» Recenzje » VuDulhu

VuDulhu


wersja do druku

A gdyby tak rzucić to wszystko i wyjechać do R’lyeh?

Autor: Redakcja: Agnieszka 'jagnamalina' Bracławska, Balint 'balint' Lengyel, Marcin 'Karriari' Martyniuk

VuDulhu
Bycie kultystą Cthulhu to w sumie nieciekawe zajęcie – siedzisz i czekasz, aż Wielki Przedwieczny przebudzi się z wielowiekowego snu. A ponieważ ciężko siedzieć przez dekady, może mała wycieczka do R’lyeh? Albo na grzyby… oczywiście Yuggoth.

VuDulhu – z czym kojarzy Wam się ta nazwa? To oczywiście zbitek słów "voodoo" oraz "Cthulhu". Zapowiada się ciekawie? Owszem, ale nie liczcie na klimat, który zjeży Wam ze strachu włosy na karku. To tytuł z przymrużeniem oka, przy którym zdarzy się nieraz bełkotać, wykonywać dziwne ruchy oraz zachowywać niczym kultysta, który uciekł ze szpitala dla psychicznie chorych, ale nie do końca pozbył kaftana bezpieczeństwa.

Przed wyruszeniem w Góry Szaleństwa należy zebrać drużynę! 

Do zabawy może zasiąść od trzech do sześciu osób w wieku co najmniej ośmiu lat. Doświadczenie w przyzywaniu Wielkich Przedwiecznych nie jest wymagane. Pierwszym, co wpada w oko po otwarciu pudełka z grą, to przesympatyczna, wykonana z materiału figurka Cthulhu. Oprócz niej mamy 26 kart klątw (po 12 ghastów, zmór oraz istot z głębin), 10 kart Wielkich Przedwiecznych, 8 kart Artefaktów, 5 kart Lokacji, Karta Celu oraz sześć pionków i pięć kostek. Nie są to jednak zwykłe kostki – na ich ściankach znajdują się symbole: kruk, duch, dynia, czaszka, kryształ i nietoperz. Samo opakowanie  zawiera wypraskę, której górna część jest planszą – znajduje się na niej trzynaście pól, wyznaczających kolejne Lokacje naszej przemiłej wycieczki oraz wskazują, jaką drogę przeszedł każdy z graczy.

Aby rozpocząć podróż pełną zapierających dech w piersiach wrażeń, należy podzielić karty na cztery osobne stosy: na jednym znajdą się Klątwy, na drugim Artefakty, na trzecim Lokacje, na czwartym Wielcy Przedwieczni. Każdy z graczy wybiera kolor swojego pionka, a następnie wyciąga jedną kartę Klątwy. Odkrywamy pierwszą Lokację i… ruszamy!

Jednak uwaga – dla zagorzałych miłośników planszówek lub gier imprezowych może być to podróż dość... znajoma. Dlaczego? Powód jest prosty – VuDhulu to nic innego jak "cthulhowa" wersja wydanej w 2015 roku gry Vudu. Zmieniono tylko grafiki i opisy Klątw. Z jednej strony te kosmetyczne zmiany sprawiają, że pozycja ta nabiera nowego wymiaru, jednak z drugiej mamy to do czynienia z odgrzewanym kotletem – dosłownie. Jeśli więc ktoś grał w tamten tytuł, szybko poczuje pewnego rodzaju deja vu.

Po lewej Mi-go, po prawej Azatoth

Zanim przejdę do wyjaśniania mechanizmów rozgrywki, wypada zauważyć, że VuDhulu to zabawa, do której potrzebni są gracze mający ochotę na robienie rzeczy, które dla jednych będą zabawne, a dla innych po prostu… głupie. Już od samego początku należy zachowywać się tak, jak wskazuje na to opis danej Lokacji – na przykład wyciągamy "Kadath", co oznacza, że każdy musi trzymać swoją prawą rękę na ramieniu gracza po swojej lewej stronie. I co więcej – jeśli ktoś złamie tę zasadę, pozostali zyskują po punkcie! A to dopiero rozgrzewka…

Podróż do straszliwych krain rozpoczyna ta osoba, która "potrafi najlepiej udawać Wielkiego Cthulhu, czekającego w uśpieniu w swoim podwodnym mieście R’Lyeh". Bierze laleczkę i na końcu swej rundy przekazuje ją kolejnej osobie. A podczas niej zaczyna od rzucenia wszystkimi kośćmi. Następnie może odrzucić dwie, aby pociągnąć kartę Klątwy lub Artefaktów, albo też rzucić posiadaną Klątwę. W tym celu potrzebuje, aby na kościach znalazły się wymagane do niej składniki. Odrzuca te kości i odkrywa wybraną kartę Klątwy, czytając głośno jej nazwę (zalecane jest wykonywanie przy tym bezsensownych gestów, co ma kojarzyć się z okultyzmem) i wskazując osobę, będącą jej celem. Gracz, na którego została rzucona, otrzymuje Kartę Celu i musi do końca gry stosować się do jej opisu. Czyli – na przykład – syczeć pod nosem i planować zawładnięcie światem, przed każdym rzutem kośćmi przyzywać Wielkiego Przedwiecznego, trzymać cały czas ręce na biodrach, a nawet wstrzymywać oddech w trakcie całej swej tury!

