» Recenzje » Livingstone

Livingstone


wersja do druku

Eurogra, jak sądzę?

Autor: Redakcja: Joanna 'Ysabell' Filipczak
Ilustracje: Marcin 'Ezechiel' Zaród

Livingstone
Nie jestem estetą. Oprawa graficzna planszówek jest dla mnie drugorzędna. Ilustracje, ikony i gadżety oceniam przede wszystkim pod kątem funkcjonalności.

Wyjątki robię wyłącznie dla gier ilustrowanych przez Michaela Menzla. W ten sposób poznałem m.in. Thurn und Taxis (TuT) i Portobello Market. Ta sam cecha przesądziła o moim zainteresowaniu Livingstone — debiutem Benjamina Lierscha.


Pierwsze wrażenia


Oprawa graficzna zachwyca. Po otwarciu pudełka, w oczy rzuca się różnorodność elementów. Od razu widać, że mamy do czynienia z grą familijną: twarda plansza, barwne grafiki i nasycone, kontrastujące kolory… Jeżeli dodamy do tego zwierzątka, klejnoty i kuferki na skarby — otrzymamy naprawdę ładną zabawkę. Całość jest tak kolorowa i urokliwa, że potrafi sprawić frajdę nawet dorosłemu po kilku godzinach pracy (plus paskudna mżawka w drodze do domu).

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Drobny zgrzyt pojawia się w momencie lektury instrukcji — w pudełku znalazłem tylko wersje niemiecką, francuską i włoską. Na szczęście tutaj można znaleźć reguły w języku angielskim. Przyswojenie zasad zajęło mi jakieś pół godziny, na szczęście samo ich tłumaczenie jest dużo
krótsze (około dziesięciu minut).

Oprócz instrukcji do gry dołączono kilka ściągawek — co ciekawe jest również jedna w języku polskim. Czyżby nasz rynek nabierał znaczenia dla giganta pokroju Schmidt Spiele?

W momencie, gdy oderwiemy oczy od elementów gry i przebrniemy przez instrukcję, możemy zabrać się za rozgrywkę. W końcu planszówki służą do grania, a nie do oglądania.


Zasady


Gracze wcielają się w rolę odkrywców podróżujących wzdłuż biegu Zambezi w kierunku wodospadu Wiktorii. Celem gry jest zdobycie jak największej ilości punktów zwycięstwa, symbolizujących sławę danego eksploratora. Punkty przyznawane są za wysyłanie ekspedycji w głąb lądu, opisywanie nowych gatunków zwierząt oraz za sprzedawanie cennych klejnotów.

Na początku tury gracz rozpoczynający rzuca kośćmi (jest ich dwa razy więcej niż uczestników). Następnie wybiera jedną z nich i decyduje się na akcję, którą chce wykonać. Następnie swoje kostki i akcje wybierają następni gracze. Cały haczyk polega na tym, że każda kolejna kostka wybrana przez danego gracza musi mieć coraz wyższą wartość. Wybierając na początku niską kostkę, zachowujemy szansę na następny ruch, jednocześnie ryzykujemy, że konkurencja sprzątnie nam sprzed nosa wyższe rzuty.

Skuteczność wybranej akcji zależy od kostki "na której" tę akcję wykonujemy. Przykładowo: wybraliśmy kostkę z wynikiem dwa — w zależności od naszej decyzji, możemy zbudować namiot ekspedycji na polu wartym dwa punkty, wydobyć dwa klejnoty lub pobrać dwa funty z banku. Jedynie dobieranie kart nie zależy od wyników na kostce – zawsze bierze się jedną.

Ekspedycje to główne źródło naszej sławy. Na początku gry są one stosunkowo tanie, potem ich koszt wzrasta. Kopalnie to źródło dochodu – jeśli mamy szczęście uda się zdobyć drogocenne diamenty i rubiny. Jeśli mamy pecha – trafimy na miękkie wapno a zawał zabierze nam dotychczasowy urobek. Najczęściej trafimy na bezwartościowe kamienie i tani kryształ górski. Karty mają najszersze zastosowanie – mogą pomóc nam w sprzedaży klejnotów, dać nam pieniądze lub sławę (obserwowanie nieznanych gatunków zwierząt) lub też pomóc w ekspedycjach.

Pieniądze mają dwa zastosowania. Przede wszystkim za ich pomocą finansujemy ekspedycje. Oprócz tego powinniśmy dbać o samopoczucie królowej wysyłając jej podarki (oczywiście kosztowne). Gracz, który na końcu gry wpłacił najmniej na "fundusz reprezentacyjny" jest wykluczony z walki o zwycięstwo. Jak wiadomo gbur (czyt. skąpiec) nie ma szansy na zostanie szanowanym odkrywcą, bez względu na jego osiągnięcia.


