» Recenzje » Torres

Torres

Torres
Mówi się, że od nadmiaru głowa nie boli. Niby tak, ale jednak bogactwo gier planszowych potrafi przyprawić o ból głowy niejednego potencjalnego nabywcę. Ale jak wybrać tę najciekawszą? Odpowiedź wydaje się całkiem prosta: zwrócić uwagę na widniejące na pudełku dwa uznane nazwiska oraz logo Spiel des Jahres. Wieczko Torres z dumą prezentuje nie tylko ładną ilustrację, ale i oba wymienione elementy.

Michael Kiesling oraz Wolfgang Kramer – bo o nich mowa – to już prawdziwi weterani w planszówkowej branży, chociaż bardziej utytułowany zdecydowanie jest ten drugi, znany np. z Książąt Florencji, kolekcjoner wyróżnienia Spiel des Jahres, po które sięgnął za El Grande, Heimlich & Co., Auf Achse, Tikal oraz recenzowany Torres. Na tym tle dorobek Kieslinga wypada nieco skromniej, najbardziej warty odnotowania jest fakt bycia współautorem zarówno gry Tikal, jak i Torres. Jeszcze z recenzenckiego obowiązku wypada wspomnieć, że panowie spotkali się przy okazji Artusa oraz Asary.

To co budzi zdumienie, to fakt, iż tytuł czekał aż 17 lat na polską edycję! Mogłoby się wydawać, że logo SdJ jest gwarantem błyskawicznej lokalizacji gry w języku polskim. Niestety, tak się nie stało i dopiero wydawnictwo Egmont podjęło się rodzimej edycji. I uczyniło to bardzo dobrze, bo piękna, utrzymana w pastelowych barwach ilustracja frontowa zachęca do zapoznania się z zawartością pudełka. W środku nabywcy znajdą 92 plastikowe segmenty zamków, ponad 50 kart, 29 pionków oraz planszę będącą placem budowy. Całość prezentuje się bardzo estetycznie.

Zamki i rycerze równa się wojna?! Nie, nie, nie. Tym razem zamki i rycerze oznaczają grę logiczną. Dość abstrakcyjną, w której bardzo ważna jest umiejętność chłodnej kalkulacji oraz maksymalizacja korzyści płynących z każdego ruchu. Umiejętności te przydają się w trakcie rywalizacji, kiedy to należy tak budować zamki i tak poruszać pionkami, aby rycerze znaleźli się na szczycie najwspanialszych – czyli najwyższych – zamków. Należy się jednak spieszyć, bowiem zależnie od liczby uczestników gracze wykonają jedynie od 10 do 12 tur.

Zasady rządzące w grze nie należą do skomplikowanych, chociaż zrozumiałe stają się w pełni dopiero po pierwszej rozgrywce. Instrukcja, mimo iż zaledwie ośmiostronicowa, należy do średnio intuicyjnych. Wydaje się, że zabrakło nieco redakcji, zwłaszcza w pierwszych kilku akapitach. Także tłumaczenie zasad "na sucho" bywa nieco trudne, tutaj najlepiej jest nakreślić pobieżnie reguły i usiąść do zabawy, wówczas wszystko staje się proste.

Zamki, wszędzie zamki!

W ramach przygotowań do zabawy, każdy z graczy otrzymuje po 7 rycerzy oraz komplet kart akcji. Plansza ląduje na stole, a na niej umieszczanych jest 8 startowych zameczków, na których gracze kładą po jednym rycerzu w wybranym kolorze oraz pionek króla. Ostatnim etapem jest pobranie segmentów zamków, wszystko wedle wskazań na karcie pomocy. Ich ilość różni się zależnie od liczby uczestników, im mniej, tym większą pulą gracze będą dysponowali.

Podstawowa koncepcja zabawy jest prosta. Rywalizacja dzieli się na trzy fazy, a po każdej z nich następuje punktacja. Fazy z kolei składają się z tur, tych jest od trzech do czterech. Żeby jednak jeszcze troszkę skomplikować należy dodać, że w każdej z tur gracze dysponują pulą segmentów zamków wynoszącą od dwóch do trzech, zależnie od... oczywiście od liczby uczestników. Z pozoru opis ten może wydawać się nieco zagmatwany, w praktyce funkcjonuje zupełnie harmonijnie i nie nastręcza problemów.

W trakcie swojej tury uczestnicy mają do dyspozycji 5 Punktów Akcji (PA), które można rozdysponować pomiędzy:

  • Umieszczenie rycerza za 2 PA;
  • Przemieszczenie rycerza za 1 PA za każde pokonane pole;
  • Dobranie karty akcji za 1 PA;
  • Wybudowanie segmentu zamku za 1 PA;
  • Wymianę 1 PA za punkt zwycięstwa;
  • Zagranie karty akcji za darmo.

Tym razem jednak nie jest tak prosto, bowiem zarówno ruch pionka, jak i zagranie segmentu zamku obwarowane jest licznymi obostrzeniami. Podczas przygotowania do zabawy umieszczonych zostaje osiem startowych segmentów, będących de facto oddzielnymi zamkami. Podczas ich rozbudowy należy tak manewrować dokładanymi elementami, aby istniejące budowle nie zetknęły się ze sobą bokami. Co więcej, wysokość zamku nie może przekraczać powierzchni jego podstawy, np. zabronione jest wzniesienie trzypiętrowego zamku, jeśli na samym dole zagrane zostały tylko dwa segmenty.

