» Recenzje » Munchkin Edycja Jubileuszowa

Munchkin Edycja Jubileuszowa


wersja do druku

Zagraj to jeszcze raz, Munchkin...

Autor: Redakcja: Artur 'GoldenDragon' Jaskólski, Balint 'balint' Lengyel

Munchkin Edycja Jubileuszowa
Aż trudno uwierzyć, że od premiery Munchkina minęło całe półtorej dekady. Na przestrzeni tego czasu gra Steve'a Jacksona doczekała się tuzinów edycji, wariacji i rozszerzeń, zdobyła pokaźną kolekcję nagród i niemałe grono fanów na całym świecie.

Z okazji jubileuszu okrągłego piętnastolecia gry firma Steve Jackson Games opublikowała jej jubileuszowe wydanie, zilustrowane tym razem nie przez Johna Kovalica, jednoznacznie kojarzonego z tą marką, a Iana McGinty'ego, znanego twórcę komiksów. W tym samym, 2016 roku rocznicowa wersja Munchkina ukazała się także w polskiej wersji językowej nakładem Black Monk Games. I na tym, na dobrą sprawę, można byłoby zakończyć recenzję – sam tytuł był już bowiem kilkakrotnie przybliżany czytelnikom Poltergeista, a różnice pomiędzy jego najnowszą odsłoną a starszymi wydaniami nie są specjalnie znaczące.

Inaczej niż rozmaite tematyczne wersje Munchkina, edycja jubileuszowa nie wprowadza żadnych nowych elementów, które urozmaicałyby rozgrywkę lecz przenosi nas do podstawowej, klasycznej iteracji utrzymanej w konwencji dedekowego fantasy, z elfami i krasnoludami, wojownikami i czarodziejami, do lochów pełnych potworów rodem z (A)D&D – ukazanych, jak zawsze w Munchkinie, w krzywym zwierciadle.

Pomimo odmiennego stylu, w jakim utrzymane są grafiki zdobiące karty, nadal zachowują one prześmiewczy klimat charakterystyczny dla całej serii. Czy są lepsze, czy gorsze od starszych ilustracji, pozostaje oczywiście kwestią gustu, choć mi charakterystyczna kreska Johna Kovalica podoba się zdecydowanie bardziej. Pisząc o kwestii wykonania, nie sposób nie wspomnieć o innych elementach gry – pudełko jest identycznej wielkości, co w innych wersjach gry, a to – niestety – oznacza, że po zakoszulkowaniu karty nie będą się w nim mieścić. Plusem natomiast jest sporo wolnego miejsca w przegródkach, na które pudełko jest podzielone, z powodzeniem pomieści więc karty z dodatków. Oprócz zestawu 165 kart (i obowiązkowej instrukcji) gra przynosi jedynie samotną sześciościenną kostkę, nie uświadczymy tu wypasionej "kadziesiątki", która obrazowała rozwój postaci w wersji wydanej przed laty przez Kuźnię Gier, ale braku tego gadżetu nie poczytywałbym na minus – choć pomocna w oznaczaniu poziomu naszego bohatera, w żadnym razie nie była niczym, czego brak wpływałby na ocenę gry.

Przebieg rozgrywki, poza jednym szczegółem, ani na jotę nie odbiega od tego, co znać możemy z niezliczonych wydań Munchkina opublikowanych na przestrzeni lat. Raz jeszcze dzielimy karty na talie Drzwi i Skarbów, w swojej kolejce odkrywamy wierzchnią kartę z tej pierwszej, walczymy z napotkanymi potworami i zdobywamy drogocenne skarby, dążąc do osiągnięcia upragnionego dziesiątego poziomu, nim zdoła to zrobić którykolwiek z pozostałych graczy, współuczestnikom rozgrywki serwując klątwy i inne przeszkadzajki, z pomocą przychodząc jedynie wówczas, gdy odpowiednio sowicie nas za to wynagrodzą. Jedyną rozbieżnością w porównaniu ze starszą wersją gry jest dobieranie na początku rozgrywki nie po dwie, a po cztery karty z obu talii – rozpoczynając z ośmioma kartami na ręku, gracze mają większe prawdopodobieństwo dobrania przydatnego ekwipunku bądź klas i ras, już na starcie zwiększając swoje szanse na zwycięskie wyjście ze starć z czyhającymi na nich monstrami.