Wrażenia


Pomimo pozornego skomplikowania, rozgrywka przebiega bardzo szybko. Oczywiście jeśli trafimy na maniaków główkowania, całość trochę spowalnia — ale nadal ciągle cała partia nie powinna zająć dłużej niż godzinę. Długość i charakter rozgrywki zależy też od ilości graczy — w wariancie maksymalnym (pięć osób) gra jest dłuższa, nadal wciąż jednak nie powinna przekroczyć siedemdziesięciu minut. Co ciekawe – im więcej graczy przy stole, tym więcej okazji do kombinowania. Po prostu w wypadku partii na trzech (a tym bardziej dwóch) graczy bardzo łatwo przewidzieć jakie kostki wybiorą przeciwnicy.

Rozgrywka jest sympatyczna. Brakowało mi trochę większej ilości główkowania i możliwości stosowania różnych strategii. Oczywiście, z punktu widzenia dzieci, subtelności strategiczne mają drugorzędne znacznie — frajda z turlania kostkami i ładna oprawa graficzna są znacznie ważniejsze.

Z punktu widzenia miłośnika główkowania, Livingstone nieco zawodzi. Mechanika kostek jest ciekawa, ale całość sprawia wrażenie zmarnowanego potencjału. W efekcie gra sprawia wrażenie prostszej i mniej satysfakcjonującej krewnej TuTa. Trudno mi wskazać konkretne wady, chodzi mi raczej o to, że Livingsotne nie sprawia dorosłemu tyle frajdy co inne klasyki familijne (Carcassonne, TuT czy Blue Moon City).

Jeśli więc szukacie gry familijnej odpowiedniej dla rodzeństwa (lub latorośli) z podstawówki — Livingstone powinien trafić w Wasze gusta. Gra jest śliczna, mechanika prosta, a rozgrywka dynamiczna. Jeżeli dodamy do tego możliwość rywalizacji z rodzicem (dorosły nie ma tu zbyt decydującej przewagi) — otrzymamy przepis na niezły początek hobby planszowego.

Jeżeli jednak szukacie prezentu dla starszych dzieci (gimnazjum i wyżej) lub dorosłych zaczynających planszowanie – spróbujcie raczej innych tytułów wymienionych poprzednio.

No chyba, że tak jak ja lubicie ładne planszówki.


Dziękujemy za udostępnienie egzemplarza dystrybutorowi gry — firmie Rebel.pl

Galeria

Elementy gry - parostatek
Elementy gry - karta pomocy
Elementy gry - karty
Elementy gry - kuferki

6.5
Ocena recenzenta
6.5
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Typ gry: familijna
Ilustracje: Michael Menzel
Data wydania oryginału: 2009
Wydawca polski: Schmidt
Liczba graczy: od 2 do 5
Wiek graczy: od 8 lat
Czas rozgrywki: od 30 do 60 min
Cena: 120,00 zł



Czytaj również

W Roku Smoka
12 prac dworzanina
- recenzja
Torres
Pnąc się ku górze
- recenzja
Słup ognia
Reformacja na planszy
- recenzja
Epoka Kamienia Junior
Mój pierwszy mamut
- recenzja
Teby
Wyścig po skarby
- recenzja
Pszczółki
Jedyna gra, w której dzieci nie lubią misia
- recenzja

Komentarze


Siman
   
Ocena:
0
Recenzja porządna, natomiast bardzo mi się nie podoba galeria. Prawie połowa zdjęć to różne ujęcia planszy z wysypanymi elementami (IMO w zupełności wystarczyłyby dwa), natomiast zero zdjęć z samej rozgrywki, a na takie właśnie zwracam największą uwagę w każdej galerii, bo pozwalają lepiej wyobrazić sobie, jak zasady opisywane ogólnie przez recenzenta wyglądają w praktyce.
17-04-2009 13:52
Ezechiel
   
Ocena:
0
Przyjąłem Twoje uwagi do wiadomości.

Nie zgadzam się z nimi. W przypadku gier familijnych ogólną estetykę uważam za ważniejszą niż wrażenia mechaniczne - dlatego skoncentrowałem się na planach ogólnych i zdjęciach poszczególnych elementów.

Pominąwszy ten argument, robienie zdjęć w trakcie rozgrywki niszczy płynności partii. Szczerze mówiąc - zazwyczaj gramy w kiepsko oświetlonych miejscach, więc trudno o dobre zdjęcia z rozgrywki. Bez bicia przyznaję, że często zdarza mi się zapominać o aparacie w trakcie gry ;-)

Podsumowując: Wolę wrzucić taką galerię niż żadną.

A ponieważ szanuję Twoje zdanie, spróbuję zwrócić uwagę na zdjęcia z rozgrywki w następnych testach - ale nie spodziewaj się cudów - mam:
a) Za słaby aparat
b) Za mało czasu
c) Za słabą pamięć
18-04-2009 13:36
nataniel
   
Ocena:
0
Ale co to za problem ustawic elementy jak do rozgrywki - w czasie robienia zdjec?
21-04-2009 13:17
Ezechiel
   
Ocena:
0
@ Nataniel

Oprócz mojego lenistwa; zawodzi automatyka ostrości aparatu.

Nawet przy pomiarze punktowym, mam problemy z ostrością pojedynczych pionków czy kart. Postaram się wymienić aparat i/lub lenistwo.
21-04-2009 13:36

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.