» Teksty » Felietony » To ja też...

To ja też...

Znacie tego szkodnika sesyjnego? Na pewno. Snuje się za drużyną, nie ma pomysłów, nie wykazuje inicjatywy (bo jeszcze coś mi się stanie, nie jestem głupi). Czasem, jak będzie cicho siedział, uda mu się wymigać z bójki. O swym istnieniu przypomina przy rozdziale łupów i punktów doświadczenia.

Średnio doświadczone drużyny namierzają i pozbywają się takich graczy w ciągu dwóch kolejnych sesji. Wyjątki: dziewczyna/chłopak MG, inny członek rodziny gracza będący w trwałej symbiozie. Trochę przypominają młodsze rodzeństwo snujące się za nami na podwórku. Zawsze są gdzieś obok i reszta graczy traktuje taki "dopust" jako element krajobrazu i nie zwraca na nich szczególnej uwagi.

Zwykły "To ja też…" czasami ewoluuje w bardziej trwałą drużynowo, ale też szkodliwą formę "Zgadzam się z...". Osobnik taki wyraża ogólne opinie, ale gdy inny gracz zgłosi gotowy plan, nasz wyewoluowany szkodnik wycofuje się ze swoich pomysłów.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Czeka na rozwój sytuacji. Zazwyczaj w kilkuosobowej drużynie jest kilku "planistów" i potencjalnych szefów. W aktywnych drużynach każdy "ma plan". Rzecz w tym, żeby go wcielić w życie. Którykolwiek. Każdy i tak mieści się w ogólnych zamysłach Mistrza Gry i doprowadzi do mniej lub bardziej udanego końca sesji. Wszak nie przeprowadzamy lądowania wojsk alianckich i nawet jeśli pójdziemy na żywioł, wszystko jakoś się ułoży.

Po dłuższej dyspucie, kłótni i czasami lekkich wyzwiskach (MG w tym momencie ignoruje graczy, otaczając się dymem papierosowym lub buszując w lodówce), pada hasło: głosujmy. W tym momencie wkracza "Zgadzam się z...", popierając najbardziej agresywnego dyskutanta.

Dlaczego? Po pierwsze, własnego planu zazwyczaj nie ma. Po drugie, w plany innych jego wkład był niewielki, więc jest mu wszystko jedno, którą drogą podąży drużyna. Po trzecie, i tak coś trzeba wybrać. "Zgadzam się z..." często używa tego argumentu odpowiadając na pytanie, co zadecydowało o jego głosie. I tak trzeba coś wybrać, więc nie kłóćmy się, dlaczego nie zrobić tego, co proponuje nasz dobry kolega, Pan Agresywny? Porażający argument, prawda?

Obserwowanie szkodnika w akcji, jak początkowo kryje się i śledzi przebieg rozgrywki, bada poziom agresji, dorzuca nic nie wnoszące komentarze, by w świetle reflektorów wybrać odpowiednią opcję bywa fascynujące, gdy to ty jesteś Panem Agresywnym. Bo to ciebie popiera. Z czasem – kolejną sesją, kłótnią, dyskusją – pojawia się pytanie, skąd takie głupie wybory u całkiem inteligentnego gracza?

Zakładam, że trochę ze strachu - agresorzy potrafią się mścić, w czasie gry ośmieszyć postać bohatera w oczach biuściastego BN, lub po skończonej sesji oskarżyć o stronniczość. Zauważcie, że osobnik "Zgadzam się z..." z reguły bywa nieśmiały i niezbyt wygadany. W przeciwnym razie nie obawiałby się przedstawienia własnych planów, czy poparcia idei, nawet jeśli byłaby ona skazana na porażkę. Dlatego każdy przytyk jest dla niego sporym zagrożeniem.

O trzeciej w nocy, gdy akcja się wlecze a oczy zamykają, dochodzi też element werbalny: najgłośniejszy ma zawsze rację. Gdyby nie miał, to pewnie by się tak nie darł. Dochodzi także argument agresji – nieśmiały osobnik "Zgadzam się z..." nie lubi, jak się na niego krzyczy. Zatem, jeśli poprzemy krzykacza, wszystko będzie dobrze, po czym w zgodzie oraz harmonii zakończymy przygodę.

