» Recenzje » Blood Rage

Blood Rage


wersja do druku
Blood Rage
Blood Rage to jeden z największych planszowych hitów obecnego sezonu. Atmosferę wyczekiwania na premierę umiejętnie budowano od dłuższego czasu, a zwiastuny, zdjęcia figurek oraz kolejne informacje podsycały apetyty graczy. Sprawdźmy zatem, czy warto było czekać.

Co ciekawe, Blood Rage nie jest tytułem całkowicie oryginalnym. Pierwowzorem jest Midgard z roku 2007, autorstwa tego samego projektanta, czyli Erica M. Langa. Bieżąca odsłona otrzymała zupełnie nowy design graficzny, przepiękne figurki oraz zmodyfikowane reguły rządzące zabawą, efektem czego jest duże i szalenie atrakcyjne pudło, obok którego gracze nie mogą przejść obojętnie.

Pierwsze zapowiedzi obiecywały tytuł świetnie – jeśli nie wręcz oszałamiająco – wykonany. I Blood Rage bynajmniej nie rozczarowuje. Poszczególne komponenty nie tylko prezentują się nad wyraz okazale, ale i budują nastrój nadchodzących starć. Cóż więc można znaleźć pod wieczkiem przedstawiającym szarżującego wojownika? Najciekawszą rzeczą są dwa pudełka, skrywające w sobie mnóstwo figurek: cztery zestawy graczy, każdy składający się z ośmiu wojowników, jarla oraz drakkara oraz dziewięć figurek potworów. Kolekcjonerzy lubujący się w ich malowaniu będą wniebowzięci, bowiem poziom detali zachwyci nawet najbardziej wybredne osoby. Uwagę przykuwają zwłaszcza cztery duże modele potworów, klasa sama w sobie.

Dopiero po pierwszych zachwytach nad figurkami przychodzi kolej na planszę, przedstawiającą pole bitwy z wielkim drzewem Yggdrasil jako centralnym obiektem. Wokół niego rozpościerają się regiony podzielone na otoczone fiordami mniejsze prowincje. W każdej z nich znajdują się z kolei wioski, czyli miejsca na figurki. Kolejny element to karty, za których oprawę graficzną odpowiada sam Adrian Smith, znany niewątpliwie miłośnikom karcianek oraz wydawanej w Polsce gry bitewnej Chronopia. Mroczne, posępne ilustracje budują klimat, chociaż należy zaznaczyć, iż aby tak pozostało karty warto zapakować w ochronne koszulki. Ostatnie elementy to rozmaite żetony oraz planszetki graczy oraz planszetka Walhalli.

Przygotowania do Ragnarök 

Marzeniem każdego wikinga było zginąć w bitwie, skąd walkirie uniosłyby poległych wprost do Walhalli, gdzie najmężniejsi dostąpiliby zaszczytu walki w służbie bogów Asgardu. Blood Rage nawiązuje do tych podań nordyckich, chociaż czyni to w sposób bardzo dowolny i raczej mało satysfakcjonujący. Ot, klany zamieszkujące Asgard rywalizują między sobą o chwałę. Cel jest możliwy do osiągnięcia poprzez realizację rozmaitych misji oraz oczywiście dzięki walce, tak przeciwko zwykłym wieśniakom, jak i uzbrojonym po zęby rywalom. Każda przelana krew znajduje przełożenie w Punktach Chwały, a przeprowadzając rozmaite inwazje będzie można zyskać bezcenne zdobycze, które przyczynią się do rozwoju klanu.

Tyle tytułem wprowadzenia w tło fabularne. Od strony mechanicznej Blood Rage korzysta z kilku sprawdzonych koncepcji: kontroli obszaru, jak również opłacania oraz realizacji czynności ze zgromadzonej puli akcji. Ważne są również karty, wzmacniające klany i podnoszące statystyki wojowników. Jak łatwo się domyślić, graczom nigdy nie będzie dane zrealizować wszystkich planowanych czynności, kwestia wyboru najlepszych akcji oraz najbardziej korzystnych ruchów ma więc w trakcie zabawy krytyczne znaczenie.

Przed rozpoczęciem potyczki należy ją oczywiście przygotować. Jak na tak duże pudełko, ten etap przebiega błyskawicznie: uczestnicy pobierają planszetki oraz komplet figurek, a karty tasowane są na trzy stosy, zgodnie z epokami oraz w liczbie zależnej od liczby graczy. Przed każdą epoką uczestnicy losują po osiem kart i przeprowadzają procedurę draftu trwającą do chwili, aż każdy z uczestników dobierze szóstą kartę. Pozostałe dwie nie biorą udziału w dalszej zabawie. Ostatnią czynnością jest losowe rozmieszczenie w prowincjach pozostałych żetonów plądrowania oraz wykluczenie kilku regionów, zależnie od liczby uczestników. 

