» Recenzje » Zgromadzenie cieni

Zgromadzenie cieni


wersja do druku

Pięćset stron antraktu

Autor: Redakcja: Wolfang, Tomasz 'Asthariel' Lisek

Zgromadzenie cieni
Wymyślenie dobrej, ciągnącej się przez kilak tomów fabuły to nieproste zadanie. Czasami zdarza się, że autor zawiązał już akcję, nie jest jednak jeszcze gotów znacząco popchnąć historii do przodu. I wtedy powstają książki takie jak Zgromadzenie cieni.

Od wydarzeń z Mroczniejszego odcienia magii upłynęły cztery miesiące. Życie w Czerwonym Londynie wraca do normy po magicznej zarazie, jednak nie wszystko jest takie jak przedtem. Dręczony wyrzutami sumienia Kell utracił zaufanie królewskiej pary, przez co w zamku czuje się bardziej jak więzień niż członek rodziny. Lila zdobyła miejsce na korsarskim statku, by wraz z jego załogą napadać i łupić pirackie okręty. Rhy natomiast coraz poważniej traktuje swoje obowiązki następcy tronu – a swoistym sprawdzianem kompetencji jest dla niego stanowisko organizatora Igrzysk Żywiołów, widowiskowego magicznego turnieju, w którym potykać się będą czarodzieje z trzech największych w tym świecie państw. Antari i świeżo upieczona kaperka, postanawiają stanąć w konkursowe szranki, każde ze swoich powodów. Sprawę utrudnia fakt, że żadne z nich nie ma do tego prawa, konieczne są więc podstęp i niezwykła ostrożność. W międzyczasie w Białym Londynie po upadku bliźniaczych władców magia zaczyna budzić się do życia za sprawą nowego króla – odrodzenie owo wiąże się jednak z kosztami, które przyjdzie zapłacić mieszkańcom wszystkich światów.

Największymi zaletami poprzedniego tomu były dynamiczna akcja i barwne "oligowersum" wykreowane przez autorkę. Niestety tym razem nie będzie nam dane się nimi nacieszyć. Największym problemem Zgromadzenia cieni jest bowiem fakt, że gros miejsca poświęcono tu przebiegowi Igrzysk – wydarzeniu barwnemu i widowiskowemu, ale sposób oczywisty pozbawionemu znaczenia dla fabuły całego cyklu. Natomiast wątki, które w kolejnej części okażą się kluczowe, są jedynie od czasu do czasu wspominane w krótkich wtrąceniach i dopiero na ostatnich kartach powieści zaczynają grać pierwsze skrzypce – by zwieńczyć ten tom cliffhangerem. Słowem, prawdziwej akcji jest tu tyle, co kot napłakał.

Skutek jest taki, że do lektury zakrada się nuda – choć nie mogę powiedzieć, żebym przy czytaniu ziewał, to powieść nie zdołała mnie wciągnąć, jak zrobiła to jej poprzedniczka. Kolejne magiczne pojedynki zdają się zresztą nużyć nawet samą pisarkę, która na przemian precyzyjnie je opisuje i jedynie z grubsza wspomina ich przebieg – a zmiana stylu czasami następuje w połowie potyczki. Bardziej interesujące, choć pozbawione dynamizmu, mogą być sceny odbywające się poza turniejowymi arenami, prezentujące relacje Lili z jej kapitanem (również uczestnikiem Igrzysk), Kella z Rhyem i parą królewską oraz samej dwójki głównych bohaterów, którzy krążą wokół siebie, jednak wciąż nie chcą się przyznać do łączącego ich uczucia. Jeżeli dodać do tego wątek homoseksualnego romansu księcia i rozterki Kella wahającego się pomiędzy lojalnością a pragnieniem wolności, okaże się, że największą zaletą tej teoretycznie przygodowej powieści są poboczne wątki obyczajowe.

Skutkuje to pewnym pogłębieniem charakterystyk postaci, choć wciąż nie sposób nazwać ich szczególnie oryginalnymi. Kell z buntownika przemienia się w typowy przykład bohatera potężnego, ale użalającego się nad własnym losem, podczas gdy Lila niebezpiecznie dryfuje w kierunku Mary Sue, gdyż okazuje się dobra we wszystkim, czego się dotknie – najlepszym przykładem są jej turniejowe dokonania, biorąc pod uwagę fakt, że sama ćwiczy z magią raptem od kilku miesięcy, mierzy się zaś z najpotężniejszymi czarodziejami świata. Jeżeli jednak pominąć pewną schematyczność, postacie uznać należy za udane – ich wzajemne stosunki, ulegające płynnym przemianom, zostały skonstruowane wiarygodnie i interesująco, zaś dialogi zasługują na pochwałę – o ile kogoś nie będzie drażnić skłonność Bard do ciągłego pyskowania.

Autorka skorzystała również z okazji, by rozbudować nieco wykreowany przez siebie świat. Poznajemy dwa nowe państwa leżące w "czerwonym" świecie oraz ich ustroje i obyczaje, a także dowiadujemy się odrobinę więcej o Czarnym Londynie. Nowinek jest jednak stosunkowo niewiele, w porównaniu do poprzedniej części cyklu. Dodatkowo przez fakt, że większość czasu spędzamy w jednym świecie, ten tom wydaje się uboższy niż Mroczniejszy odcień magii, gdzie podróże między podobnymi, a tak bardzo różnymi światami stanowiły o niezwykłości powieści.

Tak jak bardzo podobał mi się Mroczniejszy odcień magii, tak Zgromadzenie cieni stanowiło rozczarowanie. Nie jest powieścią złą, ale brak jej tego magnetyzmu, która z wielką siłą przyciągnęła mnie do tomu pierwszego. Zbyt wyraźnie jest też jedynie zapchajdziurą przed kolejnym, miejmy nadzieję znacznie lepszym, tomem. 

6.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Zgromadzenie cieni
Cykl: Odcienie magii
Tom: 2
Autor: V.E. Schwab
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Wydawca: Zysk i S-ka
Data wydania: 26 czerwca 2017
Liczba stron: 530
Oprawa: miękka
Format: 145×205mm
ISBN-13: 978-83-8116-068-1
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Mroczniejszy odcień magii
Londyn w czterech smakach
- recenzja
Mroczniejszy odcień magii
Magiczna lektura à la Gaiman
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.