejsza.

W sprawie procedur. Jak widać nie miał eskorty.
04-06-2011 21:57
~SLova

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Tak, ale te bombardowanie naddźwiękowe dotyczy właśnie bomb kierowanych. Tu nie chodzi o to, że Su-24 nie byłby celny, problem w tym, że mógłby nie być wystarczająco celny. Bądź co bądź zwykłych bomb nie używa się do bombardowania precyzyjnego, tym bardziej, jeżeli ma się do dyspozycji sprzęt, który może trafić w punkt.

Poza tym w grę wchodzi jeszcze demonstracja siły (w końcu to Rosjanie).
04-06-2011 22:06
Dabi
   
Ocena:
0
@ Dagome

Nie nie jestem szczególnie również od Warhammera.
A jak nawet bym był to nie ma to nic do rzeczy.
Jednak jeśli byś tak powiedział to bym poprawił bo to błąd.

Mylisz tu dwa pojęcia.

Nazwanie mrocznego elfa drowem (o których nie wiem niemal nic poza tym, że to rasa z DnD i bardzo niektórzy ją lubią nie wiadomo za co :-) to błąd w świecie gry. I taki wymaga poprawy. Bo to wie każdy który gra w daną grę.

Ty zaś czepiasz się pierdoły to znaczy drobnego przeinaczenia jakiegoś terminu który robi różnicę jedynie komuś mocno zainteresowanemu tematem.

To troszkę tak jakbym ja się czepiał faktu, że ktoś powiedziałby, że w sprawie zabójstwa jakiegoś tam BNa w Warszawie prowadzi się dochodzenie.

Co jest oczywiście błędem ale dla przeciętnego człowieka to nie ma żadnego znaczenia.

I jeśli bym się tego czepił to była to pierdoła.



04-06-2011 22:16
Dagome
   
Ocena:
0
Tja iracki reaktor Tammuz został zbombiony głupimi bombami z pułapu ~1000 metrów z prędkości okołodźwiękowej.
Można? Można jak widać. Dodatkowo Izraelici specjalnie nie użyli kierowanych bomb bo nie mieli do nich zaufania a ich wyniki początkowo były tłumaczone użyciem łynteligentnych bomb ;-P.

@ Dabi
Ja się nie czepiam tylko poprawiłem taki błąd jak pomylenie drowa z młotkowym mrocznym elfem.
Dla laika to to samo lecz dla osoba znająca się chociaż trochę na rzeczy wie, że to jest błąd.

Tym bardziej, że ważną grupą docelową 40 do 1 są osoby interesujące się IIWŚ a więc przy okazji techniką wojskową, co prawda są osoby które mają hermetyczne zainteresowanie tylko techniką muzealną z tego okresu ale reszta też się interesuje bardziej nowoczesnym uzbrojeniem.
Czyli jak ktoś mi nazwie BMP-1 czołgiem bo ma gąsienice i armatę to go poprawie bo p...... przysłowiowe bzdury.
04-06-2011 22:22
Dabi
   
Ocena:
0
Zależy jak wymiarkujesz swoje poprawianie.

Przykład z kierowaną bombą czy pociskiem to poprawienie nieco na wyrost.

Mój przykład z dochodzeniem to już lekka hiperbola ale to też bardzo poważny błąd.

Generalnie nie za bardzo lubię jak ktoś próbuje za dużo wiedzy z dowolnej dziedziny przemycać :)

Wychodzi to zazwyczaj źle.
04-06-2011 23:06
Dagome
   
Ocena:
0
Różnica między bombą a pociskiem rakietowym to poprawianie na wyrost? To tak jakby nazwać TIRa wozem drabiniastym jedno i drugie służy do przewozu towaru.

Tekst zegarmistrza sugerował, że została użyta dedykowana konstrukcja bomby przeciwokrętowej. Wiec się zapytałem skąd to wytrzasnął. Okazało się, że to wymysł autora więc poprawiłem, jak wspomniał Albiorix smaczki militarne są bardzo ważne. Wiesz widziałem różne kwiatki jak ten, że pod przysłowiowego kałacha nie da się podwiesić granatnika co jest kompletną bzdurą.
04-06-2011 23:30
~Slova

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Wiesz, w SW jest napisane, że M82 przebija pancerz czołgowy, co nie jest prawdą (co nie zmienia faktu, że może zniszczyć silnik słabiej opancerzonego pojazdu, a już na pewno spenetruje pancerz BWP-1 i BWP-2).
05-06-2011 00:49
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dagome, w mlotku sa druchii, a nie drowy :P czepiasz sie.
05-06-2011 01:44
Dabi
   
Ocena:
0
Moim zdaniem w takim wydaniu jest to poprawianie już na wyrost jeśli przybiera taką formę.

Można zwrócić uwagę to nie bomba tylko pocisk i tyle. A nie ma potrzeby rozwijać się ponad miarę w tym temacie.

A fakt, braku możliwości podczepienia granatnika pod kałacha to też jest coś z gatunku pierdół.

Nie lubię takich graczy :] I sam na szczęście takich zapędów nie mam.

Jak ktoś pomyli w takim Warhamerze kmiecia z chłopem to też nic się nie stanie i nie jest to temat do roztrząsania.

Myślę, że nie warto tego rozważać bo za chwilkę dojdzie się do dyskusji czy pocisk z rdzeniem stalowym w osłonie z tworzywa sztucznego wystrzelony z urządzenia pneumatycznego z 20 metrów przebije kość czaszki czy też nie. ^^

A jeśli MG powie, że robi siniaka to mam się kłócić czy też nie.

05-06-2011 15:06
~SLova

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"A fakt, braku możliwości podczepienia granatnika pod kałacha to też jest coś z gatunku pierdół."
Nie, to poważny błąd - ogranicza skuteczność danej broni i jej użyteczność.
05-06-2011 15:58
Gruszczy
   
Ocena:
+2
Szacun. Ni cholery mnie nie wciąga pomysł an setting, ale chylę czoła przed dyscypliną i zaangażowaniem w tworzenie i publikację :)
05-06-2011 21:53

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.