Czasem jest to kwestia przyzwyczajenia – dziewczyny popierają swoich chłopaków (muszę poprzeć Misiaczka, będzie na mnie zły), kumple popierają się wzajemnie, błędnie przenosząc relacje z świata rzeczywistego do gry. Nie mówię, że Jaś i Małgosia nie mogą być dobrymi kumplami w obu światach (pewien stopień zażyłości jest wręcz wskazany, bo światy RPG to straszne miejsca i warto mieć przyjaciół), ale nie na każdej sesji, z każdą drużyną.

Jak widać, przyzwyczajenia pozostały takie same: zero wkładu w dyskusję, niewielkie zainteresowanie losami drużyny (czyli wybieranie opcji niezależnie od jej słuszności), założenie, że im mniej się odzywa, tym bezpieczniej. Nie tylko dla bohatera, ale i dla gracza. Jednocześnie zachowuje status jednostki "decyzyjnej" - jego głos ZADECYDOWAŁ. A jeśli plan nie wypali, to nie on ponosi winę. Kwestia bronienia planu, który nie przyniósł spodziewanych profitów przerasta możliwości szkodnika.

Świat graczy jest bardzo różnorodny. Można powiedzieć, że ile drużyn, tyle sposobów na sesjowanie. Nasz kolega "Zgadzam się z..." w czasie sesji może bardzo fajnie prowadzić bohatera, z wyjątkiem momentów podejmowania wspólnych decyzji. Gracz typu "To ja też" jest eliminowany niejako automatycznie, ale jego wyewoluowana postać nie zasługuje na tak drastyczne posunięcie. Postępowanie "Zgadzam się z..." utrudnia rozgrywkę, ale każdy ma jakieś sesyjne przypadłości: niektórzy krzyczą, inni w sytuacjach zagrożenia podskakują na wersalce lub biegają po ścianach. Znajomy przynosił topór i potrząsał nim przy każdej wypowiedzi, nikt nie chciał koło niego siedzieć.

Jeśli niezdecydowanie "Zgadzam się z..." zaczyna doprowadzać nas do szewskiej pasji, trzeba spytać wprost: Co z tobą, nie potrafisz sam nic wymyślić? Zawsze będziesz przydupasem Pana Agresywnego?

Oczywiście ryzykujemy obrazę i oskarżenie ze strony Pana Agresywnego, że robimy sztuczne problemy (zgadnijmy, kto go poprze?). Ale może po kilku takich kłótniach do "Zgadzam się z..." coś dotrze. Może trzeba czasem zagrać bez Pana Agresywnego i troszkę powspierać nieśmiałego, przytakującego kolegę? Zawsze warto coś zmienić, żeby wszystkim lepiej się grało. Wszak zdarza się, że kumple od erpegów to ludzie, z którymi rozmawiamy częściej i więcej niż z rodziną.



Czytaj również

Ile mnie w moim RPG?
Wykorzystać gotowe czy wymyślać od zera?
Warsztat dedekowca
Jak Gerard robił planszę do D&D i co z tego wynikło
Zalety stopniowego rozwoju
Druga część dwugłosu
Co mnie uwiera w od zera do bohatera?
Pierwsza część dwugłosu
Budując swój własny domek z kart cz.3
Sposoby na lepsze granie

Komentarze


Erpegis
    -1
Ocena:
+1
Potakiwacze są też potrzebni. W każdej grupie potrzebna jest większość, grupa samych liderów musi się rozpaść.
Dlaczego koleś, który poza tym gra całkiem sensownie, musi wkurzać tym MG? Może lepiej poprowadzić mniejszą drużynę?
08-12-2006 19:13
Malkav
   
Ocena:
+1
Wlasnie, co złego jest w przytakiwaczach? A może kiedyś koleś/laska zdobedzie się na odwagę i poiwe parę brzydkich słów przeciwnikowi. To tak jak czepianie się DnD. Mimo to artykuł miło się czyta ;]
08-12-2006 19:48
Szczur
    Miły artykuł
Ocena:
+1
ale jak przedmówcy, zupełnie się nie zgadzam w tym co jest tu napisane. Nie wiem co jest złego w graczu, którego nie bawi podejmowanie decyzji co do planów, za to interesują go wszelkie inne elementy sesji.
Kolejna krucjata, kolejne demonizowanie. Chyba moda teraz na to.

