» Recenzje » Zagraniczne » Achtung! Cthulhu: Terrors of the Secret War

Achtung! Cthulhu: Terrors of the Secret War


wersja do druku
Achtung! Cthulhu: Terrors of the Secret War
Twórcy gier fabularnych nawiązujących do twórczości Howarda Phillipsa Lovecrafta i jego epigonów stają przed nie lada wyzwaniem, opracowując systemowy bestiariusz. O ile istoty z głębin, ghule czy wężowi ludzie doskonale dają się opisać ludzkim zestawem współczynników, o tyle Wielcy Przedwieczni i Zewnętrzni Bogowie, wykraczający potęgą poza pojmowanie śmiertelników, stanowią znacznie twardszy orzech do zgryzienia.

Do legendy przeszła już anegdota, w jaki sposób do tego wyzwania podeszli twórcy Zewu Cthulhu, ale na przestrzeni lat stawali przed nim również inni autorzy. Owoce ich wysiłków, czy wręcz samo podejście do tematu, mogą prezentować się bardzo różnie – od brutalnej dosłowności Pathfindera po enigmatyczne czy zgoła sprzeczne opisy w Trail of Cthulhu.

Choć jednym z podręczników odblokowanych w trakcie kickstarterowej kampanii na wydanie settingu Achtung! Cthulhu był bestiariusz, nie ukrywam, że nie obiecywałem sobie po tej pozycji zbyt wiele. Zarówno Zew Cthulhu, jak i Savage Worlds w kwestii systemowego podejścia do monstrów nie różnią się zbytnio, a settingowy podręcznik dla Mistrzów Gry (Keeper's Guide to the Secret War), adaptujący na mechanikę SW niektóre z klasycznych Mitycznych kreatur, jak i przynoszący nowe potwory, nie wykraczał poza pulpową konwencję, w której mocno osadzona jest produkcja wydawnictwa Modiphius. Nie zmieniła tego nawet nominacja podręcznika do nagrody ENnie w kategorii Best Monster / Adversary ani późniejsze zdobycie srebrnego lauru (stając na podium za potwornym kompendium do najnowszej edycji D&D). Nagrodę tę bowiem, będącą miernikiem raczej popularności niż jakości, w minionych latach zdobywały nierzadko pozycje w mojej ocenie niewiele wyrastające ponad przeciętność.

Czas zweryfikował jednak moje niewygórowane oczekiwania względem dodatku Terrors of the Secret War, a jego lektura pokazała, na ile podręcznik zgodny był z tym, co spodziewałem się w nim znaleźć.

Jeśli chodzi o jakość wykonania suplementu, jego oprawę graficzną i stylistykę, w jakiej jest utrzymany, to ani na jotę nie odbiega on od wcześniejszych pozycji z linii wydawniczej Achtung! Cthulhu. Znów więc dostajemy podręcznik stylizowany na wojskowy raport, z ilustracjami i ramkami udającymi doklejone lub przypięte spinaczami zdjęcia i odręczne notatki (z dość oczywistych względów odmiennie niż w innych podręcznikach z serii, nie uświadczymy tu autentycznych fotografii z epoki). Okładka, przedstawiająca jednego z Wielkich Przedwiecznych opisanych w podręczniku, także zdobyła srebrny laur ENnie, w kategorii Best Art, Cover, ustępując jedynie dedekowemu Rise of the Tiamat.

Zawartość Terrors of the Secret War podzielona jest na sześć rozdziałów poprzedzonych Przedmową (Foreword), w której autorzy przybliżają cele, jakie przyświecają im przy tworzeniu tego bestiariusza – o nich jednak za chwilę.

Pierwszy rozdział, Straszliwe początki (Dread Beginnings), przedstawia zawartość kolejnych części dodatku oraz występujących w nim oznaczeń. Na dobrą sprawę ciężko traktować ten zaledwie dwustronicowy fragment jako pełnoprawny rozdział; jest to raczej wstęp czy wprowadzenie.

