» Recenzje » Trylogia "Wojen Magów" - Mercedes Lackey

Trylogia "Wojen Magów" - Mercedes Lackey

Trylogia
Trylogia zatytułowana Wojny Magów od lat budzi skrajne emocje u czytelników – jedni ją kochają, nazywając najbardziej magiczną z serii napisanych przez Mercedes Lackey, inni krytykują, wytykając wszelkie niedoróbki i nieścisłości. Zobaczmy, gdzie leży prawda.

Na serię składają się tomy: Czarny gryf, Biały gryf oraz Srebrzysty gryf. Są to pierwsze pozycje z universum Velgarth, które autorka tworzyła wspólnie z mężem, Larrym Dixonem. W Polsce ukazały się w latach 1997-1998 nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka. Akcja książek dzieje się kilka tysięcy lat przed wydarzeniami przedstawianymi w pozostałych trylogiach i dylogiach o Heroldach z Valdemaru. Pomimo tego, iż Wojny magów najsilniej łączą się z cyklem o magicznych burzach (Trylogia Magicznych Burz: Zwiastun burzy, Burza, Przesilenie), wyjaśniając, skąd wzięło się to zjawisko, nie trzeba znać żadnych innych powieści tej autorki, aby zrozumieć prezentowane pozycje. Jest to najbardziej samodzielna i oderwana od Valdemaru seria, którą można z powodzeniem traktować jako osobną lekturę, ale też jako wprowadzenie do całego cyklu o Heroldach.

Czarny gryf to historia ostatnich tygodni wojny między sprzymierzeńcami Maga Ciszy Urtho a armią Ma’ara, pragnącego kontroli nad wszystkimi sąsiednimi krainami. Wbrew pozorom fabuła tego tomu nie koncentruje się na działaniach wojennych, tylko na życiu obozu będącego zlepkiem różnych klanów, kultur, a także magicznych ras. Wszystkie te grupy jednoczy walka ze wspólnym wrogiem, co wcale nie znaczy, że nie ma między nimi wzajemnych animozji. Jak w każdym zbiorowisku ludzi, także tam do głosu dochodzą brak tolerancji, uprzedzenia oraz ambicje i przekonanie o własnej wyższości. Na tle wielkiego dramatu, jakim jest wojna, rozgrywają się małe ludzkie i... gryfie tragedie. Sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie, a nam, czytelnikom, dane jest zobaczyć jedynie fragment obozowej rzeczywistości. W centrum wydarzeń zaś znajduje się gryf Skandrannon Rashkae oraz lekarz duszy – kestrachern o imieniu Bursztynowy Żuraw.

Skan to jeden z najwspanialszych przedstawicieli gryfów, stworzonego przez Urtho gatunku magicznych istot rozumnych, pod wieloma względami bardzo przypominających ludzi. Z narażeniem życia bierze udział w misjach zwiadowczych, unikając ataków żołnierzy Ma’ara oraz jego tworów, gryfopodobnych makarów. Chociaż w każdej chwili może zginąć, gryf stara się czerpać z życia pełnymi... pazurami. Popisuje się przed gryficami, romansuje, przekomarza się z przyjaciółmi, starając się wszystkim pokazać, że chociaż sytuacja jest niepewna, to on nie traci nadziei na zwycięstwo. Z kolei Bursztynowy Żuraw to lekarz ciała i ducha, każdego dnia mierzący się z ludzkim (i nie tylko) cierpieniem, zwątpieniem i gniewem. Wykorzystując dar empatii i wieloletnie doświadczenie, pomaga pacjentom odzyskać spokój i wrócić do równowagi.

W sytuacji, w której każdy dzień może być ich ostatnim, a załamanie frontu i ostateczna rozgrywka walczących wojsk są tylko kwestią czasu, między Skanem i Żurawiem tworzy się niezwykła przyjaźń, która pokonuje międzygatunkowe bariery. Bohaterowie wspólnie spiskują, aby zapewnić przetrwanie gryfom w przypadku, gdyby zabrakło ich stwórcy, angażują się w treningi jednostek i opracowywanie nowych strategii walki, a oprócz tego zwyczajnie cieszą się z każdego kolejnego dnia, który udało im się przeżyć.

