» Literatura » Książki » Gwiazda po gwieździe – Troy Denning

Gwiazda po gwieździe – Troy Denning


wersja do druku

Denning wkracza do akcji

Autor: Redakcja: Wojciech 'Wojteq' Popek

Gwiazda po gwieździe – Troy Denning
Jeśli ktoś trzyma książki należące do Nowej Ery Jedi na jednej półce, nawet patrząc z na nią pobieżnie łatwo przychodzi na myśl, że Gwiazda po gwieździe to powieść dla serii istotna. Poszczególne tomy mają w sobie różną ilość treści, jednak ponad 600 stron na dowolnym tle prezentuje się imponująco. Powierzchowne wrażenie nie jest mylne, Gwiazda po gwieździe to powieść kluczowa.

Yuuzhanie wyhodowali sobie nowe "maskotki". Śmiercionośne sześcionogie voxyny, zmutowane przez mistrzów przemian zwierzęta rodem z Myrkra, przemierzają wraz z najeźdźcami galaktykę i za pomocą wyspecjalizowanych zmysłów polują na Jedi. Gdy niebezpieczeństwo zostaje zidentyfikowane i rozpracowane, Jedi wysyłają specjalny oddział uderzeniowy, by dotarł do źródła problemu i zlikwidował go. W tym samym czasie jednak Yuuzhan Vongowie szykują się do ostatecznego uderzenia – najazdu na Coruscant...

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Gwiazda po gwieździe jest dla Nowej Ery Jedi czymś w rodzaju checkpointu, znanego z gier komputerowych, momentu gdzie podsumowuje się dotychczasowe dokonania przed wyruszeniem dalej przed siebie. Widać to mocno już od pierwszych stron. Troy Denning, dla którego jest to pierwsza (nie licząc e-booka Recovery) powieść gwiezdnowojenna, stara się wieść początkowo fabułę tak, by dać sobie pretekst do przywoływania wydarzeń z poprzednich tomów – ukłon w stronę czytelników, którzy zdecydowali się dopiero teraz dołączyć do serii, lecz dla tych, który są z nią od początku – ciężkie do przebrnięcia wodolejstwo. Nie da się ukryć również, że początkowe rozdziały, stanowiące owo wprowadzenie do książki, zostały potraktowane nieco po macoszemu, a autor nie zadał sobie trudu skończenia wszystkich rozpoczętych tam wątków, by przywołać tutaj przykład choćby sióstr Rar, które wyrządziły tyle szkód, by zwrócić uwagę swoich zwierzchników z Zakonu Jedi i zmusić ich do zajęcia się nimi, a który to wątek zostaje później "podsumowany" kilkoma zdawkowymi wypowiedziami i zarzucony.

Dalej jednak wydarzenia idą do przodu dużo żwawiej, głównie za sprawą wyprawy na Myrkr, gdzie wysłanych zostało siedemnastu rycerzy Jedi – w tym trójka latorośli Hana i Lei – Anakin (jako dowódca grupy), Jacen i Jaina, Tenel Ka, Tahiri Veila, Lowbacca, Zekk, Tesar Sebatyne i Ganner Rhysode. Książka ma do spełnienia jedno dość trudne zadanie, którego, mimo upływu kilku lat od premiery powieści, w tej recenzji ujawniać nie będę; mówiąc tylko, iż pieczętują się tu losy jednej z głównych postaci. Aby do tego celu dobrnąć, przed Denningiem stanęło niełatwe zadanie stworzenia satysfakcjonującego alibi dla faktu oraz okoliczności wysłania na Myrkr grupy uderzeniowej. Drugi punkt udało się zrealizować gładko i wiarygodnie wytłumaczyć, dlaczego, mimo posiadania wielu "gwiazd" w swoich szeregach, Jedi zdecydowali się wysłać na misję rycerzy niejako z drugiej linii, a tak wybitne jednostki jak Luke czy Mara zostały "w domu". Co do pierwszego zaś... łagodnie mówiąc, można mieć zastrzeżenia, choć można się pokusić o stwierdzenie, że ten element poległ na całej linii. Ciężko jest wytłumaczyć dlaczego Jedi wysłali swój oddział na niemalże samobójczą misję pozbycia się zwierzęcia, które mogło być przez Yuuzhan szybko odtworzone (skoro stworzyli je raz i zdołali sklonować w kilkuset kopiach, dlaczego nie mieliby tego uczynić ponownie?), dlaczego na samobójczą misję wysyłać aż siedemnaście osób, podczas, gdy voxyny, po które zostali wysłani, po kilku konfrontacjach nie stanowią już większej przeszkody dla doświadczonej w walce z nimi młodzieży (bo z młodzieży tak naprawdę ów oddział Jedi się składał), czy dlaczego Yuuzhanie tak ryzykownie bawili się z grupą Anakina Solo w kotka i myszkę, mimo iż mogli w zasadzie w każdej chwili ewakuować królową voxynów z "Baanu Rass", a ze ścigającymi ją Jedi rozprawić się później, podług czasu i możliwości.

