» Recenzje » Trucizna

Trucizna


wersja do druku
Trucizna
Jestem związany z Kubą Wędrowyczem już ponad dekadę. Kiedy w 2002 roku sięgałem po pierwszy tom opowiadań, Jakub z miejsca został jednym z moich ulubionych bohaterów. Książkę pochłonąłem błyskawicznie, a szereg powiedzeń i żartów z miejsca stało się dla mnie kanonem poczucia humoru. Dlatego też gdy ujrzałem Truciznę w księgarni, nie miałem żadnych wątpliwości: muszę ją przeczytać!

Wydany w roku 2012 zbiór opowiadań Trucizna jest już siódmą pozycją literacką poświęconą Jakubowi Wędrowyczowi. Po wyraźnie słabszych dwóch poprzednich tomach do Trucizny podszedłem bardzo ostrożnie. Czy słusznie? Zapraszam do lektury.

Nowy zbiór oferuje czytelnikom dwadzieścia opowiadań, rozgrywających się w dobrze im znanych podchełmskich Wojsławicach i okolicach. Autor tym razem odpuścił czytelnikom przeloty balonami ponad Transylwanią i tym podobne atrakcje. Na kartach książki pojawiają się natomiast bliskie fanom postacie drugo- i trzecioplanowe: rodzina Bardaków, posterunkowi Birski oraz Rowicki czy neandertalczycy zamieszkujący sąsiednią gminę. Co więcej, prawie wszystkie opowiadania dzieją się w czasach współczesnych, bez zakrzywiania osnowy czasoprzestrzeni (wyjątkami są Smok i Lazaret). Sprawia to, że fani Wędrowycza niewątpliwie poczują się jak u siebie, a wszystkie najlepsze wspomnienia powrócą jak za starych dobrych czasów.

Jeśli zaś chodzi o konstrukcję opowiadań, to także w tym przypadku czytelnicy mają do czynienia z próbą powrotu do korzeni, czyli pierwszych utworów z Jakubem w roli głównej. Autor postawił na stosunkowo krótkie teksty, składające się z zawiązania akcji, po którym zwykle następuje szybkie rozwinięcie i, oczywiście, zakończenie. Jest to forma literacka, w której pisarz czuje się chyba najlepiej i dzięki której wypracował swoją renomę. Tworzenie długich opowiadań (Pola Trzcin, Homo Bimbrownikus) Pilipiukowi raczej nie wychodzi. Do napisania pełnej powieści potrzebny jest scenariusz, który, planowo rozwijany, zamienia się w jedną całość. Natomiast długie opowiadania były strasznie nierówne, jakby pojedyncze teksty sklejano na siłę w całość, nadrabiając luki fabularne przysłowiowym laniem wody. Zupełnie inaczej czyta się opowiadania krótsze. Tutaj najważniejsza jest idea i jej przelanie na papier. Długofalowe niuanse fabularne są zupełnie nieistotne, podstawę stanowi realizacja jednostkowego pomysłu. W takich to formach Pilipiuk wypada najlepiej. To właśnie one są najbardziej zakręcone, najśmieszniejsze, najbardziej zaskakujące.

Same opowiadania są mocno zróżnicowane tematycznie. Opisują m.in. spotkanie z wróżką Zębuszką, powrót pana szlachcica na włości, kurę znoszącą złote jajka, iście herkulesowe sprzątanie stajni, diabła próbującego (po raz kolejny) porwać duszę Jakuba, wybory lokalnych władz gminy i wywołane tym przesunięcie niefrasobliwych wyborców  w przeszłość, próbę odgadnięcia numerów totolotka przy pomocy kolejnej istoty nie z tego świata, pogrzeb byłego UB-eka, przygodę ze smokiem wawelskim (tym smokiem wawelskim) i kilka innych. Autor nie powiela jednego schematu na trzystu stronach, co jest niewątpliwie zaletą tej książki.