Wydarzenia przedstawione w Białym gryfiekolejnym tomie cyklu, rozgrywają się kilkanaście lat po wojnie. Niedobitki armii Urtho rozpierzchły się po całym kontynencie, przechodząc przez magiczne bramy. Część z nich, złożona z magicznych istot – gryfów, jaszczurek hertasi, przypominających antylopy dyheli, a także wilkopodobnych kyree – oraz ludzkiego klanu Kaledain, po długiej i niebezpiecznej wędrówce osiedliła się i zbudowała miasto, Białego Gryfa. Nieoczekiwanie okazało się, że nieświadomie przekroczyli granice terytorium należącego do tajemniczych "czarnych królów", a jedynym sposobem, aby zażegnać potencjalny konflikt, jest delegacja do stolicy cesarstwa ludu zwanego Haighlei. Skandrannon i Bursztynowy Żuraw wyruszają z rodzinami w niebezpieczną misję dyplomatyczną, nie wiedząc, że kierują się prosto w sam środek intrygi mającej na celu podważenie władzy cesarza. Wraz z przybyciem cudzoziemców zaczyna się seria krwawych morderstw, których ofiarą padają kolejne damy dworu sprzeciwiające się sojuszowi z mieszkańcami Białego Gryfa, a podejrzenia padają najpierw na Skana, a potem na Bursztynowego Żurawia. Bohaterowie – trochę starsi i mniej sprawni, ale nie mniej zdeterminowani – po raz kolejny znajdują się w sytuacji, w której życie wielu osób zależy od ich zimnej krwi, sprytu i umiejętności.

Srebrzysty gryf przenosi czytelnika kolejne kilkanaście lat w przyszłość. Tym razem Skan i Żuraw nie grają pierwszych skrzypiec w powieści. Weterani wojny z Ma’arem są już wiekowi, łamie ich w kościach i nie dla nich młodzieńcze popisy. Za to ich dzieci – córka Żurawia, Klinga i Tadrith, syn Skana – aż rwą się do walki. Młode pokolenie ma dość życia w cieniu legend i chce sprawdzić swoje umiejętności. Klinga i Tad jako członkowie Srebrzystych – organizacji odpowiedzialnej za pilnowanie porządku i ewentualną obronę zbrojną – zostają wysłani w pierwszą samodzielną misję do odległego posterunku na samych obrzeżach terenów należących do Białego Gryfa. Wkrótce po rozpoczęciu powietrznej podróży atak magiczny nieznanego pochodzenia strąca ich na ziemię, niszcząc nie tylko ich środek transportu, ale także większość zapasów. Ranni i bez możliwości wezwania pomocy muszą przetrwać w obcym miejscu, mierząc się z niewidocznym wrogiem, który powoli zacieśnia wokół nich śmiertelną pętlę...

Skrócony zarys fabuły całej trylogii jasno pokazuje, że nie jest ona spójna konstrukcyjnie, a każdy kolejny tom to zupełnie inny typ powieści. Czarny gryf to fantasy ze sporym zacięciem obyczajowym, na pierwszym planie przedstawiająca wzburzone ludzkie emocje oraz codzienne obozowe sprawy. Nie jest to rozbudowana, epicka historia o starciu dwóch magicznych potęg, jak sugeruje tytuł trylogii – Wojny Magów. Podobnie jest z pozostałymi pozycjami cyklu. Biały gryf łączy fantasy z dodatkiem thrillera psychologicznego i kryminału, gdzie czytelnik obserwuje, jak bohaterowie powoli zbliżają się do ustalenia tożsamości nieznanego złoczyńcy. Srebrzysty gryf z kolei przypomina hybrydę powieści fantasy, przygodowej i grozy, z elementami survival horroru. Dzięki takiej formie seria jest różnorodna i ciekawa, choć niektórych czytelników może irytować rozbieżność między wywołanymi tytułem serii oczekiwaniami a treścią poszczególnych powieści.