Jeśli jednak przymknąć oko na te niedociągnięcia, książka bawi nieźle, gdyż samej akcji na yuuzhańskim światostatku nie można wiele zarzucić. Nowa Era Jedi miała być przełomowa pod wieloma względami, a jednym z nich miało być traktowanie postaci. Tak też jest – Gwiazda po gwieździe niemal cały czas trzyma w napięciu, gdyż nieistotnym jest ile dotychczas pracy i wysiłku włożono w tworzenie danego bohatera – żaden z członków wyprawy nie zna dnia ani godziny ataku "żądnego krwi" Troya Denninga. Przedstawione wydarzenia są dramatyczne, a opisy przemawiają do wyobraźni czytelnika. Pisarzowi bardzo sprawnie wychodzi odpowiednie oddawanie brutalności Yuuzhan Vongów i reakcji na nią ze strony uczestników wyprawy.

Misja na Myrkr to również znakomita okazja, by popisać się umiejętnościami tworzenia postaci. Ba, "operując" na siedemnastu bohaterach na raz i chcąc nadać każdemu choćby nieco intensywności, by część z nich nie stała się "kserowana" czy papierowa, takie umiejętności są wręcz niezbędne... i trzeba przyznać, że są również w posiadaniu Denninga. Pluralizm jest widoczny – różne osoby odmiennie reagują na kolejne zagrożenia, stres, potworności, jakie widzą, czy zachowanie współtowarzyszy. Typowe dla siebie kreacje zachowują Jaina i Anakin Solo, z postaci Jacena udało się wykrzesać jeszcze nieco głębi; Tahiri Veila tutaj to kontynuacja tego, o czym dane nam było czytać w Ostrzu zwycięstwa – naiwna i głupiutka nastolatka; trójkę Barabelów natomiast przedstawiono nieco tendencyjnie. Oczywiście, nawet mając do dyspozycji sześćset stron, nie sposób opisać szczegółowo każdej postaci i część z nich niemalże miga (lub ginie) w tle, jednak ogólne wrażenie jest pozytywne.

Na samej wyprawie jednakże galaktyka się nie kończy, więc spójrzmy na powieść także z innej perspektywy. Trzy ostatnie tomy Nowej Ery Jedi pisane były przez debiutantów w świecie starwarsowych powieści, jednak to właśnie oni zdają się najlepiej z dotychczasowych autorów serii rozumieć prawa, jakimi rządzi się polityka i najsensowniej przełożyć jej mechanizmy na język literatury gwiezdnowojennej. Co więcej, to właśnie Keyes i Denning podjęci się karkołomnego zadania zmiany wizerunku, czy może nawet rehabilitacji Borska Fey'lyi. Bez dwóch zdań udało im się to uczynić, na czym Gwiazda po gwieździe zyskała mocno. W miejscu ograniczonego aroganta pojawił się wytrawny gracz na scenie politycznej, nie pozbawiony sumienia, choć wciąż chorobliwie żądny władzy. Nie jest to bez znaczenia dla reszty powieści, w której Troy Denning zrobił czytelnikom małą polityczną ucztę. Konfrontacje, blefy, uniki i potyczki słowne ekscytują i wciągają bardziej niż opis niejednej kosmicznej bitwy. Szczególnie, że znów zaczęliśmy wykraczać poza terytoria znanej galaktyki i rzuciliśmy okiem na postawy, koncepcje i gry polityczne w szeregach Yuuzhan Vongów. Dużo poważniejszą rolę zaczęła tu odgrywać tajemnicza istota imieniem Vergere, o której zapewne przeczytamy już niedługo jeszcze więcej, a jej zakulisowe manipulacje dostarczą kolejną porcję fajerwerków dla czytelników.

