» Pamiętniki graczy » W matni intryg » W matni intryg #14

W matni intryg #14


wersja do druku

Wilczy Jar - Rokmowo. Wdzięczność.

Autor: Redakcja: Maciej 'Albert' Kaska

Pochylone drzewo stało samotnie u podnóża zbocza. Pierwszy strażnik na przyczółku lasu. Coś przemknęło w wysokiej, ostrej trawie zmierzając wprost do niego. Rozłożysta korona o grubych konarach była gęsto pokryta listowiem. Drapieżnik zaczął wspinać się po pochyłym pniu. Zatrzymał się wpół drogi. Coś wyczuł. Nastawił uszu, wciągnął jeszcze raz powietrze. Wróg... Warknął ostrzegawczo. Zamierzał bronić swojego terytorium przed przeciwnikiem. Skulony, gotowy w każdej chwili do ataku, ruszył powoli w górę. Za chwilę miała się rozegrać walka na śmierć i życie. Zwyczajny dzień w Karze.

Ścieżką przez las szła grupa chłopów. Niewprawne oko mogłoby pomyśleć, że to banici jakich pełno w Karze, niebezpieczni, uciekający przed swymi mściwymi panami, uciekający przed surową inkwizycją, uciekający nierzadko przed śmiercią. Wskazywać by na to mogły widły, kosy postawione na sztorc i siekiery trzymane w rękach. Znający jednak Karę choć trochę, zauważyłby, że są dobrze odżywieni, w czystym, zadbanym odzieniu, niepewni, bez nienawiści i szaleństwa w oczach. Już zauważyli polankę i pierwsze wzniesienie. Lada moment ich oczom ukaże się samotne, pochylone drzewo.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Zboczem zjeżdżała kareta powożona przez zbrojnego, zaprzęgnięta w cztery konie. Woźnica, grubym drągiem opartym na przednim kole, wyhamowywał ją aby nie nabrała prędkości. Każdy Karyjczyk usunął by się z drogi na widok takiej karety. Taką karetą jeździli inkwizytorzy śledczy. Już była u podnóża zbocza, już zbliżała się do rozłożystego, samotnego drzewa. Za chwilę zbrojny powinien dojrzeć chłopów wychodzących z lasu.

Atmosfera wewnątrz była napięta. Blada twarz Magdy i zagryzanie warg zdradzało jej ogromne zdenerwowanie. Micho wbił wzrok w podłogę i trudno było odgadnąć jego myśli. Milić wyglądał przez okno, podenerwowany gładząc głowę Mateusza, opartą o jego ramię. De Vega siedziała nieruchomo, wyprostowana dumnie. Salisbury w końcu, zamyślona z uśmieszkiem w kącikach ust.

Skulona postać oderwała się od gałęzi dokładnie w momencie gdy kareta znalazła się w cieniu drzewa. Zaskoczony woźnica puścił cugle. Konie stanęły dęba i zaczęły zachowywać się nerwowo. Nim zbrojny zorientował się w sytuacji, leżał na koźle z poderżniętym gardłem. Jednocześnie z szarpnięciem karety, Aleksandra Salisbury, zdezorientowana wyciągnęła sztylet zza pasa. Nie zdążyła go jednak użyć. Milić przypadł w jednym momencie do niej przytłaczając ją swoim ciałem. Stęknęła.

Zarządca Wilczego Jaru zrzucił martwego woźnicę z kozła. Chwycił zwisające cugle i opanował konie. Zeskoczył z powozu i otworzył drzwi karety. Twarz miał podrapaną pazurami dzikiego kota. W ręku trzymał nabity pistolet gotowy do strzału. Nie był potrzebny. Aleksandra Salbsbury siedziała z szeroko otwartymi oczami. Z jej ust płynęła krew. W brzuchu tkwił jej własny nóż, który trzymała jeszcze oburącz. Magda krzyknęła przerażona. Zarządca przeciął więzy Miliciowi, po czym wskazał na linię lasu, mówiąc do niego coś szybko w języku, którego Karolina nie znała. Ten wychylił się z okna karety, po czym odkrzyknął coś. Zarządca zajął miejsce woźnicy a Olo jął przecinać więzy Magdzie. Gdy tylko skończył wypchnął ją brutalnie z karety. Zbliżył się do Karoliny i wyszeptał.

