
Z góry przepraszam, że nic o pornograficznych dokonaniach nie będzie. Kto dał się złapać na tanią sztuczkę, ten wuwuzela i może nie czytać dalej, chyba, że chce poznać moje kolejne wspaniałe dokonania w dziedzinie kulinarnej.
Wiedziony przykładem idącym zewsząd, postanowiłem naszykować sobie mój ukochany letni pokarm - czyli cudowne i wspaniałe
ogórki małosolne. Nie przepadam za żywymi ogórkami, są takie nijakie. Nie jestem również specjalnym miłośnikiem konserwowych korniszonków - zbyt octowe na moje delikatne podniebienie, wypalone przez potężne ilości chrzanu, imbiru, pieprzu, curry, chili i innych przypraw paląco-piekących. Kiszone, owszem, ale muszę mieć do nich specjalną melodię (najlepsza jest marki Wyborowa). Od wielkiego dzwonu sałatka szwedzka, mizerię tylko na słodko i to jeśli nie można wybrać kapustki, buraczków lub innych surówek.
Ogólnie rzecz ujmując - nie lubię ogórków. Ale kiedy moja szanowna Rodzicielka postanowi zrobić małosolne, potrafię z bratem i Ojcem do spółki zniknąć 5-litrowy słoik w dwa dni (pierwszego się jeszcze robią, więc są względnie niejadalne) - i to w dowolnym momencie sezonu. A jako, że z domu rodzinnego uciekłem już dawno, skazany jestem tylko na ogórkową turystykę okazjonalną oraz ogóry kupne, które nie są nawet w 1/10 tak dobre, jak te domowo.
Nie tym razem! Zakrzyknąłem dzielnie i postanowiłem zaopatrzyć się w sprzęt oraz składniki do produkcji ogórków małosolnych metodą domową. Nabyłem zatem:
- słój 4.7 litra, zakręcany,
- 2.5 kg ogórków gruntowych,
- sól,
- 2 główki czosnku,
- korzeń chrzanu,
- liście porzeczki,
- gorczycę,
- koper (nie mylić z koperkiem. Koper to późniejsze stadium ewolucyjne - długie, twarde i z kwiatostanami)
Ogórki wyszorowałem, w międzyczasie zagotowując 2 litry wody. Do gotowania dosypałem 4 łyżki soli (dużo, ale ogórki małosolne mają
znacznie mniej czasu na kiszenie się, niż zwykłe kiszone). Ogórki upchnąłem dość ciasno w słoiku, przekładając koprem i dorzucając od czasu do czasu czosnek (osiem ząbków zużyłem) i kawałki chrzanu. Całość zalałem ledwo-co zdjętą z ognia wodą z solą. Teraz już nic nie uratuje moich zielonych przyjaciół przed pożarciem. Mhahahahahaha!
Jakby się kto pytał, czemu niektórzy mieszkańcy słoja wyglądają na lekko sfaulowanych, odpowiadam - ogórki w moim sklepie były
przeciętne. Musiałem niektórym pousuwać kawałki, niestety.
l.
PS. Jak kogoś lubię, to się może wprosić. Istnieje szansa, że się podzielę. Niewielka, ale istnieje.
Waszym zdaniem...