Podobnie sprawa wygląda z rycerzami, którzy nie mogą ruszać się na ukos. Zaś wspinając się po wybudowanych segmentach, można w jednym ruchu pokonać jedno piętro. Rycerze nie kangury, toteż skok dwa piętra wzwyż jest zakazany. Życie budowniczych ułatwiają jednak pobrane karty akcji, co prawda jednorazowe, ale dające możliwość realizacji rozmaitych ruchów specjalnych.

To tyle tytułem założeń. Zabawa mija szybko, kolejne segmenty są dostawiane, zamki podnoszone, a rycerze tak wykładani i poruszani, aby dotarli do jak największej liczby pałaców oraz zajęli jak najlepsze pozycje, co w tym przypadku oznacza osiągnięcie najwyższych kondygnacji. Jest to bardzo ważne z punktu widzenia punktacji. Na zakończenie poszczególnych faz każdy zamek rozliczany jest oddzielnie. Gracze posiadający w danej lokacji rycerza otrzymują punkty obliczane według schematu: wysokość piętra, na które dotarł rycerz, mnożona jest przez wielkość podstawy. Proste? Bardzo proste. Dodatkowo punkty przyznawane są za spełnienie warunków króla, ale to już jest drobny detal.

Domus Aurea

Jak wypada w praktyce laureat Spiel des Jahres? Bardzo różnie. Problemem tej gry jest skalowanie. Prawdę mówiąc podczas zabawy w duecie "każdy sobie rzepkę skrobie" i tylko sporadycznie gracze blokują sobie możliwość rozbudowy zamków. Również wproszenie się w gościnę do pałacu rywala nie jest specjalnie uciążliwą okolicznością.

Inaczej rzecz wygląda przy trzech i czterech uczestnikach. Tutaj już nie można liczyć na niemal nieograniczoną przestrzeń budowlaną. Błyskawicznie zaczyna się tłok, co bardzo dobrze robi tej grze. Co gorsza, nieproszeni goście potrafią usadowić się na szczycie wybudowanego z wielkim trudem pałacu zgarniając tym samym wyższy profit punktowy. Niby interakcji i konkurencji bezpośredniej nie ma, ale jednak na rywali należy uważać.

Oczywiście, jak przystało na grę o charakterze logicznym losowość ograniczona została do minimum, czyli ciągnięcia kart akcji. Cała reszta spoczywa w umysłach rywali, ich wyobraźni przestrzennej oraz intuicji. Kiedy powiększyć domenę, a kiedy wystawić dodatkowych rycerzy, oto są pytania! Regrywalności sprzyja nie tylko dość angażująca szare komórki rozgrywka, ale i krótki czas zabawy, przy komplecie rywali zamykający się w jednej godzinie. Z drugiej strony wysoka abstrakcyjność rozgrywki sprawia, iż nie jest to tytuł dla każdego i całkiem możliwe jest, iż znajdzie się całkiem spora grupa graczy, którym mechanika nie przypadnie do gustu.

Gra bardzo dobrze prezentuje się również od strony wizualnej. Torres pieści wzrok mnóstwem plastiku, zaś obok wznoszonych posesji nie można przejść obojętnie. Autorzy zadbali również o dodatkowe urozmaicenie zabawy. Dzięki kilku wariantom dodatkowym – zmieniającym zasady początkowego ułożenia segmentów czy wprowadzającym karty punktujące na koniec zabawy – zdecydowanie przedłużono żywotność tytułu.

Na zakończenie zadajmy sobie raz jeszcze pytanie: czy nazwiska dwóch uznanych autorów oraz logo Spiel des Jahres jest gwarantem dobrej gry? Zdecydowanie tak, chociaż Torres niewątpliwie nie jest tytułem pozbawionym wad. Tym niemniej przy pierwszej nadarzającej się okazji zwyczajnie należy zagrać w tą grę, pogłówkować i wybudować zamki pnące się hen ku górze!

Plusy:

  • Znakomita jakość wykonania
  • Krótkie lecz intensywne rozgrywki
  • Angażuje szare komórki
  • Praktycznie pozbawiona losowości
  • Warianty dodatkowe przedłużające życie gry
  • Spora regrywalność

Minusy:

  • Słabe skalowanie przy dwóch graczach
  • Abstrakcyjność zabawy nie każdemu przypadnie do gustu
  • Krótka lecz nie do końca intuicyjna instrukcja

 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie gry do recenzji.

7.5
Ocena recenzenta
7.25
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Torres
Typ gry: familijna
Projektant: Michael Kiesling, Wolfgang Kramer
Ilustracje: Alessandra Cimatoribus, Michael Menzel, Franz Vohwinkel
Data wydania oryginału: 1999
Wydawca polski: Egmont
Data wydania polskiego: 2017
Liczba graczy: od 2 do 4
Wiek graczy: od 12 lat
Czas rozgrywki: 60 minut
Cena: 149,95 zł



Czytaj również

Tikal
Fotounboxing #20
Apacze i Komancze
Carcassonne w klimatach Indian
- recenzja
Torres
Buduj zamek synu!
- recenzja
Tikal
Wielki powrót klasyka
- recenzja
Szczęść Boże
Idymy na szychta
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.