» Teksty » Inne » Na co dybie w wielorybie

Na co dybie w wielorybie


wersja do druku

czubek nosa dziadka Flosa

Autor: Redakcja: Jarosław 'beacon' Kopeć

Zapraszamy do zapoznania się z pracą, która zajęła drugie miejsce w konkursie bissel.pl w kategorii "miejsce". Nadaje się ona do wykorzystania w niemal dowolnym systemie RPG.
"Budzicie się nieprzytomni". No dobra, odzyskujecie przytomność, rzuceni w kąt ładowni. Przemoczeni, poturbowani, ale żywi. Łajba, chociaż nienaturalnie przekrzywiona, jakimś cudem nie zatonęła. Gdzieś z przodu słychać ruch, w ciemnościach majaczą niewyraźne kształty. Nagle gdzieś w górze odskakuje pokrywa luku, wpuszczając nieco światła. Widać coraz wyraźniej kolejne gramolące się przez dziurę w burcie ociekające żółtobrązowym szlamem postacie. Każda z nich trzyma w ręku nóż, tasak, czy inną broń. Wielki kosz zjeżdża na dół na linach. W środku stoi postawny mężczyzna w kamizelce ledwo osłaniającej umięśniony tors. Ma związane chustą kędzierzawe włosy, sumiaste wąsy i gęstą brodę. Jedno oko zasłania przepaska. W dłoniach trzyma dwa gotowe do strzału pistolety. - Jest woda! – krzyczy wypalając z obu luf ku najbliższym napastnikom. – I nowi! Pierwsze spojrzenie To co na pierwszy rzut oka można wziąć za wnętrze wielkiej jaskini w istocie jest wielkim morskim potworem (nazwijmy go roboczo Lewiatanem). Uściślając: żołądkiem owego potwora. Uściślając: widzianym od wewnątrz. Nasi bohaterowie nie są jedynymi, którzy znaleźli się w tym miejscu. Wielu innym dane było trafić tu wcześniej, zdążyli się już nawet jako tako urządzić. A trafić do brzucha Lewiatana nie jest trudno. Wystarczy zaokrętować się na jakąkolwiek łajbę wypływającą na pełne morze. Jako załoga, pasażerowie, czy więźniowie - nieważne. Po kilku mniej lub bardziej fascynujących przygodach przychodzi chwila, gdy olbrzymia bestia wynurza się z wody, by – zaprezentowawszy się najpierw w całej swej potworności - połknąć okręt wraz z załogą. Wydostanie się na wolność to już bardziej skomplikowana sprawa. Nie po to przecież fundowaliśmy naszym bohaterom taką przygodę, by teraz ot tak ich wypuścić. Miejsce Wnętrze Lewiatana można spróbować porównać do balonu, z którego prawie uszło powietrze. Podłużny owal żołądka z jednej strony zwęża się ku przełykowi wiodącemu ku paszczy. Patrząc od wewnątrz – a tak właśnie będą postrzegać go nasi bohaterowie – Lewiatan przypomina na wpół zalaną wodą pieczarę z tunelem u jednego z krańców.. "Woda" (a dokładniej żółobtązowa, śmierdząca, a nade wszystko żrąca breja) to trawienne soki potwora. W tejże brei tkwi sterta wraków w różnym stadium rozkładu, tworząc rozległą – i na swój sposób malowniczą – wyspę. Statek naszych bohaterów zapewne ugrzązł gdzieś na jej szczycie. Powyżej znajduje się wielopoziomowa plątanina lin, trapów, siatek i sznurowych drabinek. Łączą one usytuowane głównie przy obrzeżach jaskini mniejsze lub większe drewniane platformy, po części kryte kawałkami drewna, płótna i jakiegoś dziwnego materiału. Wiele z nich wyposażonych jest w najróżniejsze sprzęty, jakie można wynieść ze zniszczonego okrętu. Część przypomina wręcz przytulne izdebki. Uwagę zwraca zwłaszcza jedna z platform, w przeciwieństwie do pozostałych zawieszona niemal pośrodku żołądkojaskini. Ma z dziesięć metrów długości i szerokości, a pośrodku zieje dziura o średnicy ponad trzech metrów. To właśnie na tej platformie umieszczono kołowrót wciągający do góry kosz z naszymi bohaterami. Jeszcze wyżej, u stropu jaskini, znajduje się pierścień siedmiu pulsujących wypustek. To gruczoły po każdym posiłku pompujące nową porcję trawiennego kwasu.. Brunatne ściany żołądka również pokrywają żółtawe plamy. Chropowatą fakturę przecinają rozliczne sieci żyłek, czy - patrząc z perspektywy bohaterów - grubych niczym konary drzew żył. Co więcej, dostrzec można poprzyczepiane do nich wielkie larwy. Gdyby ktoś pokusił się o wyprawę w głąb przełyku po niedługim czasie dotarłby do zasieków z dwóch rzędów - przywodzących na myśl naostrzone pale - zębów. Podrażnienie przełyku przez buszujących w nim bohaterów najpewniej wprawi olbrzymie zębiska w ruch. Istnieje więc szansa, że uda się przedostać na drugą stronę. Potem pozostaje jeszcze znalezienie sposobu na otwarcie gigantycznej paszczy i droga ku wolności – czy raczej w niezgłębione morskie otchłanie - wiedzie otworem. Nikt jednak nie słyszał o