» Artykuły » Inne artykuły » Król i Zabójcy vs. 7 Ronin

Król i Zabójcy vs. 7 Ronin

Król i Zabójcy vs. 7 Ronin
Przełom roku 2013 i 2014 przyniósł dwie ciekawe i pod wieloma względami podobne do siebie polskie produkcje: Króla i Zabójców oraz 7 Ronin. Staropolskie porzekadło głosi, iż "od przybytku głowa nie boli", jednakże niejeden gracz może mieć wątpliwość odnośnie wyboru gry przed jej zakupem. Zapraszam do lektury niniejszego tekstu, którego celem jest porównanie obu propozycji i ewentualna pomoc w podjęciu decyzji.

Wstępne wrażenie po ściągnięciu obu tytułów ze sklepowej półki może prowadzić do mylnej konkluzji, ponieważ na pierwszy rzut oka oba tytuły dzieli dość dużo. Za Królem i Zabójcami stoi potentat na polskim rynku wydawniczym, a jego autorem jest popularny projektant i recenzent w jednym. Na drugim biegunie należy umieścić 7 Ronin, produkt nikomu bliżej nie znanego wydawnictwa oraz twórców będących dopiero na dorobku. Jednakże wniosek płynący z takiego porównania mógłby być niezmiernie błędny, albowiem wspomniane wyżej różnice zauważalne są tylko i wyłącznie na pudełkach.

Szata graficzna oraz komponenty

Król i Zabójcy to gra wydana solidnie, ale bez nadmiernej rewelacji. Miłe dla oka ilustracje, porządnie wykonane żetony oraz ładna plansza to niewątpliwe atuty tego tytułu. Jeśli miałbym znaleźć jakieś słabe punkty to zdecydowanie należy wskazać średniej jakości podstawki pod postacie oraz przeciętnej jakości papier użyty do produkcji kart, zbytnio podatny na zużycie.  

W tym względzie propozycja Badger's Nest nawiązuje równorzędną konkurencję. Śliczna plansza główna oraz dwie pomocnicze oraz znakomita oprawa graficzna robią wrażenie. Pozytywny odbiór potęgowany jest przez bardzo fajne kafelki roninów. Szkoda jedynie, iż znaczniki roninów oraz ninja wykonane już nie prezentują się tak dobrze. Bardziej finezyjne pionki dałyby w sumie ocenę celującą, ale i bez nich 7 Ronin wypada o mały włos korzystniej aniżeli konkurent.

Mój wybór: minimalnie, ale jednak 7 Ronin.

Fabuła i klimat

Galakta wyprodukowała grę solidną, ale w tym aspekcie zupełnie bez polotu. Służąca za wstęp historyjka to zdecydowanie za mało, aby zbudować klimat. Jakiś podły władca, jakiś spisek, spacer po rynku, ktoś wygra, ktoś przegra, koniec. Mało tego, bardzo mało. Chociaż - żeby być sprawiedliwym - należy podkreślić, iż szata graficzna należycie współgra z tematyką.

Tym niemniej konkurencja zdecydowanie wygrywa. Twórcy nie ograniczyli się jedynie do wymyślenia wstępu o tym, jak zdesperowani mieszkańcy wioski w kraju Kwitnącej Wiśni, rok w rok napadani przez ninja, wynajęli do obrony siedmiu bezpańskich samurajów. Każdy z roninów, ba, poszczególne dzielnice, mają do zaoferowania swoją historię. Niby niewiele, ale nie sposób nie dostrzec włożonego przez autorów wysiłku.

Mój wybór: zdecydowanie 7 Ronin.

Rozgrywka

Oba tytuły są podobne w swych założeniach mechanicznych, albowiem  oscylują wokół asymetrii obu rywalizujących stron. Różne są warunki zwycięstwa, a drogi wiodące do nich wyglądają odmiennie.

W przypadku Króla i Zabójców przedmiotowe rozwiązanie mechaniczne jest zauważalne, aczkolwiek podstawowe zasady poruszania się po planszy oraz wykonywania akcji są do siebie bardzo zbliżone. Zdecydowana różnica, to kryteria zwycięstwa oraz środki, jakie do tego prowadzą. Obaj gracze przestawiają na planszy swoje postacie. Rojaliści starają się, aby królewska eskorta przekroczyła bezpiecznie zamkową bramę lub ewentualnie dążą do tego, aby przeprowadzić skuteczną infiltrację spisku i wychwycić jego członków. Z kolei zabójcy mają tylko jedną ścieżkę wiodącą do zwycięstwa: dekapitację monarchy. Dwa celne ciosy kończą partię. Wzajemne szachowanie trwa od pierwszej do ostatniej tury, każdorazowo dostarczając emocjonującej zabawy.