Aha - nazywanie typu gracza konsekwentnie szkodnikiem w całym artykule, tylko dlatego że jego styl grania nam nie pasuje, jest jak najbardiej niekulturalnym zabiegiem.
08-12-2006 20:05
18

Użytkownik niezarejestrowany
    minus strasznie dużo
Ocena:
+1
Stawiam na to, że felieton powstał po zepsutej przez jakiegoś szkodnika sesji. Sam miałem całe dziesiątki przytakiwaczy i absolutnie nigdy nie było z nimi problemu. Nawet gdyby były, wolałbym popracować "nad nimi" trochę, zamiast okazywać się członkiem "średnio doświadczonej drużyny" i wywalać biednego gracza (najczęściej nowicjusza) z ekipy.
08-12-2006 20:05
15939

Użytkownik niezarejestrowany
    Rozwiązanie?
Ocena:
+1
Sądzę, że większym problemem są agresywni gracze, których wymieniasz w tekście. To oni często psują sesję, to oni starają się narzucić jeden wzorzec i potrafią się "obrazić" (co to zresztą znaczy, obrażać się na resztę graczy i MG? Brzmi jak zwrot z jakiegoś przedszkola), zamiast podyskutować.

Dlatego takie drużyny (z agresywnymi i przytakującymi graczami) powinny mieć Mistrza z dużym autorytetem, aby ten mógł szybko i konkretnie rozwiązywać każdy problem. Bez tego sesja zmieni się w niepotrzebną kłótnię.

Pozdrawiam
Borys
08-12-2006 22:14
Furiath
    Czytałem to wcześniej na blogu
Ocena:
0
senmary, zanim sl poprosił, by przekuć to na arta.

Artykuł ten porusza problem podejmowania decyzji przez drużynę i nieco obserwacji na temat przytakiwacza.

Przytakiwacze są potrzebni, piszecie i że problem jest demonizowany.

Problem jest, gdy osoba, niezależnie od propozycji i losów sesji, zawsze przytakuje swoim partnerom życiowym. O tym pisała Senmara w akapicie: "Czasem jest to kwestia przyzwyczajenia"

Problem jest, kiedy przytakiwacz popiera zawsze tego samego lidera, najbardziej agresywnego i stanowczego gracza ze strachu, że w przypadku poparcia innej osoby, agresywny retor będzie mu dokuczał (albo jego postaci). Było to w akapitach "Obserwowanie..." oraz "Zakładam...".

Problemem jest Pan agresywny, który w taki sposób wymusza poparcie dla swoich pomysłów - akapit "Oczywiście ryzykujemy obrazę"

Problemu nie ma, gdy przytakiwacz angazuje się w inne elementy sesji (Akapit: "Świat...")

Senmara podała metodę, jak wzbudzić pewność siebie w przytakiwaczu (Akapit: "Oczywiście...")

Re Erpegis:
Senmara nie pisała, że Przytakiwacze nie sa potrzebni. Nie pisała również, że taki gracz wkurza MG (ten beztrosko buszuje wtedy w lodówce, lub pali ćmika, było o tym w tekście). Nieuwaznie czytałeś. A zatem, z czym się konkretnie nie zgadzasz?

re Maklav: Senmara nic nie pisała, że Przytakiwacz nie jest potrzebny. Artykuł jest o momentach podejmowania decyzji. Nieuważnie czytałeś.

re ShadEnc: tak, masz rację, to był blog pisany po sesji. Senmara również napisała na czym ma polegac takie "popracowanie ", o którym pisałeś. Z czym się zatem nie zgadzasz?

re Szczur: szkodniekiem jest gracz, który popiera Panów Agresywnych i panów "swoja połówkę zyciową" zawsze i w każdej sytuacji na sesji. A moze uważasz, że to nie jest szkodnik?

Własciwie chyba artykuł Senmary jest napisany strasznie chaotycznie i nieskładnie, gdyż jego główne tezy zostały całkowicie przez Was pominięte (nie licze Halflinga, który dostrzegł jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy - czyli pana Agresywnego).

W dalszej kolejności, niech się Senmara sama wypowiada.

Pozdrawiam!
08-12-2006 22:22
18

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
@Furiath:

Z czym się zatem nie zgadzasz?

1. Nie zgadzam się z: "Średnio doświadczone drużyny namierzają i pozbywają się takich graczy w ciągu dwóch kolejnych sesji".
Pozbyć się gracza z sesji mogą już najbardziej zieloni nowicjusze. Sam wolę dojść do jakiegoś kompromisu, ew. wyciągnąć nieaktywnego gracza na front działań.

