» Artykuły » Inne artykuły » Planszowy Poradnik

Planszowy Poradnik


wersja do druku

Gry na start cz.I

Autor: Redakcja: Mayfed, Isadora, earl, balint, Taun_We

Planszowy Poradnik
Osadnicy z CatanuCarcassonneWsiąść do Pociągu… to tytuły, które, pomimo ładnych kilku - czy w niektórych przypadkach nawet kilkunastu -  lat na karku nadal cieszą się ogromną popularnością. Wciąż można znaleźć wyżej wymienione pozycje w różnych poradnikach typu "Co kupić…?" -  zresztą bardzo słusznie, ponieważ są to naprawdę rewelacyjne tytuły, do których sam często wracam. 

 

 

 

Nie o nich jednak będzie mowa w artykule. Niniejszy tekst ma za zadanie przedstawić dość nowe pozycje, które świetnie sprawdzają się jako gry familijne, sprawiające mnóstwo przyjemności zarówno laikom, jak i doświadczonym graczom.

Potwory w Tokio

Potwory w Tokio autorstwa Richarda Garfielda to gra, która ukazała się w Polsce za sprawą wydawnictwa Egmont w 2013 roku. Tytuł ten przyciąga do głębszego poznania zarówno przepięknym wykonaniem, jak i bardzo interesującą tematyką. W trakcie gry każdy z graczy wciela się w jednego z sześciu przerażających stworów walczących w mieście o dominację oraz miano Króla Tokio. Rozgrywka polega na rzucaniu sześcioma specjalnymi kostkami i zbieraniu odpowiednich symboli. Wszystko po to, aby zadawać obrażenia naszym przeciwnikom, leczyć rany po bitwie, regenerować energię niezbędną do rozwoju naszego pupila czy zbierać punkty. Ta prosta i niepozorna gra kościana gwarantuje sporą dawkę emocji i negatywnej interakcji.

Oczywiście, losowość ma niebagatelny wpływ na rozgrywkę i często decyduje o wygranej bądź przegranej - dlatego tytuł ten należy traktować przede wszystkim jako dobrą, niezobowiązującą zabawę. Potwory w Tokio mają w sobie coś, co sprawia, że po rozegraniu jednej partii natychmiast mamy ochotę na rewanż. A później na kolejną rundę. Proste zasady, przepiękne wykonanie i krótki czas rozgrywki, nieprzekraczający zwykle 25 minut, sprawiają, że pozycja stworzona przez Richarda Garfielda to idealny tytuł na początek swojej przygody z grami planszowymi, choć i dla doświadczonych graczy może okazać się świetną odskocznią od cięższych pozycji.

Tajemnicze Domostwo

Z wyniszczonego przez potwory Tokio przenosimy się do małej, cichej miejscowości, a dokładniej - do starej posiadłości, która niesie ze sobą mroczną historię. Dawno temu w miejscu tym dokonano straszliwej zbrodni, po czym niesłusznie skazano na śmierć jednego mieszkańców posiadłości. Duch mężczyzny nie zaznał jednak spokoju i powrócił w mury budynku, co noc strasząc jego mieszkańców. W Tajemniczym Domostwie wcielamy się prywatnych detektywów, których zadaniem jest rozwiązanie tajemniczej zbrodni sprzed lat i wskazanie prawdziwego mordercy. Pomagać ma w tym zadaniu duch, w którego wciela się jeden z graczy. Zadaniem każdego z nas jest rekonstrukcja wydarzeń i prawidłowe wskazanie osoby, która przebywała w domu w czasie zbrodni, w jakim dokładnie miejscu przebywała i czym się posługiwała. Na trop naprowadza nas gracz-duch, który przekazuje wskazówki w formie kart z różnymi, dziwnymi obrazami, które można interpretować na wiele sposobów. Jest to gra kooperacyjna, więc wszyscy wspólnie wygrywamy lub ponosimy porażkę.

Tytuł rewelacyjnie sprawdza się na każdą okazję, czy to podczas rodzinnego grania, czy jako przerywnik między cięższymi grami. Przyglądając się grze można odnieść wrażenie, że jest to kopia wielokrotnie nagradzanego Dixita. Nie jest to jednak do końca trafne porównanie, bo mimo iż obie pozycje opierają się głównie na zabawie w skojarzenia, to rozgrywka ma zupełnie inny charakter. Do głównych atutów gry można zaliczyć świetne wykonanie i przepiękne, malownicze ilustracje, bardzo przystępne zasady, a przy odrobinie inwencji graczy (np. dobór odpowiedniej muzyki, gra przy świecach) rozgrywka może nabrać niezwykłego, mrocznego klimatu. Na zakończenie dodam, że spotkanie przy Tajemniczym Domostwie nigdy nie kończy się na jednej partii, bo każdy choć raz chce być duchem. Jeśli zainteresował was ten tytuł, zachęcam do przeczytania pełnej recenzji.

