string(15) ""
» Blog » 10 starych fantaziaków wartych zagrania
29-09-2012 21:25

10 starych fantaziaków wartych zagrania

W działach: Gry wideo | Odsłony: 575

 


Przy okazji wymiany flaków ze spalonego kompa zrobiłem sobie niewielki powrót do przeszłości. W rezultacie znalazłem kilka gier, które warto by przypomnieć szerszemu gronu.


Dungeon Master

 

 

 

Tytuł który na długie lata wyznaczył kierunek rozwoju gier cRPG oraz stworzył podgatunek tzw. Dungeon Crawlerów. Przez prawie całą, kolejną dekadę inne gry czerpały z niego garściami. Fabuły prawie nie ma. Jesteśmy drużyną składającą się z 1 do 4 herosów i wędrujemy lochami, by pokonać złego Lorda Chaosa. Po drodze rozwiązujemy logiczne zagadki, unikamy ruchomych dziur, opukujemy ściany w poszukiwaniu tajnych przejść i iluzji, walczymy z potworami oraz układa czary z run.


Dungeon Master jest raczej niewielką grą. Mieścił się na jednej dyskietce i da się go skończyć w dzień lub dwa intensywnego grania. Jednocześnie jest wprost napakowany treścią, potworami, zagadkami, wyzwaniami i dość trudny. W odróżnieniu od większości współczesnych gier możliwe jest utknięcie w nim np. na skutek nierozwiązania zagadki.


Dobra rada: System rozwoju postaci. Otóż: bohaterowie DM awansują w czterech klasach: Wojownika (za siekanie potworów), Ninja (za bicie potworów gołymi pięściami i rzucanie w nie przedmiotami), Kapłana (za rzucanie czarów kapłańskich) i Maga (za rzucanie innych czarów). Jest to jedna z nielicznych gier cRPG w których nie warto być specjalistą. Zwłaszcza stojące w pierwszej linii postacie wojowników powinny jednocześnie babrać się czarami obydwu rodzajów (a spotkane, słabsze potwory zabijać gołymi rękoma), bowiem tym sposobem będą miały 2-3 razy więcej HP niż ich „czyste” odpowiedniki.


Warto zwrócić uwagę, że Dungeon Master miał z milion naśladowców. Z tych, które godne są wymienienia i akurat przychodzą mi do głowy wspomnieć warto o: Lands of Lore 1, Eye Of Beholder 1-3, Chaos Strike Back, Dungen Master II, Black Crypt oraz Crystal Dragon (jedynie na Amigę).


Amberstar

 

 


Niedawno Ninetongues napisał post poświęcony Albionowi. Amberstar jest niczym innym, jak wcześniejszą grą tego samego studia i wykorzystuje wiele rozwiązań użytych później w Albionie. Jest też swego rodzaju Zegarmistrzowego nemezis. To gra w którą grałem od późnej podstawówki, by przejść wreszcie gdzieś pod koniec studiów.


Fabuła jest dość prosta: jesteśmy młodym człowiekiem, którego rodziców zamordowali orkowie. Szukając zemsty dowiadujemy się o zagrażającym światu spisku uknutym przez złego maga i równie złego boga. Aby mu przeciwdziałać musimy znaleźć 13 części zaginionego artefaktu o nazwie Amberstar, odwiedzić obce miasta, walczyć potworami, pływać po morzach, zwiedzić masę lochów, rozwiązać tonę zagadek logicznych i rymowanek...


Po świecie gry poruszamy się w dwóch rzutach: 3D i 2D, widzianym z góry, który przełącza się w zależności od lokacji. Generalnie lochy najczęściej zwiedzamy w tym pierwszym, dzicz i domy napotykanych osób w tym drugim. Gdy dochodzi do walki gra przełącza się w rzut taktyczny. Samo starcie toczy się w podziale na tury. Wiele ważnych informacji pojawia się w trybie tekstowym.


