» Recenzje » Zombiaki Ameryki

Zombiaki Ameryki


wersja do druku

Z kamerą wśród zombie

Autor: Redakcja: Camillo, Balint 'balint' Lengyel

Zombiaki Ameryki
Przed paroma miesiącami fala zombie zaczęła pustoszyć Amerykę. Pewna rodzina z Chicago musiała całkowicie zmienić  tryb życia. Dzieci przestały chodzić do szkoły i zajęły się produkcją amunicji. Jednemu z nich trochę się nudziło, toteż dla zabiciu czasu postanowił stworzyć grę, wykorzystując wszystko co napatoczyło mu się pod rękę. O czym? Oczywiście o przedzieraniu się przez zastępy umarlaków!

Zombiaki Ameryki to polskie wydanie Hit Z Road i zarazem kolejna po Via Nebula produkcja familijna autorstwa Martina Wallace’a (Brass, Studium w Szmaragdzie), wydana ostatnimi czasy w Polsce przez firmę Rebel. Tytuł daje posmakować swego klimatu już po spojrzeniu na pudełko, którego okładka okładka stylizowana jest na plakat z połowy ubiegłego stulecia, zaś nad całokształtem oprawy pracowało aż siedem osób – Cari, Pascal Quidault, Coimbra Miguel, Emile Denis, JB Casasola, Cyril Nouvel i Olly.

Miasto aniołów

Wewnątrz zestawu najliczniejsze są karty Przygód i Zakończenia (kolejno 76 i 4) oraz żetony Adrenaliny, Paliwa i Amunicji (po 30 każdego rodzaju). Mamy też parę elementów drewnianych – 4 pionki Graczy i tyle samo znaczników Licytacji oraz w sumie 28 pionków Ocalałych i Zombie. Otrzymujemy jeszcze planszę Licytacji, 10 kostek w dwóch kolorach, 4 płytki Inicjatywy, 9 żetonów specjalnych oraz dwa znaczniki Skażonych Obszarów. Wszystkie składowe prezentują się solidnie, a szata graficzna kart i żetonów to najwyższa półka. Świetne, lekko rozmyte i bardzo klimatyczne ilustracje wraz z żetonami przywołują na myśl stylistykę wykorzystywaną chociażby w Falloucie i doprawdy trudno o lepszą rekomendację. Jako że oprawa jest silnie stylizowana na stworzoną przy użyciu wszystkiego co było pod ręką, znalazło się też miejsce dla paru mrugnięć do graczy, czego najlepszymi przykładami są rewersy kart żywcem wycięte z Dixita czy czwartej ery 7 Cudów Świata​.

Jako że raźniej ucieka się przed zombiakami w grupie, na starcie gracze przyjmują pod swoje skrzydła po czterech Ocalałych i tyleż samo żetonów każdego z trzech zasobów – Amunicji, Paliwa oraz Adrenaliny. Na koniec przygotowań losowo dociągamy jedną z płytek Inicjatywy wskazujących kolejność w jakiej uczestnicy będą wykonywać swe ruchy, zaś resztę zestawu kładziemy w zasięgu graczy. Możemy ruszać.

Cel zabawy jest prosty – musimy dostać się do Los Angeles przynajmniej jednym z Ocalałych. Gdy zaś kilku graczom uda się dotrwać do końca wyprawy, o zwycięstwie zadecydują punkty ze zdobytych kart lub posiadane zasoby. Sęk w tym, że nie mamy zwykłej planszy z oznaczonymi polami – jej funkcję pełnią w tym wypadku karty Przygód. W każdej z ośmiu tur zależnie od liczby uczestników na stół wykładane są trzy lub cztery pary kart Przygód tworzących trasy, a każdą z nich może przebyć tylko jeden gracz, zaś ich kolejność jest ustalana poprzez licytację, kiedy to na szalę kładzie się zasoby Amunicji, Paliwa i Adrenaliny. Jeśli więc gracz obstawi cyfrę 3 (max 10), to musi odrzucić dowolną kombinację wspomnianych wyżej żetonów.