Takenoko

Wyjdźmy z mroków tajemniczej posiadłości i cofnijmy się nieco w czasie. Przedostatnim tytułem, który dziś omówię, jest Takenoko. Jesteśmy na cesarskim dworze w Japonii. W trakcie rozgrywki wcielamy się w ogrodników, którym  japoński władca powierzył opiekę nad wielką pandą – zwierzakiem ofiarowanym przez chińskiego cesarza jako symbol pokoju. W każdej turze rzutem kostką określamy pogodę, która zagwarantuje nam jakiś bonus oraz wykonujemy 2 wybrane akcje. Jako ogrodnicy będziemy rozbudowywać i pielęgnować bambusowy ogród oraz czuwać nad żarłoczną pandą, łasą na uprawiane przez nas pędy bambusa. Celem naszych działań jest wykonanie ukrytych, indywidualnych celów, które na koniec gry przyniosą nam punkty zwycięstwa.

Wydane w 2011 roku Takenoko natychmiast zdobyło uznanie wśród graczy i od tego czasu zgromadziło mnóstwo nagród i nominacji. Autorem gry jest ceniony projektant w świecie planszówek Antoine Bauza, twórca takich hitów jak 7 Cudów ŚwiataGhost StoriesHanabi czy Tokaido. Antoine Bauza słynie z gier prostych i jednocześnie na tyle ciekawych, że interesują graczy o każdym stopniu zaawansowania. Nie inaczej jest w przypadku Takenoko. Początkującym planszówkowiczom  pozycja ta spodoba się dużo bardziej,  z kolei niejeden geek może  traktować tytuł jako bardzo przyjemny przerywnik pomiędzy cięższymi tytułami. Jeżeli więc poszukujesz prostej, niezobowiązującej gry na rodzinne posiedzenia czy po prostu gry dla początkujących graczy, to omawiany tytuł okaże się w tym przypadku strzałem w dziesiątkę. Proste zasady, bajeczne wykonanie i troszkę kombinowania z nutką interakcji - bardzo niewielką, ale zawsze - sprawiają dużo przyjemności.

Splendor

Splendorze wcielimy się w renesansowych kupców, którzy inwestują w kopalnie kamieni szlachetnych, udoskonalają metody transportu oraz zatrudniają doświadczonych rzemieślników potrafiących przemienić nieoszlifowane kamienie w cenne błyskotki. Wszystko to w celu zdobycia jak największego prestiżu i wygrania gry. Tak jest jednak tylko w teorii, bo tak naprawdę Splendor to tylko mechanika bez odrobiny klimatu - za to jest ona genialna w swojej prostocie.  W skrócie, gra polega na dobieraniu wybranych przez nas klejnotów i kupowaniu za nie kart, które zagwarantują nam zniżkę na kolejne karty, które z kolei pozwolą nam kupować jeszcze cenniejsze karty i być może przyniosą jakieś punkty prestiżu, niezbędne do zwycięstwa. Z pozoru zwykła zabawa w zbieranie monet przeradza się w interesujący wyścig o punkty. Kombinowania jest tu całkiem sporo. Każdy ruch jest bardzo ważny, a klucz do zwycięstwa leży w stworzeniu odpowiednio działającego silniczka, który pozwoli nam sprawnie pobierać wartościowe karty. Brzmi banalnie, ale gra wciąga głęboko, niczym bagno. Niewielki element losowy oraz świetna skalowalność to dodatkowe atuty gry.

Autorowi, Marcowi André, udało się stworzyć tytuł praktycznie dla każdego. W Splendor z powodzeniem można grać nawet z dziećmi. Gra w bardzo przystępny sposób może dodatkowo nauczyć nasze pociechy dodawania, odejmowania oraz nieco planowania i zarządzania posiadanymi monetami. Warto jeszcze wspomnieć o rewelacyjnym wykonaniu z wyszczególnieniem na masywne, plastikowe żetony monet. Wszystko to sprawia, że Splendor to jedna z najlepszych gier familijnych ostatnich lat, w jakie miałem okazję zagrać. Dla mnie – pozycja obowiązkowa. Zachęcam również do lektury pierwszej i drugiej recenzji omawianej pozycji.

Podsumowanie

I tak oto dotarliśmy do końca pierwszej części przeglądu gier. Wyżej wymienione tytuły sprawdziły się na moim stole idealnie i po każdej partii z wyżej opisanych gier, współgracze chcieli natychmiast rozgrywać kolejne. Mam nadzieję, że powyższy opis okaże się pomocny i gry te prędzej czy później wylądują również na waszym stole.




Czytaj również

Splendor
Dlaczego ta gra tak wciąga?
- recenzja
Splendor
Fotounboxing #6
Tajemnicze Domostwo
Historia makabrycznej zbrodni
- recenzja
7 Samurajów
Bolesny cios od Samuraja
- recenzja
7 Cudów Świata: Pojedynek - Panteon
Bogowie pośród śmiertelnych
- recenzja
Potwory w Tokio: Power Up! Doładowanie
Ewoluuj albo giń
- recenzja

Komentarze


Henryk Tur
   
Ocena:
0

Czy "Potwory w Tokio" doczekały się klona pt. "King of New YorK"? Grałem raz w taką grę, w której potwory opanowywały poszczególne dzielnice miasta.

02-08-2017 09:13

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.