Z kolei w 7 Roninie asymetria jest podstawowym założeniem mechanicznym. Poza planszą w grze nie występuje ani jeden element wspólny. Zupełnie inaczej kieruje się roninami, których celem jest obrona wioski, czyli przetrwanie ośmiu tur, względnie pokonanie najeźdźców. Natomiast ninja, podobnie jak pokrewni im zabójcy, nie mają specjalnego wyboru. Im gra na zwłokę nie przyniesie zwycięstwa, które mogą odnieść poprzez zajęcie określonej liczby dzielnic lub fizyczną eliminację obrońców.

Mój wybór: minimalnie 7 Ronin.

Poziom komplikacji oraz grywalność

W tym aspekcie różnica pomiędzy oboma tytułami jest zauważalna. Król i Zabójcy to propozycja zdecydowanie bardziej przystępna dla szerokiego grona odbiorców. Wzajemne szachowanie się przeciwników, próba wyłapania ukrytych w tłumie agentów, tudzież wyczekiwanie na właściwy moment aby zadać śmiertelny cios prosto w serce króla dają mnóstwo frajdy, a mimo tego są absolutnie nieskomplikowane. Ruch za ruchem, cios za ciosem, poszczególne partie są dynamiczne oraz trwają bardzo krótko.

Odmiennie sytuacja prezentuje się w przypadku 7 Ronina, który oferuje zdecydowanie szersze pole manewru oraz więcej opcji taktycznych, co paradoksalnie często przekłada się na nie najlepszy odbiór tytułu przez graczy. W opinii wielu osób gra jest przekombinowana ze względu na mnogość opcji do wyboru. Oczywiście, jest to sprawa indywidualnego gustu, więc zdania mogą być bardzo mocno podzielone, jednakże należy o tym jasno napisać porównując obie gry. Niestety, zjawisko paraliżu decyzyjnego także może mieć miejsce.

Mój wybór: zdecydowanie Król i Zabójcy

Podsumowanie

Niełatwo jest wskazać, który z porównywanych tytułów jest lepszy, ponieważ oba prezentują sobą bardzo wysoki poziom. Żaden z nich nie dyskontuje drugiego. W większości aspektów trudno jest wskazać jakiś element - z wyjątkiem wątku fabularnego -  w sposób istotny wyróżniający jedną z propozycji na tle konkurenta. Więcej szczegółowych informacji na temat każdej z pozycji czytelnicy mogą znaleźć w recenzjach poświęconych Królowi i Zabójcom oraz 7 Ronin.

W zasadzie tylko jedna istotna różnica może mieć decydujący wpływ na decyzję o zakupie. Król i Zabójcy jest grą zdecydowanie bardziej przystępną dla szerokiego grona odbiorców. Jest to tytuł bardziej dynamiczny, prostszy, nie generujący przestojów podczas rozgrywki. Co więcej, nie jest problemem rozegranie choćby czterech partii z rzędu, za każdym razem w pełni angażując się w rozgrywkę i pałając chęcią odwetu po każdej porażce.

Z kolei 7 Ronin to tytuł bardziej złożony na tle konkurenta, oferujący bardziej urozmaiconą zabawę, a do tego ociekający klimatem. Gra toczy się wolniej i zezwala na zdecydowanie mniejszy margines błędu przy podejmowaniu decyzji aniżeli adwersarz. Niestety, po dwóch partiach z rzędu niemal obowiązkowa jest chwila odpoczynku, a czasem dzień lub dwa.

A tak naprawdę, to najlepiej wybrać salomonowe rozwiązanie i zaopatrzyć się w obie gry…

 




Czytaj również

7 Ronin
Poryjuharata
- recenzja
Król i Zabójcy
Przepraszam, czy tu inhumują?
- recenzja
Rycerze Pustkowi
Zakopani w pomarańczowy piach
- recenzja
Rycerze Pustkowi
Którędy na Górę Kościuszki?
- recenzja
Rycerze Pustkowi
Fotounboxing # 22
Rycerze Pustkowi
Crowdfundingowy sukces

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.