» Recenzje » Wszystkie » Achtung! Cthulhu: Kontamination

Achtung! Cthulhu: Kontamination

Achtung! Cthulhu: Kontamination
Linia wydawnicza Achtung! Cthulhu nie przestaje się rozwijać – do pierwszych przygód z kampanii Zero Point dołączyły znakomicie wydane settingowe podstawki dla graczy i Mistrzów Gry, dodatki opisujące najważniejsze fronty II Wojny Światowej, a zapowiedzi firmy Modiphius obiecują kolejne suplementy, wystarczające na wiele lat grania.

Dla tych prowadzących, którzy nie mają czasu na samodzielne opracowywanie przygód, oprócz scenariuszy tworzących kampanie, wydawca ma w ofercie także pojedyncze, samodzielne historie. Pierwszą z nich jest The Trellborg Monstrosities, która okazała się niestety rozczarowaniem. Muszę więc przyznać, że kiedy sięgałem po kolejną, zatytułowaną Kontamination, nie byłem wolny od obaw.

Inaczej niż w Potwornościach z Trellborga, w Kontamination nie znajdziemy towarzyszącego przygodzie opowiadania, a jedynie dwie wersje samego scenariusza – przyjazną drukarkom oraz w pełni kolorową, stylizowaną na wojskowe dokumenty, zestaw map oraz dwa komplety gotowych postaci (jeden oparty na mechanice Savage Worlds, a drugi na szóstej edycji Zewu Cthulhu).

Te będą przydatne bardziej niż zwykle z dwóch powodów, równocześnie skutecznie uniemożliwiających włączenie tej przygody do kampanii toczonej w realiach Achtung! Cthulhu. Po pierwsze, gracze tym razem wcielają się w Niemców, a nie Aliantów. Po drugie zaś, postacie zostają wybrane do szczególnej misji nie tylko ze względu na fakt posiadania niezbędnych do jej wykonania umiejętności, ale również z powodu szantażu (a może nawet przede wszystkim) jakim posłużył się zleceniodawca drużyny, który zna skrywane tajemnice każdego z bohaterów. Dzięki temu jest w stanie zapewnić sobie może nie ich lojalność, ale na pewno współpracę. Ten motyw niespecjalnie przypadł mi do gustu, skutecznie jednak uzasadnia on połączenie w jednej grupie postaci, które inaczej niekoniecznie miałyby jakąkolwiek motywację, by pracować razem, a tym bardziej – by podjąć się specyficznego zadania...

Akcja przygody jest bowiem osadzona w zimie 1944 roku podczas ofensywy w Ardenach, ostatniej niemieckiej próby odzyskania inicjatywy na froncie zachodnim. Postacie znają język angielski, dzięki czemu otrzymują zadanie przedostania się na tyły wroga, udając alianckich żołnierzy i uprowadzenia jednego z wrogich oficerów. Dla graczy, którzy oglądali Bękarty wojny, motyw będzie z pewnością znajomy, jednak wykonanie go przez siły drugiej strony konfliktu stanowić może ciekawe odwrócenie znanego patentu.

Napięta sytuacja na froncie nie ułatwia jednak postaciom zadania. Już na starcie okazuje się bowiem, że wyposażenie niezbędne do skutecznego wypełnienia misji (takie jak alianckie mundury czy broń), potrzebne są także innym oddziałom wysyłanym na tyły wroga. Bohaterowie będą więc musieli wykazać się odrobiną inwencji podczas wizyty w kwatermistrzostwie – jeśli jednak nie powiodą się stosowne testy, bądź próby przekupstwa, może okazać się, że za cały kamuflaż będą musiały starczyć im brytyjskie pałatki i amerykańskie hełmy, zaś jedynymi dostępnymi środkami transportu będą rowery. Jednak nawet w idealnym przebraniu i ze sprawnym jeepem, porwanie i bezpieczne dostarczenie alianckiego oficera na wyznaczone miejsce zbiórki nie będzie łatwe z kilku powodów.

Po pierwsze, postacie nie są wyszkolonymi komandosami doświadczonymi w podobnych misjach – podstawowym powodem, dla którego zostały wybrane do tego zadania, jest biegła znajomość języka angielskiego, bez której udawanie amerykańskich żołnierzy nie miałoby cienia szansy na powodzenie. Po drugie, porwanie ma być dokonane możliwie dyskretnie, bez wzbudzania zbytniego szumu. Po trzecie wreszcie – oprócz oficjalnego celu misji postacie dostają także drugie, tajne zadanie, którym jest szpiegowanie na rzecz swego zleceniodawcy, zainteresowanego odkryciem prawdziwych celów kierujących misją dowódców, związanych z organizacją Nachtwölfe.

I to, muszę powiedzieć, zdecydowanie jest najlepszą cechą Kontamination – bowiem nic nie jest w niej tym, na co wygląda na pierwszy rzut oka. Tak jak postacie udają nie tylko alianckich żołnierzy, ale i lojalnych podkomendnych swoich nominalnych zwierzchników, tak oficjalny powód samego porwania i późniejsza wymiana jeńców są tylko przykrywką dla znacznie potworniejszego planu.

