» Recenzje » Wyczarowanie światła

Wyczarowanie światła


wersja do druku

Nadmiar zwyczajności

Autor: Redakcja: Tiszka

Wyczarowanie światła
Tym, co wyróżniało Mroczniejszy odcień magii V. E. Schwab na tle innych powieści przygodowych, było nietypowe, barwnie opisane „oligowersum”. Zgromadzenie cieni zmarginalizowało podróże między światami, skupiając się na wydarzeniach w Czerwonym Londynie. Miałem wielką nadzieję, że Wyczarowanie światła odwróci tę tendencję. Niestety, rozczarowałem się.

Mroczny byt rodem z Czarnego Londynu, Osaron, obecnie zamieszkujący ciało białego antariego, Hollanda, podstępem zwabił Kella do Białego Londynu, sam zaś wyruszył na podbój Czerwonej wersji miasta. Jego magia zmienia mieszkańców w posłuszne skorupy – lub spala ich na popiół, jeżeli się opierają. Stolica Imperium Arnezyjskiego chyli się ku upadkowi. Jedynie garstka ludzi, ukrytych w zabezpieczonym potężnymi czarami pałacu, stawia odpór najeźdźcy. Przyjdzie im sięgnąć po najbardziej desperackie środki i poświęcić to, co im najbliższe, jeżeli chcą zwyciężyć.

Trzeci tom Odcieni magii to pod wieloma względami pozycja godna polecenia. Mnie jednak rozczarowała. Tom pierwszy urzekł mnie nie dynamiczną akcją czy dość sztampowymi bohaterami, a wizją trzech wersji Londynu, z których każda miała własny, wyraźnie wyczuwalny nastrój. To właśnie przeskoki między światami, te zmiany kolorytu, nadawały książce wyjątkowego charakteru. Wyczarowanie światła, podobnie jak Zgromadzenie cieni, niemal w całości rozgrywa się w jednym świecie – pojawiają się wprawdzie akapity poświęcone wydarzeniom w Białym i Szarym Londynie, są one jednak krótkie i w gruncie rzeczy pozbawione znaczenia. Skutkiem tego zabiegu książka utraciła wiele z tego, co wyróżniało ja na tle innych przedstawicieli gatunku – to dobra powieść przygodowa, ale nic więcej.

Oczywiście wciąż można całkiem nieźle bawić się podczas lektury. Kell i Lila ciągle pakują się w coraz to gorsze kłopoty, walczą o życie i zdrowe zmysły, zastawiają pułapki i sami w nie wpadają. Dzieje się dużo, a tempo jest dostatecznie duże, by do lektury nie zakradała się nuda. Autorka stopniowo podgrzewa atmosferę, rzucając bohaterom pod nogi coraz to nowe kłody i nie szczędząc im bolesnych doświadczeń. Napięcie jednak nie jest tak wielkie, jak można by oczekiwać po skali zagrożenia, z jaką przychodzi się im mierzyć.

Problem ten wynika z decyzji pisarki, by uczynić Osarona bytem niemal bezgranicznie potężnym – w szczytowej formie wystarczy mu pomyśleć, by zmienić świat dookoła, zmarszczyć brwi, by zabić. Z pozoru powinno to pomagać budować napięcie, w praktyce jednak okazuje się błędem – bowiem aby nasi śmiałkowie mogli mieć choćby cień szansy, wróg tego typu musi zachowywać się albo głupio, albo pasywnie. Tutejszy czarny (nomen omen) charakter łączy obie te cechy: większość czasu spędza na biernym czekaniu, co będzie lub małostkowych przemyśleniach, z rzadka jedynie dając pokazy swojej mocy – a nawet wtedy raczej bawi się z przeciwnikami niż faktycznie próbuje ich zabić, choć robi to w sposób widowiskowy i mogący budzić emocje. Sytuacji nie poprawia fakt, że cały motyw walki z pradawnym złem jest tu ukazany w sposób do bólu sztampowy i bazuje na ogranych rozwiązaniach, takich jak poszukiwanie tajemniczego artefaktu, który pozwoli pokonać zło. Nie pomaga również skłonność autorki od sięgania po szczęśliwe sploty okoliczności ani to, że zwroty akcji zwykle dają się przewidzieć z wyprzedzeniem. Wszystko te cechy powodują, że stanowione przez Osarona zagrożenie szybko staje się iluzoryczne, a lektura przestaje emocjonować. Dopiero finałowa walka potrafi na nowo wzbudzić przygasły entuzjazm i wywołać nieco żwawsze bicie serca.