Lackey i jej mąż naprawdę przyłożyli się do pisania tej serii. Kreacja świata przedstawionego jest niezwykle barwna i zaskakuje liczbą drobnych, lecz istotnych szczegółów, a każde z wielu prezentowanych miejsc jest dopracowane i dokładnie scharakteryzowane. Dzięki bardzo plastycznym i sugestywnym opisom, obóz Urtho z pierwszego tomu aż tętni życiem. Czytelnik ma wrażenie, że widzi niezliczoną ilość ludzi i różnych istot magicznych, a także słyszy gwar rozmów, sprzeczki i wesołe przekomarzania oraz świergot ptaków posłańców. Duszna atmosfera ściśniętej na niewielkiej powierzchni grupy ludzi i nieludzi, napięcie i niepokój towarzyszące wyczekiwaniu na kolejne wieści z frontu – wszystkie te elementy są świetnie oddane.

Trochę gorzej wypada pałac królewski Haighlei, będący głównym miejscem akcji w Białym gryfie. Pałac jak pałac – marmury, fontanny i ustronne zakątki pełne zieleni... Wszystko to już było. Z tą typowością kontrastuje interesujący obraz tamtejszej kultury, która ma bardzo mocno zarysowany podział kastowy, jest z zasady nieufna i niechętnie nastawiona do zmian. Jedynym czasem, kiedy można wprowadzić reformy – tak w zasadach rządzenia państwem i regułach kontaktów międzypaństwowych, jak i w prawach dotyczących sposobu kształcenia, zawierania małżeństw czy karania – jest przypadające raz na dwadzieścia lat zaćmienie, podczas którego cesarz obwieszcza listę dekretów. Oczywiście, jeśli przyjrzymy się dokładniej, znajdziemy tutaj odniesienia do kultury Indii (podział kastowy oraz obecność tzw. nietykalnych, czyli osób nieczystych), a także starożytnego Egiptu, m.in. w zakresie roli słońca i jego zaćmienia, jako zapowiedzi nieuchronnych zmian. Jednak kluczem do sukcesu nie jest tutaj całkowita oryginalność, lecz stworzenie nowej wartości w oparciu o elementy znane, wymieszane z rzeczami wymyślonymi przez autorów. Wielkim plusem tego tomu jest również pokazanie zderzenia dwóch całkowicie różnych światopoglądów, a także procesu przełamywania wrogości i braku zrozumienia po obu stronach.

W tomie trzecim z kolei króluje mroczna dżungla. Autorzy odmalowali wyrazisty i przekonujący obraz dzikiego, nieprzystępnego lasu, pełnego przesiąkającej przez wszystkie osłony wilgoci i wszędobylskich owadów, a także tajemniczych dźwięków i szelestów, które potęgują wrażenie bezbronności i osaczenia u bohaterów. Dzięki sugestywnemu budowaniu nastroju towarzyszące Tadowi i Klindze poczucie zagrożenia, zmuszające ich do coraz większego wysiłku i pośpiechu, narasta ze strony na stronę i dosięga też czytelnika, absorbując jego uwagę i zwiększając napięcie towarzyszące lekturze.

Pisząc o zaletach Wojen Magów, nie sposób pominąć kreacji bohaterów – tak protagonistów, jak i bohaterów pobocznych. Wspomniani wcześniej Busztynowy Żuraw i Skandrannon to niezapomniany duet, który wyjątkowo łatwo polubić. Są pełni życia i zmienni. Nie są to papierowe kukiełki, nie można im odmówić głębi ani złożoności, a ich największą zaletą jest pokazany w książkach proces ewolucji. Tak jak oni sami, ich przyjaźń ulega zmianom wraz z upływem czasu, głównie z powodu nowych okoliczności i innych osób, które pojawiają się w życiu wspomnianej dwójki. Z kolei główni bohaterowie Srebrzystego gryfa, dzieci Skana i Żurawia, są dokładnie tacy, jak można by oczekiwać, znając ich rodziców. Są młodzi i niecierpliwi, jednak postawieni w trudnej sytuacji potrafią się zmobilizować i – podobnie jak ich ojcowie – działać w sposób odpowiedni do okoliczności. Także oni zmieniają się na kartach książki, walka o życie pomaga im pogodzić się z pewnymi rzeczami, spojrzeć na nie z innej strony i dorosnąć.