Barykadując się w sklepie

Karty Przygód zostały podzielone na trzy różne poziomy, po które sięgamy kolejno. O ile te z 1 stanowią okazje do sięgnięcia po nowe zasoby, których liczba i rodzaj są wyszczególnione na karcie Przygody oraz inne bonusy (np. przyłączenie się do wesołej gromadki kolejnego Ocalałego), to już 2 wprowadza element walki z zombiakami, a w 3 i ostatnim segmencie zagrożenie czyha już na każdym kroku. Licytacja pozwala nam więc na wybór optymalnej dla nas drogi, na której znajdziemy zasoby, nie spotykając umarlaków. Niekiedy, szczególnie na późniejszym etapie zabawy, bywa to niemożliwe i niezależnie od starań dochodzi do konfliktu. Decydując się wziąć nogi za pas, musimy poświęcić dwa żetony Paliwa, w innym przypadku nieuchronnie czeka nas starcie.

Do walki stają zombie w liczbie zapisanej na karcie, zaś liczebność dowodzonej przez nas grupki Ocalałych wyznacza z ilu czarnych kostek przyjdzie nam korzystać. Możemy przeprowadzić jeden atak dystansowy, pożytkując żeton Amunicji i rzucając dwoma kośćmi, ale tylko dwa wyniki pozwalają na pozbycie się truposza. Następnie przechodzimy do walki wręcz i rzucamy wszystkimi dobranymi kostkami. W tym momencie zaczyna się robić ciekawie, choć też bardzo losowo.

Większa liczba Ocalałych wcale nie musi być równoznaczna ze wzrostem szansy na przeżycie, bo możemy wyrzucić Zranienie (usuwamy jednego ze sprzymierzeńców, chyba że zdecydujemy się przedłużyć jego żywot, odrzucając żeton Adrenaliny). Mamy jeszcze Likwidację (ginie zombie), Tryb Rambo, czyli Likwidację wraz opcją eliminacji następnego celu kosztem Adrenaliny; Potencjalne Trafienie, kiedy to ponownie możemy spożytkować Adrenalinę by pozbyć się problemu oraz pustą ściankę. Dodajmy, że po rozpatrzeniu wszystkich kości, atak wręcz powtarzamy aż do porażki zombie lub naszej. Gdy nasza grupka się skurczy, to wraz z nią zmniejsza się też liczba dostępnych dla nas kości w kolejnej turze walki. W końcowym etapie podróży przyjdzie nam nawet mierzyć się z hordą zombie i wtedy czarnych kostek zastąpimy czerwonymi, które dodają do potencjalnych wyników rzutu natychmiastową śmierć bez możliwości postawienia delikwenta na nogi.

Często musimy wybierać pomiędzy przedłużeniem życia podopiecznego, a pokonaniem zombiaka. Im bliżej końca gry, tym trudniej o zasoby i warto rozważyć nawet walkę, by zwiększyć szansę na ich uzyskanie. Zombiaki Ameryki to jednak przede wszystkim gra familijna, więc nie jest aż tak łatwo odpaść z gry poprzez śmierć wszystkich Ocalałych. Owszem, istnieje możliwość zapędzenia się w Licytacji, ale to raczej rzadkość i już po jednej partii każdy doskonale zdaje sobie sprawę, że posiadanymi żetonami trzeba rozporządzać z należytą uwagą.

Bardzo proste zasady, pokaźna porcja przyjemnej losowości w postaci tworzenia tras i rozstrzygania starć czy emocje w trakcie tych drugich – wszystko to łączy się w bardzo przyjemną całość. Dodajmy do tego jeszcze szczyptę zarządzania i pozyskiwania zasobów oraz wszystkie kary i bonusy związane z zapiskami na kartach (np. żeton z Koktajlem Mołotowa poskramiający natychmiastowo całą grupkę zombie) i naszym oczom ukazuje się udana produkcja dla trzech i czterech graczy, do której mogą zasiąść również dzieci. Co zaś z zabawą w duecie? Liczba kart Przygód zostaje wówczas ograniczona, podobnie jak emocje w trakcie Licytacji i to najważniejszy zarzut wobec tego trybu rozgrywki, bo pozostałe elementy dają radę nawet w przypadku dwóch graczy. W wariancie solowym część kart tworzących trasy pozostaje zakryta, by gracz mógł tylko w pewnym stopniu wiedzieć co go czeka. To oczywiście nie jedyna zmiana i trzeba autorowi oddać, że ten tryb dobrze się sprawdza jako rozgrzewka np. podczas oczekiwania na przybycie współgraczy czy w formie przyswojenia zasad, ale raczej nie stanowi głównego powodu do zakupu.

