» Recenzje » Namiestnik

Namiestnik

Namiestnik
Platformy crowfundingowe cieszą się coraz większą popularnością, a tytuły ufundowane dzięki wsparciu społeczności graczy prezentują się jeszcze lepiej. Świetnym przykładem jest Namiestnik, tytuł pieszczący oczy oprawą graficzną, jak i dostarczający wielu emocji podczas zabawy.

Zasypani przez propozycje niemieckich, francuskich czy amerykańskich projektantów, radując się wzmożoną aktywnością polskich autorów, miłośnicy gier planszowych mogą odbierać propozycje zza Buga jako sporą egzotykę. Bo nazwisko pochodzącego z Rosji Yuri Zhuravleva zapewne jest obce zdecydowanej większości graczy, chociaż za sprawę Namiestnika być może ten stan ulegnie zmianie.

Karierę wywróżyć można również ilustratorom gry, również mieszkańcom krain położonych za wschodnią granicą Polski. Bo zanim omówiona zostanie mechanika gry trzeba napisać wprost: w warstwie wizualnej Namiestnik prezentuje się obłędnie. Sześćdziesiąt cztery karty bohaterów ozdobione są unikalnymi, a do tego przepięknymi ilustracjami stworzonymi przez grupę rosyjskich grafików. A skoro jesteśmy już przy zawartości pudełka, to poza kartami bohaterów znajdziemy tam również 24 karty praw, 4 karty akcji i tyleż zasłonek, 64 tekturowe kamienie szloraz mnóstwo innych - również wykonanych z grubej tektury - żetonów, no i oczywiście instrukcję. Całość zachęca do zapoznania się z tytułem.

Krainie Berserk królestwo powstaje

Motyw przewodni gry nie jest specjalnie oryginalny. Ot, gracze wcielają się w role tytułowych namiestników dążąc do rozbudowy podległych im terenów, co czynią rekrutując postacie oraz wprowadzając w życie kolejne prawa. Bohaterowie zapewniają surowce, zbrojne wsparcie, wiedzę, odrobinę magii, a ich odwaga i sława niewątpliwie podnosi prestiż powierzonej domeny, a wydane dekrety przekładają się na dodatkowe profity. W praktyce oznacza to zdobywanie punktów w kilku kategoriach, w czym gra również nie wyróżnia się spośród mrowia dostępnych tytułów. Znacznie ważniejsza jest droga wiodąca do zwycięstwa oraz przyjemność płynąca z zabawy.

Żeby zrozumieć mechanikę Namiestnika, należy przyjrzeć się kartom, stanowiącym istotę gry. Poza przepiękną ilustracją przedstawiają one szereg atrybutów: koszt oraz umiejętność postaci, obie wartości występujące w czterech rzędach. Dodatkowo w górnych narożnikach karty znajdują się ćwiartki kół, a na dole półkole. Jak należy interpretować ikonografikę? 

Każda karta ma swój koszt wyrażony w kamieniach szlachetnych. Pierwszy poziom wymaga opłaty w jednym kamieniu we wskazanym kolorze i zapewnia bonus również z pierwszego poziomu. Jeśli karta zostanie zagrana wyżej, wówczas jej cena rośnie (opłata za dwa poziomy), ale i nagroda jest lepsza, bo już z drugiego piętra. Oczywiście karta umieszczona na czwartym lub nawet piątym piętrze pochłania najwięcej zasobów, ale i daje najlepsze profity. Jak łatwo się domyślić tkwi tu haczyk, a jest nim mechanika gry.

Wysłać zwiadowców, zatrudnić najemników!

Przed rozpoczęciem zabawy uczestnicy otrzymują po dwa kamienie szlachetne z każdego koloru, po czym dwa losowe należy odrzucić, a pozostałe umieścić za zasłonką, od tego momentu zasoby stają się tajne. Następnie gracze otrzymują po cztery karty postaci, z których jedną można natychmiast umieścić w swoim obszarze i cieszyć się profitami zapewnianymi przez bohatera, drugą można zachować na ręce, a dwie ostatnie zwracane są do talii. Startowa ręka uzupełniana jest przez trzy karty praw, natomiast z kart postaci formowana jest czterdziesto ośmio kartowa talia główna, pozostałe tworzą tzw. mniejszy stos postaci. Po środku umieszczane zostają cztery karty akcji (w kolorach odpowiadających kryształom) i można zaczynać.

