» Recenzje » Wszystkie » The Mutant Epoch: Mutant Bestiary One

The Mutant Epoch: Mutant Bestiary One


wersja do druku

Menażeria morderczych mutantów

Autor: Redakcja: Matylda 'Melanto' Zatorska

The Mutant Epoch: Mutant Bestiary One
O tym, że lubię podręczniki opisujące rozmaite monstra do praktycznie dowolnego systemu RPG, wspominam chyba za każdym razem, gdy przychodzi mi zrecenzować kolejny bestiariusz. Niestety nie zawsze potworne kompendia okazują się tak dobre, jak można byłoby sobie tego życzyć, a niekiedy wręcz trudno uniknąć wrażenia, że autorom w którymś momencie skończyły się sensowne pomysły na nowe kreatury, na siłę mnożą więc wariacje już opisanych stworów, by zapełnić karty kolejnych monstrualnych manuali.

Z drugiej strony niejednokrotnie okazuje się, że to właśnie systemowe bestiarium stanowi mocną stronę danego erpega, podnosząc wartość i ocenę gry, która inaczej nie byłaby warta uwagi. Tak było w przypadku choćby Witch Huntera, bestiariusz stanowił także jeden z lepszych fragmentów podręcznika podstawowego do postapokaliptycznego systemu The Mutant Epoch.

Ta gra, wydana nakładem kanadyjskiej firmy Outland Arts, nawiązuje do staroszkolnego stylu – nie tylko mnóstwem tabelek przewijających się przez wszystkie wydane do niej podręczniki, ale także skomplikowanym i mało intuicyjnym zestawem reguł oraz koszmarną wprost losowością procesu tworzenia i rozwoju postaci. Równocześnie ukazujące się do niej dodatki zrobiły na mnie zdecydowanie lepsze wrażenie niż systemowa podstawka, więc i po kolejny z opublikowanych do niej suplementów, Mutant Bestiary One, sięgnąłem z pozytywnym nastawieniem.

I muszę przyznać, że pierwsze wrażenie, jakie robi ten podręcznik, jest więcej niż dobre – solidne klejenie, dobra oprawa graficzna (sporo pochodzących z niego ilustracji można znaleźć na stronie wydawcy), czytelny layout, naprawdę nieliczne literówki. Można tylko życzyć sobie, by systemy autorskie ukazujące się w naszym kraju były wydawane równie dobrze (i cieszyły się podobnie rozbudowanymi liniami wydawniczymi). Jedynym minusem od strony edytorskiej są zamykające podręcznik cztery puste strony – aż trudno uwierzyć, że autor nie był w stanie zapełnić ich opisami i charakterystykami kilku dodatkowych kreatur.

Tym bardziej, że zawartość tego dodatku jest naprawdę przebogata – na ponad 130 stronach znalazły się w sumie 173 stworzenia. Od (prawie) niegroźnych po mordercze bestie zdolne zrównać z ziemią całe osady. Mimo ich różnorodności najogólniej można je podzielić na trzy szerokie kategorie.

Pierwszą, najobszerniejszą i – w mojej opinii – najlepszą, stanowią zwierzęta. Od zwykłych, znanych ludzkości od wieków, przez ich monstrualne warianty (w dedekowej nomenklaturze można byłoby określić je jako "złowieszcze"), po zmutowane wersje, nierzadko dysponujące niezwykłymi mocami. W postapokaliptycznych realiach, w których znaczne obszary, niegdyś zajmowane przez ludzkie osiedla czy farmy, ponownie objęła w posiadanie natura, dziksza niż kiedykolwiek. Dla nieostrożnych wędrowców opuszczających choćby względnie bezpieczne osiedla, podróż przez odludne pustkowia może oznaczać spotkanie ze zwierzętami, których spora część mogłaby z powodzeniem starać się o angaż w horrorach klasy B – mordercze, przerośnięte stawonogi, zdziczałe psy czy świnie nie są niczym, czego nie można się spodziewać, ale nawet myszy i wiewiórki w XXIV wieku doczekały się mięsożernych, drapieżnych potomków. Choć część z tych stworzeń w pojedynkę nie zagrozi postaciom, to całe ich stado może już okazać się niebezpiecznym przeciwnikiem. Ba, nie zabrakło nawet i ślimaków wielkości autobusu i dysponujących uzębieniem, jakiego nie powstydziłby się aligator.

Niektóre z tych zwierząt to nie naturalne owoce ewolucji, a efekt genetycznych manipulacji dawnych naukowców; inne występują także w humanoidalnych wersjach, mogących stanowić potencjalne źródło Bohaterów Niezależnych – te przenoszą nas już do drugiej kategorii stworzeń. Stosunkowo dużą część istot opisanych w Mutant Bestiary One stanowią bowiem stworzenia humanoidalne, nierzadko wywodzące się od ludzi – podobnie jak w przypadku zwierząt, zmutowanych naturalnie lub będących efektem celowej kreacji. Te elementy bestiariusza oceniłbym już znacznie słabiej, patrząc na kolejne humanoidy, nie mogłem bowiem uciec od mimowolnych skojarzeń z klasycznymi rasami z D&D i innych systemów fantasy. Mamy więc pseudoogry, pseudognomy (w postapokaliptycznych realiach parające się cyborgizacjami) i pseudodrowy, pozbawione jedynie spiczastych uszu. Patrząc na te i inne stworzenia, trudno nie zastanawiać się, na ile faktycznie są one potrzebne w settingu, w którym możliwych jest tyle innych opcji bez konieczności uciekania się do oklepanych klisz.