Uważny odbiorca dostrzeże jednak, że odmienne ilustracje i kosmetyczne zmiany zasad (oraz działania niektórych kart) to nie jedyne, co różni jubileuszowe wydanie Munchkina od jego starszej wersji. O ile nowe grafiki każdy może ocenić zgodnie z własnym gustem, a modyfikacje reguł i kart, choć moim zdaniem pozytywne, to wpływają znacząco na przebieg rozgrywki, o tyle fakt, iż nie uświadczymy niemal żadnej z kart unikalnych dla polskiej edycji gry, poczytuję najnowszej wersji Munchkina na bardzo poważny minus. Jakby na otarcie łez ostali się nieumarli Wirko i Żwigura, próżno jednak szukać Wieśmina i Kryształków Czasu, nasi bohaterowie nie uzbroją się w Dwa Nagie Miecze ani nie pojadą na Pyrkon.

Oczywiście nie jest to mankament, który można określić jako rażący, ale w pozycji opierającej się przede wszystkim na humorze i popkulturowych odniesieniach, brak takich znanych i lubianych akcentów nie może pozostać niezauważony. Naturalnie zwrócić na niego uwagę mogą jedynie osoby obeznane ze starszymi wydaniami gry, równocześnie jednak zmusza to do zastanowienia się, do kogo jest skierowana jest ostatnia odsłona, i komu można polecić sięgnięcie po nią. Gracze dysponujący wersjami Munchkina fantasy opublikowanymi czy to nakładem Kuźni Gier, czy Black Monk, w jubileuszowym wydaniu nie znajdą nic, czego już by nie znali, a nowe ilustracje same w sobie nie wydają się elementem uzasadniającym zakup; z kolei osobom rozpoczynającym dopiero swoją znajomość z serią Munchkin także trudno byłoby wskazać powód, dla którego miałyby sięgnąć właśnie po tę wersję gry, a nie jej starsze wydania.

Chociaż więc daleki jestem od określania Edycji Jubileuszowej jako złej czy nieudanej, a jej grywalność oceniam de facto identycznie jak w innych odsłonach gry, to jej zakup polecałbym jedynie fanom serii i kolekcjonerom – wszyscy inni z powodzeniem mogą pozostać przy starszych wydaniach.

Plusy:

  • mimo wszystko to wciąż stary, dobry Munchkin

Minusy:

  • ale jednak czegoś mu brakuje

 

Dziękujemy wydawnictwu Black Monk za udostępnienie gry do recenzji.

6.5
Ocena recenzenta
6.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Munchkin Edycja Jubileuszowa
Seria wydawnicza: Munchkin
Typ gry: karciana niekolekcjonerska
Projektant: Steve Jackson
Ilustracje: Ian McCarthy
Wydawca polski: Black Monk Games
Data wydania polskiego: 2016
Liczba graczy: od 3 do 6
Wiek graczy: od 12 lat
Czas rozgrywki: ok. 60-90 min.
Cena: 89,90 zł



Czytaj również

Super Munchkin
Superbohaterowie dziś nisko latają, będzie Munchkin
- recenzja
Munchkin - Dodatek Obfitości
Groch z kapustą czy szwedzki stół?
- recenzja
Munchkin Conan
Pokonać potwory. Zgarnąć skarby. Wykiwać kumpli. I słyszeć lament ich kobiet.
- recenzja
Munchkin Panic
Nie ma powodów do paniki...
- recenzja
Munchin Steampunk
Para, zębatki i nóż w plecach
- recenzja
Munchkin: Lista Skarbów
Listy do M
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.