Pierwszym krokiem w turze jest umieszczenie pod kartami akcji czterech kart postaci z talii głównej. Żeby pozyskać upatrzony zasób, należy zalicytować kryształkiem, który jest następnie odrzucany. Potem gracze pobierają wybrane karty, chyba że dwie lub więcej osób wskazały na tą samą postać. Wówczas licytacja jest powtarzana, jednakże można wybrać tą samą kartę lub inną. Jeśli i w tym podejściu wystąpi konflikt interesów, następuje trzecia i ostatnia licytacja. W dość rzadkich przypadkach wskazania po raz kolejny tej samej karty uczestnicy muszą spasować. Z pozyskania karty można zrezygnować nawet na starcie licytacji, lecz niezależnie od momentu wycofania się z aukcji, graczowi przysługują trzy wybrane przez niego kryształy.

Nie odpuszczać, nie cofać się!

Kolejna faza to rozbudowa powierzonej przez króla domeny. Karty – a można ich zagrać trzy w jednej turze – mogą być umieszczane obok siebie lub piętro wyżej, w ten sposób karta z następnego poziomu tworzy wraz z kartami umieszczonymi poniżej piramidę. Co ważne dwa ćwierćkoła z dolnego poziomu tworzą razem z półkolem karty zagranej wyżej jedno pełne koło. Jeśli jest jednolitego koloru, wówczas gracz otrzymuje bonus w postaci kryształu o wskazanej barwie. Ponadto gracz otrzymuje bonusy wynikające z poziomu karty.

I tutaj można kombinować: skoncentrować się na surowcach i zbierać twardą walutę? A może wybrać tak zwane "nieskończone kamienie szlachetne", umożliwiające jednokrotne wykorzystanie w turze danego koloru do zagrania karty bez utraty zasobu? Kuszące są punkty magii oraz komplety składające się z żetonów obrony, zwoju oraz nauki. Nie można zapominać o dobieraniu kolejnych kart, zarówno z mniejszego stosu postaci jak i zapewniających duże bonusy kart praw oraz o stałych punktach zwycięstwa. Opcji jest mnóstwo, zaprzeczając teorii, iż od nadmiaru głowa nie boli. W tym przypadku bogactwo wariantów potrafi przyprawić o spory ból głowy, a osoby cierpiące na paraliż decyzyjny mogą popaść w depresję.

Na zakończenie tury pozostałe na stole karty lokowane są powyżej kart akcji, a na ich miejsce wykładane są kolejne postacie z talii. Jeśli nikt z uczestników nie zdecyduje się na pozyskanie przesuniętych kart, wówczas na zakończenie kolejnej rundy zostaną one bezpowrotnie odrzucone, a na ich miejsce przełożymy karty wyłożone w bieżącej turze. Pojedyncza partia trwa równe 12 tur, po czym talia postaci zostaje wyczerpana, co oznacza koniec zabawy i rozpoczęcie podliczania punktacji. Najpierw niewykorzystane kamienie mogą zostać użyte do zmiany kolorów poszczególnych połówek lub ćwiartek, tak aby powstały jednolite koła, a następnie sumowana jest zdobycz. Jak wspomniano, punktuje praktycznie wszystko, a do tego dochodzą różnorakie bonusy wynikające z żetonów oraz kart prawa.

Oszacować straty, uczcić zwycięstwo

Co wynika z obcowania z Namiestnikiem? Pierwsze wrażenia dotyczą niezwykle intensywnej oraz emocjonującej rozgrywki. Tutaj nie ma możliwości powolnej rozbudowy włości, a każda przespana tura spożytkowana na pozyskanie i zagranie karty pozbawionej w danym układzie znaczenia oznacza bardzo bolesną stratę czasu. Tutaj nawet spasowanie celem pozyskania kamieni musi nastąpić w odpowiednim momencie zabawy, będąc nie smutnym obowiązkiem wynikającym z braku zasobów, lecz zagraniem otwierającym nowe opcje w kolejnej turze. Ograniczony czas zabawy sprawdza się w tym przypadku więcej niż znakomicie.

Pozyskiwanie kart to kolejny dylemat, któremu należy stawić czoła: wybrać karty postaci, zapewniające zazwyczaj jakieś dalsze zasoby, czy raczej postawić na karty praw, które mogą okazać się wyborem chybionym albo... przechylić szalę zwycięstwa na stronę zagrywającego je gracza. A jak już zdecydujemy się na upatrzoną kartę, to lepiej zagrać ją na drugim poziomie, czy raczej oszczędzić na trzeci albo zgoła czwarty? Odkrywanie możliwości Namiestnika dostarcza mnóstwa frajdy.