Amberstar w swojej epoce było jednym z najbardziej rozbudowanych cRPG. W grze przemierzamy rozległą krainę, zwiedzamy 6 miast, chyba ze 20 różnych lochów (z których część jest opcjonalna), gadamy z dziesiątkami postaci (dialogi są najczęściej w pełni swobodne), uczestniczymy w nieliniowej fabule (a raczej: lokacje penetrujemy w dowolnej kolejności) i rozwiązujemy zagadki logiczne. Te ostatnie są ciekawe. Czasem mianowicie spotykamy Gadajace Głowy, które pytają nas o różne rzeczy. Na przykład w Tower of Riddle Master zadają zagadki-rymowanki, często proszą też o informacje, które odczytać musimy samodzielnie ze znalezionych dokumentów czy też odcyfrować z run.


Te ostatnie są arcyciekawe. Do oryginalnego pudełka gry dodawana była kartka z alfabetem runicznym. W grze pojawiają się partie tekstu (np. inskrypcje na posągach) napisane właśnie w nim.


Język runiczny można znaleźć w necie.


Master of Magic

 

 

 

Czyli krzyżówka Master of Orion i Civilization przeniesiona w świat (w zasadzie to w dwa światy) fantasy. Wcielamy się w czarnoksiężnika konkurującego o władzę z czterema innymi czarnoksiężnikami. Uprawiamy też jeden z 5 stylów magii, zerżniętych żywcem z Magic: The Gathering. Możemy też dowodzić jedną z około 20 ras. Zamiast wynalazków opracowujemy, jak łatwo zgadnąć nowe czary. Oprócz stosowania magii uprawiamy też jednak i zwykłą gospodarkę rozbudowując miasta.


Prawdę mówiąc MoM jest grą bardzo fajną, ale też mało zbalansowaną. Ogromną jego wadą jest system walki, w którym słabe jednostki nie mogą pokonać silnych. W efekcie można ją wygrać jednym herosem, który nazbiera magicznych artefaktów i leweli, albo jednym wezwanym smokiem. Chyba najgorszym przykładem braku balansu jest rasa Trolli, która – budując jeden budynek– może dorobić się przerażającej kawalerii na mamutach, nie do powstrzymania przez większość zwykłych wojsk.


Mimo to gra jest jedną z najbardziej rozbudowanych gier strategicznych fantasy, jakie się ukazały.


Myth: The Fallen Lords i Myth 2: Soulblighter

 

 


Zanim Bungie Software zaczęło robić FPS-y wydało serię genialnych taktycznych gier RTS noszącą nazwę Myth. W świecie gry co 1000 lat budzi się zły bóg o imieniu Leveler i siły ciemności walczą o panowanie nad krainą z siłami światła...


Generalnie Leveler a raczej jego nowa inkarnacja: Balor oraz służący mu Upadli Lordowie obudzili się jakieś 30 lat temu. Ich armie nadciągnęły ze wschodu niosąc śmierć i pożogę do krainy ludzi. Dziś broni się już tylko Liga Wolnych Miast. Jej obrońcy, wspierani przez Legion, uformowaną z uchodźców z podbitych krajów jednostkę szykują się by umrzeć z mieczem w dłoni. Jedyną siłą, która może ocalić krainę jest gracz komputerowy i jego taktyczny geniusz.


W grze toczymy szereg bitew. Na ich początku otrzymujemy niewielki oddział (który nie rośnie, w tym RTS-ie nie mamy bazy!) za pomocą którego musimy zwyciężyć. Zwykle starcia te stanowią nawiasem mówiąc fabularnie zaledwie fragment większych operacji i utrzymane są w stylu „odciągnij wroga od”, „broń przeprawy, żeby główne siły miały czas bohatersko uciec” i tak dalej.