2. Nie zgadzam się z tym, że przytakiwanie samo w sobie jest złe. Jeśli graczowi sprawia ono frajdę, zaś reszcie drużyny nie przeszkadza, gdzie tu problem? Swoją drogą w felietonie padł bardzo mocno zawężony przykład "przytakiwacza" - większość moich znajomych, którzy mieli w zwyczaju stać za plecami innych potrafiła w krytycznych sytuacjach pomyśleć przed oddaniem głosu.
08-12-2006 22:30
Szczur
    Re Furiath
Ocena:
+1
Nie, nie uważam że to co przedstawione w wyraźnie przejaskarawionej formie to szkodnik (pierwsze dwa akapity). A w tym artykule wyraźnie gracz "To ja też..." (który nie jest koniecznie akurat tożsamy z popieraniem 'Panów Agresywnych' co nawet autorka sama zaznaczyła) jest nazywany szkodnikiem.
Senmara napisała, że Przytakiwacz jest szkodnikiem, rozumiem więc z tego, że szkodzi na sesji, vide nie jest potrzebny. Wobec tego trochę mnie dziwi Twoje zgadzanie się z jej argumentacją i jednoczesna odpowiedź Erpegisowi, że nie ma nic o tym, że nie są potrzebni na sesji :/
08-12-2006 22:30
senmara
    Opisałam dwie postaci
Ocena:
0
garcz "To ja też", stosuje głównie tą wypowiedź. Nie angażuje się w akcję, równie dobrze mógłby pójść na piwo z drużyną i dobrze się bawić.

Gracz "Jestem za..." gra i czasem aktywnie uczestniczy w sesji, jednak w momentach decyzyjnych popiera zawsze Pana Agresywnego (wyjątki: popiera chłopaka/dziewczynę/kumpla) jest według mnie także szkodnikiem.
Dlaczego?
Bo innym graczom ciężko się gra z kimś, kto nie ma własnych pomysłów (lub raczej rezygnuje z nich na rzecz agresywnego gracza), i popiera najgłośniej krzyczącego.
Halfling zauważył, że Pan Agresywny jest problemem. To prawda, ale to są gracze, którzy działają aktywnie tylko przy odpowiedniej grupie wsparcia. Grupa wsparcia to ci gracze, którzy się boją potyczek słownych, wypominania przy byle okazji - także poza grą - oraz wyśmiewania. Subtelna napaść słowna jest bardziej bolesna niż cios poniżej pasa.

Może dla MG rozgrywki między graczami nie są istotne, zwłaszcza gdy drużyna jako tako sobie radzi, ale czasem nawet w czteroosobowej drużynie zachodzi więcej akcji niż te zauważane przez Mistrza Gry (wspominałam o lodówce?)
Gracz "Jestem za..." jest przypadkiem uległości, z którym nie sposób walczyć. To gracz, który nie bierze udziału w równej dyskusji, nie wnosi nic nowego, ani nie przedstawia wartościowych argumentów.
Czasem ja byłam "panią agresywną", ale satysfakcja z tego żadna, gdy za moją decyzją idzie poparcie baranów na rzeź.
Wolę stanowcze, rzeczowe dyskusje, poparte konkretną argumentacją a nie usprawiedliwienia "bo tak".

Drużyna gdzie :
-rządzi Pan Agresywny (niezależnie od tego czy ma logiczne argumenty czy nie)
- gracz "Jestem za" poprze go niezależnie od argumentów
- reszta graczy jest skonfudowana, bo Pan Agresywny stara się wywrzeć wpływ agrresją,
jest niefajna dla mnie jako gracza. Gdzie tu rzeczowa dyskusja? Gdzie wspólne wybory? Gdzie miejsce na MOJE zdanie?
08-12-2006 23:12
Deckard
   
Ocena:
+1
Snuje się za drużyną, nie ma pomysłów, nie wykazuje inicjatywy (bo jeszcze coś mi się stanie, nie jestem głupi). Czasem, jak będzie cicho siedział, uda mu się wymigać z bójki.