Pomijając owego nieszczęsnego antagonistę, który, jak już wspomniałem, robi nie najlepsze wrażenie, kreacja postaci stoi na przyzwoitym poziomie. Ich sylwetki pogłębiły się nieco od czasów tomu pierwszego, dzięki czemu nasi bohaterowie wyszli nieco poza ramy stereotypów, które ich zrodziły. Dylematy księcia, trudne relacje Kella z rodziną królewską, jego uczucie względem brata i Lili oraz (odwzajemniona) niechęć do Alucarda, ukryta, romantyczna strona Hollanda – każdy z tych elementów został skonstruowany w sposób przemyślany i robi pozytywne wrażenie. Niektórym może przeszkadzać pewien nadmiar wątków obyczajowych – przykładowo opisy stosunków rodzinnych kapitana czy przeszłości białego antariego mogą być interesujące, ale równocześnie rozwadniają akcję, nie mają bowiem dla niej większego znaczenia. Przyczepić mogę się również do charakterystyki Lili, która niestety ostatecznie przeobraziła się w Mary Sue – jest wyśmienitą wojowniczką, prawdopodobnie najsilniejszym czarodziejem wszystkich światów, mistrzynią złodziejstwa, ogólnie czego by się nie chwyciła, jest w tym najlepsza. Co gorsza, jest również tego świadoma, przez co jej arogancja bywa męcząca. Pojawia się wprawdzie jeden moment, w którym nie poradziłaby sobie bez pomocy innych, co na chwilę przydaje jej człowieczeństwa, potem jednak wszystko wraca do normy. Na szczęście, pomijając samochwalstwo panny Bard, dialogi wciąż stoją na niezłym poziomie, zarówno te lżejsze, wypełnione złośliwymi docinkami, jak i te poważniejsze, traktujące o uczuciach czy pragnieniach.

W natłoku wydarzeń autorce nie zostało wiele miejsca na prezentację scenerii, toteż nie dowiadujemy się zbyt wiele nowego o wykreowanym przez nią uniwersum. Jak już wspomniałem, większość czasu spędzamy w Czerwonym Londynie – głównie w miejscach, które poznaliśmy w poprzednich tomach. Jedyną okazją do zobaczenia czegoś nowego jest morska wyprawa, na którą w pewnym momencie wyruszają nasi bohaterowie. Opuszczamy wtedy na trochę stolicę, by podziwiać inne „czerwone” miasta, z ich wątpliwymi urokami i czyhającymi tam na nieostrożnych niebezpieczeństwami, a także nielegalny targ na wodzie, będący jednocześnie najbarwniejszym i najbardziej przesyconym ogranymi kliszami miejscem w całej powieści – jakby to dziwnie nie brzmiało.

Wyczarowanie światła jest dość przeciętną powieścią przygodową o interesującej kreacji postaci i sprawnie napisanych dialogach i umiarkowanie porywającej, nieco sztampowej fabule z mocnym finałem. To finał trylogii, który elegancko domyka wszystkie wątki, ale zostawia autorce furtkę dla potencjalnej kontynuacji. To niezła lektura, ale marna kontynuacja – nie ma w niej bowiem tego, co było najlepsze w tomie pierwszym. Szkoda.

6.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Wyczarowanie światła
Cykl: Odcienie magii
Tom: 3
Autor: V.E. Schwab
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Wydawca: Zysk i S-ka
Data wydania: 21 maja 2018
Liczba stron: 696
Oprawa: miękka
Format: 145×205 mm
ISBN-13: 978-83-8116-355-2
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Zgromadzenie cieni
Pięćset stron antraktu
- recenzja
Mroczniejszy odcień magii
Londyn w czterech smakach
- recenzja
Mroczniejszy odcień magii
Magiczna lektura à la Gaiman
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.