Cechą charakterystyczną Myth są mroczny, nawiązujący do twórczości Glena Cooka klimat, który na pewno przypadnie do gustu każdemu fanowi Jesiennej Gawędy, brutalność oraz wysoki poziom trudności. Ten ostatni nie jest efektem jakiegoś, specjalnego geniuszu komputera, co raczej przewagą liczebną i jakościową jego wojsk. Oczywiście każdą bitwę da się wygrać, lecz w Myth są wrogowie, którzy – jeśli pozwoli im się zaatakować – są w stanie całą armię rozwalić jednym uderzeniem.


Fire Emblem


Generalnie można się kłócić, czy gry jRPG są RPG czy nie. Dyskusje takie milkną jednak gdy przechodzimy do podgatunku tRPG (taktycznych RPG), który najczęściej nie ma nic wspólnego ani z RPG ani z jakąkolwiek taktyką. Oczywiście jest kilka wyjątków. Jednym z nich jest cykl Fire Emblem.


Fabuła: jesteś jakimś tam generałem i walczysz w jakiejś tam wojnie w jakimś świecie fantasy. Dowodzisz armią chłopców i dziewczynek o wielkich oczach. Masz zabijać innych, podobnych.


Twoja armia czy tam drużyna składa się z bohaterów. Na początku masz tylko kilku, potem dołączają następni. Bohaterów należy oszczędzać i uważać na nich, bo w tej grze nie ma wskrzeszenia... Z drugiej strony: walczyć muszą, bo za to jest gold i exp, ponadto racja moralna stoi po twojej stronie. Każdy bohater należy do jakiejś określonej profesji (po zdobyciu paru poziomów często awansuje na lepszą). Profesji jest kilkanaście, podzielić je można na kilka klas.


Pierwsza z nich to wojownicy: atakują tylko jednostki na sąsiednich polach. Druga to łucznicy: atakują tylko jednostki oddalone o 1 pole (lub 1 i 2 pola, jeśli mają Long Bown). Trzecia to magowie: atakują jednostki na polu sąsiadującym i oddalonym o 2 pola, ale mają mało HP. Czwarta to latacze: omijają przeszkody terenowe i wrogów, dzięki czemu doskonale nadają się do nękania tyłów i ubijania słabeuszy (magowie, łucznicy, lekarze), ale otrzymują podwójne rany od łuczników. Piąta to Healerzy. Szósta to Tancerka. Tancerka nie walczy, ale może dać dodatkowy ruch innej jednostce. Szósta to złodziej, imho nieprzydatny.


W niektórych częściach mamy jeszcze do dyspozycji Smoka, który jest uberpotężny, ale jego amunicji NIE DA się odnowić.


Każda postać ma jakąś broń. Bronie mają różną jakość i właściwości (osobiście preferuje te z cechą Killer). Niestety na każdą broń jest jakaś kontrbroń. Tak więc: łuków nie da się używać w walce wręcz. Magowie mają mało życia. Healerzy i Tancerze w ogóle nie walczą. Złodzieje ogólnie są do bani. Latacze dostają podwójne rany od łuczników i niektórych czarów. Co do reszty to niektóre bronie zadają zwiększone obrażenia właścicielom innej broni. Działa to tak:

Miecze > Topory > Dzidy > Miecze

Magia Elementarna > Światło > Ciemność > Elementalizm


I tyle mechaniki.


Prawda że proste?


Tym, co w FE urzeka jest właśnie prostota rozgrywki. Drugi element to bardzo wysoki poziom wyzwania, jaki prezentuje sobą gra. Jest naprawdę trudna, a w połączeniu z faktem, że nie w niej wskrzeszeń jesteśmy zmuszeni prawie non-stop korzystać z opcji Load i zmieniać taktykę.


