» Recenzje » Ziemia, powietrze, ogień i... budyń - Tom Holt

Ziemia, powietrze, ogień i... budyń - Tom Holt


wersja do druku

Na początku było "Muuu", czyli lepiej słuchaj swojej lodówki

Autor: Redakcja: Marcin 'lemon' Łukasiewicz

Ziemia, powietrze, ogień i... budyń - Tom Holt
W wielkim błędzie jest ktoś przekonany, że świat zaistniał dzięki temu, iż "na początku było Słowo". Otóż na początku było długie i przeciągłe "Muuu" (co za słowo uznać można tylko przy nadmiarze dobrej woli), czyli "odgłos paszczą" wydawany przez Wielką Niebiańską Krowę imieniem Audhumla. To właśnie ów zwierzęcy odgłos sporo namieszał w dziele stwarzania świata, o czym przekonuje nas w swojej najnowszej powieści Tom Holt. Głównego jej bohatera o tajnikach dzieła stworzenia informuje zaś jego własna... lodówka. Jednak z powodu wcześniejszego aplikowania sobie znacznych ilości płynów rozweselających, Paul Carpenter nie daje wiary jej światłym słowom i dlatego dalej brnie w piramidalnie piętrzące się kłopoty. A utknięcie w sztucznym świecie zaistniałym dzięki budyniowi wcale nie jest największym spośród nich. Znacznie poważniejszym wydaje się wchodzący Paulowi w krew nawyk częstego umierania. Ale może spróbujmy naświetlać sprawy po kolei.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Powieść o trącącym barokiem tytule Ziemia, powietrze, ogień i... budyń jest trzecim tomem przygód niezgułowatego Paula (wcześniejsze to: Przenośne drzwi i Śniło ci się). Pomimo najlepszych chęci i wielu starań, po wkroczeniu w dorosłość bohaterowi nie udaje się wyjść z pełnionej od wczesnego dzieciństwa roli życiowego nieudacznika. Nadzieja, że pomoże mu w tym nowa praca, spełnia się jedynie częściowo. Bowiem firma J.W. Wells & Co okazuje się konsorcjum magów, zaś w zakres usług przez nią świadczonych wchodzą między innymi: handel eliksirem miłości i usuwanie szkodników, takich jak bazyliszki czy smoki. Nie dość, że Paul musi sobie radzić z przyswajaniem niejasnych reguł magicznej wiedzy i wykonywaniem niezrozumiałych zadań służbowych, to jeszcze boryka się z przypadłością polegającą na zakochiwaniu się w każdej przedstawicielce płci pięknej, która znajdzie się w pobliżu. A że w zasięgu jego wzroku jest wciąż koleżanka z pracy Sophie, ambaras mamy gotowy.

Najpierw bohater – z pomocą magii przenośnych drzwi oraz wybranki serca – rozwiązuje zagadkę sprzed ponad wieku, odnajdując zaginionego udziałowca firmy, potem zaś krzyżuje plany przejęcia władzy nad naszym światem przez Magiczny Lud. Podczas tej walki doznaje licznych szkód, a nawet dwa razy... umiera, co zresztą tak wchodzi mu w krew, że w tomie trzecim także daje się zabić, i to niemal na samym początku. Nieopatrznie zgodziwszy się na zostanie ojcem chrzestnym małego goblina, podczas uroczystości zostaje zasieczony przez jego starszych pobratymców. I tylko pewien depozyt złożony w Banku Umarłych pomaga mu wrócić do życia.

Jednak zniechęcony jakością tej egzystencji, Paul pragnie stać się kimś więcej, niż zawodowym fajtłapą, za jakiego cały czas się uważa. Dlatego zgadza się na propozycję nowego członka zarządu firmy, pana Laertidesa, i z jego pomocą przyjmuje inny wygląd i tożsamość. Jako przystojny i przebojowy Philip Marlow zajmuje w J.W. Wells & Co miejsce "nieodżałowanego" Paula. Szybko jednak zakres spotykających go niesamowitości przekracza jego wysoki próg tolerancji. Tym bardziej, że wiążą się one z kolejnymi próbami pozbawienia go życia. A wszystko to ma pośredni związek ze wspomnianą na wstępie Wielką Niebiańską Krową, a znacznie bliższy – z pojedynkiem toczonym przez norweskich królów przed tysiącem trzystu laty oraz sztucznym światem powołanym do życia na bazie piątego żywiołu, który konsystencją i wyglądem jako żywo przypomina budyń.

