Malkontentom i zacofanym tradycjonalistom: stęp bron!
Jedna rzecz w nowej linii Warhammera jest dobra: dla wydawcy i fanbojów (bardziej) i dla portfeli (mniej). No, czy coś w tym guście. W każdym razie bądź: fajnie, że co dwa miesiące pojawia się nowe pudełko z kolorową zawartością. Zza oceanu znowu powiało i przywiało nam The Winds of Magic.
Dodatek o magii zawsze jest wyczekiwany w systemach fantasy. Arsenał magicznych bajerów przeważa często nad zawartością podręczników z bronią konwencjonalną. Trudno powiedzieć, czy FFG wyda coś na kształt
Zbrojowni Starego Świata. Pewnie by się przydało, bo czarodzieje zostali nieźle dopakowani.
Co tym razem cieszy oko maniaka-kompletysty?
- Dwie książeczki po 48 stron każda. WoM mocno akcentuje to, że największym wrogiem czarodzieja jest Chaos, który może go potelepać przy pechowych rzutach. Liber Mutatis zawiera zasady mutacji, grania spaczonymi postaciami, a także scenariusz w konwencji śledztwa (fuj!).
- Dziesięć nowych profesji, w tym rozwinięcia dla początkujących czarodziejów właśnie. Tradycyjnie nie będę już marudził, że wizerunki postaci kobiecych są mało ciekawe. Ale w ogóle rysunki na kartach karier w całej Tredycji odstają poziomem od reszty oprawy graficznej.
- Karty mutacji i inszych wypaczeń. Co tu dużo mówić – czarowanie w Tredycji może skończyć się albo zryciem beretu albo wyrośnięciem macki lub dwóch. Autorzy wyraźnie do tego zachęcają.
- No i sedno całego dodatku, czyli Dziesięć zestawów czarów dla poszczególnych szkół magii. Trzy szkoły z podstawki dostały symboliczne trzy karty, ale pozostałe otrzymały pełne komplety do rangi 3 włącznie. Są więc i czary prościutkie, i takie, które przy odrobinie szczęścia zadają 25 damage'u umarlakom. Gracze szukających mocniejszych wrażeń i gry w myśl zasady "czaruj mocno, mutuj młodo", mogą się też pobawić czarodziejem z powerami od Tzeentcha lub Czarną Magią. Wśród akcji jest też dodatkowy zestaw młodego czarodzieja (składający się z podstawowych akcji typu Cantrip), który pozwala mieć już dwóch clothów w paczce.
Poza tym w pudełeczku znalazło się kilka handoutów do scenariusza śledztwa (fuj!), kartonowe figurki karier i potworków (tutaj rządzi fruwająca płaszczka), tona żetonów spaczenia, druga tona żetonów
trackera i pół deko żetonów
stance'ów. Do kompletu dostajemy jeszcze pięć genericowych przedmiotów (w tym różdżki i laski dla czarodzieja). Do tego dochodzą: talenty, zdolności karier, miscasty i szaleństwa, czyli wszystko, co wiąże się z ciężką dolą magika.
WoM wygląda trochę jak połączenie
Królestwa magii (bardziej) z
Księgą spaczenia (mniej). Objętościowo książki są oczywiście o połowę krótsze, ale jeśli odjąć od
KM strony z czarami, to wychodzi mniej więcej na to samo. Na pewno Tredycja, jeśli chodzi o ilość tekstu, jest bardziej skrótowa i zwięzła, mniej tutaj lania wody.
Trochę zabawne jest też nawiązywanie do
WoWa. Niby w klasycznym Młotku można było się zmieniać w zwierzaczki, ale
beast formy z
WoM do bólu przypominają to, jak działa blizzardowy druid. Nie ma to jak niedźwiadek do tankowania.
Fotki znajdziecie
tutaj albo na
moim profilu na FB. Albo
tutaj na Poltku. Tylko na Onet nie wrzucałem.
PS. Ze wszystkimi fanbojami dozo przy The Edge of Night.
Waszym zdaniem...
Komentowanie na tym blogu dostępne jest po zalogowaniu.