» Artykuły » Inne artykuły » Wieści z warsztatu #11

Wieści z warsztatu #11


wersja do druku
Autor: Redakcja: Marcin 'malakh' Zwierzchowski

Wieści z warsztatu #11
To w sumie dość, powiedzmy, osobliwe, pisać wieści z warsztatu, gdy książkowy debiut dopiero przede mną (chociaż bardzo blisko). Więc może zamiast tego, nad czym aktualnie pracuję – bo kogo to obchodzi? – opowiem o tym, co ma się właśnie ukazać, o Śmiertelnym bogu.

Nigdy nie przypuszczałem, że Śmiertelny bóg ukaże się drukiem i że będzie to akurat moja debiutancka książka, może gdyby tak było, stonowałbym pewne elementy, a tak poszedłem na całość: nie ugłaskałem bohaterów ani świata, nie zawarłem żadnych fabularnych kompromisów.

Nie chcę tu przywoływać streszczenia fabuły, można je znaleźć w blurbie na czwartej stronie okładki, nie chcę też zamienić tego artykułu w kolejną odsłonę z cyklu "Co autor chciał powiedzieć, może tak by go zapytać?" (aczkolwiek zaznaczę, że coś chciał), więc może zrobię co innego – opowiem, skąd brałem natchnienie.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Inspirowała mnie twórczość Lovecrafta i jego następców, echa takich opowiadań jak W górach szaleństwa czy Zew Cthulhu pobrzmiewają głośno, ale i kino Nowej Przygody. Reszta – elementy militarnej sensacji i szczypta science fiction – przyszły same, były logicznym następstwem tak, a nie inaczej poprowadzonych wątków. Mamy więc starożytne tajemnice, spiski, egzotyczne miejsca i krwawe kulty.

Świat w Śmiertelnym bogu jest odbiciem naszego w krzywym zwierciadle i ten sam zabieg przeprowadziłem w stosunku do głównego bohatera. Zamiast Indiany Jonesa czy Jacka Ryana czytelnik otrzyma Reinera Erharda. Od początku wiedziałem, że "nośność" książki będzie zależeć przede wszystkim od niego, a on jest nazistą, kapitanem gestapo –to nie typ bohatera, który rozdaje dzieciom lizaki. Miałem trudne zadanie przed sobą – nie zamierzałem rezygnować z surowego wizerunku, a jednak chciałem, by czytelnik z nim sympatyzował; lektura nie miała być mordęgą, w której śledzimy losy antypatycznego nazistowskiego siepacza. Reiner Erhard musiał więc stać się wiarygodny w swojej roli, a jego motywacje zrozumiałe. Zabrałem się za to z dwóch stron – rysując antagonistów jeszcze ostrzej i nadając mu łagodniejsze, drugorzędne, bardzo ludzkie cechy.

Czy mi się udało, zdecydujcie sami.



Czytaj również

Slavika: Równonoc
Jednak zła nie zwalczyliśmy
- recenzja
Slavika: Równonoc
Czy warto było przeprowadzić się nad Bałtyk?
Wywiad z Marcinem Wełnickim
Łatwiej wymyślać planszówkę, niż pisać tysiącstronicową powieść
Slavika
Strategia ukryta w kartach
- recenzja
Zagłada Atlantydy
Mityczna gra o zaginionym lądzie
- recenzja
Testament Damoklesa - Marcin Wełnicki
Cthultystyczna książka
- recenzja

Komentarze Obserwuj


~Preissenberg

Użytkownik niezarejestrowany
    śmiertelny bóg
Ocena:
0
No jestem ciekaw debiutu, w szczególności jak to się wszystko w "Śmiertelnym bogu" rozwinie i zakończy. Pozycja przyciąga mnie swoim niekonwencjonalnym tytułem. Mam nadzieję, że ostatecznie skuszę się ją kupić i przeczytać. I że nie będzie to kiepsko rozegrana fabuła a styl będzie przystępny.
14-09-2010 12:37
~Thoctar

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Książkę przeczytam, bo elementy sztampowe (sukces nazistów za którym stoi starożytna magia? było) lączą się z niesztampowymi i ogólnie lubię książki przygodowe.
15-09-2010 15:12

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.