Spróbuję skierować dyskusję na inne tory, niż klepanie -1/+1 etc. Na dobry początek powyższy akapit - a czy przypadkiem nie jest tak, że gracze "żółwiują" (thx dla Drozdala za ten i inne memy) nie dlatego, że chcą, ale dlatego, że tak ich nauczono? Nie czarujmy się - wszyscy znamy (bądź choć raz graliśmy) u takiego MG, który nasze wspaniałe plany i deklaracje na każdym kroku podporządkowywał pod swoje widzimisię. Nieważne, że Adrian głośno mówił, w którym miejscu ukrywa się jego postać (zaś MG przytakiwał), bądź że rycerz Rafała ma Inicjatywę na 22. MG zabierał głos i w ciągu 15 sekund przeinaczył/zapomniał/zdryfował każde wypowiedziane wcześniej słowo na wszelki wypadek kwitując to iście sędziowskim "To ja jestem MG". Klasa, nieprawdaż?

I teraz postawmy się w skórze kogoś, kto grał u takiego MG przez miesiąc/rok/lat kilka - co czuje taka osoba siadając do stołu z nami? Moim zdaniem twierdzenie, iż zresetuje ona swoje podejście jest mocno chybione - tym bardziej, gdy widzi (nawet w mniejszym zakresie) podobne tendencje u nas. Wyrzucanie takiej osoby za burtę to jak palenie własnej teczki...


Zawsze są gdzieś obok i reszta graczy traktuje taki "dopust" jako element krajobrazu i nie zwraca na nich szczególnej uwagi.

Co oznacza, że tzw "reszta" również może "iść do piekła", skoro albo jest zbyt słaba, aby postawić się MG/drużynie (słuchajcie - po co on znami gra?), albo zbyt kiepska, aby wyciagnąć pomocną dłoń ku takiej osobie.


Zazwyczaj w kilkuosobowej drużynie jest kilku "planistów" i potencjalnych szefów. W aktywnych drużynach każdy "ma plan". Rzecz w tym, żeby go wcielić w życie. Którykolwiek. Każdy i tak mieści się w ogólnych zamysłach Mistrza Gry i doprowadzi do mniej lub bardziej udanego końca sesji.

Za przeproszeniem ... taki układ - ale gratuluję (może podświadomej) decyzji ujęcia w cudzysłów słowa "plan". Plan się realizuje, plan można dograć z MG, można go również zataić aż do chwili realizacji. To właśnie tutaj wychodzi na wierzch kwestia, czy MG jest na tyle rozsądnym człowiekiem, aby wspomóc graczy w rozgrywce, czy też po raz kolejny zaserwować pana i władcę na krańcu własnego świata. Fragment od "którykolwiek" niestety każe mi przypuszczać, iż jednak "master & commander". :/


(MG w tym momencie ignoruje graczy, otaczając się dymem papierosowym lub buszując w lodówce), pada hasło: głosujmy. W tym momencie wkracza "Zgadzam się z...", popierając najbardziej agresywnego dyskutanta.

MG jest w takim razie hipokrytą, załatwiającym brudy na łonie grupy rękami agresywnych,"zgadzam się z" a następnie tłumacząc się, iż "zmusili mnie/przegłosowali" (What? W takim momencie powoływać się na głosowanie? Pokażcie mi proszę choć jedną drużynę, gdzie taki MG rzuca hasłem "głosujemy" gdy wybucha dyskusja wobec dryfowania deklaracji graczy pod widzimisię Mistrza...). Jak dla mnie złą postawę nie wykazuje tutaj uczestnik "Zgadzam się z..." ale MG, który albo olał sytuację przy stole, albo nie ma motywacji, aby nie rozstawiać ludzi po kątach, ale pomóc w załatwieniu sporu.

Czy zresztą nadal mało kto w tym kraju rozwiązuje niesnaski nie PO sesji (na palcach, pojedyńczo, na kozetce, najlepiej za plecami innych graczy) lecz W TYM momencie (robiąć "break")? Eh...


I tak trzeba coś wybrać, więc nie kłóćmy się, dlaczego nie zrobić tego, co proponuje nasz dobry kolega, Pan Agresywny? Porażający argument, prawda?

A MG oczywiście nadal pali tą teczkę, zamiast ogłosić "break" i osadzić pana agresywnego razem z drużyną?...


skąd takie głupie wybory u całkiem inteligentnego gracza?