Ostatnia kategoria stworzeń, którą oceniłbym zdecydowanie najniżej, dla odmiany nie ma nic wspólnego ze znanymi i ogranymi klasykami. To bowiem istoty, które sprawiają wrażenie, jakby nie zostały wymyślone od początku do końca, a raczej stworzone przy użyciu jakiegoś losowego generatora; bez zadania sobie nawet trudu dopracowania wyników jego zastosowania na tyle, by choć sprawiały wrażenie wiarygodnych mieszkańców postapokaliptycznych realiów XXIV wieku. Nierzadko na kartach podręcznika dostajemy coś, co wygląda na przypadkowy zlepek nóg, macek i szczypiec wzbogacony o k6 oczu i dziwaczną zdolność albo dwie. Choć w tej grupie nie zabrakło też ciekawych i pozytywnie zaskakujących monstrów, to z pewnością wiele z opisanych istot trudno scharakteryzować w podobny sposób.

Oprócz statystyk i opisów poszczególnych istot, zdecydowanej większości z nich towarzyszą także losowe tabele pozwalające określić dodatkowe losowe mutacje. Muszę powiedzieć, że zdecydowanie bardziej przypadło mi do gustu takie rozwiązanie niż zbiorcza tabela (lub nawet zestaw tabelek zebrany w jednym miejscu), gromadząca możliwe mutacje rozmaitych istot. Nie tylko jest wygodniejsze w użyciu, dając wszystkie potrzebne informacje w jednym miejscu, ale pozwala także dostosować potencjalne mutacje do specyfiki konkretnego stworzenia.

Jednak,  zgodnie ze staroszkolnym standardem, także odrębnego fragmentu zawierającego niemal wyłącznie losowe tabele, nie mogło w tym podręczniku zabraknąć. Po głównej części suplementu, przynoszącej informacje o wszelkich przedstawionych w nim istotach, dostajemy bowiem tabele losowych spotkań. Uszeregowane wedle rodzajów terenu i poziomu postaci, dają naprawdę mnóstwo możliwości. Nie sposób jednak nie zauważyć, że stosunkowo często przy możliwych do wylosowania przeciwnikach (zwłaszcza jeśli chodzi o wyniki dla mniej doświadczonych postaci) znalazła się adnotacja, by MG rozważył powtórzenie rzutu, jako że dane stworzenie może wybić w pień całą drużynę. Zaskakująco wiele istot, jakie znalazły się w tym bestiariuszu, to drapieżniki z samego szczytu pokarmowej piramidy postapokaliptycznego świata. Jak na region, który (wedle informacji z systemowej podstawki) ma obejmować swym zasięgiem okolice dawnego Los Angeles, jest ich zdecydowanie zbyt dużo, jednak The Mutant Epoch z pewnością nie należy do systemów, w których wiarygodność czy realizm świata przedstawionego byłyby wysoko na liście priorytetów autora gry. Osobiście potraktowałbym to wręcz jako zaletę – o ile początkujące czy nawet średnio doświadczone postacie znajdą aż nadto wyzwań godnych siebie, o tyle dla prawdziwych weteranów inaczej mogłoby być trudno znaleźć godnego przeciwnika.

Pomimo pewnych minusów (jak sporo dziwacznych i – w mojej ocenie – słabo grywalnych monstrów), Mutant Bestiary One z pewnością jest podręcznikiem wartym polecenia. Podobnie jak w przypadku podstawowego podręcznika do systemu, jego ocenę dodatkowo podnosi wsparcie, jakie wydawca gry zapewnia jej użytkownikom. Outland Arts co jakiś czas udostępnia opisy i charakterystyki nowych monstrów do wykorzystania na sesjach Epoki Mutantów, wszystkie je można pobrać za darmo z serwisu RPGNow. Nawet jeśli ktoś prowadzi swoje przygody i kampanie w oparciu o inny postapokaliptyczny (choć i niekoniecznie) system, z powodzeniem może je zaadaptować na jego potrzeby lub wykorzystać jako źródło inspiracji – w końcu ciekawych potworów nigdy za wiele.

Tytuł podręcznika wskazuje, że z czasem powinniśmy doczekać się kolejnego suplementu opisującego monstra świata The Mutant Epoch – autor otwarcie pisze, że nie wyklucza takiej ewentualności, choć konkretnych planów jego wydania póki co nie ma.

 

Dziękujemy wydawnictwu Outland Arts za udostępnienie podręcznika do recenzji.

7.5
Ocena recenzenta
7.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
Tytuł: The Mutant Epoch: Mutant Bestiary One
Linia wydawnicza: The Mutant Epoch
Autor: William McAusland
Okładka: miękka
Ilustracja na okładce: William McAusland
Ilustracje: William McAusland
Wydawca oryginału: Outland Arts
Data wydania oryginału: 2 grudnia 2014
Miejsce wydania oryginału: USA
Liczba stron: 152
Oprawa: miękka
Format: A4
ISBN-13: 978-0-987-964281
Numer katalogowy: OLA1007
Cena: 22,99 USD



Czytaj również

The Mutant Epoch Quick Start Rules
Epoka odchudzonych mutantów
- recenzja
The Mutant Epoch: One Day Dig 7
Gwiezdne dzieci
- recenzja
The Mutant Epoch: The Crossroads Region Gazetteer
Kawałek nowego, wspaniałego świata
- recenzja
The Mutant Epoch: One Day Digs 3 & 4
Skok w zmutowany bok
- recenzja
The Mutant Epoch: Creatures of the Apocalypse Codex
Dwudziestka drapieżnych dziwolągów
- recenzja
The Mutant Epoch: One Day Digs 1 & 2
Wykopki na raz
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.