
Byłem sobie wczoraj w kinie na Wolverinie. Pominę to jaki film był, nie pominę jednak tego co wywołało u mnie niesmak wielki niczym jezioro Bajkał.
Chodzi mi o to jak nas, miłośników kina, filmożerców, fanów papki, czy po prostu niedzielnych kinomaniaków traktują rodzime firmy. Niestety jeśli jest coś czego nie lubię to jest obrażanie mojej (wątpliwej lub nie) inteligencji. To właśnie wczoraj zrobiła firma Film Service Sp. z o. o..
Do tej pory myślałem, że tłumaczenie Spirita było kiepskie, jednak tam wpadki były raczej z kategorii poetyckich. Wolverine jest po prostu żałosny. Pan Piotr Zieliński (wymieniony jako tłumaczenie) i wspomniany wyżej Film Service odwalają taką chałę, że należy to zacząć piętnować.
Nie jestem anglistą ani tłumaczem, jednak jestem zmuszony obcować z angielskim na co dzień z racji zawodu i szlag mnie trafia jak widzę takie rzeczy, bo wydaje mi się że ktoś wziął za to kupę złotówek. Ja jak za coś biorę pieniądze to staram się to zrobić najlepiej jak potrafię.
Wrzucenie listy dialogowej do translatora i wyplucie jej na taśmę nie jest robieniem czegoś najlepiej. Przykro mi ale nigdy nie będzie.
Film ma dwa momenty w których myślałem, że oczy wypadną mi ze zdumienia gdy przeczytałem białe literki pod spodem: pierwszy jest na początku filmu (niestety nie pomnę co to było), drugi jest pod koniec i wygląda tak (mild spoiler warning):
Gambit pomaga Wolviemu:
G - You're welcome.
Napisy - Witaj.
O tempora, o k..., jak to ktoś mądrzejszy powiedział.
Nie wiem co z tym zrobię dalej. Może wystosuję jakiegoś maila do Film Service i dystrybutora krajowego?
Jednocześnie zastanawiam się czy nie otworzyć jakiejś strony w sieci, która będzie zbierać i piętnować takie perełki.
Wiem jedno: samo się lepiej nie zrobi, trzeba wziąć widły, pochodnie, postawić kosy na sztorc i walczyć o lepszą rozrywkę.
Poleć innym tę notkę