Zaryzykuję stwierdzenie, iż dlatego, że PA gwarantuje większą szansę na zdobycie PDków/złota/euro/zamku/pierścienia/ Arthy niż inne rozwiązania. To źle, że gracz kombinuje?

Uderzę z innej strony - gdybyś od początku wiedziała, iż jest on immersjonistą i od słowa "zaczynamy" wchodzi na 200% w skórę swojej postaci i taka jest właśnie jej rola - kombinator i żmijowy język... skrytykowałabyś taką grę? Wybacz - wyczuwam dyskryminację.


Dlatego każdy przytyk jest dla niego sporym zagrożeniem.

Nie przy normalnej grze, gdzie nie mieszamy realiów systemu z naszymi PO sesji i nie przy drużynie, która jako grupa potrafi rozwiązywać problemy ją trapiące. Jako grupa, nie kolejka indywiduów do pokoiku MG.


dziewczyny popierają swoich chłopaków (muszę poprzeć Misiaczka, będzie na mnie zły)

Hm - widziałem zupełnie odwrotne sytuacje i to parę razy, nie zauważam tu jakiejś prawidłowości... ale może takie szczęście.


Pokróce - felieton ciekawy, zachęcił/zmusił mnie do napisania paru słów (a ostatnimi czasy to dobry znak), zawiera kilka fajnych stwierdzeń, lecz był pisany bardziej pod kątem własnych doświadczeń, niż próby ujęcia zjawiska w jakieś ramy.
08-12-2006 23:49
senmara
    Ale to jest odwracanie kota ogonem
Ocena:
0
Konflikt nie wykracza poza ramy opowieści, przynajmniej jego najabrdziej widoczna część.

To konflikt, nie na linii MG - gracze ale postać/ gracz - inna postać/ gracz (gdzie trudno tutaj oddzielić gracza od postaci)

Gracz agresywny załatwia wszystko w grze. On kłóci się i próbuje przeforsować swój plan, gdyz taka tak mocno angazuje się w sesje. Mozna powiedzieć, odgrywa.

Gracz "zgadzam się z" popiera największego krzykacza, zupełnie nie analizując racji, bilansów strat/ zysków, korzyści płynących z planów. Popiera krzykacza, gdyż nie ma najmniejszych chęci wchodzić w konfrontację racji.

MG nie wtrąca się w negocjacje postaci graczy , gdyż ingerując naraża się własnie na to, o czym mówisz - że gracze uznają, że próbuje przeforsowac jakieś swoje wizje. Interesuje go realizacja planu, sam jest ciekaw, co gracze wymyslą. Ale nie będzie ingerowac, by dac im zupełnie wolna wolę dotyczącą szczegółowych ustaleń. Kiedy zdecydują się na plan - pomoże, kiedy go ustalamy - nie wtraca się.

Zgadzam isię z tym, że jest to konkretny przykład - stąd wpisałam go najpierw na bloga.
09-12-2006 00:22
Nadiv
    +1
Ocena:
0
W dużej części zgadzam się z autorką. Sam nie lubię pasywnych graczy, pozbawionych kreatywności i własnej inwencji.
09-12-2006 11:12
18

Użytkownik niezarejestrowany
    @senmara
Ocena:
+1
Bo innym graczom ciężko się gra z kimś, kto nie ma własnych pomysłów (lub raczej rezygnuje z nich na rzecz agresywnego gracza), i popiera najgłośniej krzyczącego.

Na pewno? Pojedynczy gracz, któremu nie gra się ciężko z kimś, kto nie ma własnych pomysłów burzy całą Twoją teorię. Szczęśliwie zaznaczyłaś, że to "Twoim zdaniem" i odnosi się do Twojej grupy. :)

Sam akurat nie cierpię graczy agresywnych, wymuszających podążanie wybranymi przez siebie wątkami. Nie w tym rzecz, że nie potrafię wywalczyć sobie przestrzeni, ale powoduje to konflikty, które bardzo często rozbijają sesję.
09-12-2006 11:34
Deckard
   
Ocena:
+1
Konflikt nie wykracza poza ramy opowieści, przynajmniej jego najabrdziej widoczna część(...)To konflikt, nie na linii MG - gracze ale postać/ gracz - inna postać/ gracz (gdzie trudno tutaj oddzielić gracza od postaci)

Uzupełnij zatem felieton, bo niestety nie ma tego jasno sprecyzowanego w jego tekście, co chociażby widać po komentarzach (odnoszących się do sytuacji "poza grą").