Klątwa zaczyna działać zaraz po rzuceniu i trwa do momentu jej załamania, czyli gdy osoba jej poddana nie przestanie się zachowywać tak, jak powinna – świadomie lub nie. Wówczas rzucający Klątwę zgłasza to i otrzymuje tyle punktów, ile widnieje na jej karcie. Każdy otrzymany punkt – w ten czy inny sposób - wiąże się z przesunięciem pionka na trasie. Nie tylko przybliża to gracza do finału wyprawy – pola numer 13 – ale również napotkania samych Wielkich Przedwiecznych oraz zmian Lokacji! Pierwsza następuje, gdy ktoś osiągnie pole nr 3. Szczęśliwiec – albo i pechowiec – wyciąga nową kartę tego typu i kładzie ją na stole, a wszyscy muszą zastosować się do jej opisu. Jeżeli ktoś zapomni, pozostali natychmiast dostają po punkcie. Na szlaku naszych herosów czekają w sumie trzy miejsca zmiany Lokacji – pole 3, 6 oraz 10.

Wielcy Przedwieczni... drży przed nimi nawet ZUS!

Wielcy Przedwieczni objawiają się szaleńcom, którzy zagłębili zbyt mocno w mroczną wiedzę, czyli w tym przypadku weszli na pole 4, a potem 9. Kto na nich stanie, ciągnie jedną ich kartę ze spodu stosu i kładzie przed sobą rewersem, na którym wyobrażona jest tylko sylwetka mitycznej istoty. Otrzymuje zarazem instrukcję, jak będzie zachowywać się dalej w trakcie gry – na przykład musi klęczeć i mówić wyłącznie szeptem. Podobnie jak przy Klątwach, zapomnienie o przestrzeganiu wymienionych reguł skutkuje nadmiernym zainteresowaniem bóstwa postacią gracza i wówczas odwraca się kartę. Kara może okazać się dotkliwa – zwiększa się koszt dobierania Klątwy, gra się z jedną kością mniej czy nie można zagrywać pewnych Artefaktów. Mówiąc w skrócie – jest znacznie trudniej.

No dobrze, a jak to wszystko wypada w praktyce? Istotną rolę pełni nie tylko sama mechanika zabawy, ale i sami jej uczestnicy. Najlepiej, jeżeli nie tylko lubią różnego rodzaju wygłupy przy stole, ale dobrze, jeśli znają do tego twórczość pana Lovecrafta. Dla osób, które nie mają pojęcia o Mitach Cthulhu, wyobrażone postaci będą ledwie zabawnymi stworami. Znawcy dostrzegą jednak inteligentny humor i mnóstwo nawiązań do mitologii stworzonej przez Samotnika z Providence. VuDulhu określane jest jako gra imprezowa, jednak nie radzę do niej siadać przy alkoholu – w normalnych warunkach trudno jest spamiętać, jak powinni zachowywać się inni gracze, aby radośnie wskazać ich błąd i zgarnąć punkt. Przy procentach i w większym gronie praktycznie będzie to niemożliwe.

Nie zmienia to jednak faktu, że rozgrywka w każdej sytuacji może dostarczyć mnóstwo śmiechu i przy rozgrywce – zwłaszcza pierwszej – tylko czekamy na to, jakie pozy będą musieli przybierać inni kultyści. Dużą zaletą jest humorystyczne przedstawienie zarówno Wielkich Przedwiecznych, jak i pozostałych kreatur z innych światów, a także samych klątw – co widać na załączonych obrazkach.

VuDulhu to nie gra dla każdego, ale z odpowiednią ekipą zabawa będzie przednia. Jeśli taką macie i szukacie okazji do wspólnego – nomen omen – poszalenia, tytuł ten będzie jak znalazł. Nie jest w nim ważne dotarcie do celu, ale sama droga. Tak przynajmniej mówi ten miły pan doktor, który codziennie daje mi zastrzyki i pozwolił, Cthulhu dzięki, abym pół godziny dziennie mógł przebywać bez kaftana.

Plusy:

  • humor
  • proste zasady
  • mnóstwo sposobów szkodzenia oponentom
  • gratka dla miłośników twórczości Lovecrafta

Minusy:

  • nie dla każdego
  • dla osób znających Vudu będzie to odgrzewany kotlet
  • bez znajomości Lovecrafta nie ma klimatu

 

Dziękujemy wydawnictwu Black Monk za przekazanie egzemplarza do recenzji.

7.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: VuDulhu
Typ gry: imprezowa
Projektant: Francesco Giovo, Marco Valtriani
Ilustracje: Ferdinando Batistini
Wydawca oryginału: Red Glove
Wydawca polski: Black Monk Games
Data wydania polskiego: październik 2018
Liczba graczy: od 3 do 6
Wiek graczy: od 8 lat
Czas rozgrywki: ok. 30 min
Cena: 89,90 zł



Czytaj również

Vudu
Komu laleczkę, komu?
- recenzja
Łupieżcy Rigor Mortis
On zaraz przyjdzie tu
- recenzja
Munchkin Apokalipsa: Edycja Jubileuszowa
Ostateczny kres munchkinowania
- recenzja
Gretchiny!
Wybuchowy wyścig
- recenzja
Gloom
Szczęście w nieszczęściu
- recenzja
Dobry, Zły i Munchkin
Są dwa rodzaje ludzi...
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.