kimś, kto żywy wydostałby się z brzucha Lewiatana. O martwych, którzy próbowali – owszem. No tak. Ale do tej pory nie było tu naszych bohaterów. Póki Lewiatan płynie spokojnie w środku odczuwalne jest jedynie lekkie kołysanie. Jednak przy gwałtowniejszych ruchach potwora może zrobić się o wiele mniej przyjemnie. Ktoś dociekliwy mógłby spytać, skąd światło we wnętrzu potwora. Odpowiedzi są co najmniej cztery, jedna mniej realistyczna od drugiej. Po pierwsze „bo tak”, aby niepotrzebnie nie utrudniać. Po drugie za sprawą magicznych świecących kul. Po trzecie – dzięki porozwieszanym wszędzie kolorowym lampionom, których uzupełnianie pomijamy milczeniem. Po czwarte wreszcie – za sprawą trzymanych w prowizorycznych akwariach świecących rybek lub muszli. Mieszkańcy Rozbitkowie ocalali z rozlicznych katastrof podzieleni są na dwa wrogie sobie obozy, zajmujące oczywiście dwie przeciwległe części jaskini. To oni właśnie zamieszkują platformy i używają lin i drabinek. Chwilowo trwa między nimi zawieszenie broni, chociaż zdarzyć się mogą różnego rodzaju prowokacje. Na mocy umowy umieszczona na środku platforma jest terenem neutralnym. To, oprócz niezłego miejsca na wiece i pojedynki, także świetne miejsce do wyciągania z wraków wszelakich dóbr. Według umowy wszelkie wyciągnięte z platformy dobra powinny zostać podzielone pomiędzy obie grupy, w praktyce bywa z tym różnie. Często również – aby nie łamać ustaleń – organizowane są wyprawy na cmentarzysko z mniej dogodnych miejsc. Jeżeli przyjąć, że wszyscy ludzie dzielą się na dziewięć rodzajów, to pierwszą grupę można określić jako chaotyczną-dobrą. Stanowi ją kolorowa zbieranina piratów oraz wszystkich tych, którzy zdecydowali się do nich przyłączyć. Ich niekwestionowanym liderem jest Izabela 'Iz' Margot zwana także Iskierką. Młoda, atrakcyjna, ale także zadziorna i niepokonana w walce szlachcianka, która z sobie tylko znanych powodów porzuciła dawne życie. Tę burzę rudych włosów każdy zna, a towarzyszy jej wyzywające spojrzenie i wymowny gest sięgającej po rękojeść rapiera dłoni. I – na morskie diabły – lepiej żeby bohaterowie nie używali jej pełnego imienia. Dwaj najwierniejsi towarzysze Iz to Saimon, którego bohaterowie mieli okazję poznać na początku swej przygody, oraz Mabu. Mabu jest olbrzymim czarnoskórym wojownikiem. Czaszkę ogoloną ma na łyso, a na nagim torsie pręży się tatuaż w kształcie naszego Lewiatana. Nigdy nie rozstaje się z potężną dwuręczną szablą. Drugą grupę należałoby określić jako praworządną złą. To niedobitki wszelkiej maści żołnierzy, oraz ci, którzy od anarchii w kierowanej przez Iz wspólnocie woleli twarde, ale sprawiedliwe rządy Generała. Noszący to miano – a może i takiż stopień – przywódca grupy nazywa się Wilhelm von Brecht. On również jest szlachcicem, wysoko postawionym oficerem armii imperatora czy innego wielkiego twojego świata. Wysoki, zabójczo przystojny, śmiertelnie poważny. Zawsze nosi się na czarno. Jego cechą charakterystyczną jest brak lewej dłoni. Wśród kilku protez jakie posiada oprócz zwyczajowego haka należy wymienić samopał. Jego dwaj najwierniejsi poplecznicy to bracia bliźniaki Samir i Yamir. Oślizgłe mendy o usposobieniu i aparycji szczurów, a przy okazji podstępni nożownicy. Opisując mieszkańców żołądka należałoby wspomnieć o larwach, istotach mających wielkie znaczenie dla żołądkowej gospodarki. To kilkumetrowe, glistowate stworzenia pasożytujące na ścianach gigantycznego żołądka. Chociaż zazwyczaj tkwią niemal nieruchomo przyssane do jego ścian, zaatakowane stają się niezwykle agresywne. A atakować je warto znów z czterech co najmniej powodów. Po pierwsze skóra (czy też powłoka) larw stanowi doskonałą ochronę przed żołądkowymi kwasami. Po drugie, takie same właściwości ma znajdująca się pod skórą wydzielina, która służy np. do smarowania lin. Po trzecie, w gruczołach larw można znaleźć wodnisty płyn, ledwo nadający się do picia, ale za to zawierający spory procent alkoholu. Po czwarte wreszcie – pieczone mięso (Uwaga! Dym podrażnia żołądek) larw wcale nie jest takie złe, jak by się mogło wydawać (Mimo wszystko, warto powiedzieć o tym bohaterom już po jedzeniu). Schodząc niżej, ku obmywanemu brązowożółtą cieczą cmentarzysku okrętów, nadchodzi pora na szlamiaki. Niegdyś ludzi, teraz stwory wyglądające jak błotne topielce. Szlamiaki chronią się gdzieś przy dnie, pomiędzy