Gracz agresywny załatwia wszystko w grze. On kłóci się i próbuje przeforsować swój plan, gdyz taka tak mocno angazuje się w sesje. Mozna powiedzieć, odgrywa.(...)Gracz "zgadzam się z" popiera największego krzykacza, zupełnie nie analizując racji, bilansów strat/ zysków, korzyści płynących z planów. Popiera krzykacza, gdyż nie ma najmniejszych chęci wchodzić w konfrontację racji.

W takim razie ten fragment pozostaje w konflikcie z poniższym: lub po skończonej sesji oskarżyć o stronniczość. Zauważcie, że osobnik "Zgadzam się z..." z reguły bywa nieśmiały i niezbyt wygadany. W przeciwnym razie nie obawiałby się przedstawienia własnych planów, czy poparcia idei, nawet jeśli byłaby ona skazana na porażkę. Dlatego każdy przytyk jest dla niego sporym zagrożeniem.

Pierwsza kwestia nawet nie podlega dyskusji, natomiast druga to przejaw traktowania wrodzonych cech gracza jako cech jego bohatera - czyli wychodzimy automatycznie "poza grę". Wali się w gruzy fragment o "odgrywaniu".


Gracz "zgadzam się z" popiera największego krzykacza, zupełnie nie analizując racji, bilansów strat/ zysków, korzyści płynących z planów. Popiera krzykacza, gdyż nie ma najmniejszych chęci wchodzić w konfrontację racji.

Nie owijając zatem w bawełnę - Jeżeli stawiasz tak kategoryczne twierdzenia (i nie odnosząc się do moich uwag z poprzedniego postu - być może gracz lubi tak odgrywać postać i daje mu to największe korzyści), to w czym problem? W graczu, którego nie lubisz, czy w braku Twojej stanowczości, aby skończyć z tą drużyną/tym graczem? Polter to nie kaplica, tutaj nie udziela się rozgrzeszeń i błogosławieństw. Ja również odprawiałem graczy, ale to chleb powszedni w rpg (ręka do góry kto tutaj gra w składzie w jakim zaczynał x lat temu) i trzeba z tym żyć.


MG nie wtrąca się w negocjacje postaci graczy , gdyż ingerując naraża się własnie na to, o czym mówisz - że gracze uznają, że próbuje przeforsowac jakieś swoje wizje. Interesuje go realizacja planu, sam jest ciekaw, co gracze wymyslą. Ale nie będzie ingerowac, by dac im zupełnie wolna wolę dotyczącą szczegółowych ustaleń. Kiedy zdecydują się na plan - pomoże, kiedy go ustalamy - nie wtraca się.

Droga między udziałem MG w tworzeniu przygody a forsowaniem własnego stanowiska jest naprawdę długa. Czytając co napisałaś odnoszę wrażenie, iż podążacie utartymi mimo wszystko od lat szlakami, gdzie gracze na milę wyczuwają "podstęp MG", zaś problemów nie rozwiązujecie w grupie, ale wcale. Cóż, my gramy inaczej, ale to kwestia preferencji. Inny problem - między "zupełnie wolną wolą w ustaleniach Graczy" a "nienaginaniem tego pod swoje widzimisię MG" nie stawia się znaku równości... MG, który wysłuchuje Graczy i nie wtrąca się do ich "burzy mózgów" często nie robi tego z bardzo prostego powodu - asekuracja: przecież nie będzie podcinał sobie skrzydeł, ani wpierw twierdził A, aby po chwili rzec Z. Najlepiej milczeć, a potem w razie kłopotów zamiast "Głosujemy" huknąć podręcznikiem w stół ze słowami "I`m a Master!"... Eh.
09-12-2006 11:50
Gerard Heime
   
Ocena:
+1
Zdecydowane nie mogę się zgodzić z Towim felietonem, senmaro.
Mam wrażenie, że przejaskrawiasz w tekscie wiele patologii, a w dodatku całość ma zastosowanie do tylko pewnego rodzaju sesji.
Ponadto, nieodpowiadają mi określenia pejoratywne (szkodnik, pan agresywny), które zupełnie niesłusznie określają np. osobę najbardziej wygadaną, z największą siłą przebicia.