Należy także pokreślić, iż w przypadku Trucizny praktycznie każdy tekst zaczyna się w intrygujący sposób. Widać szarpnięcie i pazur, które przysporzyły Jakubowi grona oddanych fanów. Pomysły są z jednej strony nietuzinkowe, z drugiej zaś balansują na pograniczu absurdu i dobrego smaku. Wszystko to ma posmak typowo wędrowyczowski. Także w warstwie językowej. Niestety wszystko, co dobre, szybko się kończy. W większości tekstów w pewnej chwili całe stworzone napięcie nagle opada. Kończą się nagle w połowie drogi, bez puenty lub choćby świńskiego, charakterystycznego dla twórczości Pilipiuka, żartu. Zupełnie jakby autorem tekstów nie był już pisarz, z bądź co bądź, znacznym dorobkiem literackim, ale debiutant na progu kariery. Na tym tle wyjątkowo dobrze wypadają Lusterko, Dieta Wieczorna raz Wybory, które są napisane dokładnie tak, jak być powinno. Zostały one nie tylko ciekawie zaczęte i rozwinięte, ale także fantastycznie zakończone, z elegancką puentą. Innymi wyróżniającymi się tekstami są Kura, Stajnia i Szczęki. Niestety, to za mało, aby udźwignąć całą książkę. Bardzo dobrze zapowiadały się opowiadania Fuszerka, Goście, Sztanga czy Czarny punkt, jednakże każde z nich jest urwane w połowie. Zdecydowanie zabrakło w nich jakiegoś nietuzinkowego rozwinięcia. Czytając Czortka przeżyłem déjà vu, że to już gdzieś było. I to nie raz. A o opowiadaniach Smok oraz Lazaret najchętniej bym zapomniał. Pozostałe teksty, których nie przytoczyłem także nie zapadły mi w pamięć. Przeczytałem i natychmiast o nich zapomniałem.

Co można napisać, podsumowując Truciznę? Widać próbę powrotu do źródeł i momentami to się udaje. Widać szlif pisarski, są też pomysły o których wyżej wspominałem. Niby wszystko jest w porządku, ale jednak nie… Kilka opowiadań jest napisane na siłę, inne zaś powinny wrócić do redakcji. Gdyby ze zbioru usunięto te najsłabsze, odbiór całości byłby dużo bardziej pozytywny. Zostałyby najlepsze teksty i te przyzwoite. Mierne zaś nie rzutowałyby na  jakość całej książki i nie psułyby finalnej oceny.

Jest wyraźnie lepiej niż w poprzednich dwóch częściach, ale to i tak zdecydowanie za mało.

Szkoda, szkoda, szkoda.

 

 

 

5.5
Ocena recenzenta
6.9
Ocena użytkowników
Średnia z 5 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Trucizna
Cykl: Jakub Wędrowycz
Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 5 listopada 2012
Oprawa: miękka
Format: 125x195 mm
Seria wydawnicza: fantastyczna fabryka
ISBN-13: 978-83-7574-707-2
Cena: 42,99 zł



Czytaj również

Wieszać każdy może - Andrzej Pilipiuk
Tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie
- recenzja
Wieszać każdy może - Andrzej Pilipiuk
Pilipiuk wraca do formy
- recenzja
Operacja Dzień Wskrzeszenia
W pogoni za przodkiem prezydenta
- recenzja
Na nocnej zmianie
Fantastyka fandomowa
- recenzja
Szewc z Lichtenrade - Andrzej Pilipiuk
Historyczne historyjki
- recenzja

Komentarze Obserwuj


Fenris
   
Ocena:
0
Lepiej niż w poprzednich dwóch częściach? Śmiem twierdzić, że dwie poprzednie części to są arcydzieła w porównaniu do "Trucizny". Opowiadania bez żadnej pointy, wyraźnie pisane na czas (5 minut), i po prostu nudne jak flaki z olejem.
02-09-2013 21:18
balint
   
Ocena:
0
Co do odbioru poprzednich dwóch części vs. Trucizna, to oczywiście kwestia osobista oceniającego.
Co do reszty zarzutów, to przecież to napisałem w recenzji... :)
03-09-2013 11:51

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.