- Nie miałem możliwości pani, aby się odwdzięczyć. Nie miałbym nawet czym. Zrobię dla ciebie jednak coś więcej, uratuję twoje życie, jak ty uratowałaś mego syna. Dam ci alibi. Wykorzystaj to!

Chwycił za nóż i przeciął sznur krępujący jej ręce, po czym chwytając silnie za ramiona, wypchnął z karety tak, że upadła na ziemię. Powóz ruszył nabierając rozpędu. Po kilku chwilach wypadł z niego też Olaf Micho.

Kareta pędziła w kierunku Rokmowa. Przemknęła między chłopami, którzy zaskoczeni sceną, którą widzieli rozstąpili się przed nią. Wkrótce nadbiegli do leżących.

- Jaśnie pani, nic wam nie jest? – Karolina rozpoznała w nich chłopów z jej własnej wsi – Ruszylim z rana jako młynarz kazali. Na pomoc jaśnie pani.

Na ich twarzach widać było ulgę. Nie tyle może, że jaśniepani cała, lecz że tej pomocy udzielać już nie muszą.

Karolina w ostrym słońcu południa dostrzegła jeszcze jeźdźca, mknącego szerokim łukiem, na przełaj, w kierunku Wilczego Jaru. Była prawie pewna, że to postać zarządcy. Chyba nikt prócz niej tego nie zauważył.

- Na chwałę Jedynego, pomocy mi nie trzeba – rzekła łaskawie Karolina, otrzepując suknię i poprawiając włosy. - W nocy wilki na moje konie napadły i zabiły zwierzęta. Nam nic się nie stało. - Ruszę w kierunku wsi piechotą, ale wy jakiś powóz mi poślijcie. Niech ktoś rączy pobiegnie po niego. Nie godzi się, abym całą drogę szła pieszo! Zmęczona jestem – dodała gniewnie. - Reszta niech przodem idzie – zrobiła ruch podbródka jednoznacznie świadczący o tym, gdzie jest miejsce chłopów.

Gdy chłopi oddalili się, dała w twarz Magdzie. Nie za mocno, tylko tyle, byle tamta otrzeźwiała.
- Uspokój się. Potrzebna mi jesteś. I o wszystkim zapomnij, jak zwykle – uśmiechnęła się do niej delikatnie, kącikami ust. – Doprowadź się do ładu. Już! - Po czym jej rysy nabrały znów zwykłego chłodu.

Odwróciła się do najemnika i rzekła do niego tak, aby chłopi nie słyszeli.
- Olaf – na miejscu zastanowimy się, co robić dalej. Musimy zdobyć mój powóz. I odzyskać kufer. Obawiam się, że z gry trzeba będzie wyeliminować tego zbrojnego, który został w Jarze. Ale najpierw, już w Rokmowie, coś sprawdzę. Poza tym przydałoby się tego trupa gdzieś ukryć. Może w ziemi… Zajmiesz się tym, gdy do wioski bezpiecznie dojdę. Na razie Jedyny nad nami czuwa.

Karolina spojrzała w słońce. Zmrużyła oczy. Zamyśliła się.
Klucz i zeszyt uwierały w nogi.
Ciekawość, co też kryje się w zeszycie, przezwyciężała zmęczenie. Jednak obrót spraw mocno ją niepokoił. Zły stan chłopca również nienajlepiej wpływał na samopoczucie Karoliny.


Komentarze


~rafcioh

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Wychodząc na wprost oczekiwaniom redakcji piszę:
Niby akcja jest, coś się dzieje, ale paradoksalnie zrobiło się to już nudne. Jak na początku dużo komentarzy tak teraz ich liczba mówi sama za siebie. Może lepiej skończyć już te męki? Nie wiem, takie jest moje zdanie, o które prosiliście...
06-02-2007 17:37
~Michap

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Popieram przedmówcę. Dobry serial to taki, który zamyka historię po kilku, kilkunastu odcinkach. A tu kończ niewidać...
Stare, przysłowie pszczół mówi: co za dużo to i świnia nie zeżre:)
06-02-2007 17:54

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.