Dobra rada: W każdej grze z serii masz Trubadurkę. Trubadurka to jedyny healer, który a) ma konika b) może korzystać z magii bojowej (różnej i na różnym poziomie doświadczenia w zależności od gry), zwykle w dość ograniczonym stopniu. Ma też zawsze bardzo wysoki współczynnik Mocy i Zręczności. Powoduje to, że na wysokim poziomie a) mimo, że korzysta z jakiegoś całkiem pupnego Magic Missila zadaje horrendalne wręcz obrażenia b) dzięki dużej Zręczności bardzo trudno ją trafić, może więc – mimo niewielkiej ilości HP – wdawać się w walki z nawet potężnymi przeciwnikami c) Jak ją gonią może na tym koniku bardzo szybko uciekać.


Dobra rada: Każda postać ma inne cechy. To, że jeden np. Rycerz wymiata nie oznacza, że wymiatać będą wszyscy Rycerze. Spora część postaci to zapchajdziury mające zastąpić poległych.


Age of Wonders

 

 

 

Age of Wonders to coś pośredniego między Master of Magic, HoMM, a Warlords (ciekawe, czy komuś mówi coś ten ostatni tytuł?). Fabuła gry jest dość skomplikowana. Jest sobie świat fantasy, którym rządziły elfy. Pewnego dnia jednak (jak w Wiedźminie) przybyli do niego ludzie i im nakopali. Ludzie rządzili długo i niesprawiedliwie, aż pewnego dnia ich królestwo zaczęło chylić się ku upadkowi. Elfy się ukryły, a ich a ich rasa podzieliła się na dwa szczepy. Jeden, korzystając z okazji chce się z ludźmi dogadać, drugi ich dorżnąć. Teraz więc trwa wojna...


Przechodzimy kilkanaście misji, dowodząc różnymi rasami (wybór klasyczny) sprzymierzonymi z ruchem ideologicznym, po którego stronie stanęliśmy. Mi przyjemniej grało się tymi złymi. Oprócz tego na planszy jest zwykle kilka innych ludów. Różne ludy lubią się, albo się nie lubią, więc wspomagając jedne podpadamy innym. Tak więc np. rozbudowując orkowe czy goblińskie miasto otrzymujemy premię do kontaktów z tymi rasami. Paląc (!), grabiąc (!!) lub wysiedlając (!!!) ich otrzymujemy kary...


Jak łatwo zgadnąć gra się głównie w wysiedlenia toczy.


Co jeszcze... Mamy herosów jak w HoMM. Mamy armie jak w Warlods. Mamy klimat podobny jak w Disciples. Mamy czary jak w MoM. Mamy bitwy też jak w MoM, tylko lepsze (da się je też przełączyć na takie, jak w Warlords).


Generalnie fajnie jest.


Dobra rada: Starajcie się zrobić wszystko, żeby nie grać w polską wersję językową. Jest tragiczna. Naprawdę (np. „Turn Undead” przetłumaczono jako „Kolejka Martwiaków”).


Warhammer: Dark Omen

 

 


Warhammer Fantasy Battle doczekał się trzech przeniesień na komputery osobiste. Dwie są świetne (Shadow of the Horned Rat i Dark Omen), trzecia (Mark of Chaos) raczej kiepska. Zajmiemy się Dark Omen, który jest generalnie takim ulepszonym SOTHR. Fabuła: jesteśmy dowódcą najemników. Dowodzimy armią Imperium (wzmocnioną o krasie, elfy i Bretonię oraz trochę dziwów) i staramy się zarobić. Sigmar jest dla nas łaskawy, bowiem właśnie w Starym Świecie zaczęli pojawiać się ożywieńcy w ilościach hurtowych...


Generalnie gra jest łatwa do opowiedzenia. Toczymy bitwy w Młotka, tyle, że na komputerze i w czasie rzeczywistym. Rozrywka jest dość trudna, wymaga pomyślunku i umiejętności. Mimo to da się skończyć bez większych problemów. Jedna z moich ulubionych gier ever.


W sumie, to jak skończę Diablo 3 będę musiał wyciągnąć pudełko i zobaczyć, czy chodzi toto na Windows 7.