Twarzą w twarz z hordą

Wspomniana Licytacja w duecie to nie jedyne zastrzeżenie wobec Zombiaków. Gra świetnie się sprawdza się jako wstęp do większej produkcji lub szybkiej partyjki (średnio 40-45 min), ale już druga partia z rzędu w zupełności wystarcza, by tytuł spowszedniał w trakcie wieczoru. Do rozgrywki możemy więc zasiadać często, bo to dobry produkt, lecz głównie na pojedyncze partie. Tak po prawdzie, to poza rywalizacją w trakcie Licytacji, reszta wyścigu toczy się korespondencyjnie, a w przypadku wyczerpania się puli zasobów ich rolę może pełnić dosłownie wszystko, co mamy pod ręką, zatem i o nie walka nie jest aż tak zażarta.

Trafił się także element natury technicznej, który zarówno cieszy, jak i irytuje. Instrukcja prezentuje się świetnie i przybierając formę pożółkłego zeszytu w kratkę, współtworzy i tak już fantastyczną oprawę tytułu. Problem w tym, że niewyraźna czcionka na tle kratek i szarości bywa miejscami nieczytelna, zwłaszcza gdy mowa o bardziej rozbudowanych paragrafów. Swoją drogą, dopiero natrafiając na odpowiednią kartę Przygody jesteśmy w stanie określić przydatność niektórych żetonów specjalnych. Instrukcja opisuje działanie tylko dwóch z nich.

Chociaż na koniec trochę ponarzekałem, to nie zmienia faktu, że Zombiaki Ameryki to prosta i bardzo sympatyczna gra dla całych rodzin. Klimatyczne wykonanie sprawia, że nietrudno wczuć się w członków rodziny uciekającej w zorganizowanym pośpiechu przed truposzami i nawet ich horda nie zagrozi naszym krewnym, jeśli będziemy szanować nasze zasoby. W końcu do Los Angeles warto zabrać najbliższych, prawda?

Plusy:

  • Klimatyczna oprawa i wysoka jakość elementów
  • Przystępna mechanika
  • Przyjemna i szybka
  • Pozytywna losowość
  • Tryb solo
  • Chce się wracać...

Minusy:

  • ...ale nie podczas tego samego wieczoru
  • Licytacja trochę kuleje przy dwóch osobach
  • Braki w instrukcji i jej nieczytelność

 

Dziękujemy wydawnictwu REBEL.pl za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

7.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Zombiaki Ameryki (Hit Z Road)
Typ gry: strategiczna
Projektant: Martin Wallace
Ilustracje: Pascal Quidault, Cari, JB Casasola, Miguel Coimbra
Wydawca oryginału: Space Cowboys
Data wydania oryginału: 2016
Wydawca polski: Rebel.pl
Data wydania polskiego: 2016
Liczba graczy: od 1 do 4
Wiek graczy: od 12 lat
Czas rozgrywki: 30 - 60 minut
Cena: 149,95 zł



Czytaj również

7 Cudów Świata: Pojedynek - Panteon
Bogowie pośród śmiertelnych
- recenzja
Via Nebula
Jak postawić dolinę na nogi?
- recenzja
7 Cudów Świata: Babel
Fotounboxing #11
Splendor
Dlaczego ta gra tak wciąga?
- recenzja
Cyklady: Tytani
Archipelag pełen bogów
- recenzja
Cyklady: Tytani
Fotounboxing #8

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.