Jeśli zwycięstwo, to tylko mieczem

Całość zabawy podzielona jest na 3 epoki, w trakcie których gracze będą mieli możliwość wykonania szeregu czynności. Bardzo ważne jest to, iż prawie każda operacja wymaga opłaty w tzw. punktach szału, w Asgardzie pełniących funkcję lokalnej waluty. Ich pula jest niezwykle ograniczona (początkowo wynosi 6), chociaż w trakcie zabawy pojawi się możliwość zwiększenia skarbca, aczkolwiek środków i tak nie wystarczy, żeby zrealizować wszystkie zaplanowane pomysły.

Jakimi opcjami dysponują rywale? Każdy z uczestników aktywuje po kolei jedną z akcji:

  • Najazd, czyli umieszczenie figurki na planszy. Koszt akcji uzależniony jest od siły figurki: w przypadku zwykłych wojowników wynosi 1, w przypadku potworów dochodzi do 4, zaś jarl – jako reprezentant frakcji – może najechać Asgard za darmo. Figurkę można umieścić jedynie w prowincji, która dysponuje dostępną wioską; Yggdrasil jest niedostępna w przypadku deklaracji wykonania niniejszej czynności.
  • Wymarsz, czyli przesunięcie figurek z jednej prowincji do innej. Za cenę jednego punktu można przenieść wszystkie jednostki z wybranej prowincji do dowolnej lokacji, pod warunkiem że w docelowej prowincji są jeszcze wolne wioski. Co ważne, w ramach akcji wymarszu można umieszczać figurki w Ygddrasil i ten region nie zawiera limitów dla ilości stacjonujących figurek.
  • Wyprawa to darmowa akcja polegająca na zagraniu karty misji. Jeśli w momencie końca epoki gracz będzie spełniał jej wymogi, wówczas zdobędzie bezcenne punkty chwały.
  • Niezwykle ważną akcją jest Rozwinięcie. Planszetki graczy zawierają szereg pól na karty wzmacniające tak cały klan, jak i poszczególne formacje: wojowników, jarla, drakkar. To także jedyny sposób aby mityczne potwory stały się sprzymierzeńcami klanu. Ceny kart wahają się od 0 do 4: z jednej strony drogo, ale z drugiej odpowiedni dobór kart bardzo ułatwi marsz ku zwycięstwu.
  • Plądrowanie, czyli kolejna opcja na polepszenie statystyk klanu, prowadząca bardzo często do bitew. W każdej prowincji leży żeton podnoszący poziom jednej z trzech statystyk: szału, toporów oraz rogów. Zasada jest prosta: kto pierwszy splądruje prowincję, ten będzie miał możliwość zwiększenia danej cechy klanu. Szał odpowiada za przyrost punktów szału czyli gotówki, topory sprawiają iż zwycięstwa nad rywalami przyniosą więcej chwały, a rogi zwiększają limit możliwych do umieszczenia na planszy figurek. 

Przyjrzyjmy się bliżej plądrowaniu. Akcja jest darmowa, a w prowincji musi się jedynie znajdować chociaż jedna własna figurka. Jeśli w okolicy nie szwendają się wojownicy oponentów, wówczas plądrowanie automatycznie kończy się sukcesem. Rzadko jednak bywa tak różowo, bowiem rywale mogą w danej prowincji dysponować własnymi siłami, a także otrzymać posiłki z sąsiednich terytoriów (inicjator zajścia również może wezwać kamratów). Limit jednostek biorących udział w starciu wyznaczany jest przez ilość wiosek w prowincji, natomiast w Yggdrasil wziąć się za bary może nieograniczona liczba wojsk.

Gdy wrogie oddziały staną już naprzeciwko siebie, gracze sumują ich siłę oraz zagrywają po jednej karcie. W ten sposób mogą otrzymać modyfikator w zakresie od 0 do 6 oraz aktywować kilka nieprzyjemnych dla rywala niespodzianek. Gracz z wyższą łączną sumą siły wygrywa starcie i otrzymuje punkty chwały równe poziomowi toporów. Jeśli zaś triumfatorem zostanie inicjator bitwy, wówczas plądruje prowincję i zyskuje dodatkowe profity. Pokonane jednostki trafiają – a jakże! – do Walhalli skąd powrócą wraz z końcem epoki.