Sam nigdy nie głosowałem na sesji (jako gracz, czy jako postać). Jedne przygody/settingi narzucają w pewien sposób hierarchię (np. Wilkołak, systemy w klimatach silnego feudalizmu) i często nie pozwalają na dyskusję. W innych akcja jest na tyle wartka, że planowania jako takiego nie ma, wszyscy płyną z prądem, a ewentualne decyzje padają tak szybko, że rola Potakiwacza jest całkowicie marginalizowana.

"Jestem za.." to mogą być gracze, których interesuje przede wszystkim tzw. kolor sesji, którzy chcą się bawić klimatem. Gracz-Solos w CP2020 może mieć gdzieś, jaki plan wybiorą jego kumple z ekipy, moze siedzieć cicho, może też poprzec tego najgłośniej mówiacego (żeby wreszcie coś się ruszyło do przodu!) - bo jego interesuje akcja. On chce poopisywać, jak strzela, jak skacze, jak rzuca paskudną odzywkę do korpa, którego zaraz zliwkiduje. Element planowania go zupełnie, totalnie nie obchodzi - więc będzie chciał pchnąć jak najszybciej akcję do przodu.

Tacy gracze są też miło widziani przez członków drużyny, którzy lubią sobie poplanować - bo Ci często czerpią satysfakcję z tego, że to właśnie ICH plan przeszedł. Dwóch charyzmatycznych graczy może świetnie się bawić na sesji zabiegając o zdanie Przytakiwaczy (a bo to jeden musi być na sesji?), podczas gdy Przytakiwacz czeka tylko na rozwój akcji do przodu.

Poza tym, nie rozumiem, czemu gracze mieliby sobie nie życzyć występowania na sesji odmiany "To ja też" (chocia to już skrajny rodzaj gracza).
Niektórzy gracze cieszą się, że razem z drużyną szwenda się wielki, milczący czarnuch bądź cichy, skryty zabójca - wiedzą, że jest to ostaja drużyny, ktoś, kto ich nie zdradzi, nie wykiwa, będzie zawsze tam, gdzie jest potrzebny, udzieli wsparcia, i wystarczy go za to poklepać po plecach. Gracze cisi i mniej włączający się w życie drużyny często dążą do tego, by się "dopasować" i zyskać sobie sympatię innych graczy właśnie przez pomaganie reszcie drużyny.

Jeśli chcesz senmaro, mogę zrobic bardziej wnikliwą analizę felietonu i nawiązać z nim większą polemikę :)
09-12-2006 17:19
kaduceusz
   
Ocena:
0
> Mam wrażenie, że przejaskrawiasz w tekscie wiele patologii, a w dodatku całość ma zastosowanie do tylko pewnego rodzaju sesji.

Odnoszę dokładnie to samo wrażenie, GH +1.
10-12-2006 18:38
zegarmistrz
    Gdzie ja już widziałem takie artykuły?
Ocena:
+1
-1

Kurcze przypomina mi się taka scenka: Przychodzę na pierwszą sesje do pewnej mistrzyni gry, troche nieprzygotowany, ale generalnie mam pomysł na postać. Opisuje jej go i co słysze?
- Nie możesz grać tym bohaterem. Bo ja jestem na IV roku psychologi i z twojej postawy widze, że jesteś introwertykiem. Ta postać natomiast wygląda mi natomiast na skrajnego ekstrawertyka. Nie poradzisz sobie z nią...

Tyle... Osoba, która zna mnie łącznie 30 minut od razu określa moje zdolności, nie biorąc pod uwagę tego, że mogę np. mieć utajone zdolności aktorskie, albo też moja postawa jest taka, bo wczoraj skończył się Falkon i od dwóch dni nie spałem.

Naprawdę nie każdy musi być porywającym aktorem, błyszczeć pomysłami, być człowiekiem śmiałym i charyzmatycznym. Introwertycy i ludzie nieśmiali też mają prawo grać w RPG, co najwyżej potrzebują więcej zachęty ze strony Prowadzącego.

Naprawdę prowadziłem już różnym osobom i nigdy nie miałem problemu z potakiwaczami. Zawsze udawało mi się jakoś wciągnąć ich do zabawy.
11-12-2006 09:41
Gerard Heime
   
Ocena:
0
OMG o_o'
Zegarmistrz, serio? Rany, podziękowałbym za sesję z miejsca i wyszedł, gdybym usłyszał coś takiego...
11-12-2006 11:24

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.