» Recenzje » Zaklęcie na wiatr

Zaklęcie na wiatr


wersja do druku

Ni pies, ni wydra

Autor: Redakcja: Michał 'von Trupka' Gola

Zaklęcie na wiatr
Temat modny kilkadziesiąt lat temu, także na fali filmów takich jak Szkarłatny pirat, powraca do łask - nowe powieści przygodowe o piratach i marynarzach ostatnio zaczęły pojawiać się na półkach księgarni. Ale nie każda jest sukcesem.

Paulina Kuzawińska to autorka nieomal nieznana: w sieci są z nią dosłownie dwa wywiady, nie ma informacji o jej wcześniejszych publikacjach. Mogę więc z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że Zaklęcie na wiatr to jej debiut w ogóle - nie tylko powieściowy. I to niestety widać.

Powieść jest typową przygodówką dla młodszego czytelnika. Gwinto Gerk, kapitan piratów, przybywa do domu rodzinnego domu z pewną propozycją. Ta zostaje odrzucona, pirat odpływa, ale podążający za nim inkwizytorzy puszczają gospodarstwo z dymem. Siostra Gwinta zostaje ciężko okaleczona, ginie jego przyjaciel, a młody siostrzeniec, Arion, ledwo uchodzi z życiem i obwinia się o śmierć rodziców. Na dodatek kapitan ma w perspektywie niebezpieczną wyprawę na spotkanie z… bogami. Piraci - tu nazywani dragitami - zabijają smoki, które ukrywają na swoich terytoriach potęgujące magiczną moc kryształy. Arion, chcąc nie chcąc, dołącza do dragitów, ale jego konflikt z wujem nie jest łatwy do rozwiązania - zwłaszcza gdy na horyzoncie pojawia się śliczna księżniczka. Gwinto ma zamiar poprowadzić załogę do leża smoków i wypełnić przy okazji misję podstępnego królewskiego maga, ale nic oczywiście nie może być takie proste.

To w skrócie zarys fabuły Zaklęcia na wiatr i trzeba przyznać, że zapowiada on moc wydarzeń. I rzeczywiście: mamy trochę potyczek, spory między załogą dragickiego okrętu, kłótnie Ariona z Gwintem, dramatyczne poszukiwania zdrajcy na okręcie, bitwę morską, w końcu poszukiwania skarbu… Problem jednak jest taki, że wszystko wydaje się skrótowe, chaotyczne i po prostu nieprzemyślane.

Celem wyprawy dragitów ma być smoczy skarb. W międzyczasie jednak bohaterowie zdają się krążyć bez sensu po oceanach, wykonują inne zadania, kłócą się, napadają na okręt księżniczki, ostatecznie powieść kończy się zdobyciem czegoś zupełnie innego, niż się spodziewaliśmy. Nawet wątki poboczne zdają się prowadzić donikąd i jedynie rozpychać książkę objętościowo; przykładowo opisywany spisek przeciwko aktualnemu królowi i zalążki rebelii ostatecznie nie mają większego znaczenia dla fabuły, a wprowadzone zostały chyba wyłącznie jako koloryt. Oczywiście może inaczej by było, gdyby zapowiadano część drugą - wtedy może byłby w tym jakiś sens - jednak w wywiadach sama autorka pisała, że zakończenie jest półotwarte, a czy kolejny tom powstanie, sama nie wie, chociaż jakieś plany miała.

Fabuła to nie wszystko. Postaci na początku zostały jasno nakreślone, a ich charaktery zdawały się okrzepnięte, jednak w trakcie lektury okazuje się, że nie do końca wiadomo, jak to z nimi jest. Arion, który szybko przejmuje od Gwinta pałeczkę protagonisty, czasem sprawia wrażenie dojrzałego nastolatka, czasami rozkapryszonego, naburmuszonego przedszkolaka; obraża się, robi awantury, a chwilę później radośnie ćwiczy z załogą walkę mieczem; jego żałoba po traumatycznych wydarzeniach i utracie rodziny zdaje się trwać dosłownie kilka minut, po czym objawia się wyłącznie okazjonalnymi wyrzutami wobec wuja. Gwinto momentami jest twardym, doświadczonym kapitanem (ale jak nim został - nie mamy pojęcia), a za chwilę staje się niezdecydowaną, miękką kluchą. Ale bywa i gorzej: postać księżniczki Luminy, początkowo interesująca i mająca pewien potencjał, szybko okazuje się być… no właśnie nie wiadomo po co. Cała książka mogłaby spokojnie obyć się bez niej i nic nie stracić - wydaje się, że jedynym powodem wprowadzenia bohaterki była chęć autorki do podsunięcia Arionowi ewentualnej ukochanej.

Dla równowagi muszę pochwalić jeden aspekt: research. Kwestie okrętów, żeglarstwa i związanych z nimi terminologii autorka sprawdziła dogłębnie i widać, że wie, o czym pisze. To miła odmiana po lekturach takich jak Piratika Tanith Lee, gdzie okręty równie dobrze można by zastąpić tratwami, akcję przenieść z oceanu na rzekę -  niewiele by się w książce zmieniło w ogóle, a fabuły by to nie dotknęło w najmniejszym stopniu.

Przez te wątki bez polotu, postaci bez pomysłu na siebie i fabularne labirynty prowadzące w ślepe zaułki Zaklęcie na wiatr traci niemal całą atrakcyjność. To, co zapowiadała się jako dynamiczna przygodówka dla młodzieży, z typowym wątkiem “ważna misja i zemsta”, ale też z całkiem interesującym światem przedstawionym, ostatecznie okazało się lekturą nudnawą i dość męczącą. Autorka nie udźwignęła tematu, niestety. Może kolejne teksty wyjdą jej lepiej?

4.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Zaklęcie na wiatr
Autor: Paulina Kuzawińska
Wydawca: Genius Creations
Data wydania: 31 marca 2018
Liczba stron: 466
Oprawa: miękka
Cena: 34,99 zł



Czytaj również

Świat w pudełku
Kupić, przeczytać, zapomnieć
- recenzja
Po drugiej stronie
Splątane historie
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.