przegniłymi resztami wraków, potrafią doskonale pływać w kwasowatej brei. Kieruje nimi tylko jedna siła – głód, najlepiej ludzkiego, mięsa. Wyczuwają swoje ofiary jakimś szóstym zmysłem. Ponura wieść głosi, że szczególnie gustują w mózgach. Szlamiaki dzięki swej liczebności, niewrażliwość na kwas i nieludzkiej żywotności nie są łatwym przeciwnikiem. Na szczęście nie są zbyt zwinne, a i o ich inteligencji nie można powiedzieć nic dobrego. Maksimum na jakie ich stać to trzymanie za właściwy koniec znalezionej broni oraz niewyrafinowane próby osaczenia zdobyczy. Z tego powodu dają się łatwo zwabić w pułapkę, czy wywieść w pole, a z obciętą lub odstrzeloną głową to jeszcze żaden się nie ruszył. Ostatni i najbardziej tajemniczy mieszkaniec żołądkojaskini zwany jest dziadkiem Flosem. To szaleniec, dziwak i odludek, a może i święty albo czarownik. Podobno zna przeszłość i przyszłość, podobno wie jak wydostać się z tego więzienia. Podobno mieszka gdzieś wśród wraków, podobno szlamiaki nie robią mu krzywdy. Podobno ma sięgającą ziemi siwą brodę i sięgające pasa włosy, magiczny kostur i dwanaście razy po dwanaście lat. Połyk Połyk jest najważniejszym wydarzeniem w dosyć monotonnej egzystencji mieszkańców żołądka. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym są coraz gwałtowniejsze ruchy Lewiatana. Kto żyw, mocuje wszystko to, co ma jakąś wartość, a przy okazji i sam zabezpiecza się liną. Po kolejnym gwałtownym wstrząsie ze straszliwym szumem do wnętrza dostaje się fala wody. Z hukiem uderza o przeciwległą ściankę żołądka, by zaraz się cofnąć. - Raz – wyznaczony liczarz zaczyna odliczanie. Obowiązuje zawieszenie broni, obie grupy uwijają się jak w ukropie. To okazja by garściami nazbierać świeżych ryb i innych morskich skarbów, nim dopadną je szlamiaki albo zniszczy kwas. Jeżeli okaże się, że wśród lewiatanowego posiłku znalazł się okręt (a te dziwnie przyciągają bestię), okazuje się, że można działać dwa razy sprawniej i dwa razy szybciej. Świeża woda, alkohol, jedzenie, przedmioty codziennego użytku, proch – jak najwięcej tych dóbr trzeba jak najszybciej wydostać na platformę. Szlamiaki nie próżnują, liczarz odlicza coraz wyższe liczby. - Sto siedemdziesiąt trzy... Idzieeeee! – monotonny głos przechodzi w krzyk. Z wypustek u stropu jaskini tryska żółty kwas. Dodatkowe pomysły
  • Prawie każdy artefakt ma tę właściwość, że nie da się go zgubić. Nawet wyrzucony na środku oceanu kiedyś się odnajdzie. Chociażby w brzuchu morskiego potwora.
  • Podwodny świat to całe bogactwo rzadko wykorzystywanego inwentarza. Ofiarą Lewiatana może stać się np. Mała Syrenka albo książe morskich elfów wraz ze ścigającym go oddziałem sahuaginów
  • Do tanga trzeba dwojga i aby wyjść cało z opresji należy pogodzić zwaśnione grupy. Powodem może być np. fakt, że jedna dysponuje armatą, a druga kulami do niej.
Warianty i wariacje Lewiatan nie jest niestety lokacją, którą można wykorzystać zawsze i wszędzie. Od poziomu technicznego świata znacznie ważniejsza jest tu konwencja, dopuszczająca połykanie bohaterów i gwałt ze szczególnym okrucieństwem na biologii. Poniżej słów parę na temat możliwości jako takiego dostrojenia Lewiatana do swoich upodobań. Poziom techniki - nie ma przeszkód, aby w jedną lub drugą stronę przesunąć suwak cywilizacyjnego rozwoju. Poprzez piratów Zakhary, wikingów i antycznych argonautów w jedną stronę, a pasażerów steampunkowych łodzi podwodnych, bohaterów Kina Nowej Przygody i nieortodoksyjnych Badaczy Tajemnic z drugiej. Poziom mrroku - chociaż żołądek morskiego potwora nie bardzo pasuje do mrocznych i ponurych opowieści, również tutaj możemy pobawić się trochę suwakiem mrroku. Z jednej strony lajtową i kolorową scenerię można przemienić w wesoły pastisz. Z drugiej – w poważniejszą, mityczną przypowieść. Poziom kitu - jeżeli połknięcie bohaterów jest pomysłem absolutnie nie do przełknięcia, pozostają mocne przeróbki i uczynienie z Lewiatana np. Wynalazku Doktora Hydro lub – po unieruchomieniu "miejsca akcji" i osadzeniu go na dnie lokalnego Trójkąta Bermudzkiego - Podwodnej Budowli Rodian Albo Czegoś Równie Tajemniczego. Można również pokusić się o sprzedanie naszego Lewiatana (tym razem w onirycznym sosie) jako snu, wizji, duchowej wędrówki (rejsu?). Tu można dziadka Flosa uczynić sprawcą całego zamieszania – Śniącym, który swą mocą powołał potwora do istnienia.

