
Ludziom, których trudy wynoszą ponad idee w królestwo tworzywa rzeczywistości - technologom krain bezsprzętowych, obojętne gdzie i kiedy działają, niniejszy przyczynek w pokorze i z podziwem dla ich pracy poświęcam.
Pyrkon '09 za nami, wszyscy wiemy co było fajne (yay!) a co nie (buu!), dlatego postanowiłem napisać na jego temat coś z nieco innej strony - z mojej strony.
Proszę o przymknięcie lewego oka oraz wepchnięcie języka w policzek.
Mam na tym konwencie taką dziwną fuchę. Jestem "technicznym". Oznacza to, że jeśli widzieliście wysokiego, ubranego w czerwony polar, podejrzanego typa, biegnącego korytarzem krzyczącego średnio-uprzejmie "Przepraszam (jego mać)!" lub całkiem nieuprzejmie "Przejście! (mać, mać, mać)" i trzymającego w rękach coś z dużą ilością kabli, to na 99.99% byłem ja.
Bycie odpowiedzialnym za tą stronę konwentu równa się temu, że jeśli wszystko pójdzie dobrze i swoją robotę wykonam poprawnie, to nie będzie mnie widać. Hmm, wniosek nasuwa się sam.
Oznacza to również, że wszyscy mnie nie lubią: prelegenci bo donoszę/zabieram im projektory za późno/za szybko z nieczułością godną kamienia z Wyspy Wielkanocnej; konwentowicze bo potrącam ich na korytarzach, przepycham się i przestawiam niczym pierwszej wody buc patentowany; gżdacze bo każę im czasem przenosić ciężkie i nieporęczne rzeczy bycząc się w tym czasie ze sznikersem niczym pan na włościach; orgowie za to wszystko co powyżej (przecież do nich trafiają skargi) oraz za to, że na egzotyczne propozycje ("no wiesz... mam w bloku taka prelkę z kinem i potrzebujemy projektor...") odpowiadam wrednym "nie (i ch...ciul)". Jak widać praca niełatwa (w końcu trza być ciągle wrednym i skakać wszystkim po odciskach) ale gratyfikacja przeogromna (ta władza rozkładania punktów programu niedoniesionymi głośnikami.. mwahahahaha).
Teraz zapewne wszyscy widzą wyobraźnią małą hordę gremlinów technicznych, które zacierają łapki przed konwentem, no ale cóż... przecież potrzeba ich wszystkich...
No właśnie nie, wystarczy jeden (ale musi być złośliwy jak cała horda). Może i zdradzę teraz know-how, ale przygotowanie konwentu od strony "użytkowej" jest pracą łatwą i w dodatku lekką. Wystarczy ją dobrze zaplanować, zjada ~15 minut z każdej godziny, w czasie których wymieniasz osprzęt, wtykasz łepek do każdej sali w celu irytacji prelegenta i publiki (i przy okazji leniwie sprawdzając czy wszysko gro i bucy), oraz odbieranie telefonów przypominających Ci o sprzęcie na prelekcje (już go zaniosłeś), problemami z pozostałymi (przed chwilą go rozwiązałeś) czy właśnie dowiezionej pizzy (z rozpędu odpowiadasz panu pizzermanowi, że już ją zjadłeś - wywołuje niemałą konsternacje).
Jak to sprawdziło się w praktyce?
Ano tak, że byłem w stanie utrzymać cały konwent w ryzach, większość było tam gdzie było potrzebne na gwałt (albo inne interakcje damsko-męskie), czasem było nawet na paru prelekcjach które nie zgłosiły zapotrzebowania wcześniej niż 5 minut po rozpoczęciu ("gdzie jest mój rzutnik luju!?").
Nie wszytko jednak jest usłane strzępkami izolacji kabla kategorii piątej. Niniejszym przepraszam organizatorów larpów sobotnich. Wybaczcie, ale nie mogłem dostarczyć Wam wszystkim sprzętu grającego. Po prostu obrodziło Wami w tym roku, czego nikt nie przewidział.
Jak to się przekłada na fun z konwentu?
Hm powiem tak, byłem całe 30 sekund na jednym koncercie (przyniosłem herbatę) oraz na połowie swojej prelekcji. Przy czym całkowicie poważnie bawiłem się znakomicie. Miny ludzi, którym przynosisz kawę/herbatę o 0300 wystarczają.
Ta część organizacji wymaga typu osoby, która czerpie frajdę rozwiązując kolejne problemy, dobrze znosi stres i wyrzuty oraz potrafi podejmować decyzje on demand (no dobra, wystarczy że będzie na pytania odpowiadał "nie!"). Niestety przy tak rozbujanych wymaganiach reszta schodzi na dalszy plan, wiecie, w Poznaniu znaleźli tylko wrednego, aroganckiego i złośliwego socjopatę, a raczej sam przylazł i groził zamachami to go wzięli...
Wszystkim braciom w technice: good hunting.
Całej reszcie: do zobaczenia za rok, running around with cables.
mjr Fakap out.
Waszym zdaniem...