Walhalla czeka

Przepychanki i zapasy trwają aż do chwili gdy wszystkim gracze wydadzą wszystkie punkty szału. Wówczas wszystkie karty, za wyjątkiem jednej wybranej, są odrzucane. W dalszym kroku sprawdzane są wyprawy, a na końcu zagładzie ulega jedna z prowincji. Jeśli na jej obszarze znajdują się figurki, automatycznie giną. A że odbywa się to w glorii, toteż ich właściciel zdobywa kolejne punkty chwały. To tyle, jeśli chodzi o przebieg epoki. Wraz z nastaniem kolejnej rywale otrzymują punkty szału w liczbie zgodnej z torem szału, figurki z Walhalli zasilają rezerwę graczy, wybierane są kolejne karty i gra jest wznawiana. Oczywiście jednostki, które przetrwały epokę będąc na planszy, pozostają na swoich miejscach. Epoka druga i trzecia przebiegają według tych samych mechanizmów, a w finalnym kroku podsumowania podliczane są punkty za rozwój klanu, czyli za poziom szału, toporów oraz rogów. Osoba z największą sumą punktów wygrywa.

Blood Rage jest obecnie notowany na 19 pozycji serwisu BGG, a tytuł w międzyczasie zdobył sobie pozycję hitu. W dużej mierze jest to uzasadnione, bowiem gra dysponuje szeregiem atutów: przepięknym wykonaniem, prostotą zasad, intensywnymi oraz angażującymi rozgrywkami, a wszystko to pokropione dawką ciężkiego i mrocznego klimatu, chociaż tylko w niewielkim stopniu wykorzystuje on potencjał mitologii skandynawskiej. Nie bez znaczenia są również szybkie przygotowanie oraz umiarkowany czas pojedynczej partii.

Jednakże Blood Rage nie uniknął kilku potknięć. Rozrywka we dwoje jest przyjemna, lecz pozbawiona emocji towarzyszących zabawie w szerszym gronie, a to z tej prostej przyczyny, iż nawet przy wykluczeniu kilku prowincji nadal jest dość luźno, a i adwersarz poczynań jest oczywisty. Ale nawet przy komplecie graczy początki bywają dość schematyczne, bo najlepiej jest dokonać szybkiego najazdu na interesujące prowincje, a zaraz potem je splądrować zanim wróg wezwie posiłki. Dopiero gdzieś z końcem pierwszej epoki zaczynają się zapasy na serio, czyli dość późno, biorąc pod uwagę długość pojedynczej partii. Nie jest to też gra dla każdego, miłośnicy pasjansów oraz nikłej interakcji pomiędzy graczami powinni trzymać się od tej propozycji z daleka. Bo interakcja jest esencją Blood Rage i dobrze by było, aby wszyscy uczestnicy wykazywali się temperamentem godnym wikingów.

Na całe szczęście lista plusów jest równie długa i wykracza ponad te wymienione wcześniej. Różnorodna konfiguracja żetonów plądrowania, niedostępnych prowincji oraz draftu zapewnia unikalność kolejnych rozgrywek. Co ciekawe, niedostępność określonego zasobu, zwłaszcza szału, determinuje poczynania rywali i zmusza do sporej elastyczności w poczynaniach. Także dylematy, przed którymi stawiany jest dowodzący klanem, sprawiają iż gracze, nawet pomimo anemicznego początku, od pierwszych chwil angażują się w dzieło rozwoju podległego im plemienia. Należy bacznie obserwować rozwój wypadków i nie zamykać się we wcześniej opracowanym schemacie, bowiem nawet najlepsze plany mogą zostać unicestwione przez nagłe pojawienie się wrogich oddziałów. A z drugiej strony jest to gra, która premiuje umiejętność wykorzystywania nadarzających się sytuacji oraz zagranych na swój klan kart. Tutaj nawet umiejętnie przegrana bitwa w długofalowej perspektywie może zostać zamieniona w zwycięstwo, jeśli tylko dysponujemy odpowiednimi rozwinięciami klanu.