Warto także wspomnieć o licznych bohaterach drugoplanowych. Z tego barwnego grona uzdrowicieli, członków klanu Kaledain, magów, wojowników, reprezentantów magicznych ras i czarnych Haighlei, na pierwszy plan wysuwa się kilka postaci. Pierwszą z nich jest nieśmiała, czarująca gryfica Zhanell, na której widok mocniej zabije serce pewnego aroganckiego gryfa. Jej przemiana z zastraszonego i niepewnego pisklątka w dumną reprezentantkę własnego gatunku to jedna z najlepszych kreacji w trylogii. Kolejną wartą uwagi osobą jest Zimowa Łania, kobieta kryjąca równie wiele tajemnic co kompleksów. Prawdziwą perełkę stanowi kreacja hertasi Gestena – służącego Żurawia. Ta pyskata i zadziorna jaszczurka, kryjąca bardzo wrażliwe i troskliwe wnętrze, stanowi źródło wielu zabawnych sytuacji. Jej konfrontacje z pracodawcą niosą powiew świeżości, pozwalają spojrzeć z większym dystansem na niektóre wydarzenia i na głównych bohaterów, nadając im zdecydowanie nieheroiczny wymiar. Nie zapominajmy także o cesarzu Haighlei – władcy uwikłanym w grę polityczną, sieć konwenansów, których musi przestrzegać, a jednocześnie człowieku światłym, pragnącym zmian wizjonerze, który kocha swój lud i śmiało kroczy w raz wybranym kierunku.

Niestety, nie można zapomnieć o jednym poważnym niedociągnięciu, obecnym na szczęście tylko w Czarnym gryfie. Są to wyjątkowo słabo zarysowane postacie dwóch kluczowych antagonistów, magów Urtha i Ma'ara. Chociaż to ich konflikt stanowi główną oś fabularną książki, obaj pojawiają się epizodycznie, i mimo iż wciąż przewijają się w rozmowach innych osób, tak naprawdę niewiele wiadomo o motywacjach przeciwników. W kierunku pierwszego z nich płyną same słowa pochwały, a w stronę drugiego – oskarżenia o okrucieństwo i pragnienie władzy. To kontrastujące wizerunki, niczym yin i yang, jednak ich kreacje, na tle złożonego obrazu całego uniwersum i jego mieszkańców, wypadają szablonowo.

Opisywana trylogia to bardzo dobra i urozmaicona tematycznie seria, przy której nie można się nudzić. Potencjalni czytelnicy powinni jednak pamiętać o różnorodności gatunkowej oraz zmianie protagonistów w trzecim tomie. Z pewnością nie jest to dzieło wybitne, lecz jako literatura rozrywkowa sprawdza się znakomicie. Gorąco zachęcam do poznania tego, trochę już zapomnianego w Polsce, cyklu. Warto dać szansę również dawniej wydanym tytułom – nie wszystkie nadają się tylko do lamusa.

7.5
Ocena recenzenta
6.83
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Czarny Gryf (The Black Gryphon)
Cykl: Wojny Magów
Tom: 1
Autor: Mercedes Lackey, Larry Dixon
Tłumaczenie: Grzegorz Jasiński
Wydawca: Zysk i S-ka
Miejsce wydania: Poznań
Data wydania: 1997
Liczba stron: 356
Oprawa: miękka
Format: 115x183 mm
ISBN-10: 83-7150-233-8
Cena: 19,50 zł.



Czytaj również

Początek
Młodzieżowy balsam dla duszy
- recenzja
Rycerz sowy
- recenzja
Oczy sowy
Magia prostych opowieści
- recenzja
Lot sowy
Powrót do królestwa Valdemaru
- recenzja
Dylogia o Alberichu (cykl o Valdemarze)
W służbie dwóm ojczyznom
- recenzja
Antykwariat: Trylogia Heroldów Valdemaru
Uważaj, czego pragniesz, bo możesz to dostać

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.