Podobnie jak w poprzednich tomach cyklu, także i tym razem wszystko zaczyna się zgoła niewinnie, ale z czasem zmierza ku sprawom ostatecznym i przeradza się w intrygę, która zagraża istnieniu świata w znanej nam formie. Intryga ta jest na tyle skomplikowana, że nie sposób jej streścić w krótkich, żołnierskich słowach. Dość powiedzieć, że Paul zmienia się nie do poznania, bo staje się innym człowiekiem nie tylko zewnętrznie, ale i jego osobowość życiowego nieudacznika ulega stopniowej ewolucji. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że z czasem do pewnego stopnia przestaje być "chodzącym obszarem katastrofy żywiołowej". Warto też zauważyć, że w życiu Paula nadal ważną rolę odgrywają kobiety. Poza wspomnianą Sophie są nimi: Rose, goblinica pełnej krwi, najwyraźniej zauroczona bohaterem, oraz syrena Vicky, która wyszła na ląd i została jego sekretarką, kiedy przyjął aparycję Marlowa.

Narrację powieści prowadzi Holt pełnym swady i humoru językiem, sypiąc jak z rękawa dowcipnymi dialogami i wiekopomnymi metaforami. Aż kusi, żeby jego błyskotliwe bon moty sobie wynotować i nauczyć się ich na pamięć, by potem zabłysnąć w towarzystwie. Jednak w wielu miejscach opowiadanej historii autor skutecznie niweluje cały ładunek rubasznego humoru, szczegółowo zgłębiając takie kwestie, jak trauma nieszczęśliwego dzieciństwa i szkolnych prześladowań, czy strach przed śmiercią. Szczególnie to ostatnie wydaje się być w centrum jego zainteresowania.

Za podsumowanie stosunku człowieka do życia (często wszak nie do końca udanego) i do nieuchronnego końca tegoż, może posłużyć rada jednego z bohaterów odgrywającego czasem rolę Boga. Na stwierdzenie Paula, że perspektywa śmierci jest okropna, rzeczony osobnik odpowiada: "Nie mówię, że nie. Mówię tylko, że nie powinieneś się tym przejmować, bo to nic nie daje. Jakbyś przez całe wakacje chodził z nosem na kwintę, bo we wrześniu zaczyna się szkoła. Myśląc tak, można zmarnować całe życie".

Połączenie niebanalnej refleksji z humorystyczną formułą narracji i szalonymi, zupełnie nieprzewidywalnymi przygodami przeżywanymi (albo i nie) przez bohaterów to znak firmowy prozy brytyjskiego pisarza, który siłą rzeczy porównywany jest do Pratchetta. Komu takie połączenie odpowiada, będzie czerpał z lektury nieustającą satysfakcję. Natomiast ci, którzy wolą obcować z przekazem o jednorodnej tonacji nastroju i klimatu, muszą się przygotować na huśtawkę emocji – od oczyszczającego, radosnego śmiechu począwszy, po dosłownie grobową melancholię. Niezależnie od tego, do której grupy czytelników się zaliczamy, możemy dzięki powieściom Holta zażyć intelektualnej rozrywki i czegoś się nauczyć. A także oczekiwać na kolejne spotkania z Paulem Carpenterem, jego przyjaciółmi i wrogami, albowiem w oryginale wyszły już trzy dalsze tomy cyklu.
8.0
Ocena recenzenta
6
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Ziemia, powietrze, ogień i... budyń
Autor: Tom Holt
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 23 sierpnia 2011
Liczba stron: 416
ISBN-13: 978-83-7648-847-9
Cena: 35 zł



Czytaj również

Komentarze


malakh
   
Ocena:
0
Dzięki za recenzję.

Na dniach super niespodzianka!
23-08-2011 19:46
lemon
   
Ocena:
0
O właśnie, miałem Cię zapytać, malakhu: co się stało, że trzeci tom - było nie było - cyklu dostał zupełnie inną od poprzednich okładkę?
23-08-2011 20:28
malakh
   
Ocena:
+1
Koncepcja się zmieniła. Tyle. Akurat tej książki redaktorem nie jestem, więc na 100% nie wiem.

Niektórzy czytelnicy chyba jednak za bardzo porównywali Holta z Pratchettem. Miał być spójny layout do humorystycznej fantastyki. I okazał się za spójny, bo ludzie oczekiwali idealnej kopii TP.
23-08-2011 20:33

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.