Dobra rada: W pierwszej czy drugiej bitwie z wampirami należy koniecznie zdobyć Wand of Jet. W bitwie, w której bronimy się w okrążeniu na głównym placu miasta należy wypatrzyć dom, z którego unosi się kolory dym i poczęstować go armatą, a potem wziąć znajdźkę. Razem z Wand of Jet należy dać ją magowi. Maga należy lewelować jak najintensywniej się da. Na początku jest to trudne, bo fireballami raczej nie zaekspi, potem, gdy zdobywa lepsze czary idzie z górki. Kombinacja Paraliż + Firestorm potrafi wygrać grę.


Crono Trigeer


Jeszcze jedna japońszczyzna, tym razem uznawana niekiedy za najlepszy jRPG wszech czasów. Nie mnie to jednak oceniać. W każdym razie: w grze tej, jak w połowie cRPG mamy za zadanie powstrzymać zagładę świata. Tym razem jej sprawcą jest Lavos, potwór, który w głębokiej prehistorii przybył na ziemię i teraz wysysa siły życiowe planety. Celem pokonania potwora musimy przemierzyć wzdłuż i wszerz różne epoki, walcząc z pomniejszymi monstrami i doskonaląc sztukę czarów i władania mieczem.


Generalnie interfacem gra przypomina trochę wczesne (6-7) odsłony cyklu Final Fantasy. Grafika jest 2D, co typowe dla konsoli SNES, na którą powstała, czyli ma dość zręcznościowy charakter. Rozgrywka, mimo kilku momentów, w których można się dość perfidnie zaciąć jest raczej przyjemna. Fabuła jest przemyślana i mimo że widać, przedstawiciele której nacja ją pisali jest raczej lekka, nie przegięta i nie razi przesadnym emo-angstem.


Sacrifice

 

 


Dawno temu, zanim Shiny Entertainment zajęło się robieniem gier na bazie filmów i szlag je trafił znane było jako jedno z najbardziej oryginalnych studiów. Wypuściło kilka świetnych tytułów w tym właśnie Sacrifice.


Fabuła: jesteśmy magiem wygnanym z rodzinnego świata. Docieramy na planetę, na której piątka bogów toczy właśnie wojnę. Jako, że najemnicy są w cenie przystajemy na ich usługi. W zależności od tego, po czyjej stronie się opowiemy otrzymujemy inne czary i jednostki. Do pewnego stopnia możemy też zmieniać stronę po której walczymy.


W grze mamy dwa surowce. Są to mana i dusze. Te ostatnie zdobywamy walcząc z wrogimi jednostkami, zabijając je, a następnie zmuszając swoje sługi do zaniesienia ich do ołtarza naszego bóstwa, gdzie zostaną złożone w ofierze. Ołtarz jest więc naszą najważniejszą strukturą. Jeśli dotrą do niego wrogowie i zbezczeszczą go składając ofiarę jest już po nas.


Beatryal at Krondor

 

 

 

Przed wyjściem Baldur's Gate „Zdrada” miała taki status dla gier cRPG, jak obecnie posiada właśnie BG. Jak sam tytuł wskazuje przenosimy się do uniwersum wykreowanego przez Raymonda E. Feista, niezbyt dobrego pisarza fantasy. Tym razem przyjdzie nam zrobić coś, czego już nie pamiętam i przemierzyć siedem długich rozdziałów i przynajmniej jeden, alternatywny wymiar.


Generalnie dużo się gada, intryguje i walczy. Przeciwnicy to najczęściej humanoidy, ale bywają też i potwory. Walka rozgrywa się na siatce taktycznej, z podziałem na tury, trochę podobnie jak w uproszczonym UFO i wymaga dość dużo kombinowania.