Istotną częścią powieści są również wszelkiej maści bitwy i potyczki kosmiczne – dzięki odpowiedniemu zaangażowaniu "Sokoła Millennium" mamy ich w powieści całkiem sporo. Nie ilość jest tu jednak kluczowa, a tak zwany "ciężar gatunkowy". Od dawien dawna nie było w starwarsowej literaturze powieści, które przedstawiałyby bitwy tak istotne dla uniwersum (a przynajmniej jego części zwanej Expanded Universe). Opisy tychże jakoś nigdy mnie specjalnie nie wciągały, lecz trzeba przyznać, że tym razem bitwy poprowadzone są sprytnie, ich opisy są zajmujące, a nawet udało się w nie tchnąć nie co dramatyzmu – na tyle by czytelnik nie przechodził obok nich obojętnie.

Mimo iż Troy Denning to nowicjusz jeśli chodzi o powieści gwiezdnowojenne, jego debiut przypominał poniekąd podobną sytuację związaną z R.A. Salvatore – raczej nikt nie martwił się, że autor sobie nie poradzi. Dla Denninga pisanie powieści fantastycznych to nie pierwszyzna – zaprawiony w bojach na literackich polach Dark Sun i Forgotten Realms musiał jedynie przetransferować swoje doświadczenie tam nabyte na uniwersum Star Wars. Może właśnie to w znacznej mierze przyczynia się do faktu, że czytelnicy raczej nie będą mieli okazji do narzekania na warsztat pisarski autora. Mimo nieprzemyślanej do pewnego stopnia fabuły i kilku kwiatków po drodze (w rodzaju kontroli lotów, która nie może zidentyfikować jedynego czerwonego niszczyciela w galaktyce), wszystko dobrze ze sobą współdziała. Jak już wspomniałem nie bez podstaw jest "oczekiwanie nieoczekiwanego" od powieści, czyli intrygujących zwrotów akcji. Owo oczekiwanie raczej dłużyć się nie będzie ze względu na przemyślane dialogi, gdzieniegdzie doprawione szczyptą bardzo dobrego, lotnego humoru.

Dwa słowa o wydaniu. Gwiazda po gwieździe może "pochwalić się" jedną z najbrzydszych okładek, jakie do tej pory widziałem przy okazji lektury kolejnych tomów Nowej Ery Jedi. Na to niestety ani my, ani polski wydawca nie mamy wpływu. Amber ma za to wpływ na jakość edytorską oraz na tłumaczenie. Sześćset piętnaście stron tekstu daje szerokie pole do popisu redaktorom wydawcy, którzy niejednokrotnie pokazywali, że wystarczy im wielokrotnie mniejsza objętość książki, by ręce czytelnikowi opadły. W przypadku dziewiątej części Nowej Ery Jedi nie jest źle – kilka literówek mieści się w ogólnie przyjętej normie i nie przeszkadza w lekturze, tak samo jak fakt, że okazjonalnie "zapomniało się" komuś, że przymiotniki piszemy małą literą. Nad tłumaczeniem Andrzeja Syrzyckiego biadolił nie będę. Dość powiedzieć, że jest jak zwykle – słabo, acz znośnie, choć tłumacz ów mógłby wreszcie przyjąć do wiadomości tak podstawowe rzeczy, jak na przykład fakt, że w języku polskim mamy nieco inny szyk słów niż w mowie Shakespeare'a.

Słowem podsumowania – ilość treści i zawartych w niej punktów zwrotnych dla dziejów galaktyki czynią Gwiazdę po gwieździe pozycją absolutnie konieczną do przeczytania dla wszystkich fanów i czytelników Nowej Ery Jedi. Zdecydowanie nie pożałują przeczytania tej pozycji także pozostali fani Gwiezdnych wojen, mimo iż mam wrażenie, że każdy spoza ich kręgu może mieć trudności z przełknięciem powieści. Choć nie wybitna, pozycja ta wyróżnia się na tle pozostałej części starwarsowej biblioteczki.
8.5
Ocena recenzenta
8.75
Ocena użytkowników
Średnia z 4 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Gwiazda po gwieździe (Star by Star)
Cykl: Nowa Era Jedi
Tom: 9
Autor: Troy Denning
Tłumaczenie: Andrzej Syrzycki
Autor okładki: Cliff Nielsen
Wydawca: Amber
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 2002
Liczba stron: 616
Oprawa: miękka
Format: 123 x 190 mm
Seria wydawnicza: Star Wars
ISBN-10: 83-724-5899-5
Cena: 34,80 zł



Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.