Zasadniczą część podręcznika rozpoczyna więc rozdział drugi, Śmierć czy chwała? (Death or Glory?), który przybliża zasady rozgrywania masowych starć. I tu, muszę przyznać, leży zarówno największa zaleta, jak i najpoważniejsza wada tego podręcznika. Twórcy achtungowego bestiariusza wychodzą bowiem z niewątpliwie słusznego założenia, że w starciu z istotami tak potężnymi, jak Mityczne bóstwa i Wielcy Przedwieczni, postacie graczy nie mają zbyt wielkich szans nie tylko na zwycięstwo, ale i na przetrwanie. Zamiast jednak skazywać je na nieuchronnie tragiczny zgon, proponują diametralnie odmienne podejście – w założeniu Bohaterowie Graczy nie mają stawać naprzeciw nich samotnie, lecz ze wsparciem wojska. Zasady zakładają, że i bluźnierczym bóstwom towarzyszyć będą monstrualni słudzy i kultyści (ludzcy i nie tylko), a samą mechanikę rozstrzygania masowych walk z powodzeniem da się wykorzystać także do określania wyniku starć, w których udział biorą wyłącznie ludzie. Aż chciałoby się, by ten element był przez autorów systemu wprowadzony znacznie wcześniej – w finale przygody Three Kings dostajemy regularną bitwę, w której oprócz postaci i pomagających im partyzantów udział biorą niemieccy żołnierze, zombie, a nawet (potencjalnie) shoggoth. Rozegranie jej w oparciu o standardową mechanikę Zewu Cthulhu musi być prawdziwym koszmarem – użycie reguł z tego rozdziału wydatnie ułatwiłoby zadanie Strażnikom prowadzącym scenariusz, od którego wydawnictwo Modiphius rozpoczęło linię Achtung! Cthulhu. Zasady są dość abstrakcyjne, by umożliwić rozgrywanie walk z udziałem zróżnicowanej liczby przeciwników, pozwalając równocześnie na w miarę szybkie określanie rezultatów starć. Ciekawym pomysłem jest odzwierciedlenie w nich rozmaitych czynników działających na korzyść którejś ze stron (takich jak strategiczna przewaga terenu, lepsze uzbrojenie, etc.) jako wirtualnych oddziałów walczących po jej stronie i ginących jako pierwsze – to ujednolicenie znacząco powinno usprawnić rozgrywanie walk, choć równocześnie zdaję sobie sprawę, że taki poziom umowności nie wszystkim musi odpowiadać. Tym, co mi z kolei przeszkadzało w tych regułach, jest drastyczna dysproporcja pomiędzy możliwościami postaci (traktowanych niemal jak odrębne oddziały) a całymi grupami przeciwników, którzy indywidualnie mogą być znacznie potężniejsi od Bohaterów Graczy. Widać to wyraźnie w przykładowym starciu, którego opis zamyka tę część podręcznika.

Jeszcze dobitniej można się o tym przekonać w kolejnym, najobszerniejszym rozdziale, zatytułowanym Oblicza grozy (The Faces of Terror). Autorzy przedstawiają w nim ponad dwa tuziny Wielkich Przedwiecznych, bóstw i awatarów, których sylwetki dostosowane są do wykorzystania z użyciem zasad rozstrzygania masowych starć. Od takich klasyków jak sam Cthulhu, Atlach-Nacha czy Tsathoggua (choć ten ostatni, z niejasnych przyczyn, nie został uwzględniony w spisie treści), przez mniej znanych Wielkich Przedwiecznych, jak howardowscy Gol-Goroth i Groth-Golka, po zupełnie nowe potworności.