Chwalebna Wzmianka:


Warto pamiętać także o innych, nie wymienionych w tym tekście grach jak: Anvil of Dawn, cyk Eye of Beholder, Lands of Lore (w szczególności jedynce), Arcanum, Celtic Legends, Ravenant, Nox, Stonekeep, Albion czy też Might and Magic (zwłaszcza części 3-6) albo Moonstone.

Komentarze


Jasny
   
Ocena:
0
Jak już sprawdzisz czy Młotek chodzi na windzie 7 to daj znać!
29-09-2012 23:16
Drachu
   
Ocena:
+6
Dark Omen był genialny. Aż kupiłem kiedyś jakiś badziew na Allegro, bo sprzedający dodawał jako gratis DO właśnie. (A ta bitwa z Wand of Jet to obrona Bogenhafen, zresztą - co do zasady, zawsze nalezy równać z ziemią każdy budynek, zwłaszcza wieże w Sylvanii). Marek Czaosu nie jest nawet najgorszy, ale jeśli idzie o fajność cut-scenek, to jest sto lat za Dark Omen. Staram się nauczyć Akinatora, żeby zgadywał Morgana Bernhardta, ale ciężko mi idzie. Komandor Bernhardt to zdecydowanie moja ulubiona postać z gry ever.
Druga rada - kto po bitwie o Blighted Towers wybierze armatę zamiast moździerza, ten łoś.

Age of Wonders dla odmiany było fajne, bo można było rozjeżdżać armią niziołków :)

Myth - jeszcze jedynka jak Cię mogę, ale dwójka była jakąś masakrą jeśli idzie o poziom trudności. Umówmy się - Dark Omen potrafił zaboleć, Shadow of The Horned Rat również, ale Myth 2 to już było ekstremum. Nikt by tego dziś nie wydał. Skończył się czas gier gdzie podchodzisz 10 razy do jednej misji. Szkoda niekiedy.

Ja, jeśli miałbym wskazywać takie kamienie milowe mojego grania, to też uderzyłbym w Dark Omen, Beholdery, Fallouty (hej, nie muszę być oryginalny), Dungeon Keeper a spoza getta to Laser Squad, Jagged Alliance 2, Sabre Team, X-com, Goblins oraz Steel Panthers i Close Combaty. Ogólnie lata 90-te kozaczyły jak dla mnie.
30-09-2012 00:25
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
ja polecam knights of xentar niech się petra wkurza
30-09-2012 01:01
Krzemień
   
Ocena:
+7
A ja polecam Kroniki Czarnego Księżyca. Raz że niesamowite bitwy a dwa, że fajna fabuła i bohaterowie.
30-09-2012 09:40
Kamulec
   
Ocena:
0
Szkoda, że nie argumentujesz, czemu w coś warto zagrać.

@Drachu
Miałeś w końcu kilkanaście lat mniej.
30-09-2012 09:41
Xolotl
   
Ocena:
0
Polecanka za Fire Emblem I Chrono, świetne gry, w przeciwieństwie do niestrawnych finali(poza Tactics).
30-09-2012 10:45
teoretyczneale
   
Ocena:
+1
Fajan gra jeszcze byla kiedys Lost Wikings. To nie taki fantaziak jak podales ale podobalo mi sie ze pokazali tak specjalizowanie postaci i potrzebe wspolpracy. A co wazniejsze sceneria sie zmieniala raz fanazy raz nowa technologia. Kiedys to sie podobalo a teraz ludzie mrucza jezeli ktos probuje wymieszac konwencje. Dlatego o tym pisze bo to wymagalo wyobrazni ktorej dzisiaj brakuje osobom
30-09-2012 10:54
Salantor
    Drachu
Ocena:
0
No pacz pan, a ja mam z Mythem dokładnie odwrotne doświadczenia. Dwójkę ze trzy razy bez problemu przeszedłem, jedynka urwała mi się w połowie, kiedy to miałem krasnoludami tłuc oszczepników na polu minowym. Masakra. Tak samo trójka - poza drugą misję nie wyszedłem.