Komentarze Obserwuj


Johny
    Super pomysł!
Ocena:
0
09-04-2007 21:01
18

Użytkownik niezarejestrowany
    Tekst faktycznie super, ale...
Ocena:
0
Bardzo mi przykro, że redakcja nie zadała sobie trudu napisania w jakich okolicznościach powstał i gdzie został po raz pierwszy opublikowany.

Ani w jakim konkursie zajął II miejsce ;)
09-04-2007 21:10
Furiath
    Re ShadEnc
Ocena:
0
??? Cytat z newsa:
"Zapraszamy do zapoznania się z pracą Kordiana 'sila' Krawczyka, która zajęła drugie miejsce w konkursie bissel.pl w kategorii "miejsce". "
09-04-2007 21:54
beacon
   
Ocena:
0
Adekwatna notka dodana, dzięki za uwagę ;)
09-04-2007 22:33
18

Użytkownik niezarejestrowany
    @Furiath
Ocena:
0
Newsa raczej nikt za 2 tygodnie nie przeczyta. :P

Dziękuję ślicznie za ramkę.
09-04-2007 23:14
~bijekcjazNwR

Użytkownik niezarejestrowany
    Prawdopodobnie...
Ocena:
0
...nigdy nie użyję. Ale podoba mi się bardzo. :-)

Gratuluję autorowi wyobraźni.
09-04-2007 23:18
Drozdal
   
Ocena:
0
To w końcu jest to Lewiatan czy też Lawiatan?
10-04-2007 06:04
beacon
   
Ocena:
0
Wkradła się literówka ;p Zaraz poprawiam ;p
10-04-2007 10:58
Tarkis
    Dawno juz...
Ocena:
0
nie czytalem zadnego artykulu na poltku,a jak rpzeczytalem to od razu trafilem na bardzo dobry tekst! Gratuluje :)
10-04-2007 12:34
Furiath
    Co do koloru mroku i suwaka
Ocena:
0
świetnie to się sprawdzi jako koszmar na jawie :) szalona groteska obłąkanego wieszcza :)
10-04-2007 14:23
Farindel
    Dobre!
Ocena:
0
Tekst jest naprawde całkiem całkiem i nie dziwie się iż zdobył jakies nagrody.
Piękne urozmaicenie szczególnie morskich kampanii. Całość dobrze przemyślana i co więcej całkiem "strawna" (to słowo pojawia sie ze względu na różnorakie soczki wieloryba :))
10-04-2007 20:36
Garnek
    Faaajne!
Ocena:
0
Wreszcie znalazłem trochę czasu, żeby kliknąć w linka i przeczytać. No i proszę, warto było :)
16-05-2007 21:15
~Maxym

Użytkownik niezarejestrowany
    gry
Ocena:
0
20-05-2008 18:06

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.