Zamiast szczegółowych mechanicznych rozpisek poszczególnych istot dostajemy opis fabularny, informacje o dostępnych danemu bytowi specjalnych akcjach (tak w walce, jak i poza nią), sposobach na jego pokonanie (choć nie unicestwienie) oraz pomysły na przygody z jego wykorzystaniem. Okazuje się jednak, że ataki zdolne wyeliminować z walki całe oddziały użyte przeciw postaciom graczy zadają raptem kilka ran. Oczywiście, można to złożyć na karb pulpowej konwencji, konieczności podkreślenia pierwszoplanowej roli postaci w tworzonych na sesjach historiach czy zwykłą grywalność, trudno jednak powiedzieć, by w jakikolwiek sposób dało się to pogodzić z oryginalną wymową opowiadań Lovecrafta. Mam nieodparte wrażenie, że modiphiusową wizję walki z Wielkimi Przedwiecznymi od historii Samotnika z Providence dzielą całe lata świetlne – i przypuszczam, że bardziej strawna może być ona dla osób, które na Achtung! Cthulhu przesiądą się z Savage Worlds niż z systemu wydawnictwa Chaosium.

Choć informacjom o niektórych z Wielkich Przedwiecznych towarzyszą opisy i mechaniczne rozpiski służących im ras, to kolejny rozdział, zatytułowany Władcy czy słudzy? (Masters or Servants?), przynosi ich jeszcze więcej. Obok nowej rasy (w mojej ocenie niezbyt ciekawej) dostajemy tu jednak przede wszystkim informacje o wykorzystywaniu spętanych shoggothów do rozmaitych zadań w służbie wojennego wysiłku – jako potworne ekipy budowlane, żywe maszyny deszyfrujące, a nawet elementy monstrualnych czołgów, czy raczej ruchomych fortec. Obawiam się, że wizja mechów wkraczających na pola bitew II Wojny Światowej w którymś z kolejnych modiphiusowych dodatków staje się coraz bardziej prawdopodobna.

Nim to jednak nastąpi, najpierw dostajemy jeszcze trochę nie aż tak niezwykłego Niekonwencjonalnego uzbrojenia (Unconventional Weapons). Elektryczne pistolety i strzelby (a także bazooki i działa) dobrze wpisują się w pulpową konwencję Achtung! Cthulhu, zaś enzymatyczne karabiny wykorzystujące przetworzoną tkankę shoggothów, jako wyjątkowo skuteczne przeciwko pozaziemskim potworom, acz niemal nieszkodliwe dla ludzi, będą miały swoje miejsce tylko w bardzo specyficznych przygodach.

Ostatnią część podręcznika stanowi Grimuar (The Grimoire) – zestaw kilkunastu zaklęć, z których spora część odwołuje się do bytów opisanych w niniejszym dodatku. Oczywiście większość stanowią adaptacje na mechanikę Savage Worlds czarów z podręcznika podstawowego do szóstej edycji Zewu Cthulhu, zaś tylko jedno zaklęcie to zupełna nowość, ale w żadnym razie nie traktowałbym tego jako wady. Z pewnym zaskoczeniem przyjąłem także brak jakichkolwiek nowych Mitycznych ksiąg, ale tego również nie poczytywałbym na minus.

Dalej zostaje nam już tylko Skorowidz (Index) i garść reklam.

Wydawałoby się, że bestiariusze to jedne z najłatwiejszych do tworzenia dodatków do gier fabularnych – rozmaite mitologie, tak realne, jak i wymyślone, oferują wystarczającą liczbę fantastycznych monstrów, by zapełnić całe tomy. Jeśli dodać do tego realne stworzenia, zarówno egzystujące współcześnie, jak i wymarłe, miejskie legendy i wytwory wyobraźni twórców literackich czy filmowych, pozornie nie ma nic prostszego, jak przełożyć to wszystko na mechanikę konkretnego systemu – i gotowe. Faktycznie, sporą część bestiariuszy publikowanych do rozmaitych gier stanowią zbiory odtwórczo przetworzonych stworzeń zaczerpniętych z takich czy innych źródeł, ale czasem można trafić na dodatek podchodzący do ogranego motywu potworów w zupełnie nowy i zaskakujący sposób.