Na liście zabrakło Dungeon Keepera. Jest za to Młotek i Sacrifice, więc wybaczę to haniebne pominięcie :]
30-09-2012 13:44
Drachu
   
Ocena:
0
@Kamulec: Ba! W jakimś stopniu na pewno masz rację, chociaż nie bez znaczenia jest fakt, że w latach 90-tych te główne gatunki dopiero się rozwijały i wtedy gry potrafiły zaskoczyć świeżością.

@Salantor - a może faktycznie. Pamiętałem tylko, że jednego z Mythów nie byłem w stanie przejsć... kurcze, może to faktycznie była trójka.

Tyldo: Knights of Xentar i jego wersja czerwonego kapturka nie zostaną zapomniane!

PS. Tips do Dungeon Mastera - trzeba brać takich wojowników, żeby każdy miał dość many do rzucenia najprostszego czaru (bodaj światła). Inaczej nie da się rozwijać poziomów czarodzieja :)
30-09-2012 14:56
Beamhit
   
Ocena:
0
Dla ciekawskich - Master of Magic, Age of Wonders i Betrayal at Krondor do kupienia na GoG.

Xentar - były dwie wersje, nudna (z cenzurą) i hentaiowa.

Za to w innego rpg hentai dobrze mi się grało, był nieliniowy, można było się zakleszczyć, jak i zejść na kilka sposobów - Cobra Mission (ale to nie fantaziak).
30-09-2012 15:08
~gosc

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
You need to go deeper...

http://www.youtube.com/watch?v=fMb OgSY-rJ0

Ktokolwiek widzial, ktokolwiek wie?
30-09-2012 15:43
Beamhit
   
Ocena:
0
Widziałem i się zagrywałem. W dwójkę też, chociaż nie przyjęła się tak dobrze wśród miłośników jedynki.
30-09-2012 16:30
Aure_Canis
   
Ocena:
+2
@Krzemień
A ta muzyka, panie. Muzyka.

A komiksy źródłowe, w swym bezdennym kiczu, również są ołsom.
30-09-2012 16:39
Salantor
    Aure
Ocena:
0
Muzyka - mniam. Komiksy - niestety znalazłem tylko po francusku :/
30-09-2012 17:19
   
Ocena:
0
Dark omen nie był trudny, ;o prostu strasznie losowy i nie można było zapisywać w trakcie bitsy, a najniebezpieczniejsze były własne jednostki.
Myth: Nie lubię strategji bezbazowych bo zsykle yo nudna zabawa w wywabianie.
Age of wonder: Najłatwiej grę przejść inwestując obronę i samotnie zjadając wrogich dowódców.
30-09-2012 18:37
Dagobert
   
Ocena:
+1
Sacrifice to była strasznie fajna i pokręcona gra, przechodziłem cztery razy przynajmniej:) oprawa audiowizualna, fabuła, humor, klimat, grywalność etc. sam miód:)
30-09-2012 20:16
Aure_Canis
    @ Salantor
Ocena:
0
Patrz i nie porzucaj nadzieje:

1
2
3a
3b
3c
30-09-2012 21:33
Kamulec
   
Ocena:
0
@Drachu
Z punktu widzenia odbiorcy nie ma większego znaczenia, czy coś jest innowacyjne, lecz czy już to zna.
01-10-2012 01:58
Salantor
    Aure
Ocena:
0
Nie wierzę... Jednak istnieje! Światłu niech będą dzięki!
01-10-2012 03:31
~gariflelds

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Master of Magic
Dla mnie najsilniejszą z jednostek dostępnych w zamkach były zawsze żółwiosmoki. Dało się je zbudowac baardzo szybko i nie stracić sztuki do końca gry. No i jeszce palladyni potrafili zamieszać.

Dark Omen
Stracenie maga ognia na początku gry i próba gry dalej powodowała, że gra stawała się niemal nie do przejścia ...

01-10-2012 10:58

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.