Równie ważne są żądza rewanżu oraz pomysły na nieco inne pokierowanie klanem, jak również chęć wypróbowania odmiennej taktyki. Karty bywają droższe, tańsze, wymagają podjęcia odpowiednich kroków, lepiej je zagrać jako pierwsze albo też poczekać. Opcji jest sporo, warto więc eksperymentować. Bitwy zaś są iście epickie, zwłaszcza finałowe starcia, kiedy to pod drzewem Yggdrasil gromadzą się wszyscy dostępni zbrojni. Ale i tutaj autor, dodając element losowy, jakim niewątpliwie są zagrywane karty, wykazał się intuicją. Wiadomo, siła figurek to podstawa sukcesu, ale nawet szeregowy żołnierz może spróbować swoich sił w walce z wrogim jarlem lub nawet potworem. Jest w tym rozwiązaniu odrobina geniuszu, nigdy bowiem nie należy lekceważyć przeciwnika. A jeśli przy stole spotka się trzech lub czterech uczestników i każdy wykaże się temperamentem wikinga, wówczas Blood Rage błyskawicznie odsłoni swoje atuty, dostarczając mnóstwo emocjonującej zabawy. 

Plusy:

  • Cudowne figurki, świetne wykonanie pozostałych elementów
  • Szybkie przygotowanie do zabawy
  • Prostota zasad
  • Krótki czas rozgrywki
  • Angażuje od pierwszych minut
  • Wymaga pilnej obserwacji poczynań rywali
  • Wysoki poziom interakcji pomiędzy graczami
  • Olbrzymia żądza rewanżu
  • Ciężki, ponury klimat

Minusy:

  • Nawiązania do skandynawskiej mitologii są dość wątpliwe
  • Zabawa we dwoje jest taka sobie
  • Początki każdej partii są raczej przewidywalne i schematyczne
  • Nad planszą musi spotkać się grupa osób o identycznym temperamencie

 

Dziękujemy wydawnictwu Portal Games za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

8.5
Ocena recenzenta
8.38
Ocena użytkowników
Średnia z 4 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie grają: 1

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Blood Rage
Typ gry: strategiczna
Projektant: Eric M. Lang
Ilustracje: Henning Ludvigsen, Mike McVey, Adrian Smith
Wydawca oryginału: Cool Mini Or Not
Data wydania oryginału: 2015
Wydawca polski: Portal Games
Data wydania polskiego: 2016
Liczba graczy: od 2 do 4
Wiek graczy: od 13 lat
Czas rozgrywki: 60 - 90 minut
Cena: 319,95 zł



Czytaj również

The Others
Ci inni
- recenzja
Wielka Księga Szaleństwa
Jak nie popaść w szaleństwo
- recenzja
Tezeusz: Boty
Tezeusz nadal emocjonuje
- recenzja
Tajemnicze Domostwo
Śledztwo w nawiedzonym domu
- recenzja
Wesołe Krówki
Zabawa w hodowcę
- recenzja
The Resistance
Kłam i nie daj się okłamać
- recenzja

Komentarze


KFC
   
Ocena:
0
Powinniście odjąc dwa oczka za błędy w tłumaczeniu instrukcji i kart..
24-07-2016 15:10
balint
   
Ocena:
+1

Być może, ale nie mam dostępu do oryginałów, a co za tym idzie nie mogę zweryfikować tej okoliczności.

Natomiast byłbym wdzięczny za podanie przykładów - to wartościowy materiał dla mnie i dla czytelników.

24-07-2016 15:33
KRed
   
Ocena:
+1

Tutaj jest moje porównanie tłumaczeń kart z oryginałem:

http://www.gry-planszowe.pl/forum/viewtopic.php?f=42&t=38647&start=125#p809596

Dzięki tłumaczowi działanie kilku kart w polskiej wersji jest mniej oczywiste niż w oryginale (to może być kłopotliwe, ale przeważnie dramatu nie ma).

Karta Łaska Friggi w polskiej wersji pozwala rozwinąć tę samą Statystykę (a nie powinna). Chyba ze trzy inne karty w polskiej wersji działają błędnie w szczególnych sytuacjach.

Jest też kilka innych drobnych kiksów (literówka na kartach klanów ("tyko Fiordy"), mylący zapis w akapicie ze wskazówkami, tłumaczenie "Valhalla sheet" na "Plansza Walhalli" - przez co zasada o ilości figurek na planszy może być nieco niejasna).

24-07-2016 17:24
Xolotl
   
Ocena:
0

Zpomniałeś napisać o portalowym standardzie- tragicznej instrukcji. Za dużo obrazków- za mało tłumaczeń.

29-07-2016 10:53
Kanibal77
   
Ocena:
0

@Xolotl

Ty z kolei zapomniałeś o innym portalowym standardzie- Jeśli jesteś innego zdania niż takie, że Trzewik jest zajebisty i zajebiście robi za co się nie weźmie, to znaczy, że jesteś małym zakompleksionym człowieczkiem, który zazdrości Ignacemu geniuszu i osiągnięć.

29-07-2016 11:55

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.