Świetnie sprawdza się również mechanika polegająca na różnorodnej punktacji. Rozwiązanie kojarzy się nieco z genialnym tytułem jakim jest 7 cudów świata. Tam co prawda punktują typy kart (budowle cywilne, handlowe czy same cuda), tutaj zaś podliczane są żetony umieszczane na kartach, jednakże sama koncepcja jest dość podobna. Można pójść w pewne punkty zwycięstwa możliwe do pozyskania dzięki jednolitym kołom albo spróbować zabłysnąć w magicznych dziedzinach, chociaż to już nieco trudniejsza droga do pokonania. Oczywiście wiele zależy od kart, które zostaną w trakcie zabawy wylosowane, ale szczęściu należy - oczywiście w sposób zgodny z regułami - pomagać.

Nie bez znaczenia są tutaj również skalowanie oraz losowość. W tym pierwszym przypadku miałam obawy odnośnie przebiegu licytacji przy dwóch uczestnikach: że będzie nudno i bez emocji. Szczęśliwie tak nie jest, chociaż batalia o upatrzone karty zdecydowanie nabiera rumieńców przy trzech graczach. Namiestnik, to propozycja w pełni grywalna w duecie i warto ten fakt zaakcentować. A losowość? Tam gdzie talie i stosy kart, tam musi ona występować, choćby w trakcie wykładania kart na stół. Ale na tym koniec, dalej pozostaje już tylko kreatywność i fantazja rywali. A że prześliczna warstwa artystyczna pobudza wyobraźnię? Chyba o to chodzi.

Czy tytuł ma jakieś słabe punkty? Poprzyczepiać można się do kart praw, które mogłyby być bardziej różnorodne. To chyba największy, a zarazem jedyny mankament w warstwie mechanicznej. Od strony technicznej brakuje notesu, był on co prawda dokładany w trakcie trwania kampanii na wspieram.to, ale w przypadku tego typu gry, powinien być on integralną częścią zestawu. No, chciałoby się, aby rozgrywka trwała dłużej, pozwalała na realizację z góry obranych strategii, ale wówczas mogłoby pojawić się ryzyko wypaczenia atutów tytułu. Ponadto szybkie partie sprawiają, iż dzieło Yuri Zhuravleva cechuje się również doskonałą regrywalnością; żądza rewanżu to naturalny odruch po przegranej potyczce. W tym elemencie można śmiało porównać Namiestnika ze Splendorem lub też z 7 cudów świata: Pojedynek, co chyba jest najlepszą rekomendacją.

Jeśli więc szukacie pieszczącej oczy, poukładanej mechanicznie, angażującej i dynamicznej gry o stosunkowo krótkim czasie zabawy, sięgnijcie po Namiestnika, bo warto. Należy trzymać kciuki za rosyjskiego projektanta, życząc mu twórczej weny, a polskiemu wydawcy – Games Factory Publishing – równie dobrego nosa przy budowaniu portfolio. Ja tymczasem wracam do budowy królestwa.

 

Plusy:

  • Przepiękna szata graficzna
  • Umiarkowany czas rozgrywki
  • Intensywna zabawa
  • Sporo możliwości zdobywania punktów
  • Wielbiciele 7 cudów świata oraz Splendor będą wniebowzięci
  • Olbrzymia regrywalność
  • Bardzo dobra skalowalność

Minusy:

  • Mała różnorodność kart praw
  • Brak notesu w standardowym zestawie.
  • Chce się więcej i więcej!

 

Dziękujemy wydawnictwu Games Factory Publishing za przekazanie gry do recenzji.

9.0
Ocena recenzenta
6
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Namiestnik
Typ gry: karciana niekolekcjonerska
Projektant: Yuri Zhuravlev
Wydawca oryginału: Hobby World
Data wydania oryginału: 2014
Wydawca polski: Games Factory Publishing
Data wydania polskiego: 2015
Liczba graczy: od 2 do 4
Wiek graczy: od 12 lat
Czas rozgrywki: 60 min.
Cena: 119,95 zł



Czytaj również

Odlotowy wyścig
Jak się ścigać, to tylko z Einsteinem
- recenzja
Namiestnik
Polityk mimo woli
- recenzja
Spartakus: Krew i zdrada
Wirtuozeria negatywnej interakcji
- recenzja
Magazyn 51
Fortuna i podróbki
- recenzja
Obecność
Asymilujmy się!
- recenzja
Najeźdźcy z Północy
Wikingiem być! Plądrować i się bić!
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.