Plan ten zakłada wykorzystanie na jeńcach eksperymentalnego, bluźnierczego urządzenia, czyniącego z nich bezwolnych nosicieli szaleństwa, żądne krwi bestie zarażające obłędem innych – dostarczenie porwanego oficera do alianckiej jednostki to tylko próba generalna przed wykorzystaniem nowej wunderwaffe na znacznie szerszą skalę. Naturalnie, jeśli postacie miałyby "przypadkiem" zginąć w trakcie masakry, którą musi się skończyć przejęcie więźnia przez jego sojuszników, to tym lepiej – jako postronni, niezwiązani z Nachtwölfe świadkowie operacji, i tak mają zostać zlikwidowane po jej zakończeniu.

Jeśli bohaterowie sami na to nie wpadną, atak sił Nachtwölfe na obóz Amerykanów aż nazbyt brutalnie powinien im to uświadomić. Metodyczna likwidacja wszystkich obecnych, zarówno zarażonych szaleństwem, jak i zdrowych, to widomy znak, że osoby kierujące misją chcą zatrzeć wszelkie jej ślady – jedyną szansą dla bohaterów jest sprzymierzenie się z amerykańskimi niedobitkami i wspólna ucieczka, choć jeśli będzie im sprzyjać szczęście, mogą także samodzielnie wydostać się z matni i wrócić do swego zleceniodawcy, by zdać mu raport. Niezależnie od tego, jaki miałby być finał tej historii, autorzy przygody nie sygnalizują, by miała być ona kontynuowana, czy stanowić część jakiejś większej całości. Trudno się temu dziwić, ponieważ w założeniu Achtung! Cthulhu opowiada o Aliantach i ich sprzymierzeńcach, a scenariusz z Niemcami w rolach głównych nie może być niczym więcej niż tylko chwilową odskocznią.

W przygodzie znajdziemy pomysły i sugestie przeniesienia Kontamination w inne rejony ogarnięte wojną, jak choćby front wschodni, ale pisząc o tym, warto podkreślić także łatwość adaptacji tej przygody do innych systemów czy settingów łączących wojenne realia z elementami fantastycznymi bądź nadprzyrodzonymi. Niezwykłe urządzenie pozwalające uczynić z kogoś nosiciela zaraźliwego obłędu może równie dobrze mieć pochodzenie niezwiązane w żaden sposób z Mitami, fabułę tej przygody można więc bez jakichkolwiek zmian przenieść w takie systemy jak Weird Wars, Gear Krieg czy Godlike, a przy odrobinie pracy dałoby się ją umieścić także w innych wojennych erpegach (choć, na przykład, w Tour of Darkness, Amerykanom trudno byłoby udawać żołnierzy VietCongu, i vice versa).

Podkreślić wypada także fakt, iż w tym scenariuszu praktycznie nie widać dysproporcji pomiędzy kompetencjami postaci w wersjach opartych na silnikach Savage Worlds i Zewu Cthulhu. No dobrze, przesadzam – różnice oczywiście są widoczne, ale w stopniu, który nie może nawet równać się z przykładowo Three Kings – sawadżowym postaciom pewnie łatwiej będzie porwać oficera, ale w finałowej rzezi będą miały równie znikome szanse przetrwania, co ich zewowi koledzy, a większość istotnych kwestii nie powinna w Kontamination być wynikiem udanych lub zawalonych testów, a decyzji podjętych przez graczy.

Dlatego też tę przygodę oceniam najlepiej spośród wszystkich oficjalnych scenariuszy sygnowanych logo Achtung! Cthulhu, z jakimi dane mi było się zapoznać. Na pewno dorównuje ona Heroes of the Sea, daleko w tyle zostawiając wspomniane Three Kings czy The Trellborg Monstrosities. Sam Richards, jeden z autorów suplementu, podkreśla w przedmowie do niego, że to praktycznie jego pierwszy kontakt z tym settingiem. Można jedynie życzyć sobie, by na stałe dołączył do zespołu odpowiedzialnego za jego linię wydawniczą – ja w każdym razie na pewno kolejnym jego tekstom dam znacznie większy kredyt zaufania niż otrzymała ode mnie Kontamination.

 

Dziękujemy wydawnictwo Modiphius za udostępnienie podręcznika do recenzji.

8.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
Tytuł: Achtung! Cthulhu: Kontamination
Linia wydawnicza: Achtung! Cthulhu, Call of Cthulhu, Savage Worlds
Autorzy: Matthew Pook, Sam Richards, Dave Blewer, Lynne Hardy, Bill Bodden
Ilustracja na okładce: Dim Martin
Ilustracje: Michal E Cross, Dim Martin
Wydawca oryginału: Modiphius
Data wydania oryginału: 21 kwietnia 2014
Miejsce wydania oryginału: Anglia
Liczba stron: 54
Format: PDF
Numer katalogowy: MPS01022CS
Cena: 11,99 USD



Czytaj również

Achtung! Cthulhu: Interface 19.40
Nazistowskie cyber-zombie... z mackami!
- recenzja
Achtung! Cthulhu: Terrors of the Secret War
Bogowie na wojnie
- recenzja
Achtung! Cthulhu: Guide to the Eastern Front
Chwała płonącym iskrom!
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.