Terrors of the Secret War, pomimo że świadom jestem jego niedociągnięć, z całą pewnością należy zaliczyć do takich właśnie wyjątków – zamiast rozpisywać niewyobrażalnie potężne byty za pomocą cech dostosowanych do śmiertelnych istot, koncentruje się on na przedstawieniu tego, co w rozgrywce naprawdę istotne – co mogą one zrobić w starciu z postaciami graczy i ich sojusznikami. To, ile konkretnie wynosi atrybut Siły Wielkiego Cthulhu, to kwestia drugorzędna, skoro sam jego widok może doprowadzić człowieka do obłędu, a potęga wykracza poza ludzkie pojmowanie. Pomimo początkowego sceptycyzmu muszę przyznać, że nagroda ENnie dla achtungowego bestiariusza jest w pełni zasłużona – jeśli nie za szczegóły wykonania, to za samo podejście. Mam świadomość, że zewowi puryści mogą podejście autorów z miejsca wykląć, ale trzeba przyznać, że pomimo iż zdecydowanie osłabia ono Wielkich Przedwiecznych w porównaniu z wersją Chaosium (nie mówiąc już o lovecraftowskim pierwowzorze), to równocześnie czyni ich nieporównanie bardziej grywalnymi – i za to Modiphiusowi należą się brawa.

 

Dziękujemy wydawnictwu Modiphius za udostępnienie podręcznika do recenzji.

9.0
Ocena recenzenta
9
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
Tytuł: Achtung! Cthulhu: Terrors of the Secret War
Linia wydawnicza: Achtung! Cthulhu, Call of Cthulhu, Savage Worlds
Autorzy: Dave Blewer, Lynne Hardy, Jesse Hawkins, Joshua O'Connor, Reuben Saunders
Okładka: miękka
Ilustracje: Dim Martin, Ian Schofield, Giorgio Baroni, Michal E Cross
Wydawca oryginału: Modiphius
Data wydania oryginału: 11 grudnia 2014
Miejsce wydania oryginału: Anglia
Liczba stron: 128
Oprawa: miękka
Format: A4
ISBN-13: 978-1-910132-11-1
Numer katalogowy: MUH050025AC
Cena: 14,99 USD



Czytaj również

Achtung! Cthulhu: Guide to North Africa
Groza w cieniu piramid
- recenzja
Achtung! Cthulhu: Guide to the Pacific Front
Macki na rzece Kwai
- recenzja
Achtung! Cthulhu: Kontamination
Zaraźliwe szaleństwo
- recenzja
Achtung! Cthulhu: Interface 19.40
Nazistowskie cyber-zombie... z mackami!
- recenzja
Achtung! Cthulhu: Guide to the Eastern Front
Chwała płonącym iskrom!
- recenzja

Komentarze


Podtxt
   
Ocena:
0

Ilustracje są świetnie i wnioskując z Twojej recenzji podręcznik jest dobry, jednak nie mogę się jakoś przekonać do wizji masowych walk, nawet w pulpowej konwencji. W Cthulhu zawsze szedłem w drugą stronę - osamotnienia, i tego JAK pokonać/powstrzymać potwora, a nie jak zdobyć dość wojska i czołgów by z nim walczyć. Myślę w wypadku bitwy że nie skorzystałbym z tego podręcznika, tylko nadal próbował koncentrować się na działaniach bohaterów graczy, które (niekoniecznie bojowe) mogłyby przechylić szalę zwycięstwa. A całą resztę walki dookoła odgrywał narracyjnie. Także to nie dla mnie.

Podsumuję - Cthulhu to dla mnie w dużej części strach przed niewiadomym. Jeśli coś ma statystyki da się to zabić, wpisać w ludzkie pojmowanie, odnieść w skali i wyliczyć że mając 12 bombowców masz 37,5% szans na 3 rany w lewą mackę.

07-10-2015 09:50

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.